🇸🇰 Oświadczenie premiera Republiki Słowackiej Roberta Fico:
"Przed podjęciem dzisiejszego pierwszego środka odwetowego wobec Ukrainy za wrogie działania prezydenta Zełenskiego chciałem przeprowadzić rozmowę telefoniczną z prezydentem Ukrainy i uzyskać odpowiedź, kiedy i czy w ogóle zostaną wznowione dostawy ropy na Słowację.
Otrzymaliśmy informację, że prezydent Ukrainy jest gotowy na rozmowę dopiero po 25 lutego tego roku. Biorąc pod uwagę powagę sytuacji oraz ogłoszony stan kryzysu naftowego na Słowacji, jesteśmy w tych okolicznościach zmuszeni natychmiast podjąć pierwsze działanie odwetowe.
Zostanie ono odwołane natychmiast po wznowieniu tranzytu ropy na Słowację. W przeciwnym razie podejmiemy kolejne działania odwetowe. Podczas dzisiejszego spotkania z ministrem finansów SR Ladislavem Kamenickim, który jest stuprocentowym akcjonariuszem Słowackiej Elektroenergetycznej Sieci Przesyłowej (SEPS) i najwyższym przedstawicielem tej spółki akcyjnej, poprosiłem o wstrzymanie awaryjnych dostaw energii elektrycznej na Ukrainę.
Od dzisiejszego dnia obowiązuje zasada, że jeśli ukraińska strona zwróci się do Słowacji z prośbą o pomoc w stabilizacji ukraińskiej sieci energetycznej, takiej pomocy nie otrzyma.
Jak powiedziałem, jest to pierwszy krok odwetowy, do którego słowacki rząd ma uprawnienia bez naruszania jakichkolwiek międzynarodowych zasad i zobowiązań. Jeśli ukraińska strona będzie kontynuować szkodzenie interesom Słowacji w dostawach strategicznych surowców, rząd słowacki rozważy również dotychczasowe konstruktywne stanowisko wobec członkostwa Ukrainy w UE i przygotuje kolejne środki.
Słowacja pomaga Ukrainie na wszystkich frontach: uchodźcom, infrastrukturze transportowej, dostawach gazu, awaryjnych dostawach prądu, pomocy humanitarnej, wspiera europejską perspektywę Ukrainy pod warunkiem spełnienia niezbędnych zobowiązań. Mimo to prezydent Ukrainy zachowuje się wobec Słowacji jak wróg.
Najpierw zaszkodził nam wstrzymaniem tranzytu gazu – straty po naszej stronie wynoszą 500 milionów euro rocznie z tytułu opłat tranzytowych. Jego argumenty, że kupując rosyjski gaz wspieramy Federację Rosyjską, są fałszywe i nieprawdziwe, ponieważ wiele krajów zachodnich kupuje w dużych ilościach rosyjski skroplony gaz.
Jest całkowitym paradoksem, że nawet gaz, który zgodnie z prawem europejskim musimy dostarczać na Ukrainę, ma rosyjskie pochodzenie.
Prezydent Ukrainy celowo zaszkodził nam również wstrzymaniem dostaw ropy rurociągiem Drużba. Musieliśmy ogłosić stan kryzysu naftowego, korzystamy z własnych zapasów, rafineria Slovnaft musi szukać ropy w skomplikowany sposób na całym świecie, co podnosi jej cenę oraz koszty transportu.
Tymczasem nasze służby wywiadowcze donoszą, że rurociąg na Ukrainie jest sprawny. Ukraińska strona dostarcza nam codziennie inne informacje o stanie rurociągu oraz o gotowości do kontynuowania tranzytu ropy.
Naszemu ambasadorowi w Kijowie do tej pory nie pozwolono odwiedzić tej części rurociągu, o której ukraińska strona twierdzi, że jest uszkodzona. Zatrzymanie przepływu ropy jest czysto polityczną decyzją mającą na celu szantażowanie Słowacji w jej międzynarodowych stanowiskach wobec wojny na Ukrainie. Słowacja jest suwerennym krajem i nie da się szantażować.
Rozumiemy trudną sytuację Ukrainy, jednak nie uprawnia ona prezydenta Ukrainy do takich nieseriosnych i wrogich ataków na Słowację, które ją finansowo rujnują i powodują poważne trudności logistyczne.
Słowacja nie zgadza się z wstrzymaniem dostaw surowców energetycznych z Federacji Rosyjskiej, ale musi szanować decyzje odpowiednich organów europejskich, że do końca 2027 roku zostaniemy odcięci od tych surowców i jedna wschodnia zależność surowcowa zostanie zastąpiona drugą – zachodnią.
Recyprokacja jest podstawową zasadą w stosunkach międzynarodowych. Pierwsza odpowiedź rządu SR na wrogie działania prezydenta Ukrainy w postaci wstrzymania awaryjnych dostaw energii elektrycznej jest więc całkowicie uzasadniona.
Słowacja ma prawo do dostaw ropy, dlatego na pytanie, czy prezydent Ukrainy życzy sobie kolejnych kroków odwetowych, musi sobie odpowiedzieć sam prezydent Ukrainy i zdecydować, kiedy wznowi dostawy ropy.
Chcę zapewnić pana prezydenta, że na takie kroki jesteśmy nie tylko przygotowani, ale jako suwerenny kraj również do nich uprawnieni. "
Tak się rozmawia z Ukrainą! 💪
Dlaczego prezesi BP⛽️ i Shell⛽️ awaryjnie uciekają od OZE ? Oto co mówią w 5 punktach. Link na dole.
1⃣BP i Shell straciły miliardy $ na OZE i ograniczają inwestycje, bo sektor okazał się znacznie mniej rentowny niż ropa i gaz.
2⃣ Mit „taniej energii odnawialnej”: gdyby OZE były naprawdę konkurencyjne, nie wymagałyby dyrektyw, dotacji i administracyjnego przymusu.
3⃣Niestabilność wiatru i słońca podnosi ceny prądu – koszty sieci, rezerw mocy i backupu trafiają bezpośrednio do rachunków odbiorców.
4⃣Transformacja była napędzana ideologią i ESG, a nie realiami rynku; miała poprawić wizerunek firm, ale nie przyniosła zysków.
