@stefan_zizka Pacjent i tak dogorywa. Czasami mniejsza dawka czyni cuda. % od procedury to patologia. Obciąć
wyceny to na początek. Czy się stoi czy się leży? To niech leżą poza szpitalami. Te prywatne przychodnie i tym podobne przybytki na pewno dadzą miliony. Zwłaszcza za nic nie robienie.
Niemiecka 45. Brygada Pancerna jedzie na Litwę. Do końca 2027 r. będzie tam na stałe 4800 🇩🇪 żołnierzy. Większość w nowej bazie w Rudnikach pod Wilnem.
Oto jak Berlin realizuje polską agendę odstraszania Rosji. Zamiast Nord Streamu - wojsko na wschodniej granicy NATO.
Rosja i ruskie trolle gotują się ze złości.
Bardzo dobrze, że samorząd lekarski przygotował swoje rozwiązania co do reformy systemu ochrony zdrowia.
Każdy polityk powinien się w nie wczytać. I zrobić odwrotnie.
Bogucki to ma jakiś immunitet? Pytam, bo pierdolą się z nim jak matka z łobuzem. A to śmieciowy wał razem z tatusiem, a to szpital covidowy, kytóry jebie przekrętem jak kuweta Alika. Teraz jakieś niejasności w sprawie zondacorupto. Nie mówię, żeby go zaraz posadzić (można później) ale przesłuchać chyba by należało? 🤦
Z rzeczy zabawnych jak np rejtany pani Kurowskiej i wyblakłego Kalety to odbicie się dyktatorka z asystą od drzwi akademii czegoś tam. Tym razem zadziałał zamek czy bardziej klucz od bramy. Trzeba podkreślić dzielną asystę kompanii policji. To teraz do TK i jazda z grubym.
Słyszę że niejaki rektor Cudak nie może wejść bo drzwi zabarykadowała posłanka czy tam leżanka Kurowska a granatowi bezradnie pukają do drzwi. W sumie śmieszne. Niemniej trza skonstatować że państwo w wykonaniu ekipy Tuska groteskowe dosyć niestety. Ale to już znamy🥴
- Paliwo po 6$ (miało być po 2$)
- Wojna w Iranie (miało nie być wojen)
- Cła okazały się nielegalne i po tym jak amerykanie je zapłacili, to zwroty na konto dostały korporacje
- ICE morduje ludzi na ulicach
- Dzieci Trumpa zarabiają setki milionów dolarów
- Republikanie mają najgorsze sondaże od dekad a nadchodzą wybory
Czas więc na oręż ostateczny - Trump obiecuje, że jak na nich zagłosują, to wszyscy amerykanie dostaną czeki na 5000$
Niestety nie doprecyzował, czy te czeki ludzie dostaną przed czy po wcześniej obiecanych czekach na 2000$ z ceł oraz czekach na 5000$ z "oszczędności" jakie wygenerowało DOGE (nigdy ich w końcu nie dostali)
Transformacja do poziomu postsowieckiej republiki dobiega końca.
No i doczekaliśmy się. Europa właśnie wdraża w życie energetyczną receptę, o której przez lata słyszeliśmy, że trzeba ją po prostu przyspieszyć. 🫡
Jakub Wiech informuje, że gaz na TTF przebił 80 euro/MWh, może dojść do 100 euro, a przy tym jest około 8 razy droższy niż gaz w USA.
I pada wielkie odkrycie:
„Mamy kolejny kryzys energetyczny paliw kopalnych w ciągu 4 lat”.
Cóż za niespodzianka. 😂
Przypomnijmy więc podstawy.
Jeżeli przez lata przekonujesz społeczeństwo, że trzeba jak najszybciej odejść od węgla, a jednocześnie nie masz gotowych nowych stabilnych źródeł energii, to luka sama się nie wypełni.
Atomu nie wybudujesz w trzy lata. Sieci również nie powstają od kliknięcia „opublikuj”. Magazyny energii nie zastępują automatycznie całej mocy dyspozycyjnej.
Co więc zostaje?
Gaz.
