It’s me next to my role model, my motivation, my angel, just one of the most important person in my life… 🥹🥹🥹
It was the best night in my life and now I’m the happiest person all over the world 🥹❤️🫡
Thank you @BAP_Bangyongguk#BangYonggukInWarsaw#TheColorsOfBangYongguk
🇯🇵 Japan's Men’s National Volleyball Team is putting on an absolute masterclass in grit, stamina, and clutch execution.
When the pressure peaks, this team simply refuses to bend.
This incredible, undefeated surge has officially propelled Japan to World No. 4 in the FIVB rankings!
#VNL2026 #volleyball #バレーボール
Kozica razem z turystami obserwowała sobie na chillku lądowanie śmigłowca w naszych pięknych tatrach przy Giewoncie 😅
Patrzcie jakie piękne ujęcie z tego powstało :D
Źródło: tatry_official
❗️7. DZIEŃ LIPCA, CZYLI...
ŚWIATOWY DZIEŃ SIATKÓWKI! 🏐
To już dokładnie 131 lat od momentu w którym 7 lipca 1895 roku, William George Morgan, dyrektora wychowania fizycznego w YMCA w Holyoke, po raz pierwszy zaprezentował światu całkiem nową dyscyplinę sportu, która z czasem stała się... piłką siatkową. ❤️
Foto: Volleyball World
#gangłysego • #jazdababy
W nocy w Google Maps zmieniono nazwy kilkunastu warszawskich miejsc i obiektów. Pałac Prezydencki został oznaczony jako „Pałac Kibolski”, Biuro Bezpieczeństwa Narodowego jako „Biuro Bezpieczeństwa Kibolskiego”, Plac Piłsudskiego jako „Plac Dzierżyńskiego”, a Pałac na Wyspie jako „Pałac na wyspie Epsteina”.
NASK poinformował, że zespół CERT Polska zgłosił w nocy problem do moderacji Google. „Do godziny 10:00 zgłosiliśmy 78 zmienionych nazw. Część z nich została już poprawiona” – czytamy w oświadczeniu.
Chcieli naciągnąć go na mandat 2000 ZŁ i 13 punktów karnych, ale kamerka uratowała mu skórę.
Taka ciekawostka.
"W niedzielę miałem sytuację na przejeździe kolejowym. Stałem normalnie przed szlabanami i jak zawsze zostawiłem kilka metrów miejsca przed przejazdem – żeby motocyklista, rower czy ktoś inny mógł się przecisnąć.
Szlabany zaczęły się podnosić, więc ruszyłem powoli do przodu. Lampki jeszcze się świeciły, więc nie wjechałem na przejazd, tylko podtoczyłem się bliżej, cały czas będąc przed torami. Dopiero kiedy sygnalizacja zgasła, normalnie przejechałem.
I wtedy zaczyna się kabaret.
Za mną stała Straż Ochrony Kolei, a w środku była też policja. Zatrzymują mnie i słyszę, że trzech funkcjonariuszy widziało, jak rzekomo przejechałem na czerwonym. Kara? 2000 zł i 13 punktów. Już praktycznie przesądzona.
Mówię spokojnie: „Mam nagranie z kamerki.”
Na początku usłyszałem tylko, że oni wiedzą, co widzieli.
I teraz najlepsze...
To auto mam dopiero od trzech tygodni. Kamerkę również. Niestety nie miałem jeszcze włączonego nagrywania dźwięku, więc pomyślałem: „No pięknie, będzie tylko obraz”. Na szczęście obraz wystarczył.
Pokazałem nagranie. Klatka po klatce widać, że gdy światła jeszcze migały, ja nadal byłem przed przejazdem. Na tory wjechałem dopiero wtedy, gdy sygnalizacja zgasła.
I nagle cała pewność siebie, paragrafy i teksty o tym, że „wszyscy widzieli”, zniknęły.
„Aaa... jednak pan nie przejechał. Przepraszam. Może pan złożyć zażalenie na interwencję.”
No kurwa... szkoda, że dopiero po obejrzeniu nagrania.
Czyli gdybym nie miał kamerki, dostałbym 2000 zł mandatu i 13 punktów za wykroczenie, którego nie popełniłem.
Dlatego wrzucam ten film nie po to, żeby jechać po wszystkich mundurowych. Wiem, że większość wykonuje swoją robotę uczciwie. Ale ta sytuacja pokazuje jedno – czasem samo słowo kierowcy nie znaczy nic. Liczy się dowód.
Dlatego, jeśli jeszcze nie macie wideorejestratora, to serio – kupcie go. To nie jest gadżet. To jest świadek, który nie kłamie." - napisał autor