Trafiam w sedno. Rocznik 1948. Grzeszyłem, pokutowałem. A teraz, tylko dumam. Wiem wiele. Noc nadciąga. Wszyscy zasną. Wstaną nieliczni. Mam budzik. Wciąż tyka.
PORADA
Jesteś w Raju. Nieśmiertelny, wiecznie zdrowy. Mężczyzna ma kobietę. Kobieta ma mężczyznę. Pan zachęca do korzystania z życia. Z wszelkich atrakcji.
Żadnych trosk. Piękno boskiej natury wokół, wszechobecne. Nikt nikogo nie krzywdzi. Przyjaźń ze zwierzętami. Wszystkimi.
Jest tylko jeden warunek, aby ten stan trwał wiecznie.
Oto jego dokładne brzmienie według Biblii Tysiąclecia:
„A przy tym Pan Bóg dał człowiekowi taki rozkaz: «Z wszelkiego drzewa tego ogrodu możesz spożywać według upodobania; ale z drzewa poznania dobra i zła nie wolno ci jeść, bo gdy z niego zjesz, niechybnie umrzesz»”. (Księga Rodzaju 2, 16-17).
Ale ten jeden, jedyny warunek – złamano. Zdumiewająca głupota. A skutki - tragiczne
Jeść owoce z drzewa - znaczy mieć korzyści.
Zdobywanie korzyści to zabór mocy innego podmiotu. Kradzież. Wiadomo, że nie chodzi o okradanie drzewa.
Drzewa nie są zdolne do poznawania dobra i zła. Zakaz dotyczy innych ludzi.
Do obejścia zakazu trzeba stworzyć specjalne, sztuczne narzędzie, pozwalające posiadaczowi tegoż na niezauważalne, dla ogółu, przejęcie kontroli nad mocą życiową innych ludzi.
Te narzędzie to pieniądze.
https://t.co/sUtrMSpKys
Kiedy, za sprawą Szatana, powstały, i znalazły zastosowanie – ludzie zostali wygnani z Raju, do Piekła, zwanego – dla niepoznaki - Światem.
No i skończyła się powszechna niegdyś szczęśliwość. Bóg bowiem rzekł:
Do Ewy: «Obarczę cię wielkim trudem brzemienności, w bólach będziesz rodziła dzieci, ku twemu mężowi będziesz kierowała swe pragnienia, on zaś będzie panował nad tobą».
Do Adama: «Przeklęta niech będzie ziemia z twego powodu: w trudzie będziesz zdobywał od niej pożywienie dla siebie po wszystkie dni twego życia. (...)
W pocie oblicza twego będziesz musiał zdobywać chleb, póki nie wrócisz do ziemi, z której zostałeś wzięty; bo prochem jesteś i w proch się obrócisz».
Po wypowiedzeniu tych słów Pan Bóg sporządził dla ludzi odzienie ze skór, a następnie wydalił ich z ogrodu Eden, aby Adam uprawiał ziemię, z której powstał.
Na wschód od ogrodu postawił natomiast cherubów i połyskujące ostrze miecza, aby strzec drogi do drzewa życia (za internetową AI).
Pomyślcie: wszystko Wam wolno. Opływacie w rozkosze.
Macie to zapewnione, na wieki. I tylko jednej rzeczy Wam nie wolno. Macie to wyraźnie zapowiedziane.
A jednak – dajecie się nabrać.
Tak się właśnie stało.
Toteż Bóg przestał się Wami interesować.
Trud modlitwy, i cnotliwego życia – jest daremny. O ewentualnym wyzwoleniu z pęt piekielnej niedoli można tylko myśleć. Szukając sposobu, poza materią i codzienną pomysłowością.
Wiedząc, że wpierw jednak się zetkniesz z połyskującym ostrzem miecza.
To nieuniknione.
Umrzesz. Niechybnie.
WIĘC MYŚL.
To jedyna rada, której należy poświęcić swą całkowitą uwagę.
UMBA UMBA. Spisek pierwotny. Reszta jest tylko przyczynkiem. Uprzedzam: lektura dość długa.
Ale, krócej się nie da.
Dawno, dawno temu, żyło sobie szczęśliwe plemię Umba Umba. A oto opowieść o tym, jak wpadli w starannie skonstruowaną pułapkę.
