Sport shouldn’t mean amnesia, and the Olympic movement should help stop wars, not play into the hands of aggressors. Unfortunately, the decision of the International Olympic Committee to disqualify Ukrainian skeleton racer Vladyslav Heraskevych says otherwise. This is certainly not about the principles of Olympism, which are founded on fairness and the support of peace.
I thank our athlete for his clear stance. His helmet, bearing the portraits of fallen Ukrainian athletes, is about honour and remembrance. It is a reminder to the whole world of what Russian aggression is and the cost of fighting for independence. And in this, no rule has been broken.
It is Russia that constantly violates Olympic principles, using the period of the Olympic Games to wage war. In 2008, it was the war against Georgia; in 2014 – the occupation of Crimea; in 2022 – the full-scale invasion of Ukraine. And now, in 2026, despite repeated calls for a ceasefire during the Winter Olympics, Russia shows complete disregard, increasing missile and drone strikes on our energy infrastructure and our people.
660 Ukrainian athletes and coaches have been killed by Russia since the full-scale invasion began. Hundreds of our athletes will never again be able to take part in the Olympic Games or any other international competitions. And yet, 13 Russians are currently in Italy competing at the Olympics. They compete under “neutral” flags at the Games, while in real life publicly supporting Russian aggression against Ukraine and the occupation of our territories. And they are the ones who deserve disqualification.
We are proud of Vladyslav and of what he did. Having courage is worth more than any medal.
Ojciec Trumpa, chory na Alzheimera, u schyłku życia siedział w fikcyjnym biurze i podpisywał nierzeczywiste dokumenty dotyczące jego firm.
Czasami historia się powtarza...
Cały świat dostrzega, że na fotelu prezydenta USA zasiada człowiek obłąkany. Cały świat, poza prawactwem, dla którego szaleniec jest niekwestionowanym idolem, wzorem, kimś w rodzaju boga. Tym się stała w ciągu zaledwie 10 lat prawica. I tacy ludzie chcą nam dyktować jak żyć.
Akademia Sztuk Pięknych w Wiedniu zaoferowała Donaldowi Trumpowi miejsce na wydziale malarstwa. Zasugerowała, że w przeszłości odmówiła „perspektywicznym artystom” i niepotrzebnie wypchnęła ich w politykę. „To nigdy nie powinno się powtórzyć”. https://t.co/IYIP6hrkwu
🇺🇸Trump: „NATO jest niczym bez Ameryki”.
🇮🇹Premier Meloni: „Doskonale. Wtedy zamkniemy wasze bazy, zerwiemy wasze umowy handlowe i zbojkotujemy McDonald's, na wszelki wypadek”.
P: Czy możliwe jest, że Stany Zjednoczone będą administrować Wenezuelą przez lata?
TRUMP: Cóż, wiesz, nie będzie nas to nic kosztować, ponieważ pieniądze wydobywane z ziemi są bardzo znaczące
Zaczynam się cieszyć, że w PL nie ma żadnych zasobów w ziemi.
Bo jak inaczej nazwać taki stan rzeczy, jeśli nie aneksją państwa?
Jeżeli przywódca jednego kraju ogłasza, że będzie „rządził” innym suwerennym państwem do momentu, aż uzna je za „bezpieczne”, to nie mamy do czynienia ani z dyplomacją, ani z mediacją.
Jest to deklaracja przejęcia władzy, nawet jeśli nie towarzyszy jej formalny akt aneksji.
W praktyce różnica między aneksją, okupacją a neoprotektoratem bywa wyłącznie semantyczna.
Kluczowe pozostaje pytanie, kto sprawuje realną kontrolę nad terytorium, bezpieczeństwem i decyzjami politycznymi.
Historia pokazuje, że narracja „tymczasowego zarządzania” była wielokrotnie wykorzystywana jako narzędzie legitymizujące trwałe odebranie suwerenności - od rozbiorów Polski, przez XX-wieczne okupacje, aż po współczesne działania Rosji uzasadniane retoryką bezpieczeństwa.
