Wierzę, że ten post szybko nabierze rozpędu i dzięki Waszym udostępnieniom dotrzemy do kogoś w Poznaniu, kto akurat teraz jest na Jarmarku i może pomóc temu chłopcu.
W wieku 98 lat zmarła Wiera Popławska. Jeśli nie jesteś z Podlasia, pewnie nic Ci to nie mówi. Ale była to najsłynniejsza szeptucha i wraz z jej śmiercią kończy się na Podlasiu pewna religijno-magiczna epoka. Zapraszam na wątek, dziś nie o nauce, a o czymś zupełnie przeciwnym.
Zacznijmy od tego, kim w ogóle jest szeptucha, bo wiele osób nie słyszało zapewne nie tylko o samej Wierze, ale też o wykonywanej przez nią profesji. By nie pisać tu wielkiego eseju, w skrócie powiem, że szeptucha to taka cudotwórczyni, najczęściej starsza kobieta, zwykle prawosławna, która – w ocenie ludzi – obdarzona jest mocą leczenia chorób i w tym celu przyjmuje chętnych, by odprawiać z nimi i nad nimi parareligijne obrzędy.
Zestaw wierzeń, obrzędów i rytuałów odprawianych przez szeptuchy oraz zalecanych następnie do samodzielnego odprawienia w podróży lub w domu określiłbym jako mieszankę prawosławia, pogaństwa i magii. Oczywiście proporcje u różnych szeptuch są pewnie różne, ale prawosławie to można powiedzieć trzon, który uzupełniany jest własnymi „formułkami” szeptuch.
Wspomniana na początku Wiera Popławska ze wsi Orla była właśnie najbardziej znaną szeptuchą. A ponieważ obrzędy szeptuch najczęściej są silnie związane z prawosławiem, przynajmniej w tej sferze symbolicznej, dziś o śmierci Wiery informują nie tylko media, ale nawet lokalna cerkiew, która Jej działalności się nie sprzeciwiała. Zresztą i tak by nic nie ugrała, bo z historii wiemy, że gdy dokonujące ekspansji kościoły nie mogły wygrać z lokalnymi wierzeniami lub wprost pogaństwem, po prostu tolerowały je albo adaptowały do własnych potrzeb. Stąd też w najgłębszych regionach Podlasia prawosławie bez przeszkód współgrało i nadal współgra z lokalnymi wierzeniami, zresztą tak jak katolicyzm w wielu miejscach świata. W Polsce też. Jeśli wciąż mało Wam trudnych do pogodzenia sprzeczności, to dodam, że sama Wiera była zaangażowaną parafianką, śpiewała w chórze w swojej cerkwi od przedwojnia(!) aż do czasu pogorszenia zdrowia.
Gdy byłem małym dzieckiem, mnie również zawieziono do Orli, aby prosić Wierę o uleczenie choroby. Chyba nawet 2 razy. Po bardzo długim oczekiwaniu w kolejce Wiera przyjęła mnie z mamą w pomieszczeniu, które zapamiętałem jako dość ciemne. Po wysłuchaniu informacji o chorobie, zarządzony przez Wierę obrzęd polegał – tyle zapamiętałem – na zjedzeniu przeze mnie magicznego chlebka, zakasłaniu kilka razy w chusteczkę i wyrzucenie jej przez okno samochodu podczas drogi powrotnej (ale koniecznie na zakręcie), a do samodzielnego wykonania w domu jakieś modlitwy na progu drzwi wejściowych. Wcześniej, jeszcze podczas wizyty w Jej domu, pomoc Wiery polegała na wypowiedzeniu nade mną monologu w nieco śpiewny sposób (prawdopodobnie modlitwa) w niezrozumiałym dla mnie języku (zapewne mieszanka rosyjskiego oraz staro-cerkiewno-słowiańskiego, może jakichś dialektów) i chyba przy wykonywaniu różnych gestów. Na czas obrzędu nałożyła mi sporą białą chustkę na głowę. Zapamiętałem to jako wydarzenie tajemnicze, mistyczne, ale też na swój sposób intymne, jakby „ciche”. Usługa kosztowała bodajże 50 zł, ale opłata była dobrowolna.