Umbowianie cieszyli się naturalnym sposobem życia,
polegającym na braku zakazów i nakazów:
mieli dość czasu i na sen i na ulubione przyjemności,
dbając przede wszystkim - w zgodzie ze swoim zdrowym rozsądkiem,
i z fizjologią - o swoje dobre samopoczucie,
i o rozwijanie swoich talentów, a następnie, i przy okazji, także o swoje domostwo, o rodzinę, i o sąsiadów. Umbowianie nie posiadali więc nadmiernych zapasów niczego, i nie gromadzili rzeczy bezużytecznych:
Jeśli któryś z nich czegoś potrzebował, czego nie mógł - z braku umiejętności,
lub z braku dostępu - samemu przeżyć, zdobyć, lub wytworzyć,
to po prostu prosił innego Umbowiana o to, aby ten,
stosownie do swoich możliwości
(talentu, wiedzy, zapasów lub autorytetu, etc.),
obdarował potrzebującego owym deficytowym,
pożądanym aktualnie dobrem.
Jeśli proszący był lubiany, to owe coś od proszonego dostawał. Jeśli nie, to nie dostawał...
Lubianym, którzy stanowili zdecydowaną większość,
żyło się więc wyraźnie lepiej, niż grupce nielubianych,
zaś owi nielubiani byli - w jakże naturalny zresztą sposób - silnie eliminowani ze społeczności Umbowian:
Nielubiani mieli trudności w znalezieniu partnera,
rodziło ich się mniej, gorzej się odżywiali i gorzej mieszkali, w chorobie i niedostatku byli osamotnieni,
co - w sprzężeniu - powodowało narastanie u nich
kolejnych trudności życiowych, itp., itd.).
Jest rzeczą jasną to, że ten naturalny stan rzeczy,
korzystny dla wzajemnie lubiącej się większości,
nie podobał się - i to bardzo - jedynie samym nielubianym, jako że dla nich, nielicznych, był ten stan stanem nie tyle tylko przykrym, ale i nader groźnym:
prowadził przecież, w praktyce, do ich całkowitej (fizycznej) eksterminacji...
Nie było więc niczego dziwnego w tym,
że najinteligentniejsi z nielubianych postanowili
- w trosce o własną skórę - zmienić sytuację, w której się znaleźli, z niekorzystnej - na korzystną.
I, co ciekawe, udało im się to całkowicie.
Jak do tego doszło?
Otóż, nielubiani namówili pozostałych Umbowian - wpierw jednego, potem kilku, a następnie wszystkich - do podjęcia nienaturalnych wysiłków, wiodących albo do zgromadzenia nadmiernych zapasów,
albo do nadmiernego wyspecjalizowania się.
Tak było np. z Urumbą (słynącym z wyrobu narzędzi),
który - za namową nielubianego Bumbla - zrobił dodatkową siekierę, choć nikt ze znajomych Urumby o tę extra siekierę wcześniej jeszcze Urumby nie poprosił...
Podobnie udało im się z Ulmem (mistrzem bajania, i gry na fujarce), który - za namową innego nielubianego, Brolla - nauczył się grać także i na tamburinie, a nawet: śpiewać falsetem, choć nikt go o ten nowy repertuar - jak dotąd - w ogóle nie poprosił...
Namówiono też i Ulupa (rolnika, znawcę upraw),
do obsiania zbożem jeszcze także i tej małej łączki,
leżącej dotąd odłogiem tuż za jego stodołą; skutkiem czego, w komorze Ulupa, pojawił się niebawem
pękaty wór owsa, nikomu niepotrzebnego...
I tak dalej, i tak dalej.
Nielubiani, systematycznie działając pochlebstwami
("Ach, jak pięknie opowiadasz i grasz; ale, możesz być podziwiany jeszcze bardziej - spróbuj więc czegoś nowego, np. śpiewu, lub bębenka z dzwoneczkami!...")