Jeżeli więc „rządzenie do czasu zapewnienia bezpieczeństwa” oznacza przeniesienie centrum decyzyjnego poza granice państwa, to mówimy nie o pomocy, lecz o systemowym naruszeniu suwerenności.
Taki precedens nie dotyczy wyłącznie Wenezueli - jest sygnałem, że w globalnym porządku coraz częściej siła zastępuje normy, a język stabilizacji staje się wygodnym parawanem dla polityki faktów dokonanych.
Bo jak inaczej nazwać taki stan rzeczy, jeśli nie aneksją państwa?
Jeżeli przywódca jednego kraju ogłasza, że będzie „rządził” innym suwerennym państwem do momentu, aż uzna je za „bezpieczne”, to nie mamy do czynienia ani z dyplomacją, ani z mediacją.
Jest to deklaracja przejęcia władzy, nawet jeśli nie towarzyszy jej formalny akt aneksji.
W praktyce różnica między aneksją, okupacją a neoprotektoratem bywa wyłącznie semantyczna.
Kluczowe pozostaje pytanie, kto sprawuje realną kontrolę nad terytorium, bezpieczeństwem i decyzjami politycznymi.
Historia pokazuje, że narracja „tymczasowego zarządzania” była wielokrotnie wykorzystywana jako narzędzie legitymizujące trwałe odebranie suwerenności - od rozbiorów Polski, przez XX-wieczne okupacje, aż po współczesne działania Rosji uzasadniane retoryką bezpieczeństwa.
Jeżeli więc „rządzenie do czasu zapewnienia bezpieczeństwa” oznacza przeniesienie centrum decyzyjnego poza granice państwa, to mówimy nie o pomocy, lecz o systemowym naruszeniu suwerenności.
Taki precedens nie dotyczy wyłącznie Wenezueli - jest sygnałem, że w globalnym porządku coraz częściej siła zastępuje normy, a język stabilizacji staje się wygodnym parawanem dla polityki faktów dokonanych.
Szanowni, niech was nie cieszy upadek Maduro w Wenezueli w wyniku ataku zbrojnego przez Trumpa. W obecnym świecie to bilet dla Chin i Rosji do przeprowadzania „specjalnych operacji” tam gdzie stwierdzą „zagrożenie dla własnego kraju”. Skoro Trump może, to Putin czy Xî też mogą.
Dobrze wiecie, że nie jestem fanem teorii spiskowych. Ale bywają momenty, gdy układanka sama się składa, a udawanie, że tego nie widać, to głupota lub zła wola.
Trump ma dziś chaos we własnym obozie. Ponad 60% Amerykanów ocenia jego rządy negatywnie – najgorzej od początku drugiej kadencji. Sprawa aktów Epsteina ciągnie się za nim jak smród, a jego „działania” to żałosna atrapa, która wkurwia nawet elektorat MAGA, domagający się ujawnienia dokumentów.
Świadkowie mówią wprost: Trump pojawia się w aktach wielokrotnie. On próbuje przerzucać uwagę na Clintonów i demokratów, ale to tak toporne, że nie kupują tego nawet jego psy bojowe.
Ceny w USA biją rekordy, ludzie bankrutują, nie stać ich na leczenie, kraj gnije. MAGA przeżywa największy rozłam – jedni klęczą przed Izraelem, drudzy mają dość. Trump robi za marionetkę Netanjahu, gotową wykonać każdy rozkaz.
Krążą pogłoski o Epsteinie jako narzędziu Mossadu do zbierania haków na elity. Oficjalnie nic niepotwierdzone, ale panika Trumpa mówi więcej niż dementi.
Uwaga, tu nie ma przypadków: kilka dni przed akcją Trump spędza Sylwestra z Netanjahu w Mar-a-Lago. To była odprawa, nie pogawędki przy kawie i golfie.
