Jakaś szerzej nie znana Grażyna, znajoma Tuska, dostała od niego posadę, zleciła AI raport i wzięła za niego grubą kasę. Jedyny pożytek z dokumentu to „wyjątkowa chlebowość", która wzbogaciła memiczny słownik polski.
Mniej więcej tak wygląda historia profesor Barbary Mróz-Gorgoń w ujęciu internetowego komentariatu. Profesorki, która skompromitowała się fatalnym raportem, nie potrafiła elegancko przyznać się do błędów odchodząc ze stanowiska.
Powoli zbliżamy się do momentu, w którym wprost padnie hasło: to nie Grażyna, tylko Dyzma.
Wzmaga się podejrzenie, że nie chodzi tylko o jeden fatalny raport. Że ktoś podstawiał kolejne drabiny, rekomendował, otwierał drzwi, podsuwał stanowiska, aż w końcu człowiek znalazł się bardzo wysoko. Kim są pomagierzy i jak działa ten system, ile jest tych Grażyn i Dyzm wokół?
To także opowieść o podejrzliwości wobec całego świata linkedinowych mędrców od brandingu, power speechu, leadershipu, strategii, storytellingu.
Jest w tym silne społeczne odczucie ujawnienia wydmuszki, pozornej fachowości, która daje wygodne stanowiska, prestiż i publiczne pieniądze.
Jest tu także AI. Coraz większa nieufność wobec ludzi, którzy posługują się nim w pracy, oraz podejrzenie, że maszyna pozwala dobrze zarabiać na łatwo produkowanym slopie.
Ale jest też coś o nas samych. Na promocji Polski znamy się bowiem wszyscy. Każdy wie, co światu należy o Polsce powiedzieć, każdy czuje się trochę niedocenionym ekspertem od własnego kraju. Stąd takie larum, które będzie powracać przy innych. kampaniach, strategiach i raportach.
I wreszcie wyrywa się do głosu powszechne przekonanie: że awans zawodowy i społeczny nie jest rezultatem kompetencji, lecz znajomości, sieci i dostępu do właściwych ludzi.
Dlatego od zasadnej krytyki marnego raportu łatwo przeszliśmy do totalnej krytyki jego autorki. Raport jest zły, więc zła musi być cała jej kariera. Raport jest kompromitacją, więc kompromitacją musi być ona sama. Można kpić z jej języka, sposobu bycia, wyglądu, tytułu naukowego i właściwie całego życia zawodowego.
I dlatego skala reakcji zaczyna być większa niż sam przedmiot przewiny.
Mentzen może napisać zbierając aplauz: „Grażyna, znikaj z życia publicznego". Tyle że gdyby tę samą zasadę stosować konsekwentnie wobec polityków, którzy regularnie dowodzą swojej niekompetencji, życie publiczne bardzo szybko zrobiłoby się zaskakująco puste.
Jeśli nawet "Grażyna" z publicznego widoku zniknie, to niewiele to zmieni. Chodzi o zjawisko, które pokazuje ta historia. Oczywiście większym pożytkiem z całej afery byłoby zrobienie czegoś dokładnie odwrotnego: zamiast przez kolejny tydzień urządzać zawody w dowcipach z „chlebowości", przejrzeć ostatnie dwie dekady budowania marki Polski.
Raport po raporcie. Strategię po strategii. Kampanię po kampanii. Pieniądze, instytucje, wykonawców, konsultantów i rezultaty.
Bo przecież jeśli ten przypadek rzeczywiście odsłania jakąś większą patologię, to należałoby ją teraz drobiazgowo zbadać.. Zobaczyć, dlaczego przez ponad dwadzieścia lat nie udało się stworzyć czegoś trwałego, sprawdzić, kto podejmował kolejne próby, ile to kosztowało, co z nich zostało i czego można się z nich nauczyć.
Ale, uwaga: my jesteśmy znakomici w wychwytywaniu wtop. W kilka godzin potrafimy znaleźć kompromitujące zdanie, zrobić z niego mem, rozebrać raport na części, wskazać winnego i wyprodukować tysiąc komentarzy..