i zagrożeniami ("Powinieneś mieć o jedną siekierę więcej! Co by było, gdyby Ci się ta stara zawieruszyła, a tu mróz ściśnie znienacka? Czym porąbiesz drewno na opał?...),
doprowadzili w końcu do tego, że każdy z Umbowian
niekorzystnie zadysponował częścią swojej mocy życiowej, wskutek czego każdy z nich:
1) miał czegoś tam trochę w nadmiarze,
choć tego aktualnie wcale nie potrzebował,
2) równocześnie odczuwając dotkliwy niedobór czegoś zupełnie innego, czego zdobycia lekkomyślnie kiedyś tam samemu nieodwracalnie zaniedbał (właśnie zdobywając wówczas inne, zgoła - jak się potem,
w praktyce życiowej okazało - niepotrzebne rzeczy lub umiejętności),
Tak więc, za sprawą podstępu nielubianych (spisku),
zdezorientowani Umbowianie znaleźli się nagle, na stałe, w nowej, trudnej, i całkowicie nienaturalnej sytuacji,powielanej po dziś dzień, wciąż na nowo,
w każdej - niestety - ziemskiej współczesności:
A) oto bowiem posiedli już wiele towarów,
tj. bezużytecznych rzeczy i umiejętności, których by się chętnie pozbyli, w zamian za inne, potrzebne im akurat dobra różnego rodzaju (ale - jak na złość - posiadane, też w charakterze towaru, przez innych);
B) jeszcze jednak nie znali - bo i skąd? – efektywnego sposobu postępowania z tymi kłopotliwymi nadwyżkami, owocami własnej nadgorliwości (aby nie rzec - głupoty, z braku przezorności...).
Sytuacja ta jest dlatego nienaturalna (niemająca odpowiednika w naturze), ponieważ Umbowianie pracowicie zdobywają w niej różne rzeczy
(towary, i/lub umiejętności), tylko po to, aby się ich zaraz potem, po zdobyciu, równie pracowicie - pozbyć, lub pozbywać.
Przypomina to karę, polegającą na bezustannym wykonywaniu bezsensownej, nikomu niepotrzebnej, pracy; np. ciągłemu kopaniu, tu i ówdzie, głębokich zazwyczaj rowów, a następnie, na też bezcelowym, a wyczerpującym fizycznie, zasypywaniu tychże rowów, nie wiedzieć czemu.
Istotą tej nowej sytuacji jest powszechna potrzeba dokonywania zamiany subiektywnie ekwiwalentnej
- towaru własnego na ściśle określone towary cudze:
Każdy w niej dąży bowiem nie tyle tylko do pozbycia się w ogóle nadmiaru własnych bezużytecznych rzeczy,
ile do równoczesnego otrzymywania w zamian rzeczy zupełnie innych, dlań użytecznych, a więc tylko takich, które są - temu pierwszemu - po prostu - subiektywnie, lub obiektywnie – ale: niezbędne do życia.
Niestety, Umbowianie nie mieli narzędzia (systemu),
które by im umożliwiało łatwe dokonywanie coraz bardziej koniecznych, równoczesnych, powszechnych przekształceń:
- pożądanego cudzego, we własne;
- a niepotrzebnego własnego, w cudze.
Innymi słowy, nie mieli narzędzia zamiany. Wtedy wybiła godzina nielubianych.
Nielubiani, którzy dotąd ledwie egzystowali na marginesie Umbowian, świetnie orientowali się w opisanej tu sytuacji, bowiem sami do niej wszystkich (lubiących się wzajemnie) doprowadzili.
A ponieważ uprzednio, z nudów - szwendając się po różnych, często bardzo odległych, egzotycznych terytoriach, nagromadzili - jak sroki- sporo bezużytecznych błyskotek, w tym mnóstwo wypłukanego ze strumieni złotego piasku, i wiele kolorowych kamyczków, to postanowili teraz wymienić te swoje CAŁKOWICIE BEZUŻYTECZNE zasoby na jakże im - wciąż na nowo - potrzebne rzeczy:
na odzież, narzędzia, lekarstwa, żywność, i na inne, niedostępne im dotąd, zachcianki i przyjemności.
Zamiar, powzięty przez nielubianych, zdawał się zrazu czymś niewykonalnym: Któż bowiem, będąc przy zdrowych zmysłach, odda np. worek zboża, lub nawet dorodnego cielaka, za garstkę złotego proszku, lub za zielony kamyczek?
Po cóż komu ten złoty piasek? Na co się przyda kolorowe szkiełko? Czy da się to zjeść w chwili głodu?
Czy uleczy kogoś z choroby? Czy można tym załatać dziurę w dachu? Czy można się czymś takim obronić przed rozwścieczonym niedźwiedziem?...
Nielubiani zdawali sobie sprawę z tej trudności,
i po prostu z niemożliwości bezpośredniego wymieniania ich błyskotek na wszelkie inne, niezbędne im do życia, dobra. Dlatego, nie mogąc przeskoczyć płotu, postanowili go obejść.
Marsz nielubianych, omijających tę przeszkodę, mógł wyglądać następująco:
Urumba ma siekierę, ale potrzebuje owsa.