5⃣Akcjonariusze tracą cierpliwość – kapitał odpływa z Europy do USA, gdzie paliwa kopalne nadal generują realne zyski.
Niestety, obie spółki mówią to dopiero, gdy nie są w stanie ukryć dłużej strat. Od początku wiedzieli jak wygląda to w rzeczywistości, ale środki podatników były bardzo kuszące.
https://t.co/P23RSHGt78
To, co naprawdę niepokoi w tej minimalnej przestrzeni między palcami Boga i Adama w Kaplicy Sykstyńskiej, to nie to, co wielu powtarza. To nie religijny trik ani tanie mistyczne przesłanie. To brutalna obserwacja na nasz temat: najtrudniejszy dystans do pokonania to zawsze ten, który zależy od ludzkiej woli.
Michał Anioł nie maluje biernego Boga. Pokazuje Go rozciągniętego do granic możliwości, niemal wkraczającego w ludzką przestrzeń, napierającego z pośpiechem. Adam natomiast trzyma dłoń z zapałem, ale bez napięcia, bez intencji. Nie dlatego, że nie może jej dosięgnąć, ale dlatego, że nie jest nawet pewien, czy chce.
Ten brakujący centymetr staje się najszczerszym symbolem wolnej woli. To nie wolność robienia, co się chce. To odpowiedzialność za decyzję, czy poruszysz jednym mięśniem, by zmienić swoje życie, swoją wiarę, swój kurs – czy po prostu poczekasz, aż wszystko przyjdzie do ciebie bez wysiłku.
Fresk nie mówi o religii. Mówi o nas, o tej chwili, w której mogłeś powstać, działać, przemienić się – a zamiast tego kładziesz się. I nie, nie zrobisz tego.
za Ancient Conflicts
W 2008 roku Katie Hinde stała w kalifornijskim laboratorium naczelnych, wpatrując się w setki próbek mleka. Samce dostawały bogatsze mleko. Samice otrzymywały większą objętość. Nauka przegapiła połowę rozmowy.
Była badaczką podoktorską w Kalifornijskim Narodowym Centrum Badań nad Naczelnymi, analizując mleko matek makaków rezus. Od miesięcy mierzyła zawartość tłuszczu, poziom białka i stężenie minerałów. Dane pokazały coś, czego się nie spodziewała: matki małp produkowały zupełnie inne mleko w zależności od tego, czy urodziły synów, czy córki.
Synowie otrzymywali mleko o wyższym stężeniu tłuszczu i białka – więcej energii na uncję. Córki otrzymywały ogólnie więcej mleka z wyższym poziomem wapnia. Biologiczny przepis nie był uniwersalny. Był dostosowany.
Hinde ponownie przeliczyła liczby. Ten sam wzór powtarzał się u dziesiątek par matka-dziecko. To nie była przypadkowa zmienność. To była systematyczna zmiana.
Przypomniała sobie, czego uczono ją na studiach podyplomowych. Mleko to odżywianie. Kalorie, białka, tłuszcze. System dostarczania energii. Ale gdyby mleko było tylko paliwem, dlaczego miałoby się różnić w zależności od płci dziecka? Dlaczego matki nieświadomie modyfikowałyby formułę?
Odpowiedź zmieniła wszystko: mleko nie było bierne. Było przekazem. Hinde doszła do tego pytania nietypową drogą. Uzyskała tytuł licencjata z antropologii na Uniwersytecie Waszyngtońskim, a następnie ukończyła doktorat na Uniwersytecie Kalifornijskim w Los Angeles w 2008 roku. Podczas gdy większość badań nad laktacją koncentrowała się na bydle mlecznym lub opracowywaniu mieszanek mlecznych dla niemowląt, Hinde chciała zrozumieć, jak mleko wpływa na matki i dzieci naczelnych.
Na Uniwersytecie Kalifornijskim w Davis miała dostęp do największego ośrodka badawczego zajmującego się naczelnymi w Stanach Zjednoczonych. Mogła pobierać próbki mleka na różnych etapach laktacji, śledzić rozwój niemowląt, mierzyć cechy matek. Mogła zadawać pytania, które nigdy wcześniej nie były systematycznie badane.
Na przykład: dlaczego młode matki produkują mleko z większą ilością hormonów stresu?
Hinde odkryła, że matki małp, które po raz pierwszy karmiły dziecko, produkowały mleko o mniejszej kaloryczności, ale wyższym stężeniu kortyzolu niż matki doświadczone. Dzieci, które spożywały to mleko o wysokiej zawartości kortyzolu, rosły szybciej, ale były bardziej nerwowe i mniej pewne siebie. Mleko nie tylko odżywiało organizm dziecka, ale także programowało jego temperament.
Albo: jak mleko reaguje, gdy niemowlęta chorują?
Współpracując z naukowcami badającymi choroby niemowląt, Hinde odkryła, że gdy u niemowląt rozwijały się infekcje, mleko ich matek zmieniało się w ciągu kilku godzin. Liczba białych krwinek w mleku gwałtownie wzrosła – z około 2000 komórek na mililitr do ponad 5000 w przypadku ostrej choroby. Liczba makrofagów wzrosła czterokrotnie. Po wyzdrowieniu dziecka ich poziom wrócił do normy.
Mechanizm był niezwykły: gdy niemowlę ssie pierś, niewielkie ilości śliny dziecka przedostają się przez brodawkę sutkową do tkanki piersi matki. Ta ślina zawiera informacje o stanie odporności dziecka. Jeśli dziecko walczy z infekcją, organizm matki wykrywa antygeny i rozpoczyna produkcję specyficznych przeciwciał, które następnie wracają do dziecka wraz z mlekiem.
To był dialog. Organizm dziecka komunikował swoje potrzeby. Organizm matki reagował.
Hinde zaczęła wszystko dokumentować. Zebrała mleko od ponad 250 matek makaków rezus w ramach ponad 700 pobrań próbek. Zmierzyła poziom kortyzolu, adiponektyny, naskórkowego czynnika wzrostu i transformujących czynników wzrostu. Śledziła, które niemowlęta przybierały na wadze szybciej, które były bardziej eksploracyjne, a które bardziej ostrożne.
Uświadomiła sobie, że mapuje język, który wcześniej był niewidoczny.
