Kim jest Jerzy Zięba, konsultant Nawrockiego:
Z Wikipedii: "Jerzy Zięba w latach 1976–1981 studiował na Wydziale Maszyn Górniczych i Hutniczych Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, studia zakończył uzyskując tytuł zawodowy magistra inżyniera. W 1982 wyemigrował do Niemiec, gdzie pracował w saunie, sprzątał restauracje i pracował jako elektryk w masarni, a rok później do Australii, gdzie pracował jako kucharz, nurek, wykładowca nawigacji w szkole lotniczej oraz inżynier przy produkcji maszyn górniczych, a następnie zajmował się marketingiem. Ukończył kursy organizowane przez przedsiębiorstwa mające siedziby w Australii i USA z zakresu hipnozy klinicznej. Mimo braku wykształcenia w dziedzinie psychoterapii, przedstawia się jako certyfikowany hipnoterapeuta (czyli psychoterapeuta stosujący w psychoterapii metody hipnozy)."
Gdy zaczął się cyrk z Romanowskim, głośno się zastanawiałem czy polskie państwo okaże się silniejsze od Opus Dei. Na razie przegrywa.
Stąd płynie wniosek natury ogólnej - nikt nigdy na serio nie zmieni PL bez dużego ograniczenia statusu KK i jego macek.
Trzeba odrobić oświecenie
Znalezione w sieci: "Uciekasz z własnego domu przed wojną, chcesz się znowu pouczyć bezpiecznie i trafiasz do Polski, a tu już czeka na ciebie klasyczny polski cham, który cię wdepcze w ziemię, bo uznał, że nareszcie opatrzność podarowała mu w nagrodę za bycie nikim kogoś gorszego od niego."
Od wczoraj dzielne trzecie pokolenie AK opowiada historię jak to dwie (sic!) 11-letnie dziewczynki z 🇺🇦 zaatakowały biednego Polaka, czym zmusiły go do wyzwisk w autobusie.
Rozumiecie? Dwie małe dziewczynki zrobiły pogrom 50-letniemu dziadowi! 🙆♂️😄
Husaria to fantazję ma. 🚀
Niczego się nie nauczyliśmy. Orędzie biskupów polskich do ich niemieckich braci z 18 listopada 1965 ze słynną fazą „udzielamy wybaczenia i prosimy o nie” wywołało furię u komunistycznych 'zbawców narodu' z Gomułką i Cyrankiewiczem na czele, którzy dosłownie pluli w mikrofony podczas przemówień potępiających ów list pojednania. Te seanse nienawiści pod adresem Episkopatu, które pamiętam, bo przeszły także przez moją szkołę, przypominają dzisiejsze zapluwanie się Błaszczaka i jego prawicowych wyznawców wobec pięknego i bolesnego przemówienia pana chargé d’affaires polskiej ambasady w Ukrainie @P_Lukasiewicz, wygłoszonego z dniu 11 lipca 2026 na miejscu kaźni Polaków zabitych przez ukraińskich nacjonalistów w Ołyce w Ukrainie, w którym powiedział: „Musimy umieć wybaczać i musimy umieć prosić o wybaczenie”. I dalej: „Pochylając głowę nad polskimi ofiarami przemocy ukraińskiej na Wołyniu, nie mogę nie wspomnieć o ukraińskich ofiarach przemocy polskiej na terenach dawnej II Rzeczpospolitej przed wojną i w jej trakcie. To wszystko, co działo się na tle II wojny światowej było straszne i niepotrzebne”.
Wtedy, w 1965 roku, jedynym uczniem w moim liceum im. Frycza Modrzewskiego w Warszawie, który zaprotestował przeciwko atakowi komunistycznej propagandy na autorów orędzia, był maturzysta @Macierewicz_A. Ja miałem wówczas 14 lat i niewiele rozumiałem, a jednak tym sprzeciwem zaimponował mi bardzo. Antoni został za to wyrzucony z liceum.
Dziś atak na pana ambasadora w randze chargé d’affaires przypomina mi tamte chwile. Przejmujące chwile, które mnie tworzyły jako dorosłego człowieka. Niczego się nie nauczyliśmy. Nie umiemy w prawdziwe pojednanie. Nie umiemy przyznać się do własnej historii. Jesteśmy wieczną ofiarą wszelkich napaści, która nigdy nikogo nie zniewoliła i nie skrzywdziła. Politycy grają historią, kiedy ludzie chcą żyć tu i teraz.