Ulup ma owies, ale rozgląda się za cielakiem.
Umbul ma cielaka, ale nie ma garnka.
I tak dalej, i tak dalej...
Urumbie powiedzieli, że znają takiego, który odda owies, ale - za garstkę złotego piasku.
Urumba nie uwierzył, więc - by go przekonać
- pożyczyli mu po prostu tę garstkę, i kazali poczekać.
Ulupowi powiedzieli, że znają takiego, który odda cielaka, ale... za garstkę złotego piasku.
Ulup uwierzył, i się zafrasował: Skąd bowiem miałby wziąć ową garstkę złota?
Wtedy mu powiedzieli, że te złoto może - ale za worek owsa! - zaraz dostać od niejakiego Urumby.
Ulup pobiegł do Urumby, i rzeczywiście: od zdumionego Urumby dostał potrzebną mu garstkę złota, pozbywając się - z ulgą - ciężkiego worka z niepotrzebnym owsem.
Czy już wiecie, kogo - po powrocie od Urumby
- zastał Ulup na progu swego domostwa?
Czekał nań - rzecz jasna, Umbul...
Właśnie przyprowadził on bowiem Ulupowi cielaka, w nadziei na otrzymanie garstki złotego proszku (powiedziano mu bowiem wcześniej, że niejaki Untal ma garnki, ale oddaje je tylko za małe garsteczki złotego proszku...).
I tak dalej, i tak dalej... Kiedy po paru miesiącach,
w czasie których Urumba kilka razy już posłużył się złotem (zrobił wiele nowych siekier, wymieniając je wpierw na złoto, a potem - zamieniając złoto na inne, potrzebne mu rzeczy: np. miód, sukno, i buty)
- w domu Urumby ponownie pojawili się nielubiani,
to w zachowaniu Urumby nawet śladu nie było po dawnej do nich niechęci! Wręcz przeciwnie - pojawiła się służalczość: Zostali przyjęci z honorami, a Urumba sam ich zapytał o złoto, oferując za woreczek kruszcu już nie jedną, ale aż trzy siekiery: miał ich sporo, postanowił bowiem - jak i inni Umbowianie
- porzucić trudną samowystarczalność (trudną, bo opartą na jego byłym codziennym trudzie, w trudnym procesie zgodnego, a niezbędnego do przeżycia:
lubienia się wszystkich ze wszystkimi!)
- na rzecz pozornie łatwych, m. in. za sprawą złota, pożytków ze specjalizacji (łatwych, ale tylko pozornie, i na krótko, gdyż, w istocie, prowadzących do - nieznanej jemu wcześniej - samotnej bezradności!).
I tak dalej, i tak dalej...
Niepostrzeżenie, naturalne spoiwo Umbowian,
jakim było zamienianie się na dobra (tj. częściami życia), zostało zastąpione namiastką: zamienianiem cząstek życia na złoto (gorzko ocenionym w porzekadle: "zamienił stryjek, siekierkę na kijek...").
Zwietrzała więc zaprawa, obluzowały się cegły,
i runął DOM wolnych Umbowian...
Z gruzów zaś, posklejanych tymże złotem, wybudowano monstrum: WIĘZIENIE, z celami, regulaminem, i nadzorcą... Puszczone w ruch przez garstkę nielubionych, złote koło kręci się do teraz,
a pozorny blask jego wirującej tarczy oślepia wciąż ludzi, kryjąc przed nimi inny, prawdziwy świat, i inne, prawdziwe problemy: doczesne i wieczne.
Reasumując:
Tak oto powstały PIENIĄDZE, czyli wypożyczane od Nielubianych (a tylko czasowo przez biorących posiadane!) – Ich własne unikalne narzędzia,
pozwalające na pozornie bezpieczne, i łatwe,
zastępowanie uciążliwości własnej samowystarczalności, efektami pozornie dobrowolnej pracy cudzej (tj. na zastępowanie własnego wszechstronnego wysiłku, wysiłku lubienia się wszystkich przez wszystkich! – pozornie dobrowolnym, wyspecjalizowanym, wysiłkiem innych ludzi,
już bez dbania o ciągłe, powszechne i dobre: stosunki rodzinne i międzyludzkie).
