@korpopajter Przemyślenia po weekendzie na spacerach w miasteczku 60 km od Warszawy, pełno wózków z dziećmi <2lat, plac zabaw może nie oblężony, ale trzeba było czekać na zjeżdżalniach/huśtawkach. Sporo młodych od nas dojeżdża do pracy w okolice Wawy, dobry dojazd S8.
Dyżurowe absurdy
Przyjechała dziś pacjentka (po wcześniejszym telefonie „czy może przyjechać”) ze szpitala akademickiego III ref. z innego województwa, bo… nigdzie tam nie robią aspiracji jamy macicy po poronieniu.🤡
Pacjentka z wywiadem poronień i wpychanie łyżki do macicy…
Pieniądze, które mec. Roman #Giertych wyprowadził z giełdowej spółki #Polnord, trafiły w 2014 r. na włoskie konto jego żony Barbary jako darowizna. Generalny Inspektorat Informacji Finansowej prześledził losy wpłat i wypłat i określił je jako pranie brudnych pieniędzy. Z bankomatów gotówkę wypłacał Sebastian J., ps. „Foka”, ochroniarz i kierowca mec. Giertycha. Dotarliśmy do akt, których prokuratura nie udostępnia dziennikarzom.
https://t.co/ENSHL73TWk
WERSJA ANGLOJĘZYCZNA. PROSIMY O UDOSTĘPNIENIE!
Yesterday we celebrated #ChildrensDay. Let us remember that a significant number of the victims of the Ukrainian genocide in the Southeastern Borderlands of the Second Polish Republic were children. Contrary to the claims of all Volhynia genocide deniers, it must be clearly stated that this was neither a "conflict" nor "fratricidal fights," but a brutal genocide perpetrated against innocent civilians.
The photograph below is one of the most harrowing images from the archive of Dr. Leon Popek, who conducted the exhumations in Ostrówki, Volhynia. On 29–30 August 1943, a unit of the UPA led by Ivan Klymchak "Łysy" (Baldy) murdered 1,066 Poles there and in the neighboring village of Wola Ostrowiecka, including 466 children under the age of 14.
During the exhumations at the "Field of the Dead" in Ostrówki, a mass grave containing several hundred Polish women and children was uncovered. Many girls' braids were found, still preserved on tiny skulls.
"These people were ordered to lie down on the ground and were then killed. Next to a woman lay a small boy. She was shot in the head, and her brain splattered across her son's face. The Ukrainians thought the child was dead," said archaeologist Olaf Popkiewicz.
We remember! 🙏🔥🇵🇱
Dzisiaj #DzieńDziecka. Pamiętajmy, że ogromną część ofiar ukraińskiego ludobójstwa na Kresach Południowo-Wschodnich II Rzeczypospolitej stanowiły dzieci. Wbrew wszelkim negacjonistom wołyńskim należy wyraźnie podkreślać, że nie był to żaden "konflikt" ani "bratobójcze walki", lecz okrutne ludobójstwo na niewinnej ludności cywilnej.
Poniższa fotografia to jedno z najbardziej przejmujących zdjęć z archiwum dra Leona Popka, kierującego ekshumacjami w Ostrówkach na Wołyniu. W dniach 29-30 sierpnia 1943 roku sotnia UPA Iwana Kłymczaka "Łysego" zamordowała tam i w sąsiedniej Woli Ostrowieckiej 1066 Polaków, w tym 466 dzieci do 14 lat.
Podczas ekshumacji na "Trupim Polu" w Ostrówkach odkryto mogiłę kilkuset polskich kobiet i dzieci. Znaleziono wówczas wiele dziewczęcych warkoczy, zachowanych na malutkich czaszkach.
"Tym ludziom kazano się kłaść na ziemię i ich zabijano. Obok kobiety leżał mały chłopiec. Strzelono jej w głowę i mózg matki ochlapał twarz syna. Ukraińcy pomyśleli, że dzieciak nie żyje" - mówił archeolog Olaf Popkiewicz.
Pamiętamy! 🙏🔥🇵🇱
@vsheredeha Sytuacja jest zupełnie odwrotna, upamiętnienie zbrodniarzy odpowiedzialnych za mord na Polakach to naplucie na Polskę. Czemu akurat ich wybieracie na swoich bohaterów? To Polska w 2022 otworzyła dla Was swoje granice i do dzisiaj Was wspieramy.
Będę wdzięczny za upowszechnienie tego wpisu. Zależy mi na dalszej pracy w Instytucie Zachodnim, a czemu zdaje się @Stefaniak__ chciałby położyć kres. Otóż nie pójdzie wam tak łatwo, są jeszcze jakieś niezależne sądy w Rzeczypospolitej.