W 2011 roku Hinde dołączyła do Harvardu jako adiunkt. Zaczęła pisać o swoich odkryciach, ale zauważyła również coś niepokojącego: prawie nikt nie badał mleka kobiecego z taką samą dokładnością, jak innych układów biologicznych. Przeszukując bazy publikacji, znalazła dwa razy więcej badań dotyczących zaburzeń erekcji niż składu mleka kobiecego.
Pierwszy pokarm na świecie – substancja, która odżywiała każdego człowieka, jaki kiedykolwiek żył – został naukowo zaniedbany. Założyła bloga: „Ssaki ssą... mleko!”. Tytuł był celowo prowokacyjny. W ciągu roku miał ponad milion wyświetleń. Rodzice, lekarze i naukowcy zaczęli zadawać pytania. Jakie związki bioaktywne znajdują się w mleku ludzkim? Czym mleko matek wcześniaków różni się od mleka produkowanego dla niemowląt urodzonych o czasie? Czy możemy wykorzystać tę wiedzę do udoskonalenia mieszanek mlecznych lub pomocy dzieciom na oddziałach intensywnej terapii noworodków?
Badania Hinde poszerzyły się. Badała, jak mleko zmienia się w ciągu dnia (stężenie tłuszczu osiąga szczyt w połowie poranka). Badała, czym mleko przednie różni się od mleka tylnego (niemowlęta z większym apetytem, które ssą dłużej, otrzymują mleko o wyższej zawartości tłuszczu pod koniec karmienia). Badała, jak cechy matki – wiek, liczba ciąż, stan zdrowia, pozycja społeczna – wpływają na skład mleka.
W 2013 roku stworzyła March Mammal Madness, wydarzenie popularyzujące naukę, które stało się coroczną tradycją w setkach klas. W 2014 roku była współautorką książki „Building Babies”. W 2016 roku otrzymała nagrodę Ehrlich-Koldovsky Early Career Award od Międzynarodowego Towarzystwa Badań nad Mlekiem Ludzkim i Laktacją za wybitny wkład w tę dziedzinę.
W 2017 roku, kiedy wygłosiła swoje wystąpienie na konferencji TED, potrafiła jasno określić, co odkryła w ciągu dekady badań: mleko matki jest pokarmem, lekiem i sygnałem. Buduje organizm dziecka i wpływa na jego zachowanie. Zawiera bakterie kolonizujące jelita niemowląt, hormony wpływające na metabolizm, oligosacharydy odżywiające pożyteczne mikroby oraz czynniki odpornościowe chroniące przed patogenami.
Samych oligosacharydów jest ponad 200. Dziecko nie jest w stanie ich nawet strawić – istnieją one po to, by odżywiać odpowiednią społeczność bakterii jelitowych, zapobiegając rozwojowi szkodliwych patogenów.
Skład jest tak unikalny jak odcisk palca. Żadne dwie matki nie produkują identycznego mleka. Żadne dwoje dzieci nie otrzymują identycznego pożywienia.
W 2020 roku Hinde wystąpiła w serialu dokumentalnym Netflixa „Babies”, gdzie wyjaśniła swoje odkrycia szerokiej publiczności. Przeniosła się na Uniwersytet Stanowy Arizony, gdzie obecnie kieruje Laboratorium Laktacji Porównawczej. Jej badania wciąż odkrywają nowe wymiary wpływu mleka na stan zdrowia niemowląt od pierwszych godzin życia aż do dzieciństwa.
Zajmuje się zastosowaniami medycyny precyzyjnej – wykorzystując wiedzę o substancjach bioaktywnych mleka, aby pomóc najsłabszym niemowlętom na oddziałach intensywnej terapii noworodków. Doradza w zakresie rozwoju preparatów mlecznych, pomagając firmom tworzyć produkty, które lepiej odzwierciedlają funkcjonalne właściwości mleka ludzkiego dla matek, które mają trudności z karmieniem piersią. Implikacje wykraczają poza indywidualne rodziny. Zrozumienie mleka wpływa na politykę zdrowia publicznego, wsparcie laktacyjne w miejscu pracy i zalecenia kliniczne. Ujawnia, jak cechy matki, warunki środowiskowe i potrzeby niemowlęcia oddziałują na siebie w czasie rzeczywistym za pośrednictwem biologicznego systemu komunikacji, który ewoluuje od 200 milionów lat – dłużej niż dinozaury.
Katie Hinde nie tylko badała mleko. Ujawniła, że najstarsza forma odżywiania była również najbardziej wyrafinowana. To, co nauka traktowała jako proste odżywianie, było w rzeczywistości dynamiczną, responsywną komunikacją między dwoma ciałami – rozmową, która kształtuje rozwój człowieka, każde karmienie osobno.
za The Two Pennies
Gdy fakty w końcu przebijają się przez medialny hałas, widać coś jeszcze bardziej niepokojącego:
cały ekosystem politycznych narracji był spleciony z ogromnymi przepływami pieniędzy – legalnych na papierze, ale w praktyce często „przepieranych” przez pośredników.
Przez dwa lata wojny w Ukrainie analitycy śledzący sankcje wskazywali mechanizmy, które powinny zapalić czerwoną lampkę:
🔹 Jak wyglądało „pranie środków” w praktyce?
1️⃣ Dostawcy z krajów trzecich
Towary objęte sankcjami znikały z danych zarówno UE, jak i Rosji… i pojawiały się nagle w statystykach krajów pośrednich – np. na Kaukazie czy w Azji Centralnej. Po kilku tygodniach wracały do Rosji opisane jako „sprzęt cywilny”. Marginesy narastały, a zyski po drodze trafiały do kieszeni pośredników.
2️⃣ Firmy-wydmuszki
OSINT regularnie znajdował spółki zarejestrowane w garażach, pustych biurach czy prywatnych mieszkaniach. Zero historii, zero produkcji – ale milionowe kontrakty.
Ktoś zarabiał krocie na samej „obsłudze” przepływu pieniędzy.
3️⃣ Zakupy wojenne jako przykrywka
Im większa presja polityczna, by „pomóc Ukrainie”, tym większa była pokusa:
– zawyżone ceny dostaw,
– słaba kontrola jakości,
– brak audytów szlaków dostaw.
