@RDisperazione La frutta e la verdura hanno valore zero ai fini nutrizionali, puoi mangiare solo carne ed avere tutti i nutrienti che ti servono.
La verdura si mangia oer il gusto, la frutta deve essere considersta un dolce e mangiata occasionalmente.
@Lorenz17229236 Bravo, furbone! Fai tornare il PD votando Vannacci, e così, oltre a queste cose folcloristiche, ti troverai anche la patrimoniale. Potrò venire a dirti che te la sarai meritata?
This baby was born at 34 weeks. Still legal to abort in over ten states (including D.C.).
Jeremiah 1:5 - “Before I formed you in the womb I knew you…”
Made in the Image of God. No child should be aborted
Ricordiamoci che in Italia, dopo l'attentato di Modena, i modenesi hanno fatto una manifestazione contro il razzismo anziché essere compatti contro l'Islam e l'immigrazione.
Ma vi immaginate cosa sarebbe successo se La Russa o qualsiasi altro politico di destra avesse detto ad una donna di sinistra "sei lì perché hai indossato le ginocchiere". A sinistra possono tutto???
„Was gerade in Irland passiert, passiert überall – Kanada, Australien, ganz Europa.
Das ist eine globale Agenda (Agenda 2030). Es hat mit Covid angefangen (Digital ID, Impfpässe), geht um Depopulation und dann Neu-Besiedlung.
Die Leute schauen auf Irland. Wenn sie sehen, dass wir hier richtig Gas geben und unsere Regierung ‚fkig over‘, dann folgt der Rest der Welt.
Wir sind die Vorreiter."
Die irischen Proteste sehe ich ebenfalls nicht als ein reines Lokalproblem, sondern als Teil eines weltweiten Widerstands gegen globalistische Pläne wie die Agenda 2030, Great Reset und Massenmigration.
I went to the shelter looking for one old cat.
Two untouched food bowls changed my mind.
At the end of a row of cages sat two senior cats pressed tightly together.
An orange cat named Otis.
A gray cat named Milo.
Neither touched their food.
Neither seemed interested in the people walking by.
They only seemed interested in each other.
I had come with a plan.
My children were grown.
My husband had been gone for years.
The house was quiet.
Too quiet.
I didn’t want a kitten.
I wanted one older cat.
Someone who understood long naps, sunny windows, and peaceful afternoons.
Then the shelter worker stopped in front of Otis and Milo.
“They lost their person,” she said.
I nodded.
Then she told me the rest.
After their owner died, the cats spent days sitting outside the locked front door waiting for someone who was never coming home.
A neighbor left food.
Otis would eat a little and then step aside for Milo.
Milo wouldn’t eat unless Otis sat beside him.
When rescuers arrived, Milo hid under the porch.
Otis stayed in the yard and made one small sound.
Milo came out immediately.
That detail broke my heart.
Not because it was dramatic.
Because it was simple.
Two frightened old cats had lost everything.
And somehow they still found comfort in each other.
The shelter tried finding them homes.
Families wanted one cat.
Not two.
Some thought they were too old.
Others thought Milo seemed too withdrawn.
One family wanted only Otis.
The shelter tried separating them once.
Just once.
Otis stopped eating.
Milo sat facing a wall for hours.
They never tried again.
I kept reminding myself:
One cat.
One bed.
One food bowl.
One set of vet bills.
One small companion.
That was the plan.
Then Otis slowly stood.
His legs were stiff.
His fur was thin.
He didn’t try to impress me.
He simply stepped in front of Milo.
Like a tired older brother protecting the only family he had left.
Milo finally looked up.
The shelter worker opened the cage.
I sat on the floor.
Otis approached first.
Careful.
Suspicious.
Then Milo leaned forward.
Just a little.
And rested his chin on my hand.
Not a purr.
Not a cuddle.
Just a tiny act of trust.
As if he were asking:
“Are we allowed to stay together this time?”
That was it.
I was done.
I looked at the shelter worker and said:
“I think I’m going to need two cat beds.”
She immediately turned away so I wouldn’t see her cry.
The ride home was quiet.