Dziękuję panu @W_Lukasiewicz za to piękne i odważne wystąpienie, ludzkie i prawdziwe, ze słowami: „Nie tworzę jednak ani symetrii ani nie stawiam znaku równości miedzy liczbami i jakością cierpień. Mówię po prostu, że pamiętamy, musimy pamiętać o przeszłości i o tym, co w tej przeszłości było wstydliwe i niegodne”.
Aneto, jest takie powiedzenie „Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata” - „Kto ratuje jedno życie, ten ratuje cały świat”. Otóż niestety ono ma swój rewers: „Kto zatruwa komuś życie, ten zatruwa cały świat”. Nie wymażemy tego z historii, że jako Polacy zgotowaliśmy polskim Żydom Jedwabne i to nie jako mniejszość, tylko jako my wszyscy. Bo nie powstrzymaliśmy fali nienawiści dość powszechnej wówczas. I dziś też odpowiadamy WSZYSCY za to, co czuje ta dziewczyna. Bo to jest nasza polska niechęć niepowstrzymana przez nas samych. Musimy nauczyć się brać odpowiedzialność i mówić „to my”, a nie mówić „to nie ja, to oni”. 🙁
Kaczyńskiemu bliżej jest do Putina, Orbana, Erdogana, Kima i Xî niż do jakiejkolwiek demokracji zachodniej. On by się nie zawahał zrobić z Placu Piłsudskiego Placu Tiananmen, gdyby tylko mógł.
ROSJA NIE MUSI WJEŻDŻAĆ CZOŁGAMI. WYSTARCZY, ŻE PODPALI PRZESMYK SUWALSKI, A POLSKA ZNOWU ZACZNIE GASIĆ POŻAR ŁYŻECZKĄ
Zanim Rosja uderzy rakietą, dronem albo grupą dywersyjną, najpierw uderzy przekazem. Zanim wybuchnie transformator, most, skład paliwa albo linia kolejowa, w polskim internecie wybuchnie festiwal kretynów tłumaczących, że Moskwa na pewno nie miała z tym nic wspólnego.
Moim zdaniem najbardziej prawdopodobny nie jest otwarty atak na Warszawę z rosyjską flagą przyczepioną do rakiety. Rosjanie nie są aż tak głupi. Bardziej spodziewam się uderzenia w infrastrukturę krytyczną, kolej, energetykę, łączność albo w rejon przesmyku suwalskiego. I niekoniecznie po polskiej stronie. Mogą uderzyć w Litwę, żeby przetestować NATO, sparaliżować przerzut wojsk i otworzyć sobie polityczną, a w skrajnym wariancie także wojskową drogę między Białorusią a Królewcem.
Najlepiej tak, żeby przez pierwsze godziny nikt nie wiedział, kto naprawdę zaatakował.
Dron z ukraińskimi oznaczeniami. Ładunek z elementami wskazującymi na Ukrainę. Sabotażyści mówiący po ukraińsku. Fałszywe dokumenty. Filmik wrzucony do sieci kilka minut po eksplozji. Gotowe konta, gotowe komentarze i gotowi polityczni idioci, którzy natychmiast zaczną krzyczeć, że Ukraina chce nas wciągnąć do wojny.
I właśnie dlatego Rosja od lat inwestuje nie tylko w rakiety, ale również w agenturę wpływu, pożytecznych idiotów, radykałów, internetowych proroków i politycznych handlarzy strachem.
A nasze państwo?
Nasze państwo z agenturą nie walczy na pełnej kurwie. Nie rozbija sieci, nie przecina finansowania, nie wyrzuca ludzi z instytucji, nie pokazuje społeczeństwu mechanizmów wpływu i nie prowadzi bezwzględnej kontrakcji informacyjnej.
Nasze państwo czeka, aż coś jebnie.
A potem zwołuje konferencję prasową, powołuje zespół, uspokaja społeczeństwo i ogłasza, że służby analizują sytuację.
Czyli tradycyjnie nie leczymy raka, tylko przyklejamy plaster na przerzut.