W chaosie wojennym łatwo schować prowizje i prowizje od prowizji.
4️⃣ Energetyczne paliwo hipokryzji
Przez pierwszy rok sankcji Gazprom i Rosnieft zarabiały rekordowo, a ich ropa i gaz płynęły na Zachód… tyle że przez pośredników, którzy zmieniali nazwę ładunku i flagę statku.
Europa udawała, że „odcina Kremlowi pieniądze”, a pieniądze wciąż płynęły.
🔹 Co mówili niezależni analitycy?
„Liczą się dane, a dane pokazują, że sankcje działają tylko na papierze.”
Ostrzegali, że dopóki:
nie ma kontroli łańcuchów dostaw,
nie ma jawności przepływów finansowych,
nie ma politycznej woli realnego odcięcia Rosji,
to pieniądze wciąż wspierają machinę wojenną. Różnica jest taka, że ktoś jeszcze po drodze zarabia na omijaniu sankcji.
🔹 Zderzenie narracji z rzeczywistością
Przez wiele miesięcy politycy i „eksperci od telewizora” twierdzili, że:
„Ukraina ma przewagę, sankcje miażdżą Rosję, zwycięstwo jest kwestią czasu.”
Teraz media zaczynają pisać, że:
Zachód nie ma już amunicji,
Rosja ma stabilne finansowanie z nieformalnych szlaków,
Europa udaje, że prowadzi skuteczną politykę.
Wygodny mit pękł — i to nie dlatego, że coś się nagle zmieniło, ale dlatego, że fakty w końcu przebiły się do mainstreamu.
🔹 Największy problem?
Im dłużej utrzymuje się fałszywy obraz „nieuchronnego zwycięstwa”,
tym trudniej przyznać, że wcześniej ignorowano niewygodne dane.
A każdy miesiąc złych decyzji to:
stracony czas,
stracone zasoby,
stracone życie ludzi na froncie.
Prawda nie jest przyjemna – ale jest potrzebna.
Zwłaszcza kiedy stawką nie są słupki w sondażach, ale los państwa i milionów ludzi.
Artykuł potwierdzający :
https://t.co/0LKlVAJ8Nd
Ameryka zamyka parasol ochronny. Europa zostaje sama. Budzi się w nowej epoce, choć nikt nie ogłosił jej oficjalnego początku. Nie było wielkiej konferencji, nie było przemówienia prezydenta USA ani dramatycznego nagłówka. Zmiana przyszła cicho. Przyszła w postaci jednego dokumentu – nowej strategii bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych.
To Szwajcarzy pierwsi przeczytali ją bez złudzeń. Z charakterystyczną, lodowatą precyzją napisali:
„Mamy to na piśmie — USA odcinają się od Europy.”
I w tym jednym zdaniu zawiera się cała prawda o tym, dokąd zaszliśmy.
Ameryka odkleja się od Europy. W dokumentach z Waszyngtonu nie ma już żadnych uniesień o „społeczności Zachodu” czy „wspólnocie wartości”. Zniknęły wzniosłe deklaracje, które od pokoleń budowały poczucie jedności po obu stronach Atlantyku. Dzisiaj wartości Europy to jakiś koszmar. Dlatego Ameryka patrzy na Europę chłodno i pragmatycznie. Europa ma sama odpowiadać za swoje bezpieczeństwo.
NATO nie będzie już rozszerzane. A priorytetem USA jest stabilizacja na własnym podwórku, nie ratowanie kontynentu, który od lat dryfuje w stronę chaosu, chorej ideologii. A w tle – Berlin i jego ,,prywatna" Europa. Bo prawda jest taka, że Ameryka wycofuje się nie tylko dlatego, że ma dość globalnych zobowiązań. Wycofuje się również dlatego, że widzi, co Niemcy zrobiły z Europą. Berlin przez lata rozgrywał Unię tak, jakby była jego prywatnym laboratorium politycznym: prowadził interesy z Rosj�� ponad głowami sojuszników,
uzależnił kontynent od Putina przez Nord Stream, narzucił politykę energetyczną, która dusi i niszczy gospodarki innych państw, otworzył granice, wywołując kryzys migracyjny, który destabilizuje cały kontynent, a teraz przepycha regulacje, które są sprzeczne z traktatami, ale doskonale pasują niemieckiej gospodarce i wizji utworzenia federalnej super-UE.
Wszystko to opakowane w słowa ,,demokracji", wolności, „praworządność”, „solidarności”, „wspólnoty wartości”. Tyle że za tymi hasłami stoi praktyka, która z tymi hasłami ma coraz mniej wspólnego. Europa jako niemiecki projekt — i USA mówią: „Dość.”
Berlin forsuje dziś rozwiązania, których nikt nie zatwierdził: próbuje omijać traktaty, rozmontowuje zasadę jednomyślności, używa funduszy jako broni politycznej, bezprawnie tworzy mechanizmy nacisku, które nie mają żadnego demokratycznego mandatu.
To nie jest integracja.
To wygląda jak wrogie przejęcie. I Amerykanie to widzą. Widzą, że Europa przestała być naturalnym sojusznikiem, że odeszła od zachodnich wartości. Stała się projektem zarządzanym przez jeden kraj – i to w dodatku w sposób ideologiczny, chaotyczny i ekonomicznie szkodliwy. Pierwszym sygnałem, że USA patrzą dziś na Europę nie jak na partnera, lecz jak na niesamodzielne, zadyszane polityczne dziecko, było pierwsze brutalnie szczere wystąpienie J.D. Vance’a. Pamiętacie? Wchodził dopiero do administracji, a już na starcie powiedział Europejczykom prosto w twarz coś, czego nikt w Brukseli nie odważył się nawet szeptać. Że Europa stała się kontynentem biurokratów, cenzorów i moralizatorów bez armii. Że nie potrafi się obronić, ale uwielbia pouczać. Że tłumi debatę, dławi konserwatywną część społeczeństwa, a potem jeszcze ma pretensje, że świat jej nie słucha. To był moment, w którym Amerykanie zdjęli rękawiczki. Pierwsze ostrzegawcze uderzenie. I pierwszy moment, kiedy Europa - zamiast zrozumieć - wzruszyła tylko ramionami.
