The Only Bay Allstars grają "Rock and roll" Zeppelinów na Times Square.
Czyli da się :)
__
Bay Melnick Virgolino – gitara śpiew, lat 11
Olivia Catalano - gitara śpiew lat 15
Jack Lopez - basista, 27 lat
YOYOKA - perkusja, lat 16
Jest taki moment w życiu człowieka, kiedy kupuje takie kółko z rączkami do ćwiczeń. To nie jest zły pomysł, ale to błąd. Ziomek pracuje przy przeprowadzkach i trenuje trójbój siłowy i ma z tego potężną bekę. Prawie każdy to ma przy przeprowadzce i tego nie wyrzuca, to jedzie do nowego domu bo "jeszcze do tego wrócę".
Problem z tym kółkiem jest taki, że działa. Jest naprawdę jednym z niewielu sprzętów, którego nie da się oszukać, jak drążek. Jest też za trudny dla początkujących. Jeżeli rzeczywiście go użyjesz, zwykle wygląda to tak:
>jakiś chłop albo baba z umięśnionym brzuchem na opakowaniu
>uśmiechają się na zdjęciu, więc to nie może być takie trudne
>bierzesz kółko i odjeżdżasz jak na zdjęciu
>nie takie trudne
>nie możesz wrócić
>jednak trudne
>próbujesz jeszcze raz, jeszcze dwa razy
>następnego dnia masz takie zakwasy, że nie możesz wstać z łóżka, musisz się sturlać
>nie możesz się śmiać
>kichanie boli
Kółko trafia więc gdzieś na strych albo do szafy, aż brzuch się zregeneruje. Potem się okazuje, że brzuch regeneruje się osiem lat. Mija dzień, mijają lata, stoisz sam po środku świata, dookoła tysiąc spraw. Z jakiegoś powodu zmieniasz miejsce zamieszkania i kółko jedzie z tobą, bo JESZCZE SIĘ ZA TO WEZMĘ.
Przecież jeżeli kiedyś jakaś obca cywilizacja będzie badała naszą, to uznają, że to był jakiś artefakt o znaczeniu religijnym.
Pomóżmy złapać zwyrodnialca, który w Gdyni zniszczył Malowaną Polanę - salę zabaw dla najmłodszych dzieci. Dla maluchów z okolicy było to ulubione miejsce spędzania czasu. Zostało stworzone z pasją , przez ludzi którzy chcieli zrobić coś fajnego dla innych. Nie kolejną sieciówkę, bank czy galerię alkoholi. Ale bezpieczną, kolorową, starannie zaprojektowaną przestrzeń, w której najmłodsze dzieci mogą się bawić i rozwijać, a rodzice chwilę odpocząć. Nocny atak cuchnącą cieczą spowodował straszne zniszczenia: „W nocy padliśmy ofiarą wandalizmu. Wstrętnego wandalizmu. Jest mi potwornie przykro, bo nie wiem, komu podpadłam i za co. Zrobiono nam takie świństwo, że musimy kuć podłogę. Zerwaliśmy posadzkę. Teraz kujemy beton – opowiadała w mediach społecznościowych Marta Łęgowska, właścicielka sali zabaw dla dzieci.
– Trzymajcie za nas kciuki, ponieważ substancja, która została wylana do lokalu, potwornie śmierdzi. Najważniejsze jest jednak bezpieczeństwo wasze i waszych dzieci. Póki nie uporamy się z tym zapachem, będziemy zamknięci.
Podobnych atakow w ostatnim czasie było w tej okolicy więcej. Sprawą zajmuje się policja, która publikuje zdjęcie sprawcy i prosi o pomoc w jego identyfikacji. Kontakt: komisariat Gdynia-Chwarzno 47 742 16 55 lub 112. (fot. Policja). Jutro po 8:20 będzie o tym mowić twórczyni Malowanej Polany w DDTVN
#kazaniepolityczne nr 36
UCHO KIEROWNIKA
Każdy dwór kończy tak samo. Najpierw najbliższe otoczenie chroni władcę przed głupcami. Potem przed ludźmi samodzielnymi. Na końcu - przed rzeczywistością.
@donaldtusk stworzył sprawny, lojalny i całkowicie podporządkowany sobie sztab. Ludzi, którzy od lat pracują na jego sukces, pilnują przekazu, gaszą pożary i wiedzą, co wolno podsunąć Kierownikowi, a czego lepiej nawet nie kłaść na biurku.
I to trzeba docenić. Tusk nie znalazł się na szczycie przypadkiem. Umie zarządzać własnym otoczeniem jak mało kto w polskiej polityce.