I nagle mamy piękny ciąg:
węgiel ↓
→ potrzeba stabilizacji systemu ↑
→ gaz ↑
→ zależność od rynku gazu ↑
→ podatność na szoki cenowe ↑
→ gaz po 80–100 euro/MWh ↑
→ „kolejny kryzys paliw kopalnych”
Naprawdę trudno o lepszy przykład tego, jak można najpierw stworzyć problem strukturalny, a później analizować jego konsekwencje tak, jakby spadły z nieba.
I tutaj dochodzimy do jeszcze ciekawszej kwestii.
Właśnie do takich procesów potrzebni są pseudo-influencerzy energetyczni.
Nie po to, żeby społeczeństwo dostało pełny model energetyczny z kosztami, ryzykiem, WACC, bezpieczeństwem dostaw, mocą dyspozycyjną, siecią i zależnością importową.
Tylko po to, żeby skomplikowany problem sprowadzić do prostego przekazu:
„Węgiel jest zły. Gaz jest przejściowy. OZE są przyszłością. Przyspieszmy”.
A kiedy rachunek przychodzi?
„Mamy kryzys paliw kopalnych”.
Genialne. 😂
I oczywiście nie twierdzę, że każda osoba promująca zielone technologie jest opłacana przez lobby. To byłoby zbyt proste i przede wszystkim wymagałoby dowodów.
Ale mechanizm wpływu jest realnym przedmiotem analizy: kto finansuje organizacje, think tanki, kampanie, wydarzenia, raporty, media i ekspertów; jakie interesy gospodarcze stoją za promowanymi rozwiązaniami; kto korzysta finansowo z określonego kierunku transformacji.
Bo jeżeli ktoś przez lata sprzedaje społeczeństwu określoną narrację energetyczną, to warto zadać bardzo proste pytanie:
Czy analizujemy energetykę, czy marketing energetyki?
A rachunek?
Rachunek jest już bardzo konkretny.
I nie płaci go influencer. Płaci go gospodarka. 👍
Czy to medycyna, czy kreatywna księgowość?
94 proc. operacji na rdzeniu kręgowym rozliczono jako „duże" - czyli najdroższe. Czy to zgodne z rzeczywistością? Tego nie wiemy.
NFZ umie przelać i umie obciąć, ale skutecznie kontrolować - już nie.
Wypłaca, nie pyta, a później ogłasza, że brakuje kilkunastu miliardów. Taki sposób zarządzania składkami obywateli jest nie do zaakceptowania.
Skala naruszeń? Wciąż nieznana. NFZ i MZ naprawdę muszą wziąć się do roboty, aby ukrócić wątpliwości co do finansowania ochrony zdrowia. Ostatnia szansa.
Od lipca minęły dwa miesiące. Były wakacje i nie chciało się pracować?
Zapowiadanie dziś wdrożenia kluczowych zmian w ochronie zdrowia dopiero od stycznia 2028 r. jest po prostu niepoważne. To już będzie po wyborach parlamentarnych. Nikt nie wie, kto wtedy będzie rządził, w jakiej koalicji i czy obecne zapowiedzi będą jeszcze cokolwiek warte.
Skutek przesunięcia reformy jest jednak bardzo konkretny: lekarze mogą spokojnie podpisywać kontrakty na cały 2027 r. według obecnych zasad, a najbardziej patologiczne mechanizmy finansowe zostają utrzymane na kolejny rok. Oznacza to, że koszty i problemy, które reforma miała ograniczyć, nadal będą obciążać system, pacjentów i publiczne finanse.
Trudno więc uznać, że mamy do czynienia z pilną reformą. Jeśli zmiany są rzeczywiście konieczne, powinny zostać przygotowane i wdrożone w możliwie krótkim terminie, a nie odkładane do czasu po wyborach — kiedy odpowiedzialność za ich przeprowadzenie może już spaść na następców.
Państwo, które samo diagnozuje patologię, zapowiada jej ograniczenie, a następnie po protestach zainteresowanej grupy odkłada zmiany o kilkanaście miesięcy, nie reformuje systemu. Ono kupuje sobie polityczny spokój za publiczne pieniądze.
