Scena poniżej, w karczmie, to jedna z tych scen, w których film wyjątkowo blisko zbliża się do przekazu literackiego.
Hobbici siedzą w tym samym miejscu, w którym widzieliśmy ich na początku. Są w Shire, w tradycyjnych hobbicich strojach, we wnętrzu w którym się nic nie zmieniło. Patrzą po innych bywalcach i widzą, że Shire pozostało takie samo jakim je zostawili.
A potem bez słowa patrzą na siebie i po samym ich wzroku widzimy i wiemy to co wiedzą oni wszyscy i czego nie muszą mówić.
Oni nie są już tacy sami.
I nigdy nie będą.
Merry i Pippin nie tylko dorośli ale wręcz przerośli role, które im były z urodzenia przypisane (obaj należeli do lokalnej arystokracji.
Samwise jest gotów do tego by założyć rodzinę i przejąć majątek oraz pozycję swoich dotychczasowych przełożonych.
Frodo nigdy już nie zazna spokoju w Shire, które ocalił ale nie dla siebie. Musi odpłynąć za morze bo w Środziemiu nie ma już dla niego miejsca.
Bohaterowie mogli wrócić do domu, ale nie wrócili tacy sami. Tak jak wcześniej szli przez mroki i trudy wielkiego świata nosząc w sobie Shire, tak teraz przynieśli do domu w sobie część dalekich stron.
Już nigdy nie będą tacy jak przedtem.
Jest to krótkie i ujęcie i bardzo subtelne, ale dla wprawnego oka to właśnie w tym miejscu pada największy ciężar zwieńczenia historii.