Moja dusza ma swoje własne światło.
Swoje własne...
Od słońca niezależne ciemności...
My soul has its own light.
My own...
Darkness independent of the sun...
@sikorskiradek Jedyny komentarz jaki przychodzi mi do głowy...
„Bodajeś konał w rozpaczy! Bodaj ród twój wygasł! Bodaj diabeł duszę z ciebie wywlókł... Zdrajco! Zdrajco! Po trzykroć zdrajco!”
#ZdradaNarodowa
Jedyny komentarz jaki przychodzi mi do głowy...
„Bodajeś konał w rozpaczy! Bodaj ród twój wygasł! Bodaj diabeł duszę z ciebie wywlókł... Zdrajco! Zdrajco! Po trzykroć zdrajco!”
#ZdradaNarodowa
Przegrywamy… Pamiętam, byłam jeszcze dzieckiem, kiedy w telewizji puścili materiał o grupie Polaków, która w lesie świętowała urodziny Hitlera. Normalnie mieli jego portret, przyczepiony do drzewa, wznosili gest dłonią, wspominali, jak to jego przestrzeń życiowa by się dziś przydała w polityce. To było tak dawno, a wryło mi się w głowę na zawsze.
Mamy koniec 2025 roku. Tonę w hejcie, groźbach i kłamstwach, wypisywanych w komentarzach i wiadomościach prywatnych. Osobiście - absolutnie mnie to nie rusza. Jedyne, co mnie boli, to fakt, że nasze zrzutki praktycznie stoją, a moi Patroni coraz częściej znikają (tym mocniej ściskam tych, którzy ze mną są i będą ❤️). Ale ta nienawiść w mediach społecznościowych jest jak wirus, jak zaraza, która zakaża coraz więcej osób. To już nie są tylko hasła „je^*ć Ukraine” ale wymyślne kłamstwa, jak na przykład: Leonid Kuczma potwierdził, że liczba zamordowanych na Wołyniu Polaków to pół miliona ofiar. Polak zmarł, bo personel nie znał polskiego. Ukraińcy przyjmują łapówki na granicy, bo inaczej nie wpuszczają do swojego kraju wolontariuszy. To pierwsze z brzegu przykłady.
Dziś żyjemy w świecie, w którym informacja istnieje bardzo krótko. Czasem zastępowana jest inną, czasem zostawia po sobie tylko wrażenie. Czasem, po prostu, negatywne emocje. Było już wiele badań na temat tego, że fałszywa informacja żyje najdłużej. Badacze z Massachusetts Institute of Technology przeanalizowali ponad 126 tysięcy historii z Twittera, pisanych w latach 2006-2016. Udowodnili wtedy, że fake newsy rozprzestrzeniają się na Twitterze sześciokrotnie szybciej niż informacje prawdziwe. Sześciokrotnie.
Ale to było prawie dziesięć lat temu.
Wczoraj jakiś facet napisał mi komentarz: „wpadnij Aldonko, na rosyjski Donbas. Mogę oprowadzić cię po Doniecku, Ługańsku, Pierwomajsku, Gorłowce”. Zachodzę w profil, a tam gościu pozuje do zdjęcia z czerwoną flagą z sierpem i młotem. Idzie jakaś kolorowa defilada, na niej dzieci z portretami Putina. Na jednym ze zdjęć pan od zaproszenia trzyma kałacha. Wszystko dzieje się w Mińsku. Ale to nie jedyny taki człowiek, jaki już się nawet nie kryje z miłością do Władimira. Tani gaz, brani naród, oni sami się prosili…
Jeśli to mało przekonujące, z pomocą idą blogerzy.
Blogerzy normalizują Rosję, pokazując codzienne życie w Moskwie. Porównują ceny masła do tych z Biedronki. Pieją z zachwytu, że grzejniki parzą, i u nas też by mogły - gdybyśmy kupowali rosyjski gaz. Są organizacje w Niemczech, które oficjalnie wysyłają pomoc humanitarną na Donbas. Ale - ten okupowany Donbas. „Czekały, czekały i się doczekały matki Rosji” - głosi podpis pod zdjęciem chudej babinki, która wygląda tak, jakby dwa ostatnie lata życia spędziła w piwnicy, chowając się od rosyjskich rakiet. Ale uśmiecha się do zdjęcia, bo dostała paczkę leków. Rosyjska diaspora w Europie też ma swoje zrzutki. Kupują apteczki i leki dla „oswobodzicieli Danbassa”, a ze zdjęć uśmiechają się rosyjscy agresorzy. Rosyjscy artyści powracają na wielkie i małe sceny, dając światu jasny komunikat: dajecie zgodę na dokonywane zbrodnie ludobójstwa, do których my osobiście dołożymy się z kasy za bilety na nasz koncert oraz z podatków, które są dzięki wam wysokie.
Dla mnie to jakiś surrealizm. Mam wrażenie, że wsadziłam łeb do okrągłego akwarium ze złotą rybką i nie mogę go wyjąć. Mam do kupienia samochód, generator, a za chwilę drony uderzeniowe do strącania Szahedów. A ja siedzę i patrzę, jak przegrywamy informacyjną wojnę i nie wiem już, co odpowiedzieć, kiedy pytają mnie „jak Twoje sprawy”.