Do obrony przeciwokrętowej kupiliśmy kiedyś od Norwegów pociski NSM.
No to Biuro Prezydenta Ukrainy pochwaliło się, że je posiada i załączyło fotki.
Jedyne miejsce gdzie mogli je pozyskać, to Polska.
Jakoś w podanych wyliczeniach ich nie ma.
https://t.co/cZ2VSsQiB0
‼️Ujawniamy kolejne zuchwałe metody spółki neurochirurgów! Zapewniam Was, że to nie koniec!
❌Żeby robić zabiegi (za 26 tys/h) neurochirurdzy "nieoficjalnie" opłacali pielęgniarki - sami zeznali to w sądzie. Halo @PK_GOV_PL słyszycie to?
☠️Aparat rentgenowski, pod którym wykonywali zabiegi, nie miał prawa być używany w sali operacyjnej więc narażano i pacjentów i personel na promieniowanie – tak stwierdził sanepid
❌Z dokumentacji medycznej wynika, że zabiegi kończyły się zanim laboratorium wykonało badania laboratoryjne...
.............
A dyrektor, która za to pozwalała i płaciła miliony z naszych pieniędzy (była dyrektor teatru Wybrzeże), niedawno została doradcą do spraw zdrowia w gminie Czersk. Tak się żyje!
https://t.co/LPeXFNCuUV
Niemieckie media piszą o kompromitacji Bundeswehry. Berlin w ramach pomocy sojuszniczej i polityki odstraszania miał wysłać na Litwę brygadę żołnierzy. Okazuje się, że nic z tego nie będzie, bowiem... nie ma chętnych. Tyle jest warte niemieckie prężenie muskułów. Ktoś jeszcze chce mówić Polakom o europejskich armiach? Tylko sojusz z USA ma realne znaczenie dla Polski!
To zależy. Nie ma żadnej gwarancji , że nie osłuchał bo zapomniał, lub nie wiedział. Równie dobrze mógł to zrobić z lenistwa, lub celowo. Poza tym były jeszcze kolejne kroki, jak założenie pulsoksymetru i wykonanie gazometrii na cito z nakłucia tętnicy, do czego zapewne nie miał kwalifikacji. To razem 3 "błędy". Brak kwalifikacji i wiedzy o wykonaniu procedury oznacza, ze podejmując się intubacji był świadomy ryzyka i na nie się godził, a to balansuje już na umyślnym spowodowaniu śmierci, dokładnie tak jak pijak bez prawa jazdy siadający za kółko i pędzący po autostradzie.
W uzupełnieniu do tej wypowiedzi przedstawicielki elity lekarskiej:
💥Omyłkowe założenie rurki intubacyjnej do przełyku nie jest błędem.
💥Nie rozpoznanie tej pomyłki przed zgonem pacjenta jest błędem.
Fiskus zamienia kamery drogowe w system śledzenia obywateli❗
Każdy z nas może być śledzony. Państwo sprawdza, gdzie i kiedy jeździmy.
To jedna z najgroźniejszych spraw ostatnich miesięcy, a przechodzi niemal bez echa. Skarbówka prawdopodobnie wykorzystuje system kamer, zbudowany do walki z przemytem, do rutynowego prześwietlania zwykłych przedsiębiorców. I nie chce powiedzieć, na jakiej podstawie.
System nazywa się ANPRS, czyli automatyczne rozpoznawanie tablic rejestracyjnych. Krajowa Administracja Skarbowa oficjalnie budowała go i uzasadniała jednym celem: zwalczaniem przemytu towarów i poważnych oszustw podatkowych. Kamery rozstawiono na granicach i głównych drogach kraju. Cel brzmiał poważnie i konkretnie.
A dziś okazuje się, że ten sam system może służyć do sprawdzania, czy mały przedsiębiorca pojechał samochodem dokładnie tam, gdzie wpisał w ewidencji przebiegu do odliczenia VAT. Narzędzie stworzone do łapania przemytników zostaje wycelowane w fryzjera, hydraulika i właściciela pierogarni.
Dziennikarze dziennika motoryzacyjnego https://t.co/rnj9QoPHTW. wysłali do Ministerstwa Finansów 22 konkretne pytania. Odpowiedź była wymijająca i pusta. Resort nie wskazał podstawy prawnej używania kamer w sprawach VAT. Nie powiedział, jak długo przechowuje dane o przejazdach. Nie ujawnił, ilu urzędników ma do nich dostęp ani czy istnieje audyt tego dostępu. Nie wyjaśnił, jak obywatel może sprawdzić i zakwestionować odczyt swojej tablicy. Zbył wszystko ogólnikiem o danych pozostających w posiadaniu organu.
Nie tylko przedsiębiorcy mogą być śledzeni, przecież system monitoruje wszystkie auta i sczytuje wszystkie tablice. Jedynie przedsiębiorcy na tym tracą.
Dlaczego to takie groźne?
Po pierwsze, to jest budowa mapy Twojego życia. Numer tablicy, data, godzina i miejsce, zebrane razem przez miesiące, pozwalają odtworzyć, gdzie jeździsz, kiedy, do kogo i jak często. Do kościoła, do lekarza, do sklepu. Państwo, które chce sprawdzić jedno odliczenie za paliwo, dostaje do ręki narzędzie do prześwietlenia całego Twojego przemieszczania się.