Problem zaczyna się wtedy, gdy skuteczna metoda zdobywania władzy staje się metodą rządzenia państwem.
Bo ten system opiera się dziś na dwóch przykazaniach.
Pierwsze brzmi: nie reformować.
Donald Tusk pamięta los AWS. Pamięta rząd Jerzego Buzka, cztery wielkie reformy i polityczną katastrofę formacji, która zapłaciła za nie własnym istnieniem. Wyciągnął z tego lekcję. Tyle że najprostszą i najgorszą z możliwych: reformy zabijają.
Dlatego od lat najchętniej reformuje się komunikację reform. Powołuje zespoły, organizuje konferencje, przedstawia diagnozy, zapowiada konsultacje i ogłasza, że teraz już naprawdę coś się wydarzy. Powstają dokumenty, prezentacje i harmonogramy. Wszystko poza zmianą.
Tyle że Polska roku 2026 to nie Polska roku 1999.
Polacy nie oczekują już wyłącznie tego, że władza będzie mniej bezczelna niż PiS. Nie wystarczy być odrobinę bardziej europejskim, trochę mniej pazernym i znacznie lepiej ubranym. PiS jako alibi ma termin ważności. I ten termin właśnie się kończy.
Po ośmiu latach rządów PiS ludzie chcieli odzyskania normalności. Ale normalność nie jest programem na dwie kadencje. Jest warunkiem wejścia do gry. Później trzeba jeszcze coś zrobić.
Drugie przykazanie Kierownika brzmi: nie pozwolić nikomu wyrosnąć ponad trawę.
To zasada jeszcze bardziej anachroniczna. Donald Tusk nie ma dziś w swoim otoczeniu realnego konkurenta. Ma pozycję międzynarodową, doświadczenie, rozpoznawalność i całkowitą kontrolę nad własną formacją. Minęłyby lata, zanim ktokolwiek w Koalicji Obywatelskiej zbudowałby pozycję pozwalającą mu zagrozić Tuskowi.
Prawdopodobnie nigdy do tego nie dojdzie, bo Kierownik wcześniej sam zaprojektuje swoje odejście, wskaże godzinę, scenografię i człowieka, który ma po nim odziedziczyć klucze.
Zagrożenia nie ma.
Ale mechanizm obronny pozostał.
Najbliższe otoczenie premiera pilnuje więc nie tylko tego, by nikt nie zagroził Tuskowi. Pilnuje także, by nikt nie zagroził pozycji tych, którzy kontrolują dostęp do ucha Kierownika.
W efekcie do najważniejszych zadań państwa dobiera się coraz częściej osoby bez własnego zaplecza, bez politycznej pozycji i bez zdolności postawienia premierowi warunków. Niekoniecznie niekompetentne. To byłoby zbyt łatwe.
One mają być bezpieczne.
Mają mieć dobre CV, poprawnie wypaść na konferencji, odczytać przygotowane wystąpienie i nie wywoływać niepokoju na korytarzach @PremierRP . Mają wyglądać jak ministrowie, ale nie mogą stać się samodzielnymi figurami politycznymi.
Jolanta Sobierańska-Grenda może mieć doświadczenie menedżerskie i sukcesy w zarządzaniu szpitalami. Tyle że polska ochrona zdrowia nie potrzebuje dziś administratora jednego systemowego odcinka. Potrzebuje politycznego i merytorycznego tarana.
Kogoś, kto potrafi wejść w konflikt z korporacjami zawodowymi, dyrektorami szpitali, samorządami, NFZ, Ministerstwem Finansów i częścią własnej koalicji. Kogoś, kto ma własny autorytet, własny zespół, własną wizję i siłę, by powiedzieć premierowi: albo robimy to naprawdę, albo proszę szukać kogoś innego.
Jeżeli najważniejszą zaletą ministra zdrowia jest to, że nikogo w KPRM nie niepokoi, to bardzo szybko zacznie niepokoić pacjentów, z czym już mamy do czynienia.
Podobnie jest z Barbarą Mróz-Gorgoń, powołaną na pełnomocniczkę rządu do spraw promocji marki Polska. Można mieć imponujący dorobek naukowy i ekspercki, ale sam sposób przedstawienia tej nominacji stał się doskonałą metaforą obecnego rządu.
Państwo nie działa jak powinno, więc zajmiemy się jego marką.
Najpierw brandbook, potem produkt.