Nasza debata publiczna przypomina pobojowisko - mnogość spraw, które wydawały się przez kilka dni fundamentalne, a potem nigdy nie doczekały się drugiego aktu i finału.
I mam mocne podejrzenie, że z marką Polski będzie dokładnie tak samo.
Po całym tym hałasie pozostanie „chlebowość", kilka dobrych memów i jeszcze kolejny temat, którego nie doprowadzono do końca. Do czasu nominacji kolejnego Dyzmy.
Grafika: Janek Koza
Jakaś szerzej nie znana Grażyna, znajoma Tuska, dostała od niego posadę, zleciła AI raport i wzięła za niego grubą kasę. Jedyny pożytek z dokumentu to „wyjątkowa chlebowość", która wzbogaciła memiczny słownik polski.
Mniej więcej tak wygląda historia profesor Barbary Mróz-Gorgoń w ujęciu internetowego komentariatu. Profesorki, która skompromitowała się fatalnym raportem, nie potrafiła elegancko przyznać się do błędów odchodząc ze stanowiska.
Powoli zbliżamy się do momentu, w którym wprost padnie hasło: to nie Grażyna, tylko Dyzma.
Wzmaga się podejrzenie, że nie chodzi tylko o jeden fatalny raport. Że ktoś podstawiał kolejne drabiny, rekomendował, otwierał drzwi, podsuwał stanowiska, aż w końcu człowiek znalazł się bardzo wysoko. Kim są pomagierzy i jak działa ten system, ile jest tych Grażyn i Dyzm wokół?
To także opowieść o podejrzliwości wobec całego świata linkedinowych mędrców od brandingu, power speechu, leadershipu, strategii, storytellingu.
Jest w tym silne społeczne odczucie ujawnienia wydmuszki, pozornej fachowości, która daje wygodne stanowiska, prestiż i publiczne pieniądze.
Jest tu także AI. Coraz większa nieufność wobec ludzi, którzy posługują się nim w pracy, oraz podejrzenie, że maszyna pozwala dobrze zarabiać na łatwo produkowanym slopie.
Ale jest też coś o nas samych. Na promocji Polski znamy się bowiem wszyscy. Każdy wie, co światu należy o Polsce powiedzieć, każdy czuje się trochę niedocenionym ekspertem od własnego kraju. Stąd takie larum, które będzie powracać przy innych. kampaniach, strategiach i raportach.
I wreszcie wyrywa się do głosu powszechne przekonanie: że awans zawodowy i społeczny nie jest rezultatem kompetencji, lecz znajomości, sieci i dostępu do właściwych ludzi.
Dlatego od zasadnej krytyki marnego raportu łatwo przeszliśmy do totalnej krytyki jego autorki. Raport jest zły, więc zła musi być cała jej kariera. Raport jest kompromitacją, więc kompromitacją musi być ona sama. Można kpić z jej języka, sposobu bycia, wyglądu, tytułu naukowego i właściwie całego życia zawodowego.
I dlatego skala reakcji zaczyna być większa niż sam przedmiot przewiny.
Mentzen może napisać zbierając aplauz: „Grażyna, znikaj z życia publicznego". Tyle że gdyby tę samą zasadę stosować konsekwentnie wobec polityków, którzy regularnie dowodzą swojej niekompetencji, życie publiczne bardzo szybko zrobiłoby się zaskakująco puste.
Jeśli nawet "Grażyna" z publicznego widoku zniknie, to niewiele to zmieni. Chodzi o zjawisko, które pokazuje ta historia. Oczywiście większym pożytkiem z całej afery byłoby zrobienie czegoś dokładnie odwrotnego: zamiast przez kolejny tydzień urządzać zawody w dowcipach z „chlebowości", przejrzeć ostatnie dwie dekady budowania marki Polski.
Raport po raporcie. Strategię po strategii. Kampanię po kampanii. Pieniądze, instytucje, wykonawców, konsultantów i rezultaty.
Bo przecież jeśli ten przypadek rzeczywiście odsłania jakąś większą patologię, to należałoby ją teraz drobiazgowo zbadać.. Zobaczyć, dlaczego przez ponad dwadzieścia lat nie udało się stworzyć czegoś trwałego, sprawdzić, kto podejmował kolejne próby, ile to kosztowało, co z nich zostało i czego można się z nich nauczyć.