A rachunek, jak zwykle, zapłacą pacjenci, podatnicy i zadłużone szpitale.
Demokratyczny proces wyborczy wymaga rzetelności, dokładności i szacunku dla każdego pojedynczego głosu. Za znakiem postawionym na karcie wyborczej stoi konkretny człowiek, jego decyzja, przekonania i konstytucyjne prawo do współdecydowania o państwie. Dlatego ani jednego głosu nie można zgubić, tym bardziej przypisać innemu kandydatowi. W demokracji nie istnieją głosy nieważne politycznie, każdy oddany głos musi zostać prawidłowo odczytany, zapisany i uwzględniony w wyniku.
Sprawa drugiej tury wyborów prezydenckich nie może zostać zamknięta twierdzeniem, że skala ujawnionych błędów prawdopodobnie nie zmieniła nazwiska zwycięzcy, bo to zwyczajnie nie wystarcza. Państwo demokratyczne ma obowiązek ustalić nie tylko, kto wygrał, ale również ile głosów rzeczywiście otrzymał każdy z kandydatów.
Państwowa Komisja Wyborcza ogłosiła, że Karol Nawrocki otrzymał 10 606 877 głosów, czyli 50,89%, natomiast Rafał Trzaskowski 10 237 286 głosów, czyli 49,11%. Oficjalna różnica wyniosła 369 591 głosów i takie liczby znajdują się w oficjalnym serwisie wyborczym PKW, ale te dane, to już dzisiaj wiemy, są nieprawdziwe. Sprawdzono zaledwie 250 komisji, w których 1/3 głosów był zafałszowana. Jaką mamy pewność, że w pozostałych komisjach było ok? Bo Pan Bodnar tak oświadczył?
Nieprawidłowości nie były i nie są wymysłem przegranych, teorią spiskową, ani efektem politycznych emocji, bo już zostały potwierdzone przez instytucje państwowe. Sama PKW ustaliła, że w protokołach jedenastu komisji doszło do zamiany wyników kandydatów. W dziewięciu przypadkach głosy oddane na Rafała Trzaskowskiego przypisano Karolowi Nawrockiemu, a w dwóch przypadkach popełniono błąd w przeciwnym kierunku. PKW przyznała jednocześnie, że nie posiada pełnej wiedzy o rzeczywistej skali tego zjawiska.
Ujawnione rozbieżności dowodzą bowiem czegoś bardzo konkretnego: oficjalne protokoły nie wszędzie odzwierciedlały rzeczywistą zawartość urn. Skoro w części skontrolowanych komisji znaleziono głosy przypisane niewłaściwym kandydatom, należało ustalić pełną skalę zjawiska. Można to było zrobić tylko w jeden sposób, przeprowadzając przejrzyste, nadzorowane ponowne liczenie wszystkich kart z drugiej tury.
Do takiego przeliczenia nie doszło, bo...taka została podjęta polityczna decyzja. W konsekwencji nie znamy prawdziwego wyniku wyborów. Nie wiemy, ile głosów rzeczywiście znajdowało się w urnach przy nazwisku każdego z kandydatów. Nie wiemy też, czy w pozostałych komisjach nie było błędów, fałszerstw i świadomego mataczenia, czy występowały one w obie strony, ani jaka byłaby ostateczna suma po sprawdzeniu wszystkich kart.
Rzekome stwierdzenie ważności wyboru nie zastępuje materialnej weryfikacji liczb. Nieistniejąca w obrocie prawnym grupa ludzi działających pod nazwą "izba kontroli nadzwyczajnej i spraw publicznych" w budynku Sądu Najwyższego uznała, że ujawnione uchybienia nie dawały podstaw do zakwestionowania wyboru Nawrockiego.
Pełne przeliczenie nie jest zamachem na demokrację, ani próbą odebrania komukolwiek zwycięstwa. To jest właśnie obrona demokracji. Gdyby potwierdziło oficjalny rezultat, wzmocniłoby mandat zwycięzcy i zamknęło przestrzeń dla podejrzeń. Gdyby ujawniło kolejne błędy, pozwoliłoby je skorygować. W obu przypadkach wygrałoby państwo, ponieważ obywatele otrzymaliby wynik oparty nie na zapewnieniach i politycznych decyzjach, lecz na sprawdzonych i zweryfikowanych danych.