Nie walczymy z przyczyną. Gasimy pożary. Jeden po drugim. Dron spadł wtedy gasimy. Tory wysadzone wtedy gasimy. Serwery padły gasimy ewentualnie przykrywamy temat. Ktoś podłożył ładunek, gasimy ale z bardziej zatroskaną miną. Rosyjska narracja zalała internet wtedy publikujemy trzy grafiki, na których urzędnik informuje, żeby uważać na dezinformację.
Rosja prowadzi operację państwową, a my odpowiadamy komunikatem na Facebooku.
To jest, kurwa, dramat a na dodatek po placach chodzą zielone ludziki i się nawet nie kryją z poparciem dla Moskwy no pięknie!
Agentura wpływu nie zaczyna pracy w dniu ataku. Ona pracuje wcześniej. Latami. Rozbija zaufanie do armii, służb, NATO, Unii, Ukrainy i własnego państwa. Uczy ludzi, że każdy sojusznik jest wrogiem, każdy wróg jest partnerem do rozmowy, a najlepszą strategią jest siedzieć cicho i liczyć, że niedźwiedź pożre sąsiada, a nas zostawi w spokoju.
Nie zostawi.
Gdy uderzenie nastąpi w Litwę, przesmyk suwalski albo infrastrukturę potrzebną do obrony wschodniej flanki NATO, natychmiast usłyszymy:
„To nie nasza wojna”.
„Nie umierajmy za Litwę”.
„To prowokacja Ukrainy”.
„Trzeba rozmawiać z Moskwą”.
„Nie drażnijmy Rosji”.
I te zdania będą dla Kremla równie ważne jak rakiety. Bo celem nie będzie tylko zniszczenie torów, mostu czy elektrowni. Celem będzie sparaliżowanie decyzji, skłócenie sojuszników i doprowadzenie do sytuacji, w której państwo będzie jeszcze sprawdzało przecinki w ekspertyzie, kiedy rosyjska operacja osiągnie już swój polityczny cel.
Najgorsze jest to, że część tej roboty wykonają Polacy. Za darmo. Dla lajków, zasięgów, politycznej zemsty albo dlatego, że ktoś im wmówił, iż powtarzanie rosyjskiej propagandy jest przejawem niezależnego myślenia.
Nie jest.
To jest noszenie amunicji przeciwnikowi i jeszcze chwalenie się, że człowiek nie dał się zmanipulować.
Rosja nie musi więc od razu wysyłać batalionów. Najpierw wyśle chaos, strach, sabotaż i kłamstwo. A potem sprawdzi, czy Polska ma państwo, które potrafi walczyć z agenturą, czy tylko straż pożarną do biegania od jednego wybuchu do drugiego.
Bo na razie wygląda to tak, jakby Moskwa planowała operacje z kilkuletnim wyprzedzeniem, a my planowali konferencję prasową pół godziny po eksplozji.
I później wszyscy będą bardzo zdziwieni. Tylko Rosja nie będzie. no i jakoś mnie to nie dziwi...
Najgorsze jest to, że to wszystko jest nieciekawe, nudne. Kąsanie nogawek, oskarżenia o zdradę, zakłamanie, pomówienia, zero prawdy. Żądania dymisji śmieszne, głupawy prezydent. Media mielą to gówno i wciskają na talerzu jako danie główne. A wszystko dla płytkiej kasy. Zły czas.
Czy ktoś może wreszcie zamknąć tego gościa i zdelegalizować jego partię? Silne państwo nie powinno być tak bezradne wobec faszyzmu. https://t.co/FG2PQrY7Pe
ROSJA MA ATOM, ARMIĘ I IMPERIUM W GŁOWIE. UKRAINA WALCZY O PRZEŻYCIE. A CZĘŚĆ POLSKI DALEJ MA PAŁĘ Z MATEMATYKI I GEOGRAFII
Porównajmy potencjały tak na zimno. Bez serduszek, bez chorągiewek i bez tej intelektualnej kawy z mlekiem sojowym, którą karmią ludzi zawodowi patrioci z internetu.