Ale, uwaga: my jesteśmy znakomici w wychwytywaniu wtop. W kilka godzin potrafimy znaleźć kompromitujące zdanie, zrobić z niego mem, rozebrać raport na części, wskazać winnego i wyprodukować tysiąc komentarzy..
Nasza debata publiczna przypomina pobojowisko - mnogość spraw, które wydawały się przez kilka dni fundamentalne, a potem nigdy nie doczekały się drugiego aktu i finału.
I mam mocne podejrzenie, że z marką Polski będzie dokładnie tak samo.
Po całym tym hałasie pozostanie „chlebowość", kilka dobrych memów i jeszcze kolejny temat, którego nie doprowadzono do końca. Do czasu nominacji kolejnego Dyzmy.
Grafika: Janek Koza
Jakaś szerzej nie znana Grażyna, znajoma Tuska, dostała od niego posadę, zleciła AI raport i wzięła za niego grubą kasę. Jedyny pożytek z dokumentu to „wyjątkowa chlebowość", która wzbogaciła memiczny słownik polski.
Mniej więcej tak wygląda historia profesor Barbary Mróz-Gorgoń w ujęciu internetowego komentariatu. Profesorki, która skompromitowała się fatalnym raportem, nie potrafiła elegancko przyznać się do błędów odchodząc ze stanowiska.
Powoli zbliżamy się do momentu, w którym wprost padnie hasło: to nie Grażyna, tylko Dyzma.
Wzmaga się podejrzenie, że nie chodzi tylko o jeden fatalny raport. Że ktoś podstawiał kolejne drabiny, rekomendował, otwierał drzwi, podsuwał stanowiska, aż w końcu człowiek znalazł się bardzo wysoko. Kim są pomagierzy i jak działa ten system, ile jest tych Grażyn i Dyzm wokół?
To także opowieść o podejrzliwości wobec całego świata linkedinowych mędrców od brandingu, power speechu, leadershipu, strategii, storytellingu.
Jest w tym silne społeczne odczucie ujawnienia wydmuszki, pozornej fachowości, która daje wygodne stanowiska, prestiż i publiczne pieniądze.
Jest tu także AI. Coraz większa nieufność wobec ludzi, którzy posługują się nim w pracy, oraz podejrzenie, że maszyna pozwala dobrze zarabiać na łatwo produkowanym slopie.
Ale jest też coś o nas samych. Na promocji Polski znamy się bowiem wszyscy. Każdy wie, co światu należy o Polsce powiedzieć, każdy czuje się trochę niedocenionym ekspertem od własnego kraju. Stąd takie larum, które będzie powracać przy innych. kampaniach, strategiach i raportach.
I wreszcie wyrywa się do głosu powszechne przekonanie: że awans zawodowy i społeczny nie jest rezultatem kompetencji, lecz znajomości, sieci i dostępu do właściwych ludzi.
Dlatego od zasadnej krytyki marnego raportu łatwo przeszliśmy do totalnej krytyki jego autorki. Raport jest zły, więc zła musi być cała jej kariera. Raport jest kompromitacją, więc kompromitacją musi być ona sama. Można kpić z jej języka, sposobu bycia, wyglądu, tytułu naukowego i właściwie całego życia zawodowego.
I dlatego skala reakcji zaczyna być większa niż sam przedmiot przewiny.
Mentzen może napisać zbierając aplauz: „Grażyna, znikaj z życia publicznego". Tyle że gdyby tę samą zasadę stosować konsekwentnie wobec polityków, którzy regularnie dowodzą swojej niekompetencji, życie publiczne bardzo szybko zrobiłoby się zaskakująco puste.
Jeśli nawet "Grażyna" z publicznego widoku zniknie, to niewiele to zmieni. Chodzi o zjawisko, które pokazuje ta historia. Oczywiście większym pożytkiem z całej afery byłoby zrobienie czegoś dokładnie odwrotnego: zamiast przez kolejny tydzień urządzać zawody w dowcipach z „chlebowości", przejrzeć ostatnie dwie dekady budowania marki Polski.