At one stoplight, I glanced in the rearview mirror.
Otis had his chin resting on Milo’s head.
For the first time, neither looked afraid.
At home, I put down two bowls.
This time, they ate.
Side by side.
That night I found them sleeping together beside the living room window.
Otis had one paw draped across Milo’s back.
Milo was tucked against his chest.
Neither looked like they were waiting anymore.
I can’t replace the person they lost.
Some loves leave spaces nobody else is meant to fill.
But maybe love doesn’t have to replace what came before.
Maybe it just sits quietly beside it.
Otis and Milo didn’t need a perfect home.
They only needed the same home.
And somehow, in giving that to them, they gave something back to me.
I went looking for one old cat.
Instead, two old cats made my house feel like home again.
Via Born Legend
Io veramente ho pensato e ripensato a cosa avrei fatto per i miei figli costretti a scrivere con il metodo rieducativo nazista “gli africani siamo noi”.
Mi sarei appellata al Ministro? Sì anche. Ma certamente bisogna agire a livello legale.
Far perdere loro l’anno non se ne parla
🇮🇪🙏You can only push people so far before they snap. Real men will do anything to protect their families.
Irish women & children are being raped, men are getting beheaded in the streets by imported savages, and native Irish are treated like second-class citizens in their own fucking homeland.
Enough! Defending your people isn’t “racism” — it’s survival.
La mia Dieta Talebana, per privare di Glucosio esogeno (la sua energia) il Cancro, insieme al tentativo di diminuire la disponibilità di L-glutammina e di L-metionina, non solo ha un senso in una terapia vincente in Oncologia Metabolica Adiuvante, ma ha anche un effetto di riattivazione del Sistema Immunitario, la nostra arma migliore, cosa che i miei pazienti sanno come fattore fondamentale (ricreare il Microbiota dopo l’assunzione destruente dei “gastroprotettori”e riappropriarsi del Sole)
https://t.co/OksFTVm4me
Vi segnalo che la Lega ha deciso a Milano questo esperimento di "primarie aperte" per ascoltare i cittadini e sentire la loro opinione su chi vorrebbero come sindaco. Dato che la cosa sta dando fastidio ovviamente mi piace. Quindi parteciperò e chiedo ai milanesi di partecipare.
Quello che sta succedendo in Irlanda non si può fare in Italia perché se lo fai la maggior parte della società italiana ti accuserebbe di essere razzista. Per molti italiani è meglio avere un connazionale decapitato che un connazionale razzista.
Quando parla di patrimoniale, la sx getta la maschera e si rivela per ciò che è: il partito delle tasse che fa fuggire i capitali, perdere posti di lavoro e impoverire l’Italia. Noi proponiamo la via opposta: meno tasse e meno burocrazia per ridare ossigeno famiglie e imprese.
"Zwolniłam się wczoraj.
Bez wypowiedzenia, bez planu przejściowego, bez rozmów i wyjaśnień.
Po prostu odłożyłam nóż do tortu, wzięłam torebkę i wyszłam z domu mojej córki.
Mój pracodawca? Moja córka Anna.
Przez siedem lat wierzyłam, że moją „pensją” są miłość i wdzięczność.
Wczoraj zrozumiałam, że w ich wizji rodziny oddanie znaczy mniej niż nowy tablet.
Mam na imię Helena. Mam 66 lat. Jestem emerytowaną nauczycielką i żyję z niewielkiej emerytury.
Dla świata jestem babcią.
Dla nich byłam kucharką, sprzątaczką, kierowcą, nianią, pomocą w lekcjach, pielęgniarką i oficjalnym „zapasowym rozwiązaniem na wszystko”.
Byłam „babcią zawsze”.
Jak wiele takich „babć zawsze”, byłam samotną kobietą funkcjonującą na kawie i tabletkach przeciwbólowych.
Kiedy urodził się mały Kuba, Anna błagała mnie:
— Mamo, nie możemy zostawić dziecka z obcymi. Ty jesteś jedyną osobą, której naprawdę ufamy.
I byłam.
Stałam się filarem ich codzienności.
Moje dni zaczynały się o szóstej rano.