Najpierw opowiemy światu o polskim cudzie, a później - jeżeli zostanie trochę czasu - spróbujemy sprawić, żeby obywatel mógł dostać się do specjalisty przed własnym pogrzebem.
Zupełnie inaczej traktuje się ludzi, którzy zaczynają rzeczywiście rokować. @magdasobkowiak przygotowywała polską prezydencję w Radzie UE, zajmowała się programem SAFE i wyraźnie budowała własną pozycję. Formalnie przeniesienie jej do @MON_GOV_PL jest awansem. Politycznie oznacza jednak także odsunięcie od codziennego centrum dowodzenia w KPRM.
Może to przypadek.
Tylko że przypadek wyjątkowo dobrze pasujący do systemu, w którym zdolnych należy awansować tak, aby przypadkiem nie znaleźli się zbyt blisko ucha Kierownika.
Nie brać ludzi z własną pozycją, bo będą niezależni. Nie brać ludzi z autorytetem, bo mogą publicznie powiedzieć „nie”. Nie brać ludzi z osiągnięciami, bo nie będą zawdzięczać wszystkiego nominacji. Nie brać ludzi sprawczych, bo mogą zerwać się z łańcucha.
Tylko, że człowiek na łańcuchu może pilnować podwórka. Nie zreformuje państwa.
Jarosław Kaczyński, przy wszystkich swoich wadach, rozumie przynajmniej, że partia musi być stale zasilana nowymi bytami, środowiskami i ludźmi. Czasem ich wykorzysta, czasem zużyje, czasem wyrzuci za burtę, ale wciąż wciąga do swojego politycznego krwiobiegu nowe twarze.
@Obywatelska_KO reaguje na nowych ludzi jak organizm odrzucający przeszczep.
Cierpi nie na brak kadr, lecz na lęk przed kadrami. Na uwiąd egzekutywy spowodowany wieloletnim chowem wsobnym i przekonaniem, że lojalność wobec dworu jest najwyższą kwalifikacją do zarządzania państwem.
Dziś nawet gdyby Donald Tusk naprawdę chciał przeprowadzić głębokie reformy, to zwyczajnie nie ma kim.
Bo reform nie robi się rzecznikami prasowymi, dekoracyjnymi pełnomocnikami i ministrami czekającymi na codzienną instrukcję. Reformy robią ludzie, którzy coś znaczą również bez stanowiska. Mają wiedzę, autorytet, własne zaplecze i odwagę poniesienia odpowiedzialności.
Takich ludzi Kierownik powinien dziś szukać.
Tymczasem wyniki są brutalne. Zdecydowana większość Polaków nie widzi poprawy w ochronie zdrowia, a blisko dwie trzecie nie wierzy już, że ten rząd potrafi jej dokonać. Spada poparcie dla gabinetu, rośnie nieufność wobec premiera, a kredyt udzielony za odsunięcie PiS został prawie przejedzony.
I nie pomogą tu jesienne igrzyska.
Rozliczenia rządów @pisorgpl są potrzebne. Odzyskanie Trybunału Konstytucyjnego jest potrzebne. Przywrócenie państwu prawa jest potrzebne.
Ale sprawiedliwość nie zastępuje polityki społecznej. Transmisja z zatrzymania kolejnego pisowskiego aparatczyka nie skróci kolejki do onkologa. Konferencja prokuratora nie zwiększy dostępności mieszkań. Kolejny triumfalny wpis nie poprawi jakości szkoły, transportu ani usług publicznych.
Oprócz igrzysk trzeba wreszcie dać ludziom chleb.
A chlebem w polityce są sprawne państwo, dostępne leczenie, przewidywalne prawo i reformy, których skutki obywatel odczuje we własnym życiu.
Czesław Bielecki powiedział kiedyś, że „nie ma legislacyjnej viagry na impotencję egzekutywy”.
Dziś można dodać: nie ma również viagry PR-owej.
Donald Tusk musi zdecydować, czy chce pozostać najsilniejszym człowiekiem wśr��d słabych, czy zostać przywódcą silnych ludzi.
Pierwszy wariant gwarantuje spokój na dworze.
Drugi daje jeszcze szansę na uratowanie tego rządu.
Bo ucho Kierownika, które słyszy wyłącznie najbliższy sztab, wcześniej czy później przestaje słyszeć wyborców.
@KosiniakKamysz @wlodekczarzasty @nowePSL @__Lewica @Kpelczynska @hennigkloska @PL_2050 @UniaCentrum_ @KPRM_CIR
Ten lunch trwa już 94 lata 🏗️
Nowy Jork, 1932. Jedenastu robotników je obiad na stalowej belce 260 metrów nad Manhattanem. Bez lin, bez zabezpieczeń.