Raport po raporcie. Strategię po strategii. Kampanię po kampanii. Pieniądze, instytucje, wykonawców, konsultantów i rezultaty.
Bo przecież jeśli ten przypadek rzeczywiście odsłania jakąś większą patologię, to należałoby ją teraz drobiazgowo zbadać.. Zobaczyć, dlaczego przez ponad dwadzieścia lat nie udało się stworzyć czegoś trwałego, sprawdzić, kto podejmował kolejne próby, ile to kosztowało, co z nich zostało i czego można się z nich nauczyć.
Ale, uwaga: my jesteśmy znakomici w wychwytywaniu wtop. W kilka godzin potrafimy znaleźć kompromitujące zdanie, zrobić z niego mem, rozebrać raport na części, wskazać winnego i wyprodukować tysiąc komentarzy..
Nasza debata publiczna przypomina pobojowisko - mnogość spraw, które wydawały się przez kilka dni fundamentalne, a potem nigdy nie doczekały się drugiego aktu i finału.
I mam mocne podejrzenie, że z marką Polski będzie dokładnie tak samo.
Po całym tym hałasie pozostanie „chlebowość", kilka dobrych memów i jeszcze kolejny temat, którego nie doprowadzono do końca. Do czasu nominacji kolejnego Dyzmy.
Grafika: Janek Koza
Jakaś szerzej nie znana Grażyna, znajoma Tuska, dostała od niego posadę, zleciła AI raport i wzięła za niego grubą kasę. Jedyny pożytek z dokumentu to „wyjątkowa chlebowość", która wzbogaciła memiczny słownik polski.
Mniej więcej tak wygląda historia profesor Barbary Mróz-Gorgoń w ujęciu internetowego komentariatu. Profesorki, która skompromitowała się fatalnym raportem, nie potrafiła elegancko przyznać się do błędów odchodząc ze stanowiska.
Powoli zbliżamy się do momentu, w którym wprost padnie hasło: to nie Grażyna, tylko Dyzma.
Wzmaga się podejrzenie, że nie chodzi tylko o jeden fatalny raport. Że ktoś podstawiał kolejne drabiny, rekomendował, otwierał drzwi, podsuwał stanowiska, aż w końcu człowiek znalazł się bardzo wysoko. Kim są pomagierzy i jak działa ten system, ile jest tych Grażyn i Dyzm wokół?
To także opowieść o podejrzliwości wobec całego świata linkedinowych mędrców od brandingu, power speechu, leadershipu, strategii, storytellingu.
Jest w tym silne społeczne odczucie ujawnienia wydmuszki, pozornej fachowości, która daje wygodne stanowiska, prestiż i publiczne pieniądze.
Jest tu także AI. Coraz większa nieufność wobec ludzi, którzy posługują się nim w pracy, oraz podejrzenie, że maszyna pozwala dobrze zarabiać na łatwo produkowanym slopie.
Ale jest też coś o nas samych. Na promocji Polski znamy się bowiem wszyscy. Każdy wie, co światu należy o Polsce powiedzieć, każdy czuje się trochę niedocenionym ekspertem od własnego kraju. Stąd takie larum, które będzie powracać przy innych. kampaniach, strategiach i raportach.
I wreszcie wyrywa się do głosu powszechne przekonanie: że awans zawodowy i społeczny nie jest rezultatem kompetencji, lecz znajomości, sieci i dostępu do właściwych ludzi.
Dlatego od zasadnej krytyki marnego raportu łatwo przeszliśmy do totalnej krytyki jego autorki. Raport jest zły, więc zła musi być cała jej kariera. Raport jest kompromitacją, więc kompromitacją musi być ona sama. Można kpić z jej języka, sposobu bycia, wyglądu, tytułu naukowego i właściwie całego życia zawodowego.
I dlatego skala reakcji zaczyna być większa niż sam przedmiot przewiny.
Mentzen może napisać zbierając aplauz: „Grażyna, znikaj z życia publicznego". Tyle że gdyby tę samą zasadę stosować konsekwentnie wobec polityków, którzy regularnie dowodzą swojej niekompetencji, życie publiczne bardzo szybko zrobiłoby się zaskakująco puste.
