Wstrząs. Wymarzony scenariusz dla Igi Świątek. Działo się nocą w Toronto, Aryna Sabalenka poza turniejem
Jak się okazuje tak. Białorusinka i Rosjanka walczyły przez ponad dwie godziny w nocy z soboty na niedzielę i emocji nie brakowało. Finalnie po trzysetowej batalii lepsza okazała się Aleksandrowa, która wygrała 7:6(3), 4:6, 6:4, i tym samym jest to kapitalna wiadomość dla Świątek, bo Polka mogła wpaść na Sabalenkę w turniejowej drabince.
Dawaj Iga, dawaj👍😁https://t.co/e7u9EdEwmh
Do wszystkich martwiących się, tęskniących i czekających, a także do tych których jebał będę do dni swoich końca.
Pogłoski o mojej smierci były zdecydowanie przedwczesne 😎
Buziaki dla Pań 😘
Graba dla Panów 🤝
Jebać PiS dla prawactwa 🤓
,,Karol Nawrocki nie zrobił w ciągu roku niczego. Zero. Niczego kompletnie. Nie ma ani jednej rzeczy, którą można wymienić.”
Kazimierz Marcinkiewicz u Doroty Wysockiej-Schnepf.
@DorotaWSch#Marcinkiewicz#Nawrocki#PytanieDnia#TVPInfo
Kochani, stworzyliśmy nowy projekt na X – @QuoVadis_Polsko, by pokazywać politykę oczami młodego pokolenia! Do rozpoczęcia kampanii parlamentarnej został dokładnie rok. Musimy być przygotowani i gotowi, bo w październiku Polacy znowu zdecydują o wszystkim. Nie ma naszej zgody na kłamstwa i manipulacje, na oszukiwanie ludzi, dlatego przychodzimy do Was z ogromną prośbą: jeśli możesz, zaobserwuj konto projektu i podaj ten post swoim znajomym. Musimy wygrać!
Już w niedzielę zapraszamy na pierwszy LIVE podcastu politycznego #QuoVadisPolsko.
Porozmawiamy o polityce, najważniejszych wydarzeniach, które dotyczą nas wszystkich — bez owijania w bawełnę i bez unikania trudnych tematów.
🗓️ Niedziela, 9 sierpnia
⏰ 18:30
📍 LIVE na X
3/
Przepis stanowi, że wszczęcie postępowania przed TK powoduje "zawieszenie postępowań przed organami, które prowadzą spor kompetencyjny".
Nie ma tam sformułowania o zawieszeniu "wszystkich spraw dotyczących" danych osób ani generalnego zakazu podejmowania przez organ jakichkolwiek czynności związanych z przedmiotem sporu.
Można oczywiście spierać się o zakres pojęcia "postępowania" i o to, jakie konkretnie czynności w tej sprawie obejmuje skutek z art. 86 ust. 1.
Ale właśnie dlatego nie wolno przedstawiać Pańskiej szerokiej interpretacji jako literalnej treści ustawy.
Ustawa mówi jedno.
Pan dodaje do niej znacznie więcej.
I właśnie na tym polega problem z całą Pańską wypowiedzią.
Z realnego sporu o rozporządzenie robi Pan dowód politycznego "dobierania sędziów".
Z odpowiedzialności prawnej robi Pan "straszenie".
Z pozytywnej oceny działalności robi Pan "56% poparcia".
Z demokratycznego mandatu robi Pan argument przeciwko odpowiedzialności prawnej.
Z braku większości w Trybunale Stanu robi Pan argument przeciwko istnieniu samego deliktu.
Z problemu wykonywania kompetencji konstytucyjnej robi Pan opowieść o "czytaniu życiorysów".
Z niewykonania obowiązku robi Pan brak odmowy, bo nie padło słowo "odmawiam".
Z przypuszczenia robi Pan "przymus polityczny".
Z wniosku do TK robi Pan niemal rozstrzygnięcie.
A z zawieszenia określonych postępowań robi Pan zawieszenie "wszystkich spraw".
To już nie jest pojedyncza nieścisłość.
To jest metoda budowania narracji.
Bierze Pan rzeczywisty przepis, rzeczywisty spór albo rzeczywisty fakt, przesuwa jego znaczenie o jeden krok dalej, a następnie tę rozszerzoną wersję przedstawia odbiorcom jako oczywisty stan prawny.
I dopiero po zbudowaniu całego tego łańcucha mówi Pan:
"To taki przekaz do pana ministra Żurka".
Panie Bogucki, może naprawdę warto czasem czytać odpowiedzi pod własnymi wpisami.
Nie po to, żeby zgadzacsię z krytykami, ale po to, żeby ktoś zdążył Panu wskazać różnicę między przepisem, interpretacją i polityczną narracją, zanim kolejny raz przedstawi Pan wszystkie trzy rzeczy jako jedno i to samo.
Bo wtedy ten "przekaz do ministra Żurka" nie kompromitowałby przede wszystkim jego autora.
Jeszcze ciekawsza jest Pańska analogia dotycząca "sprawdzania życiorysów".