Zamroziłem ten moment i poleciałem kamerą tam, gdzie każdy boi się spojrzeć - w dół.
Patrzcie do końca. Jeden z nich coś upuści.
Ciekawostka: to zdjęcie było ustawką - sesją PR przy budowie Rockefeller Center. Ale ludzie na belce byli prawdziwi i naprawdę tam siedzieli.
📷 Lunch atop a Skyscraper, 1932 / Bettmann Archive
#AI #AIvideo #NewYork #Seedance
MS zapowiada kolejne zaostrzenie kar: "Jak widać te osoby są niereformowalne. Co więcej, często wiemy, że te osoby są nałogowymi alkoholikami, narkomanami, i dopiero przyjęcie ich do zakładu karnego uruchamia procedurę ich przymusowego leczenia - mówi Waldemar Żurek.
I jeszcze jeden zapomniany geniusz - tym razem z Krakowa: Walery Jaworski, który odkrył bakterię Helicobacter pylori, odpowiedzialną za raka i wrzody żołądka (urodzony 20 marca 1849).
W 2005 roku Robin Warren i Barry Marshall dostali za to odkrycie Nobla, a nasz Walery już w 1899 w swoim „Podręczniku chorób żołądka” opisał charakterystyczne spiralne drobnoustroje, które nazwał Vibrio rugula. Jako jeden z pierwszych zasugerował, że to właśnie te organizmy mogą stać za patologiami żołądka. Niestety, publikacja w języku polskim i ówczesny sceptycyzm świata nauki sprawiły, że na oficjalne potwierdzenie tej tezy ludzkość czekała kolejne kilkadziesiąt lat.
Twórca potęgi krakowskiej medycyny, stworzył tzw. "krakowską szkołę gastrologiczną", wychowując pokolenia wybitnych diagnostów. Pionier diagnostyki: jako jeden z pierwszych w Europie rutynowo stosował zgłębnikowanie żołądka, co pozwoliło na badanie składu chemicznego soków trawiennych. Był jednym z pierwszych lekarzy w Polsce, którzy dostrzegli potencjał promieni rentgenowskich w badaniu przewodu pokarmowego.
Zmarł w 1924.
Kochani… dzieje się coś naprawdę bardzo złego.
Takiego, na co nie można patrzeć w ciszy, dlatego reaguję od razu.
To jest Tomasz Schuchardt świetny, utalentowany aktor, człowiek z ogromnym warsztatem i wrażliwością. W najnowszym filmie Wojciecha Smarzowskiego „Dom dobry” wciela się w potworną postać przemocowca. I zrobił to tak dobrze, tak przekonująco, że niektórzy… zaczęli traktować go jak tę postać naprawdę.
Wiecie, co się dzieje?
Ludzie zaczepiają go na ulicy. Wyzywają. Obrażają.
Jakby zapomnieli, że to rola, a nie życie.
Że kamera to nie rzeczywistość.
Że aktor nie staje się potworem tylko dlatego, że potrafi takiego zagrać.
I to jest ten moment, kiedy naprawdę robi się niebezpiecznie.
Bo jeśli ktoś nie potrafi odróżnić fikcji od prawdziwego człowieka, to znaczy, że jako społeczeństwo mamy poważny problem.
Smarzowski zawsze pokazuje najciemniejsze zakamarki świata.
A aktorzy tacy jak Schuchardt,wchodzą w te mroki po to, żebyśmy my mogli coś poczuć, coś zrozumieć, z czegoś wyciągnąć wnioski.
Ale oni nie SĄ tym mrokiem.
Wyzywanie ich za rolę to tak, jakby mieć pretensje do lekarza za to, że musi przekazać trudną, bolesną prawdę albo do strażaka, że wszedł w płomienie.
To nie jest normalne.
To nie jest w porządku.
To jest przemoc prawdziwa, realna przemoc wymierzona w człowieka, który po prostu wykonuje swoją pracę najlepiej, jak potrafi.
I powiem Wam szczerze: boli mnie, że trzeba w ogóle o tym przypominać.
Artyści, pisarze, aktorzy, muzycy… wszyscy, którzy opowiadają historie, często wkładają w nie kawał serca, ale to nie są ich życia.
To opowieści.
I naprawdę źle się dzieje, kiedy fikcja zaczyna być ważniejsza niż człowiek.