Tak właśnie narodziła się potęga Nielubianych,
mogących od tamtego czasu, po dziś dzień - zupełnie bez wysiłku, ZA DARMO, mocą monopolu na kreowanie pieniędzy (tj. np. na wydobywanie złota, lub na druk banknotów...) - zaspokajać WSZELKIE SWOJE ZACHCIANKI, i otrzymywać od każdego wszelkie towary, i usługi, a w praktyce: wszystko to, co im akurat było, i jest, do życia, i do ekspansji, potrzebne!
Tak też wyglądały początki trwającego po dziś dzień NIEWOLNICTWA, czyli początki podziału ludzi na rządzących i rządzonych, oraz narodziny potwora,
wciąż niepostrzeżenie (dla nas) trawiącego ludzi w swoim brzuchu, potwora zwanego – dla niepoznaki: gospodarką towarowo-pieniężną.
Innymi słowy, tak właśnie się zrodziły dobrze, i to od wieków nam znane, permanentne komponenty współczesności, wraz z POLITYKĄ – cynicznym procederem profesjonalnego dezorientowania ludzi (odwracania uwagi tych ludzi od ich własnego, i ich rodzin - interesu), i WŁADZĄ - tj. podstępnie zagarniętą, przez instytucjonalną mniejszość, cudzą mocą życiową zatomizowanej większości.
------------------------------
Konkluzja: „Spisek to stała praktyka, odwieczne narzędzie władzy, a nie żadna – co nam się wmawia: teoria, deprecjonując ten termin, jako okazjonalna fanaberia szurniętych poddanych”.
Na tym kończąc, obdarzam Was uśmiechem, i – na wpół żartobliwie (bo, mimo baśniowego tła, sprawa nader poważna) - moim ulubionym zwrotem, z dawno już zapomnianego WINNETOU Karola May’a:
Jestem Inczu-czuna, wódz wszystkich Apaczów. Powiedziałem. Howgh!
@sylwiastempniak@pisorgpl@KONFEDERACJA_ Odpowiedź jest uniwersalna:
Zakładaniem partii zajmują się wyłącznie ludzie nieprzyzwoici, a członkami partii zostają już różni inni ludzie, ogłupieni, w wystarczającym stopniu, przez tych pierwszych.
@simon_xpp@BostonTea84 Indianie (bo zapewne o to chodzi, że względu na pytajnik), nigdy nie byli rdzennymi mieszkańcami USA, a tylko: rdzennymi mieszkańcami szeroko rozumianej Ameryki, tu: Północnej.
PS. Nie lubię przemądrzałych złośliwców.
The slaughter of white, Christian, indigenous peoples of Europe and the United States will begin at any moment, and it will be a surprise, without any warning.
Therefore, only the decisive one will win (will survive), the one who – on a massive scale – starts first (outdoes the killers, by action).
-------------
Rzeź białych, chrześcijańskich, rdzennych mieszkańców Europy i USA rozpocznie się lada chwila, i to z zaskoczenia, bez żadnej zapowiedzi.
Wygra więc (pozostanie przy życiu) tylko ten zdecydowany, ten, który - na masową skalę - zacznie samemu jako pierwszy (wyprzedzi zabójców, czynem).
The slaughter of white, Christian, indigenous peoples of Europe and the United States will begin at any moment, and it will be a surprise, without any warning.
Therefore, only the decisive one will win (will survive), the one who – on a massive scale – starts first (outdoes the killers, by action).
-------------
Rzeź białych, chrześcijańskich, rdzennych mieszkańców Europy i USA rozpocznie się lada chwila, i to z zaskoczenia, bez żadnej zapowiedzi.
Wygra więc (pozostanie przy życiu) tylko ten zdecydowany, ten, który - na masową skalę - zacznie samemu jako pierwszy (wyprzedzi zabójców, czynem).
Rzeź białych, chrześcijańskich, rdzennych mieszkańców Europy i USA rozpocznie się lada chwila, i to z zaskoczenia, bez żadnej zapowiedzi.
Wygra więc (pozostanie przy życiu) tylko ten zdecydowany, ten, który - na masową skalę - zacznie samemu jako pierwszy (wyprzedzi zabójców, czynem).
------------------------
The slaughter of white, Christian, indigenous peoples of Europe and the United States will begin at any moment, and it will be a surprise, without any warning.
Therefore, only the decisive one will win (will survive), the one who – on a massive scale – starts first (outdoes the killers, by action).
The slaughter of white, Christian, indigenous peoples of Europe and the United States will begin at any moment, and it will be a surprise, without any warning.