Ukraina to około 37 milionów ludzi. Rosja to około 130 milionów, a według części zestawień nawet więcej. Już sam stosunek ludności daje Moskwie przewagę około trzy i pół do jednego. To nie jest drobna różnica. To jest worek mięsa, rezerw, poborowych, robotników, kierowców, mechaników, matek płaczących nad trumnami i dalej działającego państwowego młyna do mielenia ludzi.
W żołnierzach czynnych różnica jest mniejsza, bo Ukraina jest już państwem zmobilizowanym wojną. Szacunki mówią o około 900 tysiącach żołnierzy po stronie Ukrainy i około 1,3 miliona po stronie Rosji. Ale w potencjale ludzkim Rosja dalej ma głębszy dół. Ludzi zdolnych do służby ma kilka razy więcej. Ukraina walczy a w zasadzie już pluje krwią z płuc. Rosja walczy brudnym magazynem, łagrem, poborem, demografią i pogardą dla własnych trupów.
W sprzęcie bajki dla dzieci też nie ma. Czołgi: około 1120 Ukraina, około 5630 Rosja. Pojazdy opancerzone, czyli transportery, BWP, wozy wsparcia i całe to żelastwo do wożenia piechoty pod ogień: około 45 tysięcy Ukraina, ponad 126 tysięcy Rosja. Artyleria samobieżna: Ukraina około 680 kontra Rosja ponad 3600. Artyleria holowana: Ukraina około 625 kontra Rosja prawie 6000. Wyrzutnie rakietowe: około Ukriana 288 kontra Rosja prawie 2500.
W powietrzu przepaść jest jeszcze bardziej brutalna. Ukraina ma około 350 statków powietrznych. Rosja ponad 4200. Myśliwce: około 88 kontra ponad 860. Śmigłowce: około 140 kontra ponad 1600. Śmigłowce szturmowe: około 39 kontra ponad 550.
Dlatego Ukraina nadrabia dronami, rozpoznaniem, pomysłowością, zachodnią pomocą, krwią i tempem uczenia się, które zawstydza rosyjski beton. Bo w klasycznej tabelce Rosja wygląda jak walec. Zardzewiały, pijany, prowadzony przez idiotów, ale nadal walec.
Do tego dochodzą pieniądze. W 2026 roku Moskwa dalej pompuje w wojsko potężne środki. Planowane rosyjskie wydatki wojskowe czyli około 190–193 miliardy dolarów przy. To nie jest sąsiad z problemami. To jest państwo ustawione na wojnę.
Nie chwilowo. Nie przypadkiem. Nie dlatego, że Putin miał gorszy poranek i źle mu się śniła mapa. Cały system został przestawiony na produkcję przemocy. Fabryki, budżet, propaganda, szkoła, telewizja, służby, armia, więzienia i cmentarze pracują w jednym kierunku.
A nad tym wszystkim leży jeszcze atom. Ukraina głowic jądrowych nie ma. Zero. Rosja ma około 4400 głowic w wojskowym zasobie jądrowym, plus część wycofanych czekających na demontaż. I dlatego Rosja może kompromitować się operacyjnie, palić ludzi tysiącami, grzęznąć w błocie, a potem i tak szantażować pół świata czerwonym guzikiem jak pijany bandyta z granatem w windzie.
Więc nie, Ukraina nie zatrzymała Rosji dlatego, że była silniejsza na papierze. Zatrzymała ją dlatego, że miała wolę walki, zachodnie wsparcie, adaptację, drony, rozpoznanie, dowódców uczących się szybciej niż rosyjski beton i naród, który nie chciał iść pod moskiewski but.
Rosja nie jest groźna dlatego, że jest mądra. Rosja jest groźna dlatego, że jest wielka, brutalna, tania w ludzkim życiu, głęboka magazynowo, ustawiona budżetowo na wojnę i uzbrojona w atom. To jest nieokrzesany sąsiad z łomem, kałachem, magazynem trupów, przemysłem przestawionym na zabijanie i bombą jądrową w piwnicy.
Ukraina jest państwem wyniszczonym wojną, zależnym od Zachodu, broniącym własnego terytorium i walczącym o przetrwanie. Ma armię doświadczoną, twardą i groźną, ale nie ma potencjału, żeby zagrozić Polsce w takim sensie, w jakim zagraża Rosja.