Pyta Pan, czy skoro Karol Nawrocki analizował życiorysy kandydatów na sędziów TK, to minister Żurek będzie teraz ścigał dziennikarza, który również taki życiorys przeczyta.
Naprawdę?
Dziennikarz, obywatel czy Pan sam może oczywiście czytać życiorysy. Może je komentować, krytykować i uznać kandydata nawet za całkowicie nieodpowiedniego.
Tyle że nie wykonuje przy tym kompetencji organu państwa i jego prywatna ocena nie wywołuje skutków ustrojowych.
Problem zaczyna się wtedy, gdy organ konstytucyjny z własnej oceny osoby wybranej przez Sejm wyprowadza skutki dla wykonania kompetencji, którą ustawa nakazuje mu zrealizować.
W przypadku głowy państwa ocena życiorysu staje się prawnie istotna wtedy, gdy na jej podstawie organ przypisuje sobie możliwość niewykonania albo odłożenia czynności, której prawo od niego wymaga.
Porównywanie tego z dziennikarzem czytającym CV jest więc klasyczną fałszywą analogią.
Następnie zapewnia Pan, że Karol Nawrocki "nigdy nie powiedział, że nie przyjmie od nich ślubowania".
Tyle że prawo nie wymaga wypowiedzenia magicznej formuły "odmawiam".
Obowiązek można naruszyć również przez jego niewykonanie.
Jeżeli ślubowanie od prawidłowo wybranego sędziego powinno zostać odebrane niezwłocznie, to zasadnicze pytanie brzmi: dlaczego od tych czterech osób go nie odebrano i jaka norma prawna pozwalała tę czynność odłożyć?
Odpowiedź "nigdy nie powiedział, że nie przyjmie" tego problemu nie rozwiązuje.
Potem sugeruje Pan, że czterej sędziowie działali "powodowani emocją polityczną, a być może przymusem politycznym".
Na jakiej podstawie?
"Być może" jest bardzo wygodnym zwrotem, bo pozwala zasugerować odbiorcom coś poważnego bez obowiązku przedstawienia choćby jednego dowodu.
To nie jest ustalenie faktyczne.
To insynuacja ubrana w tryb przypuszczający.
Dalej pojawia się "ślubowanie wobec kolumn".
Można dyskutować o skuteczności prawnej ślubowania niezłożonego wobec osoby zajmującej urząd głowy państwa. To jest realny problem prawny.
Ale żart o "kolumnach" nie odpowiada na pytanie, dlaczego wcześniej tym osobom nie umożliwiono złożenia ślubowania w trybie przewidzianym ustawą.
Pokazuje Pan skutek konfliktu i pomija jego przyczynę.
A potem przechodzi Pan do stwierdzenia:
"Teraz sytuacja jest prosta. Jest wniosek o rozstrzygnięcie sporu kompetencyjnego".
Nie, Panie Bogucki.
Samo złożenie wniosku nie powoduje, że twierdzenia wnioskodawcy stają się obowiązującym stanem prawnym.
Wniosek jest stanowiskiem strony.
Dopiero trzeba ustalić, czy rzeczywiście istnieje spór kompetencyjny w rozumieniu art. 189 Konstytucji i przepisów ustawy.
Nie można więc najpierw samemu skonstruować tezy o istnieniu sporu, a następnie wskazywać na własny wniosek jako dowód, że ten spór został już prawnie przesądzony.
Następnie mówi Pan:
"Jeżeli Trybunał uzna, że powinien przyjąć ślubowanie, to przyjmie. Jeżeli uzna, że nie - to nie przyjmie".
Tyle że TK już wcześniej wypowiadał się co do charakteru tej czynności.
W K 34/15 i K 35/15 wskazywano, że odebranie ślubowania od prawidłowo wybranego sędziego jest obowiązkiem, który powinien zostać wykonany niezwłocznie, a głowa państwa nie jest drugim organem współdecydującym z Sejmem o obsadzie Trybunału.
Nie można więc przedstawiać obecnej sprawy tak, jakby TK dopiero miał stworzyć od zera odpowiedź na pytanie, czy taki obowiązek w ogóle istnieje.
Na końcu mówi Pan:
"Dopóki nie ma decyzji Trybunału, zgodnie z prawem Prezydent nie może podejmować działań w tej sprawie. Wszystkie sprawy dotyczące ślubowania tych czworga sędziów ulegają zawieszeniu z mocy prawa".
Proszę zatem przeczytać dokładnie art. 86 ust. 1 ustawy.
2/
Dzisiaj jest sobota i normalnie podobny wpis pewnie bym odpuścił.
Ale skoro zajmuję się prostowaniem politycznych i prawnych manipulacji, trudno przejść obojętnie obok wypowiedzi, w której fakty, przepisy, sondaże i procedury zostają po kolei przesunięte tak, aby wszystkie prowadziły do jednej, z góry założonej narracji.
Panie Bogucki, tym razem zostawił Pan wyjątkowo dużo materiału do sprawdzenia.