Trump dostał zielone światło, a lista zadań – Gaza, Iran, Wenezuela – odfajkowana. Reszta to medialna scenografia dla idiotów.
Trump potrzebował tematu zastępczego, by przykryć Epsteina, ceny, rozłam MAGA i niekompetencję. Oto Wenezuela: słaba, izolowana, z ropą, gazem i metalami już podzielonymi między sponsorów Trumpa i ich korporacje.
Pretekst: narkotyki. Cel: ratowanie własnej dupy i kasa dla kolesi.
Tylko ta Ukraina – jak pryszcz na dupie Trumpa. Niewygodna i niepotrzebna.
🙄
Dobrze wiecie, że nie jestem fanem teorii spiskowych. Ale bywają momenty, gdy układanka sama się składa, a udawanie, że tego nie widać, to głupota lub zła wola.
Trump ma dziś chaos we własnym obozie. Ponad 60% Amerykanów ocenia jego rządy negatywnie – najgorzej od początku drugiej kadencji. Sprawa aktów Epsteina ciągnie się za nim jak smród, a jego „działania” to żałosna atrapa, która wkurwia nawet elektorat MAGA, domagający się ujawnienia dokumentów.
Świadkowie mówią wprost: Trump pojawia się w aktach wielokrotnie. On próbuje przerzucać uwagę na Clintonów i demokratów, ale to tak toporne, że nie kupują tego nawet jego psy bojowe.
Ceny w USA biją rekordy, ludzie bankrutują, nie stać ich na leczenie, kraj gnije. MAGA przeżywa największy rozłam – jedni klęczą przed Izraelem, drudzy mają dość. Trump robi za marionetkę Netanjahu, gotową wykonać każdy rozkaz.
Krążą pogłoski o Epsteinie jako narzędziu Mossadu do zbierania haków na elity. Oficjalnie nic niepotwierdzone, ale panika Trumpa mówi więcej niż dementi.
Uwaga, tu nie ma przypadków: kilka dni przed akcją Trump spędza Sylwestra z Netanjahu w Mar-a-Lago. To była odprawa, nie pogawędki przy kawie i golfie.
Trump dostał zielone światło, a lista zadań – Gaza, Iran, Wenezuela – odfajkowana. Reszta to medialna scenografia dla idiotów.
Trump potrzebował tematu zastępczego, by przykryć Epsteina, ceny, rozłam MAGA i niekompetencję. Oto Wenezuela: słaba, izolowana, z ropą, gazem i metalami już podzielonymi między sponsorów Trumpa i ich korporacje.
Pretekst: narkotyki. Cel: ratowanie własnej dupy i kasa dla kolesi.
Tylko ta Ukraina – jak pryszcz na dupie Trumpa. Niewygodna i niepotrzebna.
🙄
Jako prawnik specjalizujący się w prawie międzynarodowym, po studiach w Polsce stwierdzam, że, prawa międzynarodowego należy przestrzegać. Jest to jedna z najlepiej opracowanych gałęzi prawa. Jakby na to popatrzeć Trump postąpił tak samo jak Putin. Sondaże mu spadają.
Jako student prawa międzynarodowego (taka specjalizacja istnieje na Ukrainie) mogę podzielić się swoją opinią na temat wydarzeń, które miały miejsce dziś rano w Caracas.
Bardzo dobrze, że dojdzie do obalenia reżimu komunistycznego dyktatora Maduro. Jednocześnie mam bardzo poważne zastrzeżenia wobec współczesnego systemu prawa międzynarodowego. Jest on przestarzały i nie działa skutecznie. ONZ jako organizacja również funkcjonuje w sposób skrajnie nieefektywny. Powinna zostać zreformowana tak, aby żadna Rosja ani inne wielkie państwo dyktatorskie nie miało prawa korzystać z prawa weta.