Nie można wymagać od obywateli dowodu (sic!), że nieprawidłowości wystąpiły w całym kraju, a jednocześnie odmawiać przeprowadzenia czynności, która jako jedyna mogłaby ustalić ich rzeczywistą skalę. Ciężar wykazania rzetelności wyborów spoczywa na państwie, nie na wyborcach. Obywatel ma oddać głos zgodnie z prawem, a instytucje państwa mają zagwarantować, że jego decyzja nie zostanie zgubiona ani przypisana komuś innemu.
Demokracja nie zadowala się przybliżonym wynikiem. Jeżeli za każdym głosem stoi człowiek, to każdemu z tych ludzi państwo jest winne pewność, że jego decyzja została policzona dokładnie tak, jak została wyrażona. Co do jednego głosu.
@okiemtomkaw Przeliczenie głosów jest kluczowe do wygrania wyborów.
Jeśli ktoś uważa że wygra wybory aferami, to się myli. Afery nie działają na wyznawców. Widzieliśmy to gdy wygrał alfons Nawrocki, widzieliśmy także w USA z Trumpem. Zonda niewiele zmieni w sondażach.
Zonda niewiele zmieni w sondażach, widzieliśmy to zjawisko gdy wygrał Alfons z Rafałem, widzieliśmy gdy wygrał Trump z Harris.
Zmienić nastroje społeczne może przeliczenie wyborów, ale na to Tuska nie stać emocjonalnie. Mówią że to on blokuje.
Plany dosypania w 2027 r. kolejnych 26 miliardów złotych do NFZ bez wcześniejszej reformy systemu uważam za skandal.
Nie wolno już wrzucać kolejnych miliardów do systemu, w którym pieniądze znikają w fikcyjnych dyżurach, lipnych procedurach, etatach na papierze, absurdalnych kontraktach i milionowych wynagrodzeniach w zadłużonych szpitalach.
Najpierw reforma. Potem pieniądze. Ani złotówki odwrotnie.
Pełny audyt kontraktów. Jawność wynagrodzeń finansowanych ze środków publicznych. Limity absurdalnych stawek. Koniec fikcyjnych etatów i procedur. Odpowiedzialność dyrektorów. Ściganie wyłudzeń. Przebudowa finansowania szpitali. Zerwanie z mechanizmem, w którym państwo automatycznie dosypuje miliardy, a nikt nie odpowiada za efekty.
Jeżeli rząd chce wydać dodatkowe 26 miliardów, powinien najpierw pokazać, jak zamierza zamknąć kanały, którymi dziś wyciekają publiczne pieniądze.
Inaczej nie jest to ratowanie ochrony zdrowia.
To jest dokapitalizowanie patologii.
I każdy polityk, który głosuje za kolejnymi miliardami bez reformy i kontroli, bierze polityczną odpowiedzialność za każdą następną fikcyjną procedurę, każdy fikcyjny dyżur i każdą złotówkę wyprowadzoną z systemu.
26 miliardów bez reformy? Nie. Najpierw porządek. Potem pieniądze.
To niesamowite, że wmawiało się nam, że patologią są pińcetplusy, robotnicy, rolnicy czy budowlańcy, aż okazało się, że szczyt patologii zasiedlają lekarze.
BREAKING: During his speech today, Donald Trump recounted helping save Titanic victims: “I saved more people than anybody, many people, the best people. I said, ‘Turn left, Captain. Very simple. Very easy.’ He didn’t listen. I know icebergs. Nobody knows icebergs better than me.”