Po drugie, to odwrócenie proporcji, którego zakazuje Konstytucja. Artykuł 51 mówi jasno: władza może zbierać o obywatelu wyłącznie dane niezbędne w demokratycznym państwie. Nie wygodne, nie przydatne, nie ciekawe dla urzędnika. Rekonstruowanie historii przejazdów, by znaleźć cokolwiek przeciwko przedsiębiorcy, to nie jest niezbędność. To inwigilacja na wszelki wypadek.
Po trzecie, standard dla groźnych przestępców przenosi się na zwykłego obywatela. Śledzenie pojazdu Europejski Trybunał Praw Człowieka dopuszczał w sprawach o handel narkotykami i to pod warunkiem jasnej podstawy prawnej. Tu tę samą technikę stosuje się rzekomo do drobnej sprawy podatkowej. Skala inwigilacji rażąco nie odpowiada wadze sprawy.
Po czwarte, i najgroźniejsze w codziennym życiu, państwo może się pomylić. System potrafi źle odczytać numer. Tablica bywa sklonowana. Autem jechał ktoś inny, bo było użyczone albo w serwisie. A obywatel dostaje zarzut, którego nie ma jak obalić, bo nie widzi nawet materiału użytego przeciwko niemu. Tajny rekord z kamery kontra bezradny człowiek.
I na to wszystko Ministerstwo Finansów odpowiada milczeniem. Nie zaprzecza, nie tłumaczy, nie pokazuje przepisu. A milczenie w takiej sprawie jest samo w sobie odpowiedzią. Gdyby istniała jasna, zgodna z prawem podstawa, resort podałby ją w jednym zdaniu.
To jest kolejny element układanki, którą składamy od tygodni. Najpierw KSeF i wgląd w każdą fakturę na żywo. Potem projekt dający ZUS automatyczny klucz do danych skarbowych. Teraz kamery drogowe zamienione w narzędzie śledzenia kierowców. Każdy krok osobno tłumaczy się wygodą, walką z oszustami i troską o dzieci. Razem budują państwo, które patrzy obywatelowi na ręce przez całą dobę.
Wolność to także prawo do tego, by państwo nie wiedziało, gdzie akurat jedziesz. Prywatność nie jest przywilejem, który władza łaskawie przyznaje. Jest prawem, które ją ogranicza. Żądamy od Ministerstwa Finansów jednego: jawnej, konkretnej podstawy prawnej albo natychmiastowego zaprzestania tej praktyki. Bo państwo, które łata dziurę budżetową masową inwigilacją kierowców, przekracza granicę, za którą kończy się wolny obywatel, a zaczyna podejrzany na dożywotnim nadzorze.
Marcin Przydacz do ludzi rządu:
„Niechże pan Kosiniak-Kamysz chociaż raz przez moment będzie odważnym człowiekiem i niech przyjmie na klatę odpowiedzialność za swoje własne decyzje, a nie zachowuje się jak tchórz”.
„Odpowiedzialność za przekazanie Ukrainie najnowocześniejszego polskiego sprzętu ponosi Władysław Kosiniak-Kamysz i rząd Donalda Tuska i niech się z tego oni tłumaczą”.
Trzeba o tym mówić głośno.
Gen. Andrzejczak: „Nasze myślenie strategiczne to już jest, szanowni państwo, tysiąc lat (...) Ukraina takiej kultury strategicznej po prostu zwyczajnie nie ma (...) Przeciwieństwem kultury strategicznej nie jest brak kultury strategicznej – jest nim strategiczne chamstwo”.
Zamiast ratować rzekę Bóbr, MKiŚ debatuje nad tym, żeby nie obarczać wilków za ludzkie zachowania i jak zmieniać język. To jest absolutna kpina z obywateli❗
Poseł PiS @AnnaGembicka ⤵️
Poprzednio likwidował Polską Armię.
Teraz kontynuuje "dzieło" pozbywając się super broni i pozorując "zbrojenia" niemieckim #SAFE
Z ochrony zdrowia zrobił przychodnię zakładową dla swojej faszystowskiej mafii. Rujnuje budżet i sabotuje państwo zadłużeniem. Polacy siedzą w domach
„Jesteś polską kurwą” – rzuca w twarz Polce pijana Ukrainka.
@PolskaPolicja, kiedy w końcu zaczniecie reagować na antypolskie wyzwiska i nienawiść wylewającą się na nasze ulice?
Dość tego. Koniec z importowaną nienawiścią i udawaniem, że „to nie nasz problem”.
‼️„POLSKA ZNISZCZYŁA NASZE MIGI”
Tak właśnie wygląda aktualna histeryczna kampania w ukraińskich mediach.
Wmawiają Ukraińcom, że zezłomowaliśmy samoloty, których sami nie chcieli, a teraz dodają: „bo jesteśmy ich wrogami i chcemy, żeby więcej Ukraińców zginęło”.
Tak wygląda „wdzięczność i partnerstwo strategiczne” w 2026.
Papierowe rurki do napojów, które rozpadają się w trakcie picia, drewniane sztućce (też się rozpadają) przytwierdzane nakrętki a teraz zakaz sprzedaży napojów w zgrzewkach. Co ci lewacy w UE jeszcze wymyślą?