🔘 W środę miał premierę trzeci odcinek podcastu Trójki "12 000 dni: katastrofa promu Jan Heweliusz". Prowadzi słuchaczy do dwóch ocalonych marynarzy: Jerzego Petruka i Bogdana Zakrzewskiego. Obaj od lat żyją w rytmie wyznaczonym przez dramat z 1993 roku, dzieląc życie na "przed" i "po" katastrofie.
Odcinek "Dom, dzieci, półka" jest już dostępny na platformach podcastowych Polskiego Radia, Spotify i Apple Podcasts, a także kanale w serwisie YouTube ➡ https://t.co/jbhCBz5Rzd
Podcast powstał we współpracy z Netflix.
@RadiowaTrojka Wyrazy uznania dla Twórców tego reportażu. Polecam wszystkim którzy po obejrzeniu netflixowego serialu chcą dowiedzieć się więcej na temat tej katastrofy. Przejmujący, z mojej perspektywy potrzebny materiał, aby oddać głos tym, którzy przez lata byli pozostawieni sami sobie...
@trajektoriePL Polecam podkast radiowej Trójki '12 000 dni' jeden z najlepszych materiałów jaki się ukazał na fali popularności netflixowego Heweliusza.
🔘 W drugim odcinku podcastu "12 000 dni: katastrofa promu Jan Heweliusz" słuchacze poznają historię Krystyny Ostrzyniewskiej, wdowy po cieśli okrętowym Mieczysławie Ostrzyniewskim i Teresy Pycińskiej, wdowy po radiooficerze Leszku Pycińskim.
Odcinek "Człowiek nie może być sam" jest już dostępny na platformach podcastowych Polskiego Radia, Spotify i Apple Podcasts, a także kanale w serwisie YouTube 📷 https://t.co/HeAbtPBhbo
Podcast powstał we współpracy z Netflix.
❗️ PILNE❗️ Minęły miesiące od śmierci Oskarka, a rodzina, w której zginął, wciąż przyjmuje dzieci.
Złożyłam wniosek o udostępnienie informacji publicznej do Warszawskiego Centrum Pomocy Rodzinie w sprawie rodziny zastępczej, w której zmarł 4-miesięczny Oskarek. Czego się dowiedzieliśmy?
– rodzina, w której zmarł Oskarek, nadal działa
– faktycznie przez tę rodzinę przeszło aż 60 dzieci
– WCPR nie wprowadziło żadnych zmian po jego śmierci
– WCPR nie ma również pojęcia, co dzieje się z dziećmi, które wcześniej były pod opieką tej rodziny
W praktyce oznacza to, że system nie ma mechanizmu śledzenia losów dzieci po przeniesieniu z jednej rodziny do innej formy pieczy.
To poważna luka w nadzorze. Warszawskie Centrum Pomocy Rodzinie umywa ręce, a system pozwala, by dzieci nadal trafiały do domu, w którym doszło do śmierci Oskarka.
Jeden z moich ważniejszych tłitów.
Dziś w nocy mija tydzień od okrutnego ataku wenezuelskiego migranta na Polkę w Toruniu. Do tej pory nie zabierałem w tej sprawie głosu. Bo czekałem. Obserwowałem, jaki rezonans wywoła w Polsce ta straszliwa zbrodnia.
Obserwuje to zresztą wielu ludzi. Zwłaszcza zagranicą. W centralach wywiadów, w ministerstwach spraw zagranicznych, a w szczególności w niemieckim urzędzie kanclerskim. Nie łudźmy się. Reakcja Polaków na tę zbrodnię to jedna z ważniejszych spraw w tym roku w Europie. Ona zadecyduje o dalszym kierunku polityki migracyjnej Brukseli, czytaj Berlina. Poniżej wyjaśnię dlaczego.
Natomiast zacznę od tego, że jestem przybity. Bowiem wszystko wskazuje na to, że ten test oblaliśmy – my, Naród Polski. Oblały go też zbiorowo partie opozycyjne (odpoczywające błogo po wyczerpującej kampanii prezydenckiej) oraz różne organizacje składające się na prawdziwe polskie społeczeństwo obywatelskie. Oblał go prawicowy polski komentariat internetowy. Niestety wszystko wskazuje na to, że będzie nas to bardzo drogo kosztować.
Stwierdzę oczywistość: coś tutaj poszło mocno nie tak. W środku Torunia znalazł się migrant z najgorszej możliwej grupy demograficznej (bardzo młody mężczyzna), który przybył z kraju o absolutnie największej przestępczości na świecie (top 1). Media podały, że siedział w Polsce od lutego, przyleciał sobie do pracującej w jakiejś knajpie matki, którą terroryzował. Nie pracował, grał całymi dniami na konsolach. Podano także, że nie potrzebował wizy, żeby przybyć do Polski i jej nie uzyskał. Powtórzmy to: młody mężczyzna z kraju o najwyższym na świecie wskaźniku przestępczości może przyjechać do Polski bez wizy.