Czy pomogło? Otóż szok i niedowierzanie, ale nie pomogło 😉 Mimo swej nieskuteczności, było to jednak doświadczenie, musicie przyznać, dość nietypowe jak na przełom XX i XXI wieku. Choć dla mnie jako wtedy jeszcze malucha nie było to oczywiście coś codziennego, to jednak nie było też coś skrajnie obcego, bo przecież samą podlaską kulturę i prawosławie doskonale znałem, pochodząc – jak wielu w Białymstoku – z katolicko-prawosławnej rodziny, obchodząc od zawsze wszystkie święta po 2 razy i od niemowlaka słuchając tu i ówdzie języka staro-cerkiewno-słowiańskiego.
Skąd renoma Wiery, najsłynniejszej polskiej szeptuchy? Zapewne z licznych ozdrowień, które osoby korzystające z pomocy Wiery przypisywały jej modlitwom i obrzędom. Bo Wiera uchodziła nie tyle za najbardziej znaną, co najbardziej skuteczną szeptuchę. Sznury aut stojących pod domem Wiery nie miały zresztą w większości białostockich numerów – były z całego kraju, zwłaszcza z Warszawy, a na tym podwórku trzeba było stać pół dnia.
Czy Wiera sama wierzyła, że ulecza? Nie wiadomo. W każdym razie wydaje się, że konstruowała swoje obrzędy w taki sposób, by absolutnie nikomu nie zaszkodzić. Ale nawet jeśli ktoś uznał, że usługi Wiery nie pomogły, miał do dyspozycji jeszcze kilka szeptuch w tym samym powiecie. Desperaci mogli zaś czekać na ujawnienie się daru u córek, gdyż – tu kolejna ciekawostka – talenty szeptuch są dziedziczne (można też je „przekazać”). Również Wiera Popławska mogła uzdrawiać, gdyż (jeśli się nie mylę) odziedziczyła te moce po swojej matce. Czy potomstwo Wiery też ma dar – tego nie wiem.
Zatem w wieku 98 lat Jej historia dobiegła końca. Wiera Popławska nikogo już nie wyciągnie z choroby albo, jak kto woli, nikomu się już nie będzie wydawać, że wyzdrowiał dzięki Jej obrzędom. Nie będzie już ogromnych kolejek w Orli. Sam fenomen korzystania z usług szeptuch (spotykany zresztą także w innych państwach, np. w Ukrainie) można postrzegać jako coś bardzo dziwacznego, zacofanego lub lokalnego, ale czy na pewno? Czym różni się to od pielgrzymek i eventów religijnych w intencji uzdrowienia, zamawiania w tym celu modlitw i nabożeństw w chyba prawie każdej istniejącej na świecie religii albo korzystania z altmedu? Czym różni się od faktu, iż ledwie 25 lat temu na Polsacie kilka milionów Polaków oglądało „Ręce, które leczą”? Poza kwestiami kulturowymi, nie widzę różnic. Szeptuchy to taka bardzo stara i transkulturowa wersja tego, co pod innymi postaciami możemy obserwować również dziś.
Napisałem ten wątek, by pokazać Wam, jak niezwykłą (i już umierającą) perełką jest Podlasie. Jak mawia Pan Robert Makłowicz, Podlasie to centrum świata. Prośba, byśmy szanowali to niezwykłe dziedzictwo. Jesteśmy świadkami jego znikania.
Zdjęcie: Wikipedia/Ludwal.
Dlaczego wiele pociągów w Polsce długo nie jeździło - historia niesamowita. Przeczytajcie o trzech takich, co zhakowali pociąg – a nawet 30 pociągów
https://t.co/VtfhrlkgmW
Czy można zrobić simlocka na pociąg? Okazuje się, że można, nikt tego nie sprawdza. No, prawie nikt...