Ukraina może być trudna, niewdzięczna, politycznie irytująca, historycznie ciężka i czasem dyplomatycznie nieokrzesana. Można się z nią kłócić. Trzeba jej stawiać warunki. Trzeba pilnować polskiego interesu. Trzeba mówić o Wołyniu, ekshumacjach, pamięci, gospodarce, rolnictwie, transporcie, konkurencji i przyszłych kontraktach. Przyjaźń narodów bez prawdy kończy się zwykle mordą w błocie. Ale to nadal nie jest wróg strategiczny Polski.
Wróg strategiczny siedzi w Moskwie.
Rosja ma interes w tym, żeby Polska była słaba, skłócona, samotna, odklejona od Unii, podejrzliwa wobec Ukrainy, obrażona na Niemcy, nieufna wobec NATO i zajęta własnym szczekaniem do lustra. Rosja nie musi od razu wjeżdżać czołgami pod Białystok. Rosja robi to, co umie najlepiej. Podpala głowy. Karmi kompleksy. Rozgrywa pamięć historyczną. Wpuszcza smród w internet. Szuka pożytecznych idiotów, którzy za darmo robią robotę, za którą kiedyś trzeba było płacić agenturze.
Ukraina może nam robić problemy. Rosja chce nam złamać kręgosłup.
I tu jest różnica, której wielu nie ogarnia, bo im się mapa pomyliła z emocjonalną sraczką po komentarzach na Facebooku. Z Ukrainą trzeba rozmawiać twardo. Bez klękania. Bez amnezji. Bez głaskania po głowie. Ale to rozmowa z sąsiadem, który bywa nieokrzesany, czasem bezczelny, czasem głupi politycznie, lecz dziś zatrzymuje rosyjskie mięso armatnie daleko od naszych granic.
Z Rosją nie rozmawia się jak z sąsiadem. Z Rosją rozmawia się przez siłę, kontrwywiad, wojsko, przemysł, amunicję, sojusze, odporność państwa i zimną świadomość, że dla Kremla Polska nie jest partnerem. Polska jest przeszkodą. Korkiem w gardle imperium. Krajem, który ma siedzieć cicho albo zostać złamany.
Na froncie Rosja dalej próbuje przesuwać linię walk, nawet jeśli płaci za to potworną cenę. Małe postępy, infiltracje, mielone oddziały, kolejne szturmy, kolejne trupy, kolejne metry błota. To nie jest państwo, które odpuściło. To jest państwo, które nauczyło się przegrywać po kawałku i dalej iść po trupach.
Ukraina z kolei uderza w rosyjską infrastrukturę energetyczną i wojskową, bo nie ma luksusu eleganckiej wojny w białych rękawiczkach. Kijów próbuje przenieść koszt wojny głębiej w rosyjskie zaplecze, bo inaczej Rosja będzie spokojnie mielić ludzi, miasta i czas.
Więc odpowiedź jest prosta. Kto Polsce bardziej zagraża? Rosja. Dlaczego?
Bo ma potencjał, intencję, historię, doktrynę, aparat państwa, służby, atom i imperialny interes, żeby Polskę osłabić albo podporządkować.
Kim jest Ukraina?
Nie świętą krową. Nie aniołem. Nie bratem z obrazka. Tylko trudnym sąsiadem w wojnie, z którym trzeba robić interesy twardo, bez klękania i bez amnezji.
Ale sąsiad, nawet nieokrzesany, to nie to samo co wróg. A w Polsce jakimś dziwnym trafem zaczyna się przewijać przekaz, że ludzie powinni bać się Ukrainy. No kurwa, ubawiłem się serdecznie. Potomkowie husarii trzęsą portkami przed Ukrainą, jakby ktoś celowo odwracał im uwagę.
I pewnie nie wiecie kto.
No bo skąd.
Rosja właśnie na to gra. Żeby Polak zamiast patrzeć na Kreml, warczał na Ukraińca. Żeby zamiast rozróżniać interes od emocji, dostał do łba łopatą ruską propagandę i jeszcze myślał, że to zdrowy rozsądek.
Rosja to wróg. Ukraina to trudny sąsiad. Kto tego nie rozróżnia, ten nie analizuje. Ten tylko klepie propagandą, nawet jeśli robi przy tym minę wielkiego stratega z komentarzy pod postem.