Jeśli nawet "Grażyna" z publicznego widoku zniknie, to niewiele to zmieni. Chodzi o zjawisko, które pokazuje ta historia. Oczywiście większym pożytkiem z całej afery byłoby zrobienie czegoś dokładnie odwrotnego: zamiast przez kolejny tydzień urządzać zawody w dowcipach z „chlebowości", przejrzeć ostatnie dwie dekady budowania marki Polski.
Raport po raporcie. Strategię po strategii. Kampanię po kampanii. Pieniądze, instytucje, wykonawców, konsultantów i rezultaty.
Bo przecież jeśli ten przypadek rzeczywiście odsłania jakąś większą patologię, to należałoby ją teraz drobiazgowo zbadać.. Zobaczyć, dlaczego przez ponad dwadzieścia lat nie udało się stworzyć czegoś trwałego, sprawdzić, kto podejmował kolejne próby, ile to kosztowało, co z nich zostało i czego można się z nich nauczyć.
Ale, uwaga: my jesteśmy znakomici w wychwytywaniu wtop. W kilka godzin potrafimy znaleźć kompromitujące zdanie, zrobić z niego mem, rozebrać raport na części, wskazać winnego i wyprodukować tysiąc komentarzy..
Nasza debata publiczna przypomina pobojowisko - mnogość spraw, które wydawały się przez kilka dni fundamentalne, a potem nigdy nie doczekały się drugiego aktu i finału.
I mam mocne podejrzenie, że z marką Polski będzie dokładnie tak samo.
Po całym tym hałasie pozostanie „chlebowość", kilka dobrych memów i jeszcze kolejny temat, którego nie doprowadzono do końca. Do czasu nominacji kolejnego Dyzmy.
Grafika: Janek Koza
Jakaś szerzej nie znana Grażyna, znajoma Tuska, dostała od niego posadę, zleciła AI raport i wzięła za niego grubą kasę. Jedyny pożytek z dokumentu to „wyjątkowa chlebowość", która wzbogaciła memiczny słownik polski.
Mniej więcej tak wygląda historia profesor Barbary Mróz-Gorgoń w ujęciu internetowego komentariatu. Profesorki, która skompromitowała się fatalnym raportem, nie potrafiła elegancko przyznać się do błędów odchodząc ze stanowiska.
Powoli zbliżamy się do momentu, w którym wprost padnie hasło: to nie Grażyna, tylko Dyzma.
Wzmaga się podejrzenie, że nie chodzi tylko o jeden fatalny raport. Że ktoś podstawiał kolejne drabiny, rekomendował, otwierał drzwi, podsuwał stanowiska, aż w końcu człowiek znalazł się bardzo wysoko. Kim są pomagierzy i jak działa ten system, ile jest tych Grażyn i Dyzm wokół?
To także opowieść o podejrzliwości wobec całego świata linkedinowych mędrców od brandingu, power speechu, leadershipu, strategii, storytellingu.
Jest w tym silne społeczne odczucie ujawnienia wydmuszki, pozornej fachowości, która daje wygodne stanowiska, prestiż i publiczne pieniądze.
Jest tu także AI. Coraz większa nieufność wobec ludzi, którzy posługują się nim w pracy, oraz podejrzenie, że maszyna pozwala dobrze zarabiać na łatwo produkowanym slopie.
Ale jest też coś o nas samych. Na promocji Polski znamy się bowiem wszyscy. Każdy wie, co światu należy o Polsce powiedzieć, każdy czuje się trochę niedocenionym ekspertem od własnego kraju. Stąd takie larum, które będzie powracać przy innych. kampaniach, strategiach i raportach.
I wreszcie wyrywa się do głosu powszechne przekonanie: że awans zawodowy i społeczny nie jest rezultatem kompetencji, lecz znajomości, sieci i dostępu do właściwych ludzi.
Dlatego od zasadnej krytyki marnego raportu łatwo przeszliśmy do totalnej krytyki jego autorki. Raport jest zły, więc zła musi być cała jej kariera. Raport jest kompromitacją, więc kompromitacją musi być ona sama. Można kpić z jej języka, sposobu bycia, wyglądu, tytułu naukowego i właściwie całego życia zawodowego.