Milionowe wynagrodzenia lekarzy to nie jest problem sam w sobie. Problemem jest długi czas oczekiwania na wizyty lekarskie i zabiegi w publicznym systemie, a także niski poziom opieki w szpitalach (funkcjonowanie SOR, niska obsada pielęgniarska, złe wyżywienie). Wtedy w konsekwencji dochodzimy do problemu horrendalnych wynagrodzeń lekarzy, bo ich wzrost pochłonął większość znacznego wzrostu nakładów na służbę zdrowia w ostatnich latach, zamiast na poprawę sytuacji pacjenta, który w tym wszystkim jest i powinien być najważniejszy. To on zresztą płaci składkę zdrowotną, to dla jego dobra powinna ona pracować…
Dla polityków jednak jak widać dobro pacjenta nie jest ważne. O wiele bardziej boją się niezadowolenia lekarzy, a głos polskiego pacjenta jest niesłyszalny, ani politycy ani nawet media niezbyt się nim interesują… Ostatecznie wystarczą zbiórki przecież (co nie jest prawdą, to kropla w morzu potrzeb)
Min. finansów Andrzej Domański tłumaczy, dlaczego nie wprowadzono reformy NFZ teraz tylko za rok:
"nie da się się takiej ustawy wprowadzić z dnia na dzień... to bezpośrednio uderzy w funkcjonowanie szpitali"
Festiwal "niedasizmu" tego rządu trwa w najlepsze xD jak myślicie, skoro ta ustawa ma uderzyć w funkcjonowanie szpitali to po niej będzie jeszcze gorzej?
Za moment system Ochrony Zdrowia ma upaść z braku pieniędzy, szpitale odwołują pacjentów, zaplanowane operacje, odsyłają z kwitkiem chorych na raka.
Wtedy taki lek. Kosikowski stwierdza, że szpitalowi nie robi różnicy czy zapłaci mu 30 czy 300 tysięcy złotych miesięcznie za pracę. A może 600 tysięcy? W każdym razie pieniądze to tylko konstrukt społeczny i budżetowi NFZ czy szpitala nie zrobi różnicy czy wyda 200 czy 500 milionów a może miliard na wynagrodzenia, tak? Liczby nic nie znaczą.
Pomińmy takie drobnostki, że w praktyce wyceny świadczeń są bezpośrednim sposobem finansowania odjechanych zarobków lekarzy i gdyby lekarze nie byli tacy chciwi, wyceny były by wielokrotnie niższe, ta sama ilość pieniędzy w szpitalach wystarczała by na obsłużenie i wyleczenie znacznie większej ilości pacjentów. Oczywiście gdyby lekarzy było więcej, co Pan Jakub również blokuje swoim lobbingiem (bo więcej lekarzy to mniej pieniędzy wpadających do indywidualnej kieszeni).
Czy muszę coś jeszcze dodawać? Tak działa świat, matematyka i ekonomia według lekarzy którzy próbują kształtować matematykę, ekonomię i zawód lekarza.
Bardzo mi się nie podoba próba lansowania się na bohatera i obrońcę pacjentów, kiedy w rzeczywistości wciska się ludziom propagandę że wysokie zarobki nie są problemem, a lekarzy nie jest za mało.
Owszem, szpitalowi nie zrobi różnicy czy zapłaci 30 czy 300 tysięcy miesięcznie lekarzowi w trakcie rezydentury. Szpitale w ogóle mało cp obchodzi. Nie obchodzi je czy dostaną kary, czy pracują w nich skazani przestępcy, kto kradnie i jak są nieefektywne.
Ale Państwu, NFZ i naszym kieszeniom robi to gigantyczną różnicę. Te 270 tysięcy złotych miesięcznie (300-30), rzucone jak rozumiem dosyć luźno i przykładowo, to np. budowa lub renowacja jednego parku miejskiego, placu zabaw czy naprawa chodnika rozjechanego przez kierowców co miesiąc która się nie odbędzie bo pieniądze musiały zostać przekierowane na absurdalnie wysokie zarobki lekarzy. To mogła być nowa autostrada, nowy helikopter ratunkowy, ciężarówka dronów do obrony kraju. Pomnóżmy to razy 160 tysięcy bo tylu jest lekarzy. Co nam wychodzi z tego równania? Budżet NFZ na 2027 na niemal 300 miliardów złotych.