I to jest fakt. Sprawdziłem to. Wenezuelczycy nie potrzebują wizy do Strefy Schengen na pobyty trwające do trzech miesięcy. I to jest pierwszy gruby skandal. Unia Europejska wpuszcza do Strefy Schengen bez żadnych wiz dzikusów z najdzikszego państwa na świecie.
Drugi gruby skandal jest taki, że typ siedział tu cztery miesiące (a mógł trzy), czyli prawdopodobnie od maja był nielegalnym migrantem. I nikt z tym nie zrobił. W systemie Schengen widniała informacja, że ten człowiek przyleciał. Nie pojawiła się informacja, że wyleciał. Czyli wiadomo było, że mamy nielegalnego migranta z kraju o największej na świecie przestępczości i literalnie nikt z tym nic nie zrobił. A przecież informacja o przekroczeniu dopuszczalnego okresu pobytu bezwizowego wyskoczyła polskim władzom na komputerze. Z systemu Schengen wiadomo, kto jest matką tego człowieka. Ta matka pracuje legalnie w Polsce, a zatem ma wizę i pozwolenie na pracę – ergo też jest w systemie. Państwo polskie wie, gdzie pracuje i gdzie mieszka. Następnego dnia po przekroczeniu limitu pobytu bezwizowego przez jej syna powinna ją odwiedzić Straż Graniczna. Nic takiego nie nastąpiło.
Podsumujmy dotychczasowe ustalenia. Primo, do zbrodni by nie doszło, gdyby UE nie wpuszczała bezwizowo ludzi z najdzikszego kraju świata (o dużo większej przestępczości niż np. Afganistan, Syria czy Sudan). Secundo, do zbrodni by nie doszło, gdyby polskie organy – administracja Donalda Tuska – zadziałały tak jak powinny. Takie działanie to powinien być automat. Absolutna rutyna. Wszystko jest systemach komputerowych. Wystarczyło ustawić odpowiednie powiadomienia i wysłać patrol. Oczywiście państwo z tektury, które nie potrafi ewakuować kilkuset osób spod ostrzału, nie będzie ustawiać jakichś tam powiadomień w systemach komputerowych, bo to tylko generuje robotę, a priorytetem jest zrobienie sobie weekendu w czwartek przed południem – taki przykład daje sam Szef.
I teraz dochodzimy do sedna – czyli reakcji Polaków.
Nie było żadnej reakcji. Owszem, ludzie się oburzyli. Owszem, pojawiły się jakieś filmiki w mediach społecznościowych. Owszem, ludzie w kolejce w Żabce o tym rozmawiali. Owszem, przeszedł podobno jakiś niewielki marsz.
Ale w rzeczywistości nie wydarzyło się nic. Nie pojawiły się wielusettysięczne demonstracje. Nie było wezwań do dymisji rządu. Nikt nie zawnioskował o wotum nieufności. Nie było żadnej krytyki pod adresem Komisji Europejskiej. O ile się nie mylę, nikt w ogóle nie powiązał tej zbrodni z działaniami UE i kryminalnymi zaniedbaniami administracji Donalda Tuska! Czy w ogóle ktoś wezwał do zidentyfikowania winnych?
Bo przecież doszło do naruszenia prawa. Organy, które miały obowiązek zadziałać i mogły to bez trudu zrobić – nie podjęły żadnych działań. Służby, które powinny być szczególnie wyczulone na migrantów z państwa o największej na świecie przestępczości, zachowały się tak, jakby jakiś dyrektor przybyły z Australii zapomniał przedłużyć wizę… Ktoś powinien pójść za to siedzieć.
Nastąpiło jednak coś jeszcze gorszego – Polacy przeszli do porządku nad całą sprawą. Żadnych gwałtownych reakcji, żadnego odruchu buntu, protestu. Absolutnie nic. Przez ostatnie lata daliśmy sobie wtłoczyć do głów przez różne Sorosowe media, że zbrodnie popełniane przez migrantów to coś zupełnie naturalnego, z czym nie da się nic zrobić i w zasadzie nawet się nie powinno. Przecież ci ludzie przyjechali z krajów, w których spotkało ich cierpienie. To nie ich wina, że są potworami. Tak zostali ukształtowani. Musimy to zaakceptować, bo takie jest ich dziedzictwo. Samo podnoszenie tematu to rasizm. Powinniśmy uczyć się od mądrzejszych od nas: Niemców, Belgów, Szwedów, Francuzów – oni już dawno przyzwyczaili się do rabunków w biały dzień, zamachów bombowych, płonących samochodów, gwałtów. Zadowoleni, nie protestują. To jest prawdziwie europejska postawa.