I dlatego skala reakcji zaczyna być większa niż sam przedmiot przewiny.
Mentzen może napisać zbierając aplauz: „Grażyna, znikaj z życia publicznego". Tyle że gdyby tę samą zasadę stosować konsekwentnie wobec polityków, którzy regularnie dowodzą swojej niekompetencji, życie publiczne bardzo szybko zrobiłoby się zaskakująco puste.
Jeśli nawet "Grażyna" z publicznego widoku zniknie, to niewiele to zmieni. Chodzi o zjawisko, które pokazuje ta historia. Oczywiście większym pożytkiem z całej afery byłoby zrobienie czegoś dokładnie odwrotnego: zamiast przez kolejny tydzień urządzać zawody w dowcipach z „chlebowości", przejrzeć ostatnie dwie dekady budowania marki Polski.
Raport po raporcie. Strategię po strategii. Kampanię po kampanii. Pieniądze, instytucje, wykonawców, konsultantów i rezultaty.
Bo przecież jeśli ten przypadek rzeczywiście odsłania jakąś większą patologię, to należałoby ją teraz drobiazgowo zbadać.. Zobaczyć, dlaczego przez ponad dwadzieścia lat nie udało się stworzyć czegoś trwałego, sprawdzić, kto podejmował kolejne próby, ile to kosztowało, co z nich zostało i czego można się z nich nauczyć.
Ale, uwaga: my jesteśmy znakomici w wychwytywaniu wtop. W kilka godzin potrafimy znaleźć kompromitujące zdanie, zrobić z niego mem, rozebrać raport na części, wskazać winnego i wyprodukować tysiąc komentarzy..
Nasza debata publiczna przypomina pobojowisko - mnogość spraw, które wydawały się przez kilka dni fundamentalne, a potem nigdy nie doczekały się drugiego aktu i finału.
I mam mocne podejrzenie, że z marką Polski będzie dokładnie tak samo.
Po całym tym hałasie pozostanie „chlebowość", kilka dobrych memów i jeszcze kolejny temat, którego nie doprowadzono do końca. Do czasu nominacji kolejnego Dyzmy.
Grafika: Janek Koza
Jakaś szerzej nie znana Grażyna, znajoma Tuska, dostała od niego posadę, zleciła AI raport i wzięła za niego grubą kasę. Jedyny pożytek z dokumentu to „wyjątkowa chlebowość", która wzbogaciła memiczny słownik polski.
Mniej więcej tak wygląda historia profesor Barbary Mróz-Gorgoń w ujęciu internetowego komentariatu. Profesorki, która skompromitowała się fatalnym raportem, nie potrafiła elegancko przyznać się do błędów odchodząc ze stanowiska.
Powoli zbliżamy się do momentu, w którym wprost padnie hasło: to nie Grażyna, tylko Dyzma.
Wzmaga się podejrzenie, że nie chodzi tylko o jeden fatalny raport. Że ktoś podstawiał kolejne drabiny, rekomendował, otwierał drzwi, podsuwał stanowiska, aż w końcu człowiek znalazł się bardzo wysoko. Kim są pomagierzy i jak działa ten system, ile jest tych Grażyn i Dyzm wokół?
To także opowieść o podejrzliwości wobec całego świata linkedinowych mędrców od brandingu, power speechu, leadershipu, strategii, storytellingu.
Jest w tym silne społeczne odczucie ujawnienia wydmuszki, pozornej fachowości, która daje wygodne stanowiska, prestiż i publiczne pieniądze.
Jest tu także AI. Coraz większa nieufność wobec ludzi, którzy posługują się nim w pracy, oraz podejrzenie, że maszyna pozwala dobrze zarabiać na łatwo produkowanym slopie.
Ale jest też coś o nas samych. Na promocji Polski znamy się bowiem wszyscy. Każdy wie, co światu należy o Polsce powiedzieć, każdy czuje się trochę niedocenionym ekspertem od własnego kraju. Stąd takie larum, które będzie powracać przy innych. kampaniach, strategiach i raportach.