Dajcie znać, co o tym myślicie…
Bo ja, patrząc na to wszystko, mam jedno poczucie:
Jeśli zaczniemy traktować aktorów jak ich najgorsze role, to naprawdę przestaniemy widzieć ludzi.
A kiedy społeczeństwo gubi człowieka jego godność, jego emocje, jego zwykłą, ludzką wartość, wtedy mrok zaczyna się nie na ekranie, tylko w nas samych.
I to jest coś, na co nie możemy pozwolić. Nigdy.
Nie w tym świecie. Nie w tych czasach.
Nie wtedy, kiedy hejt potrafi zniszczyć prawdziwego człowieka szybciej niż jakakolwiek filmowa postać.
Bo film można wyłączyć.
Człowieka, już nie.
OBRONA CYWILNA JEST?
To było pytanie retoryczne...
Co robić jak się zacznie, kiedy zobaczycie drona?
Poniżej kilka praktycznych porad, jeśli faktycznie zaczną się bombardowania to wasze szanse są nikłe, bo nie ma schronów, no ale to już wiecie...
DRON CO ROBIĆ:
Masz prawo się bać to ludzkie, każdy się boi no może prócz polityków bo oni dawno już będą z rodzinami w tej obrzydliwej Brukseli. Musisz działać szybciej, niż strach cię sparaliżuje.
1. SŁYSZYSZ TEN DŹWIĘK? NIE MASZ CZASU NA MYŚLENIE
Nie analizuj, nie szukaj, nie myśl to nie szachy to walka o przetrwanie.
Jeśli słyszysz niski, buczenie przypominający dźwięk Rometa albo kosiarki – działaj natychmiast. Za kilkanaście sekund może być już nad Tobą.
2. PRZESTAŃ NAGRYWAĆ – TO NIE FILM możesz nie zdążyć opublikować na rolce
Żadne nagranie nie jest warte twojego życia.
Odłóż telefon. Odłamki nie ostrzegają – one zabijają.
3. ODEJDŹ OD OKNA
Szkło rozpryskuje się tnie jak ostrza.
Okno to najniebezpieczniejsze miejsce. Odejdź jak najdalej. Najlepiej w głąb mieszkania.
4. ZNAJDŹ DWIE ŚCIANY
Między tobą a ulicą powinny być co najmniej dwie ściany nośne.
Kuchnia z oknami – nie. Łazienka bez okien – tak. Korytarz – idealnie.
5. PADNIJ NA PODŁOGĘ. GADANIA. BEZ PYTAŃ
Połóż się i osłoń głowę rękami.
Odłamki lecą po łuku – musisz być niżej niż ich trajektoria dlatego tak cenna komenda w Armii "padnij", krótka i zwięzła jeśli ją usłyszycie w czasie wojny to ją wykonajcie bo lepiej się śmiać z żartu niż być martwym.
6. JESTEŚ NA ZEWNĄTRZ? PRZYKUCNIJ NISKO, SZUKAJ BETONU
Płot – nie. nie krzaki i krzewy ( to w ostateczności)
Najlepiej – za betonową ścianą lub w jakimkolwiek zagłębieniu. Jeśli niczego nie ma – po prostu padnij na ziemię.
7. W SAMOCHODZIE – STAŃ SIĘ NIEWIDZIALNY
Zgaś silnik, wyłącz światła. Opuść pojazd.
Szukaj schronienia: przejście podziemne, zagłębienie terenu, betonowa osłona. Jeśli nie ma nic – połóż się przy krawężniku, obok samochodu, a nawet pod nim.
Światło i ruch to orientacja dla dronów.
8. ZATKAJ USZY, OTWÓRZ USTA
To ochrona przed falą uderzeniową.
Prosty gest, który może uratować twój słuch i płuca.
9. NIE RUSZAJ SIĘ, DOPÓKI NIE BĘDZIE CISZY PRZEZ MINIMUM 10 MINUT
Drugi nalot bywa najpodlejszy.
Cisza po pierwszej eksplozji to pułapka i nie oznacza końca. Czeka. Wytrzymaj. Leż spokojnie.
10. TERAZ JUŻ WIESZ, CO ROBIĆ
A to oznacza, że jesteś kilka kroków bliżej do ocalenia.
Przekaż tę wiedzę tym, którzy jej jeszcze nie mają.
Państwo powinno to robić, ale politycy są zajęci sobą i własnym ego... #dron #drony #wojna #cywil
Chcecie więcej wiedzy. KSIĄŻKI DLA CYWILI na wojnie link poniżej "ALFABET WOJNY" i "CYWIL NA WOJNIE"
https://t.co/3xPM8rY9sz