Therefore, only the decisive one will win (will survive), the one who – on a massive scale – starts first (outdoes the killers, by action).
-------------
Rzeź białych, chrześcijańskich, rdzennych mieszkańców Europy i USA rozpocznie się lada chwila, i to z zaskoczenia, bez żadnej zapowiedzi.
Wygra więc (pozostanie przy życiu) tylko ten zdecydowany, ten, który - na masową skalę - zacznie samemu jako pierwszy (wyprzedzi zabójców, czynem).
Rzeź białych, chrześcijańskich, rdzennych mieszkańców Europy i USA rozpocznie się lada chwila, i to z zaskoczenia, bez żadnej zapowiedzi.
Wygra więc (pozostanie przy życiu) tylko ten zdecydowany, ten, który - na masową skalę - zacznie samemu jako pierwszy (wyprzedzi zabójców, czynem).
------------------------
The slaughter of white, Christian, indigenous peoples of Europe and the United States will begin at any moment, and it will be a surprise, without any warning.
Therefore, only the decisive one will win (will survive), the one who – on a massive scale – starts first (outdoes the killers, by action).
Rzeź białych, chrześcijańskich, rdzennych mieszkańców Europy i USA rozpocznie się lada chwila, i to z zaskoczenia, bez żadnej zapowiedzi.
Wygra więc (pozostanie przy życiu) tylko ten zdecydowany, ten, który - na masową skalę - zacznie samemu jako pierwszy (wyprzedzi zabójców, czynem).
------------------------
The slaughter of white, Christian, indigenous peoples of Europe and the United States will begin at any moment, and it will be a surprise, without any warning.
Therefore, only the decisive one will win (will survive), the one who – on a massive scale – starts first (outdoes the killers, by action).
The slaughter of white, Christian, indigenous peoples of Europe and the United States will begin at any moment, and it will be a surprise, without any warning.
Therefore, only the decisive one will win (will survive), the one who – on a massive scale – starts first (outdoes the killers, by action).
The slaughter of white, Christian, indigenous peoples of Europe and the United States will begin at any moment, and it will be a surprise, without any warning.
Therefore, only the decisive one will win (will survive), the one who – on a massive scale – starts first (outdoes the killers, by action).
Tak to jest urządzone, że każdy mieszka u siebie: Polacy w Polsce, Ukraińcy na Ukrainie, Francuzi we Francji.
I wtedy, tylko wtedy, nie dochodzi do poważnych scysji.
To boska zasada, i powinniśmy się tejże starannie trzymać.
Jak dotąd, działała bez szwanku. Po co to zmieniać?
Rzeź białych, chrześcijańskich, rdzennych mieszkańców Europy i USA rozpocznie się lada chwila, i to z zaskoczenia, bez żadnej zapowiedzi.
Wygra więc (pozostanie przy życiu) tylko ten zdecydowany, ten, który - na masową skalę - zacznie samemu jako pierwszy (wyprzedzi zabójców, czynem).
------------------------
The slaughter of white, Christian, indigenous peoples of Europe and the United States will begin at any moment, and it will be a surprise, without any warning.
Therefore, only the decisive one will win (will survive), the one who – on a massive scale – starts first (outdoes the killers, by action).
Rzeź białych, chrześcijańskich, rdzennych mieszkańców Europy i USA rozpocznie się lada chwila, i to z zaskoczenia, bez żadnej zapowiedzi.
Wygra więc (pozostanie przy życiu) tylko ten zdecydowany, ten, który - na masową skalę - zacznie samemu jako pierwszy (wyprzedzi zabójców, czynem).
------------------------
The slaughter of white, Christian, indigenous peoples of Europe and the United States will begin at any moment, and it will be a surprise, without any warning.
Therefore, only the decisive one will win (will survive), the one who – on a massive scale – starts first (outdoes the killers, by action).
Te biograficzne uwagi nie mają żadnego znaczenia dla losu białej, chrześcijańskiej, rdzennej ludności w Europie Zachodniej i w USA.
Bowiem:
Rzeź białych rozpocznie się lada chwila.
Wygra więc zdecydowany, ten, kto - na masową skalę - zacznie pierwszy.
------------------------
The slaughter of the whites will begin any moment now.
So the winner will be the one who starts first on a massive scale.
@TW_konfident@BostonTea84 Smycz jest stale skracana, co jest bezczelnie przedstawiane jako troska o nasze bezpieczeństwo, i o wzrost komfortu naszego życia...