I wreszcie wyrywa się do głosu powszechne przekonanie: że awans zawodowy i społeczny nie jest rezultatem kompetencji, lecz znajomości, sieci i dostępu do właściwych ludzi.
Dlatego od zasadnej krytyki marnego raportu łatwo przeszliśmy do totalnej krytyki jego autorki. Raport jest zły, więc zła musi być cała jej kariera. Raport jest kompromitacją, więc kompromitacją musi być ona sama. Można kpić z jej języka, sposobu bycia, wyglądu, tytułu naukowego i właściwie całego życia zawodowego.
I dlatego skala reakcji zaczyna być większa niż sam przedmiot przewiny.
Mentzen może napisać zbierając aplauz: „Grażyna, znikaj z życia publicznego". Tyle że gdyby tę samą zasadę stosować konsekwentnie wobec polityków, którzy regularnie dowodzą swojej niekompetencji, życie publiczne bardzo szybko zrobiłoby się zaskakująco puste.
Jeśli nawet "Grażyna" z publicznego widoku zniknie, to niewiele to zmieni. Chodzi o zjawisko, które pokazuje ta historia. Oczywiście większym pożytkiem z całej afery byłoby zrobienie czegoś dokładnie odwrotnego: zamiast przez kolejny tydzień urządzać zawody w dowcipach z „chlebowości", przejrzeć ostatnie dwie dekady budowania marki Polski.
Raport po raporcie. Strategię po strategii. Kampanię po kampanii. Pieniądze, instytucje, wykonawców, konsultantów i rezultaty.
Bo przecież jeśli ten przypadek rzeczywiście odsłania jakąś większą patologię, to należałoby ją teraz drobiazgowo zbadać.. Zobaczyć, dlaczego przez ponad dwadzieścia lat nie udało się stworzyć czegoś trwałego, sprawdzić, kto podejmował kolejne próby, ile to kosztowało, co z nich zostało i czego można się z nich nauczyć.
Ale, uwaga: my jesteśmy znakomici w wychwytywaniu wtop. W kilka godzin potrafimy znaleźć kompromitujące zdanie, zrobić z niego mem, rozebrać raport na części, wskazać winnego i wyprodukować tysiąc komentarzy..
Nasza debata publiczna przypomina pobojowisko - mnogość spraw, które wydawały się przez kilka dni fundamentalne, a potem nigdy nie doczekały się drugiego aktu i finału.
I mam mocne podejrzenie, że z marką Polski będzie dokładnie tak samo.
Po całym tym hałasie pozostanie „chlebowość", kilka dobrych memów i jeszcze kolejny temat, którego nie doprowadzono do końca. Do czasu nominacji kolejnego Dyzmy.
Grafika: Janek Koza
Forma zjada treść. Używając bolda, „dwóch uścisków dłoni” i headline’u jak z Faktu, walczysz przede wszystkim o uwagę, a nie o wyjaśnienie mechanizmu.
Bo faktycznie pokazujesz sieć relacji: Tusk → Mróz-Gorgoń → Strike King/Sarara → Marcin N. Problem zaczyna się wtedy, kiedy tę sieć skracasz do „koledzy Tuska” i „bandyci”. W realu takie łańcuchy znajdziesz wokół praktycznie każdego polityka: jedna osoba kogoś powołała, druga z kimś pracowała, trzecia kogoś znała — ale każda z tych relacji ma inną wagę.
A na ixie mamy: „Tusk — kibole — narkotyki — zabójstwo”. To przestaje działać jako wyjaśnienie sprawy, a zaczyna być odbierane jako atak przez skojarzenie.
Jakaś szerzej nie znana Grażyna, znajoma Tuska, dostała od niego posadę, zleciła AI raport i wzięła za niego grubą kasę. Jedyny pożytek z dokumentu to „wyjątkowa chlebowość", która wzbogaciła memiczny słownik polski.
Mniej więcej tak wygląda historia profesor Barbary Mróz-Gorgoń w ujęciu internetowego komentariatu. Profesorki, która skompromitowała się fatalnym raportem, nie potrafiła elegancko przyznać się do błędów odchodząc ze stanowiska.