Nie mówię, że większość Polaków już nauczyła się akceptować przestępczość imigrancką. Ale ta większość zaczyna traktować tę przestępczość jako coś, z czym nie da się nic zrobić. My – naród niesfornych i zaradnych buntowników – staliśmy się grzeczni i bezradni.
I tylko na to czekają Niemcy oraz wykonawcy ich poleceń w Brukseli i Warszawie. Sygnał jest jasny. Polacy są już gotowi na wdrożenie paktu migracyjnego. Nawet najgorsza zbrodnia już ich nie rusza. Nie szukają winnych ani w Brukseli ani w KPRM.
Można zatem ruszać z koksem.
Pozamiatane.
Pan Urbaś zbanował mnie, mimo że nie znalazłem w historii żadnych interakcji między nami. Chciałem mu skomentować ten głupiutki wpis, jednak ten ban prewencyjny może oznaczać, że po prostu mamy do czynienia z sekciarskim spojrzeniem i żadne argumenty nie są w stanie zachwiać dobrym samopoczuciem samego zainteresowanego.
Powiem jedynie, że rolnictwo jest dotowane na całym świecie. W Unii Europejskiej dotacje (które w moim przypadku stanowią ok. 8-10% przychodu), niosą ze sobą dodatkowo ogromny bagaż regulacji i ograniczeń. Mówimy też o budżecie unijnym, który od 20 lat nie podlegał żadnej waloryzacji. O pieniądzach, które coś znaczyły wiele lat temu, zaś dziś nie są w stanie zbilansować nam strat, które ponosimy w związku z biurokratyczną i klimatyczną polityką UE. Co więcej, owe ograniczenia wypisują nas z kolejnej rewolucji w rolnictwie która odbywa się na naszych oczach. Mowa o rolnictwie 5.0, autonomizacji i wykorzystaniu sztucznej inteligencji. W 10 lat dogonilismy Zachód i wskoczyliśmy w pociąg rewolucji 4.0. Wykonaliśmy skok pokoleniowy, który jest sukcesem naszego pokolenia oraz pokolenia naszych rodziców. Zbieranie i obróbka danych w czasie rzeczywistym, automatyzacja, wykorzystanie dronow, satelit itd, to jest coś w co weszliśmy na poważnie. Jednak dziś rolnictwa europejskiego i polskiego już nie stać na to aby wsiąść w kolejny odjeżdżający pociąg rewolucji 5.0.
Co roku zabiera nam się środki produkcji, wycofuje substancje aktywne, które nie przeszkadzają w importowanej żywności. Ten rok dobitnie pokazuje jak bardzo musimy walczyć z plagą szkodników nie mając do tego narzędzi z których korzysta cały świat. Mamy ceny płodów rolnych sprzed 15 lat, zaś koszty produkcji są dzisiejsze. W 2008 roku nowy ciągnik 200 konny, górna półka kosztował 360 000 zł, dziś ta sama marka i klasa to wydatek rzędu 850 000 zł. W tym czasie nasza dochodowość wcale nie wzrosła. Co więcej, wszyscy odczuwamy że po prostu nie stać nas na inwestycje. Spłacamy z trudem kredyty i czytamy w branżowej prasie o kolejnych dyrektywach, normach do spełnienia, które po prostu generują dodatkowe koszty.
Pamiętajcie, nie da się wyjść z systemu dopłat. Nie zniesie to ograniczeń, nie przywróci wycofanych środków produkcji, nie zmniejszy ceny paliwa, nawozów czy maszyn, a tym bardziej nie zwiększy ceny za nasze płody rolne. Zostaliśmy ubezwłasnowolnieni i na przestrzeni lat dopłaty sprowadziły nas do poziomymu przedmiotu. Dopłaty pomogły wziąć udział w rewolucji rolniczej 4.0 ale jednocześnie sprawiły że dziś cały bagaż z nimi związany, wypisał nas z zkolejnego wyścigu, sprowadzając nas do nomen omen roli nieliczacej się grupy społecznej.
To dlatego rolnicy jako pierwsi protestowali przeciwko Zielonemu Ładowi. Nie jesteśmy mądrzejsi czy też nie przewidujemy lepiej przyszłości. My po prostu Zielonym Ładem zostaliśmy potraktowani wcześniej od reszty społeczeństwa.
Nie wierzcie tym bieda "autorytetom", którzy próbują skłócać wieś z miastem, szczególnie gdy robią to argumentami na poziomie mało inteligentych frustratów. Po prostu przeanalizujcie na chłodno to co zrobiono z rolnikami, wówczas zobaczycie że w waszym życiu działają podobne mechanizmy. Na szczęście jeszcze mamy kapitał w postaci ziemi, który daje nam ostatnie strzępy wolności, zobaczymy na jak długo.