Dlatego dziś Waszyngton zamyka parasol. Nie chce finansować cudzych błędów, cudzych złudzeń, cudzych obsesji i idiotyzmów.
I tu powstaje jedno pytanie:
Czy Europa, rozbita przez niemiecką politykę, zagubiona między ambicjami Berlina a zmęczeniem Ameryki, potrafi sama stanąć na nogach?
Bo jeśli Stany Zjednoczone naprawdę odkleiły się od Europy - a wygląda na to, że tak - to zaczyna się czas odpowiedzialności, od której przez dekady uciekaliśmy.
Tym razem nie będzie opiekuna zza oceanu.
Nie będzie gwaranta bezpieczeństwa.
Nie będzie ciepłego parasola nad głową. Europa została sama - i wreszcie musi zobaczyć, kto naprawdę doprowadził ją do tego miejsca. Czy w takiej sytuacji Unia Europejska z dyktatem Niemiec powinna nadal istnieć? Czy to w ogóle ma sens? Amerykańska dyplomacja od lat patrzy z sympatią na współpracę państw Grupy Wyszehradzkiej - Polski, Czech, Słowacji i Węgier - bo widzi w niej alternatywny, bardziej atlantycki blok wewnątrz Europy. Dla wielu komentatorów to jasny sygnał, że Waszyngton już wcześniej dostrzegał potencjał wzmocnienia Europy Środkowej kosztem coraz bardziej scentralizowanej Unii, której kierunek wyznaczają Berlin i Bruksela. W ich ocenie wyglądało to, jakby Amerykanie od dawna sondowali plan B - Europę zbudowaną na suwerenności, nie na biurokracji. Może to jest nasza droga?
za Albert Łyjak
LNG prijzen zijn gedaald; het verschil met Henry Hub is nu nog 'slechts' een factor 2.
Echter, de CO2-prijs is gestegen waardoor EU-industrie toch 4x meer betaalt voor haar gas (en elektriciteit !) dan in de USA; en 2x meer dan haar concurrenten in Azië.
#grafiekvandedag#Draghi
Memento: niedobór turbin. Handelsblatt ustalił, że plan budowy 20 GW energetyki gazowej w Niemczech do 2030 roku jest zagrożony przez niedobór turbin na rynku. Budowa niektórych elektrowni może być zagrożona. Polska może mieć podobne wyzwania.
Energetyka w Polsce: Dzisiaj znów prawda wygrywa z lobbingiem
Dzisiejsze dane z KSE to kolejny zimny prysznic dla wszystkich, którzy od lat powtarzają propagandowe hasła o „tanich i zawsze dostępnych OZE”.
Zapotrzebowanie: 20 908 MW
Generacja: 19 908 MW
– Fotowoltaika: 0 MW
– Wiatr: 983 MW
– Inne OZE: 0 MW
– Ciepłownia i elektrownie konwencjonalne: 18 165 MW
Aby utrzymać stabilność systemu, musimy jeszcze importować ponad 1 GW.
Tak wyglądają realia – nie slajdy z prezentacji lobbystów.
NGO-sfera i think-tanki a polska debata energetyczna
Od lat polską opinię publiczną kształtują organizacje, które mają jedną wspólną cechę:
są finansowane przez Unię Europejską, zagraniczne fundusze klimatyczne lub instytucje finansowe promujące własne modele biznesowe.
Do najbardziej wpływowych należą https://t.co/YEUwiEYMVm.:
Instrat,
Fundacje „zielonej transformacji”,
think-tanki klimatyczne zasilane grantami z DG CLIMA, funduszy EOG, European Climate Foundation i zagranicznych koncernów finansowych.
Te podmioty od lat produkują raporty, które pasują pod wcześniej ustaloną narrację:
„Węgiel zły, OZE natychmiast zastąpi wszystko, sieci nie będą problemem, magazyny energii cudownie się pojawią, a gazu nie potrzebujemy”.
To nie jest analiza.
To marketing polityczny ubrany w formę „ekspertyzy”.
A rzeczywistość robi to, co robi od lat: niszczy narracje
W dni takie jak dziś ich modele się rozsypują:
✔ Fotowoltaika leży — bo nie ma słońca.
✔ Wiatr ledwo zipie — bo jest cisza atmosferyczna.
✔ Magazyny energii? W Polsce symboliczne, niemal niezauważalne.
✔ Gaz? Od lat demonizowany, mimo że faktycznie ratuje system.
✔ Węgiel?
To on dziś dostarcza ponad 18 GW, czyli 90% stabilnej generacji.
To nie jest „nostalgia za węglem”. To konieczność fizyki
Energetyka to nie ideologia – to stabilność, rotacja masy, częstotliwość, rezerwy mocy, profil dobowy, a nie twitterowe memy i granty.
Dlaczego lobbing tak mocno atakuje energetykę konwencjonalną?
Bo stara infrastruktura przeszkadza w wprowadzaniu nowego modelu, z którego zarabiają:
fundusze VC inwestujące w OZE,
instytucje finansowe finansujące „zielone projekty”,
organizacje pozarządowe zależne od grantów klimatycznych,
firmy doradcze żyjące z pieniędzy transformacyjnych,
unijne agendy promujące centralnie ustaloną politykę klimatyczną.
Mechanizm jest prosty:
1. Narracja: „OZE wystarczy”.
2. Presja polityczna: wyłączajcie elektrownie.
3. Luki w systemie: rosnące importy, blackouty blisko krytycznych wartości.
4. Rynek finansowy: rośnie popyt na „zielone projekty”, ETS i zielone obligacje.
5. Zyski z transformacji przepływają do instytucji, które ją promują.
A rachunki?
To już problem społeczeństwa i przemysłu.
Dziś jest ten dzień, w którym slajdy, raporty i narracje milkną
Bo liczby nie dają się zakrzyczeć.
Bez energetyki konwencjonalnej — dzisiaj Polacy siedzieliby przy świeczkach.
Nie z powodu braku OZE.
Z powodu braku realizmu w debacie publicznej
Bzdura! Konkluzje po szczycie Rady Europejskiej potwierdzają wprowadzenie ETS2, a sformułowanie dotyczące rewizji nie oznacza odłożenia w czasie wejścia w życie podatku klimatycznego, ani gruntownej jego zmiany. Co więcej Rada Europejska wzywa Komisję do osiągnięcia pośredniego celu klimatycznego na rok 2040 (zmniejszenie emisji o 90%).