Powoli zbliżamy się do momentu, w którym wprost padnie hasło: to nie Grażyna, tylko Dyzma.
Wzmaga się podejrzenie, że nie chodzi tylko o jeden fatalny raport. Że ktoś podstawiał kolejne drabiny, rekomendował, otwierał drzwi, podsuwał stanowiska, aż w końcu człowiek znalazł się bardzo wysoko. Kim są pomagierzy i jak działa ten system, ile jest tych Grażyn i Dyzm wokół?
To także opowieść o podejrzliwości wobec całego świata linkedinowych mędrców od brandingu, power speechu, leadershipu, strategii, storytellingu.
Jest w tym silne społeczne odczucie ujawnienia wydmuszki, pozornej fachowości, która daje wygodne stanowiska, prestiż i publiczne pieniądze.
Jest tu także AI. Coraz większa nieufność wobec ludzi, którzy posługują się nim w pracy, oraz podejrzenie, że maszyna pozwala dobrze zarabiać na łatwo produkowanym slopie.
Ale jest też coś o nas samych. Na promocji Polski znamy się bowiem wszyscy. Każdy wie, co światu należy o Polsce powiedzieć, każdy czuje się trochę niedocenionym ekspertem od własnego kraju. Stąd takie larum, które będzie powracać przy innych. kampaniach, strategiach i raportach.
I wreszcie wyrywa się do głosu powszechne przekonanie: że awans zawodowy i społeczny nie jest rezultatem kompetencji, lecz znajomości, sieci i dostępu do właściwych ludzi.
Dlatego od zasadnej krytyki marnego raportu łatwo przeszliśmy do totalnej krytyki jego autorki. Raport jest zły, więc zła musi być cała jej kariera. Raport jest kompromitacją, więc kompromitacją musi być ona sama. Można kpić z jej języka, sposobu bycia, wyglądu, tytułu naukowego i właściwie całego życia zawodowego.
I dlatego skala reakcji zaczyna być większa niż sam przedmiot przewiny.
Mentzen może napisać zbierając aplauz: „Grażyna, znikaj z życia publicznego". Tyle że gdyby tę samą zasadę stosować konsekwentnie wobec polityków, którzy regularnie dowodzą swojej niekompetencji, życie publiczne bardzo szybko zrobiłoby się zaskakująco puste.
Jeśli nawet "Grażyna" z publicznego widoku zniknie, to niewiele to zmieni. Chodzi o zjawisko, które pokazuje ta historia. Oczywiście większym pożytkiem z całej afery byłoby zrobienie czegoś dokładnie odwrotnego: zamiast przez kolejny tydzień urządzać zawody w dowcipach z „chlebowości", przejrzeć ostatnie dwie dekady budowania marki Polski.
Raport po raporcie. Strategię po strategii. Kampanię po kampanii. Pieniądze, instytucje, wykonawców, konsultantów i rezultaty.
Bo przecież jeśli ten przypadek rzeczywiście odsłania jakąś większą patologię, to należałoby ją teraz drobiazgowo zbadać.. Zobaczyć, dlaczego przez ponad dwadzieścia lat nie udało się stworzyć czegoś trwałego, sprawdzić, kto podejmował kolejne próby, ile to kosztowało, co z nich zostało i czego można się z nich nauczyć.
Ale, uwaga: my jesteśmy znakomici w wychwytywaniu wtop. W kilka godzin potrafimy znaleźć kompromitujące zdanie, zrobić z niego mem, rozebrać raport na części, wskazać winnego i wyprodukować tysiąc komentarzy..
Nasza debata publiczna przypomina pobojowisko - mnogość spraw, które wydawały się przez kilka dni fundamentalne, a potem nigdy nie doczekały się drugiego aktu i finału.
I mam mocne podejrzenie, że z marką Polski będzie dokładnie tak samo.
Po całym tym hałasie pozostanie „chlebowość", kilka dobrych memów i jeszcze kolejny temat, którego nie doprowadzono do końca. Do czasu nominacji kolejnego Dyzmy.
Grafika: Janek Koza