Przychodziłam do nich, przygotowywałam dokładnie to, co Kuba je, ubierałam go, odprowadzałam do szkoły.
Potem pranie, prasowanie, zakupy, gotowanie.
Gdy wracali z pracy, dzieci były zaopiekowane, dom czysty, wszystko na swoim miejscu.
Jest jeszcze Krystyna — matka mojego zięcia.
Mieszka w apartamencie, przyjeżdża dwa razy w roku, cała w perfumach i biżuterii.
Nie wie nawet, że Zosia boi się ciemności, a Kuba nie znosi zupy.
Ona jest „babcią od zabawy”.
Wczoraj Kuba skończył 10 lat.
Przez wiele miesięcy własnoręcznie robiłam na drutach wełniany koc, bo wiem, że ma problemy z zasypianiem. Chciałam, żeby czuł się bezpiecznie.
Upiekłam też sama tort — trzy piętra, krem i czekolada.
Przyszłam wcześniej, żeby wszystko przygotować.
O szesnastej pojawiła się Krystyna.
Nie przyniosła nic zrobionego własnoręcznie.
Przyniosła dwa tablety najnowszej generacji.
— Nie wiedziałam, co kupić — zaśmiała się. — Ale to topowy model. I dziś bez zasad! Obowiązuje prawo babci Krystyny!
Dzieci zniknęły z tabletami.
Anna i jej mąż byli zachwyceni.
— Krystyno, wspaniale! — mówili, nalewając jej wino, które kupiłam ja.
A ja stałam tam z kocem w rękach.
Kiedy podałam go Kubie, nawet na mnie nie spojrzał.
— Później, babciu. To jest tysiąc razy lepsze niż koc. Czemu zawsze przynosisz takie nudne rzeczy?
Spojrzałam na Annę.
Czekałam, aż zareaguje.
Nie zrobiła nic.
— Mamo, nie bądź przewrażliwiona. Ty jesteś babcią na co dzień. A Krystyna jest od niespodzianek. To po prostu różne role.
Babcia na co dzień.
Jak miotła w schowku — potrzebna, cicha, niewidzialna.
Złożyłam koc i położyłam go na blacie.
— Nie — powiedziałam, gdy poprosili mnie o krojenie tortu. — Wystarczy.
Zdjęłam fartuch i zostawiłam go na krześle.
— Skończyłam być niewidzialnym tłem waszej wygody, podczas gdy ktoś inny zbiera uśmiechy.
Skoro jestem tylko babcią na co dzień, to dziś usługa jest zawieszona.
Krystyna zaśmiała się:
— No daj spokój, nie rób dramatu!
— A ja mam do załatwienia sprawę szacunku — odpowiedziałam. —
Jestem pewna, że poradzicie sobie z bałaganem po przyjęciu, stertą prania i wieczornymi humorkami.
I wyszłam.
Anna dogoniła mnie przy samochodzie.
— Mamo, ale kto jutro odprowadzi dzieci do szkoły? Ja mam rano spotkania. Nie możesz tak po prostu odejść!
— Nie wiem — powiedziałam. —
Może babcia od zabawy poradzi sobie też z porannym ruchem ulicznym.
Albo wreszcie zapłacicie za pomoc, którą przez siedem lat mieliście za darmo.
Mój telefon dzwonił cały dzień.
A ja obudziłam się o wpół do dziewiątej.
Piłam herbatę na balkonie.
Ten dzień po raz pierwszy od lat był mój.
Pomyliłyśmy miłość z poświęceniem aż do całkowitego wymazania siebie.
Zamieniłyśmy rodzinę w darmową siłę roboczą.
Kocham moje wnuki.
Zawsze będę je chronić.
Ale nie będę już domowym sprzętem w cudzym domu.
Jeśli naprawdę będą mnie chcieli,
muszą nauczyć się mnie szanować.
A do tego czasu…
zapisuję się na pilates."
za Kawa z mlekiem
Earlier today, the Polish parliament observed a moment of silence in memory of the murdered Henry Nowak and all victims of anti-white racism.
You can always count on Poland.