Manipulację można zmieścić w jednym zdaniu. Jej rzetelne sprostowanie wymaga zwykle znacznie więcej miejsca, bo trzeba nie tylko powiedzieć, że coś się nie zgadza, ale również pokazać co, dlaczego i na podstawie czego.
A skoro tutaj rozmawiamy przede wszystkim o prawie, skróty są szczególnie złym doradcą.
Zatem po kolei.
Zacznijmy od pierwszego zdania.
Twierdzi Pan, że minister Żurek "rozporządzeniem chciał zmienić ustawę po to tylko, żeby wskazywać z politycznego klucza sędziów".
Spor o zgodność tego rozporządzenia z ustawową zasadą losowego wyznaczania składów rzeczywiście istnieje. Tyle że Pańskie "po to tylko, żeby wskazywać z politycznego klucza" nie jest już żadnym ustaleniem prawnym.
To przypisanie ministrowi konkretnej politycznej intencji, której Pan w żaden sposób nie wykazuje.
Jeżeli chce Pan przy tym powoływać się na U 4/25, wypada również powiedzieć odbiorcom, że rozstrzygnięcie to nie zostało ogłoszone w Dzienniku Ustaw. Nie można więc przedstawiać sprawy tak, jakby doszło do zwykłej, bezspornej derogacji przepisów rozporządzenia.
Późniejsze orzecznictwo TSUE dodatkowo potwierdziło zasadnicze zastrzeżenia dotyczące statusu i prawidłowoścci obsady obecnego Trybunału Konstytucyjnego.
Dalej mówi Pan, że minister Żurek "próbuje straszyć" Karola Nawrockiego.
To wygodna zmiana płaszczyzny.
Jeżeli minister mówi o możliwej odpowiedzialności karnej albo konstytucyjnej za określone działanie lub zaniechanie, można z nim polemizować prawnie: wskazać brak znamion czynu, błędną subsumpcję albo brak podstaw odpowiedzialności.
Pan tego nie robi.
Pan zamienia pytanie: "czy istnieje odpowiedzialność prawna?" na pytanie: "czy ktoś próbuje kogoś przestraszyć?".
To nie jest argument prawny, tylko rama retoryczna.
Następnie pada stwierdzenie, że Karol Nawrocki "po roku prezydentury ma 56% poparcia".
Nie.
W przywoływanym badaniu 56% ankietowanych pozytywnie oceniło jego dotychczasową działalność.
"Pozytywna ocena działalności" i "poparcie polityczne" to nie są pojęcia tożsame.
Nie tyle upraszcza Pan wynik badania, ile zmienia jego przedmiot.
A nawet gdyby rzeczywiście chodziło o 56%, 70% czy 90% poparcia, nie ma to żadnego znaczenia dla oceny zgodności konkretnego działania z prawem.
W państwie prawa mandat demokratyczny nie jest immunitetem od Konstytucji.
Podobnie ze zdaniem, że "wygrał wolne, demokratyczne wybory".
Jaki ma to związek z pytaniem o odpowiedzialność za konkretne działanie?
Organ wybrany w wyborach nadal działa na podstawie i w granicach prawa.
Art. 7 Konstytucji nie zawiera dopisku: "chyba że ktoś wygrał wybory i ma dobry sondaż".
Potem pyta Pan:
"Czym próbuje straszyć? Kodeksem karnym, którego nie zna? Czy Trybunałem Stanu, do którego nie mają większości?".
To drugie zdanie jest szczególnie ciekawe.
Brak aktualnej większości potrzebnej do uruchomienia odpowiedzialności przed Trybunałem Stanu nie oznacza braku podstaw tej odpowiedzialności.
Oznacza co najwyżej brak politycznej możliwości uruchomienia procedury w danym momencie.
Miesza Pan wiec dwie zupełnie różne kwestie to, czy określone zachowanie może stanowić delikt konstytucyjny, oraz to, czy istnieje obecnie większość pozwalająca uruchomić procedurę.
Pański argument nie brzmi więc:
"nie ma podstaw prawnych".
Brzmi:
"nie macie dziś wystarczającej liczby głosów, żeby mnie rozliczyć".
A to są dwie zupełnie różne rzeczy.
Mateuszek kłamczuszek znów opowiada bajki. Pinokio miał przynajmniej tę zaletę, że kiedy kłamał, od razu było to widać. Morawiecki kłamie bez mrugnięcia okiem i liczy, że Polacy zapomnieli osiem lat rządów PiS.
Nie zapomnieliśmy, Pinokio.
No kochani! Kancelaria Batyra będzie miała co robić! Minister @CTomczyk zażądał bardzo szczegółowych info po chepliwym evencie rezydenta 06 VIII . Ponieważ rezydent nie ma żadnych osiągnięć, zrobił akademię ze sobą w roli głównej . No czego tam nie było! Aaa… prawdy nie było 🤦♀️
Ma ktoś numer do starego Morawieckiego? Bo nowy Morawiecki udaje, że go nie zna. Nic nie pamięta. Ani RARS, ani lewych respiratorów. Ani, że był rządzie PIS 8 lat. Nic. O tym jutro (niedziela) w @tvn24kawa w @tvn24 o 10.45
Zapraszam!