Polska jest obecnie największym wrogiem dla Niemiec.
Wiem, to nie będzie miłe. Wielu z was zerwie się z krzesła, rzuci coś o "pisowcach", o "chorych z nienawiści" i że Niemcy to nasi przyjaciele i oni by nigdy... Spokojnie, usiądźcie wygodnie.
Każdy* kraj ma swoich wrogów i rywali. Nie ma w tym nic oburzającego. Nie trzeba tego tytułować "fobią", czy "kompleksami". Po prostu tak jest - naszym głównym wrogiem jest rosja, USA - Chiny. Pakistan ma Indie. Czasem sprzeczność interesów jest tak wielka, że taktyczne sojusze, wspólne inicjatywy czy należenie do tej samej struktury politycznej tego nie zmienia (Turcja, Grecja). Tak samo jak wartość wymiany handlowej (czy wymiana handlowa USA-Chiny jest mała?).
I tak jest w przypadku relacji niemiecko-polskich. I stąd też ten nagłówkowy tytuł. Na dzisiaj nie ma na świecie nikogo z kim walka byłaby dla Niemców ważniejsza. Kropka.
Skumulowało się kilka czynników, które wymuszają od Niemców poważne uderzenie na Polskę i nie trzeba być specjalnie spostrzegawczym, aby widzieć, że takowe ma miejsce. Jesteśmy w okresie przełomów i do 2030 sprawa w mojej ocenie rozstrzygnie się w jedną, albo drugą stronę. Ale co to za dwie strony to może innym razem.
Zaznaczę raz jeszcze - całkowicie rozumiem politykę Niemiec - jest ona sine qua non ich względnego dobrobytu w przyszłości.
Przejdźmy do konkretów.
1. Gospodarcza zadyszka.
Powiedzieć, że Niemcy korzystali przez dziesięciolecia na sytuacji polityczno-gospodarczej w regionie CEE to nic nie powiedzieć. Tania siła robocza, ale jednocześnie duży rynek zbytu. Do tego wieloletni "brain drain" - drenaż mózgów z Polski i krajów okolicznych. To było jak granie na kodach na darmową kasę i zasoby. Czasy się jednak zmieniają. Męczone problemami wewnętrznymi Niemcy przegapiły swój czas na modernizację - z infrastrukturą coraz gorzej, faks pewniejszy niż mail, a płatność kartą to dalej bardziej miłe zaskoczenie niż codzienność. Atak rosji na Ukrainę było już ostrym podcięciem nóg chwiejącego się europejskiego kolosa. Koniec z tanią energią, koniec z rynkiem zbytu, koniec z monopolizacją dostaw gazu i uwaleniem atomu.
Niemiecka gospodarka jest gospodarką bardzo klasyczną - automotive, przemysł chemiczny. Trudno ich szukać wśród największych firm IT czy najbardziej innowacyjnych firm świata. A i przecież niemiecki automotive nie może się odnaleźć w konkurencji z producentami z Chin czy Teslą. Podobne bolączki napotyka przemysł chemiczny, pozbawiony taniego gazu, który stanowi kluczowy element procesu produkcyjnego.
Polska za to kwitnie - rekordowe inwestycje zagraniczne (które spadają w Niemczech), "odwrócony drenaż mózgów", Polska jest po prostu modna na świecie. Dzieje się coś co wydawałoby się jeszcze 5-10 lat temu niemożliwe - Polska ma globalnie lepszą prasę niż powszechnie krytykowane Niemcy.
Nie jest dobrze - piszą o tym niemieckie media, apelują przedstawiciele niemieckiego biznesu. Wspominają politycy. Potrzeba zmian, a to przecież dopiero pierwszy z problemów Niemiec...
2. Bogacenie się regionu CEE
No właśnie. Bo ten region CEE już nie jest taki biedny. Jasne, dalej daleko nam i sąsiadom do 4 gospodarki świata, to oczywiste. Po prostu, to już nie to co kiedyś. Da się przyjemnie żyć w Polsce, Czechach czy Rumunii i nie trzeba do tego wyjeżdżać "na szparagi" do Niemiec. Nie trzeba pracować w niemieckich fabrykach na taśmie. Te dysproporcje relacji siły po prostu się zmniejszają. Rośnie asertywność, rośnie kapitał, pojawiają się pomysły, że może trzeba kupić coś na zachodzie ( #kupicRENK ). Trudniej się rozmawia z ludźmi, którzy już zwyczajnie nic nie muszą. Niemcy przestały być dysponentem dobrobytu w CEE. Wraz z gospodarczą zadyszką Niemiec region staje się oporniejszy i odporniejszy na niemieckie zagrywki. Czy to znaczy, że Niemcy nie mają żadnych atutów? Oczywiście, że mają - nadal ogromną ilość - kapitał, kontakty, lobbystów, niemieckie i polskie fundacje sowicie opłacane przez niemieckie ministerstwa. Tylko to już nie jest mecz do jednej bramki. Bo, w końcu, też potrafimy się odwinąć.
3. "Moralne mocarstwo"
Polska - "moralne mocarstwo", tytuł który nie raz i nie dwa padał po niespotykanej fali pomocy dla walczącej Ukrainy. Polska wykorzystała swoje 5 minut (które - wbrew różnym wychowankom niemieckich fundacji - nie minęło), aby wykoleić niemiecką narrację. Niemcy próbowały ułożyć całą historię unijnej pomocy pod siebie, ale nie wyszło. Polska zdobyła kilka ładnych goli, czy to z Patriotami czy Leopardami, ale - parę też straciła, nie ma się co czarować. Każdego dnia czytacie w tych czy innych mediach polskich pracowników niemieckich lub "europejskich" fundacji, opłacanych przez niemieckie ministerstwa. To żadna teoria spiskowa, sami się tym chwalą. To co Polska zdobyła to sympatię ludzi w regionie (i nie tylko, ale tu nie o tym) - staliśmy się zwyczajnie tym fajnym kolegą, co jak będzie trzeba to wiesz, że pójdzie za tobą w ogień. Niekoniecznie jak ten przemądrzały dupek z bogatego domu, co to opowiada kim on to nie jest. To jest trzecie gigantyczne zagrożenie dla Niemiec - brak monopolu w CEE na bycie liderem gospodarczym i moralnym. Tylko, że o ile w przypadku Niemiec każdy wie, że to arogant pouczający wszystkich i rozstawiający po kątach, tak Polska, przez zbliżony potencjał do sąsiadów, ma faktycznie szanse być tym "pierwszym wśród równych". Tak więc Niemcy już nie tylko mają problemy wewnętrzne, gospodarcze, ale jeszcze tracą swoje przewagi jak i wymyka się im tytuł niekwestiowanego lidera regionu. Sypią się wszystkie fundamenty niemieckiej potęgi. A jesteśmy dopiero w połowie.
4. 3SI / B9
Wojna na Ukrainie wzmocniła dwie inicjatywy - Trójmorze (3 Seas Initiative / 3SI) i Bukaresztańską Dziewiątkę (B9). To kolejne zagrożenie dla Niemiec, które przy poparciu USA (ale i np. Korei Południowej) tworzy zarysy alternatywy dla UE. Tak, to są na dzisiaj inicjatywy gospodarcze i infrastrukturalne, ale tak samo kiedyś zaczynała i Unia Europejska. Ostatnio do 3SI dołączyła... Grecja, co w świetle nowego porozumienia z Indiami, tworzy bardzo ciekawe perspektywy globalne. Do tego jeśli w przyszłości dołączy Ukraina i Białoruś, to mówić będziemy o organizacjach skupiających prawie 200mln ludzi. Nawet jeśli nigdy nie będzie to faktyczna, polityczna alternatywa dla UE, to już samo ich istnienie zupełnie zmieni dynamikę polityczną sił w Unii Europejskiej. W Unii, w której to Niemcy chcą być dominującą siłą (co zresztą pokazują wczorajsze propozycje "reformy" UE) i region CEE to jedyny region, który może się przeciwstawić niemieckiej dominacji. Hiszpania, Włochy czy Francja są w pojedynkę za słabe, a ich interesy zbyt sprzeczne, aby zbudować przeciwwagę dla Niemców. Dynamicznie rosnący i "modny" region CEE, może już taką przeciwwagę zbudować. Głównie dlatego, że CEE jest nadal głodne sukcesu. Przerażająca perspektywa dla przyszłości Niemiec.
5. Reparacje
Rosnąca kampania Rzeczpospolitej odnośnie reparacji to coraz bardziej irytująca drzazga dla Niemców, która sprawia, że ludzie zaczynają zadawać pytania. Czy jesteśmy blisko sukcesu? Nie, absolutnie. Ale z każdym miesiącem temat wchodzi mocniej do mainstreamu i nawet jak budzi mieszane uczucia na zachodzie, to buduje świadomość i kontakty. Temat odżywa w Izraelu, krajach bałkańskich czy Grecji. To dla Niemiec kolejne wielkie zagrożenie - zbudowali w końcu mit zgodnie z którym "zadośćuczynili" i zmienili się. Teraz to oni rozdają dyplomy i tytuły - prawdziwych demokratów, faszystów, decydują kto łamie "rule of law", a kto nie. Budowanie narracji o reparacjach to podkopywanie mitu w którym wygodnie umościli sobie swoje życia Niemcy - jesteśmy czyści. A że "jesteśmy czyści" to jako neofici demokracji i pacyfizmu będziemy bić pałką moralności wrogów. Tak, aby to Niemcy decydowały kto jest dobry, a kto zły. Odmawianie rozmów o reparacjach powoduje, że u wielu zaczną się rodzić wątpliwości - czy nie zostaliśmy przez "nowych" Niemców oszukani?
6. Federalizacja albo śmierć
I problem szósty, ostatni, który jest kumulacją problemu w którym znalazły się Niemcy - albo nastąpi szybka federalizacja UE, albo UE nie przetrwa. Już teraz w mojej ocenie UE weszła na ścieżkę rozpadu. Nie komentuję czy to dobrze, czy źle. Na dzisiaj - moja prywatna opinia - wydaje mi się, że to źle. Unia mogłaby jeszcze wiele dobrego zrobić. Po prostu w mojej ocenie wielkie koła historii już się rozpędzają. I zgniotą Unię w takim kształcie. A upadek UE to koniec marzeń Niemiec o dominacji w regionie, wyrzuceniu z niego USA i "samodzielności politycznej", dogadanej z rosją i Chinami. I jest jeden duży kraj który jest przeciwko dalszej integracji, przeciwko federalizacji. Kraj którego nie można zignorować. Polska. To jest dla Niemców gra o wszystko, bo więcej kart im zwyczajnie nie zostało. Podkreślę i przypomnę - to nadal potężny przeciwnik, ale już nie nietykalny. Potrafimy go szturchnąć tak żeby poczuł. A to coś do czego Niemcy nie są przyzwyczajone. Ostatnie lata dla Niemiec to marsz od porażki do porażki i niewiele jest już dobrych wyjść.
Co nie znaczy, że ich nie ma. To dalej potężna gospodarka, doświadczeni politycy, agentura, wywiad, lobbyści, media. Niemcy dalej mogą wygrać. Mają 6 problemów i każdy z nich nierozerwalnie związany jest z jednym krajem. Nawet po spacyfikowaniu Polski Niemcy będą dalekie od sukcesu. Ale bez spacyfikowania Polski nie mają na sukces żadnych szans.
Dlatego, nie bądźmy naiwni - Niemcy nie odpuszczą. Bo nikt by nie odpuścił. Mają swoje interesy i będą je brutalnie realizować wykorzystując wszelkie zasoby. Takie to brudne realia polityki międzynarodowej i walki o własny interes. A tutaj interes niemiecki jest zagrożony jak nie był od dziesiątek lat. Naprawdę sądzicie, że nie zrobią wszystkiego?
Kończąc, odpowiem od razu przyszłym krytykom - nie, nie zapowiadam wojny polsko-niemieckiej, nie sugeruję, że to walka na śmierć i życie. Tutaj chodzi o pokonanie przeciwnika, złamanie go, a nie zabicie. Nie zgodzę się też z opinią, że właściwszym słowem byłoby słowo - "rywal". Polska jest wrogiem, bo musi zostać pokonana, a nie tylko "może". Nie ma "Silnych Niemiec" bez słabej Polski. Polska ma mieć swoje miejsce w szeregu, takie które wybiorą im Niemcy. To jest cel Niemiec. Celem Polski jest wybranie sobie tego miejsca samemu.
I Niemcy mają do tego prawo, tak jak my mamy prawo do tego nie dopuścić.
Po zebraniu współczynników ubóstwa energetycznego i obliczeniu ich średniej arytmetycznej (9,05 %) dla Polski wynika, że 4,20 % osób jest niezdolnych do utrzymania odpowiedniej temperatury pomieszczeń, 5,80 % osób ma zaległość w rachunkach za energię, 10,80 % to ludności mieszkająca w mieszkaniu z przeciekającym dachem, zawilgoconymi ścianami, podłogami i fundamentami lub przegniłymi okienicami lub podłogą, 15,40 % - wskaźnik zagrożenia ubóstwem.
Wspaniałe informacje.
🔌 Ohio – pierwszy sygnał nowej ery energetycznej.
Kiedy zielona transformacja prowadzi do racjonowania energii.
W ostatnich tygodniach w stanie Ohio przyjęto ustawę, która może wydawać się technicznym detalem.
Pozwala ona przedsiębiorstwom użyteczności publicznej automatycznie regulować termostaty klientów w okresach dużego zapotrzebowania na energię, aby „chronić stabilność sieci”.
Na pierwszy rzut oka – brzmi rozsądnie. W praktyce – to pierwszy etap realnego racjonowania energii w kraju, który przez dekady był symbolem przemysłowej potęgi.
To, co jeszcze kilka lat temu byłoby uznane za niedopuszczalną ingerencję w prywatność i wolność obywateli, dziś jest przedstawiane jako innowacyjne rozwiązanie dla zrównoważonej przyszłości.
⚙️ Skąd wzięła się potrzeba zdalnej regulacji termostatów?
Aby zrozumieć, dlaczego Ohio zdecydowało się na tak daleko idący krok, trzeba spojrzeć na strukturę amerykańskiego systemu energetycznego.
W ciągu ostatnich 15 lat USA przeszły przez największą transformację miksu energetycznego w historii.
Od 2010 roku zlikwidowano ponad 40% elektrowni węglowych,
udział energetyki gazowej i odnawialnej wzrósł do ponad 60% produkcji,
a w wielu stanach udział OZE (wiatr, słońce) przekroczył już 30%.
Problem w tym, że OZE nie zapewniają mocy w momentach krytycznych – gdy nagle wzrasta zapotrzebowanie, a warunki pogodowe nie sprzyjają produkcji.
W Ohio, podobnie jak w Teksasie, coraz częściej zdarzają się sytuacje, w których sieć pracuje na granicy przeciążenia.
Latem z powodu klimatyzacji, zimą – przez ogrzewanie elektryczne.
Zamiast inwestować w stabilne źródła (gaz, atom, wodór), władze federalne i stanowe stworzyły system zależny od niestabilnych mocy i „inteligentnych mechanizmów sterowania popytem”.
🧠 „Smart” znaczy dziś „sterowany”
Nowe systemy zarządzania energią w USA promowane są jako „smart” – inteligentne.
Ale w praktyce to systemy kontroli popytu, które automatycznie reagują na przeciążenia sieci.
Operatorzy otrzymują prawo do:
zdalnego obniżania temperatury w domach,
wyłączania ładowarek samochodów elektrycznych,
ograniczania poboru energii przez urządzenia w godzinach szczytu.
W zamian klienci otrzymują zniżkę na rachunku za energię.
Mechanizm przypomina więc ekonomiczny system zachęt – ale jego fundamentem jest utrata autonomii użytkownika.
Kiedy sieć nie jest w stanie sprostać zapotrzebowaniu, zamiast zwiększyć podaż energii, steruje się popytem – a to już nie innowacja, tylko zarządzanie niedoborem.
⚡ Ohio nie jest wyjątkiem
Wystarczy spojrzeć na mapę, by zrozumieć, że Ohio to nie odosobniony przypadek, lecz element szerszego trendu.
🔸 Kalifornia
W 2022 roku operator sieci w Kalifornii (CAISO) po raz pierwszy poprosił obywateli o zaprzestanie ładowania samochodów elektrycznych, by uniknąć blackoutu. W tym samym czasie gubernator promował prawo zakazujące sprzedaży aut spalinowych po 2035 roku.
🔸 Teksas
Po katastrofie energetycznej zimą 2021 roku (kiedy z powodu braku gazu i wiatru zamarzły miliony gospodarstw domowych), operator ERCOT zaczął testować zdalne zarządzanie urządzeniami domowymi klientów.
🔸 Niemcy
Od 2024 roku w Niemczech wprowadzono regulacje pozwalające operatorom czasowo ograniczać moc ładowania pojazdów elektrycznych i pomp ciepła – również w imię „ochrony sieci”.
🔸 Holandia
W niektórych regionach Holandii sieci przesyłowe są tak przeciążone, że nowe firmy nie mogą podłączyć się do sieci bez opóźnień sięgających kilku lat. Władze wprowadziły pilotażowy program zdalnego sterowania zużyciem energii przez użytkowników przemysłowych.
The EU just doesn’t learn.
Decarbonizing steel & being competitive are mutually exclusive.
Decarbonizing raises costs by using electricity instead of coal.
Western & northern European electric costs are among the highest in the world.
Duh.
#EuropeEnergyCrisis #SteelIndustry #Decarbonization #EnergyCosts #IndustrialPolicy #EUCompetitiveness #GreenTransition #ElectricityPrices #CarbonLeakage #EnergyIntensiveIndustries @TheMichaelEvery
Industry welcomes German government plans to accelerate hydrogen rollout
Draft law to declare H2 infrastructure as public priority to speed up expansion of electrolysers, pipelines, storage
https://t.co/aTN7bSABog
Hydrogen boiler + heat pump in homes? Wagenborgen (NL) pilot says: don’t do it.
Technically works, but not viable:
- Green H2 is scarce/expensive (even trucked in).
- Local electrolysis doesn’t add up.
- Insulation + all-electric heat pumps/district heat scale cheaper/faster.