Dobra, ulało mi się.
Panie Zełenski, nie odwracaj Pan kota ogonem. Róbcie sobie pomniki komu chcecie i gdzie chcecie. To wasze państwo, wasza polityka, wasza odpowiedzialność. Jak chcecie, możecie postawić Banderze pomnik większy niż wieża Eiffla, a nawet wsadzić mu piórka w dupę. Mnie to nie obchodzi w tym sensie, że nie ja będę wam urządzał Ukrainę.
Problem jest gdzie indziej. Problem jest w ekshumacjach, pamięci i symbolach, których w cywilizowanym świecie nie da się przykryć wojną.
Mamy wspólnego wroga. To fakt. Tym wrogiem jest Rosja. I właśnie dlatego czas najwyższy sprostać prawdzie, a nie chować głowę w piasek. Sojusz buduje się na prawdzie, nie na udawaniu, że stare groby same zarosną trawą, stare rany same się zamkną, a symbole spod znaku etnicznej przemocy nagle staną się niewinne, bo ktoś bardzo chce je wybielić.
Nie staną się.
Niemcom Ukraina potrafiła pozwalać na wydobywanie i ponowne chowanie żołnierzy Wehrmachtu. Według danych przytaczanych za Volksbundem w latach 2001–2022 na terytorium Ukrainy ponownie pochowano ponad 102 tysiące niemieckich żołnierzy, a tylko w 2022 roku, już w czasie pełnoskalowej wojny, ekshumowano 816 niemieckich poległych. I dobrze. Nawet wróg ma prawo do grobu.
Tylko czasem mam wrażenie, że u was ktoś pomylił pamięć z kultem. Bo jeśli dla jednych zbrodniarzy ma być pomnik, dla innych ulica, dla kolejnych marsz i jeszcze duma na sztandarze, to może postawcie od razu pomnik Hitlera. Obok Goeringa, Goebbelsa i doktora Mengele, lekarza SS z Auschwitz, który przeprowadzał zbrodnicze eksperymenty na więźniach i brał udział w selekcjach ludzi do komór gazowych.
A jak już będziecie przy tej galerii historycznego obłędu, to postawcie też pomnik dzielnym strażnikom z Trawnik, w tym tym pochodzącym z terenów Ukrainy, których SS szkoliło i wysyłało do niemieckich obozów zagłady akcji Reinhardt, także do Treblinki. Przynajmniej pół Europy zrozumie wtedy, że ktoś tam kompletnie odleciał od rzeczywistości. A jeśli wam to wisi, to chuj z taką polityką pamięci.
Tylko skoro niemiecki żołnierz Wehrmachtu może dostać grób, to polskie dziecko zarżnięte na Wołyniu też chyba może dostać krzyż, nazwisko i znicz. Bez łaski. Bez wieloletniego proszenia. Bez dyplomatycznego przeciągania trupa za nogę.
I tu zaczyna się problem, Kijowie.
Bo Polacy widzą, że wobec Niemców potraficie być sprawni, rzeczowi i cywilizowani, a wobec Polski przez lata były blokady, procedury, uniki i polityczna głuchota. Teraz są zgody na konkretne miejsca, między innymi Ostrówki, Wolę Ostrowiecką i Hutę Pieniacką, ale to jest dopiero początek sprzątania po latach zamiatania sprawy pod dywan.
Więc nie opowiadajcie nam bajek, że chodzi o suwerenność Ukrainy. Nikt wam nie wybiera prezydenta, hymnu ani patronów ulic. My pytamy o groby.
Chcecie do Unii? To Polska na pewno postawi warunek: koniec z gloryfikowaniem ludzi odpowiedzialnych za mordowanie cywilów na Wołyniu. Piętnowanie zbrodniarzy, a nie robienie z nich ikon. Bo kult przemocy etnicznej, faszyzujące symbole i pochwała morderców cywilów nie są europejską tradycją. Jakby ktoś w Kijowie o tym zapomniał, to uprzejmie informuję.
Chcecie do NATO? To też warto zejść na ziemię. Polski żołnierz nie będzie służył ramię w ramię z formacjami, które z dumą noszą symbole kojarzone z SS, nazizmem albo skrajnym nacjonalizmem. Chyba się komuś w głowie popierdoliło, jeśli uważa, że wystarczy powiedzieć „Rosja”, a my się tu posramy.
No kurwa nie.
Ukraina walczy bohatersko. Ukraińcy giną za własne państwo i za zatrzymanie rosyjskiego walca. To trzeba szanować. Ale na brak szacunku dla naszych grobów nie ma i nie będzie zgody.
I żeby sprawa była jasna. W Polsce są Ukraińcy, którzy nie mają z tym nic wspólnego. Żyją, pracują, płacą podatki, boją się wojny i próbują normalnie przetrwać. Trzymajcie się z daleka od nich ze swoją polityczną wścieklizną. My, Polacy, mamy taką cechę, że normalnych ludzi nie zakuwamy widłami tylko dlatego, że są innej narodowości.
Nie jestem wierzący, ale polskie przysłowie mówi: gość w dom, Bóg w dom. Nie widły w plecy, nie kamień w okno, nie szczucie na ludzi, którzy uciekli przed wojną albo uczciwie tu pracują.
Nie wolno dopuścić, żeby tym ludziom stała się krzywda tylko dlatego, że na Ukrainie kilku nowoczesnych banderowców dostało historycznego odjazdu i uznało, że można budować przyszłość na wybielaniu trupów.
Rosja jest naszym wrogiem. Ale Polacy mogą walczyć bez Ukraińców. Poradzimy sobie, bo już nie raz to robiliśmy. Bez łachy.
Historia zna takich siewców nienawiści.
Oby ten osobnik był ostatni.
Piotrek K. na Fb 👇
"Jarosław Kaczyński to największe polityczne nieszczęście, jakie spotkało Polskę po 1989 roku. Nie dlatego, że nie potrafił rządzić. Nie dlatego, że się mylił. Ale dlatego, że świadomie, z pełną determinacją, przekształcił życie publiczne w pole osobistych porachunków, politykę w teatr paranoi, a demokrację w mechanizm bezustannego dzielenia. To polityk, który nie buduje, lecz dekonstruuje. Nie łączy, lecz rozrywa. Nie inspiruje, lecz zastrasza.
Zamiast słuchać mówi. Zamiast rozumieć, osądza. Zamiast współpracować, kontroluje. Z głębokiego lęku przed nowoczesnością, otwartością i dialogiem zbudował system, w którym lojalność ważniejsza jest niż kompetencje, a ślepe posłuszeństwo cenione bardziej niż uczciwość i myślenie. Przez lata wykorzystywał narodowe traumy i społeczne lęki do cementowania swojej władzy, tworząc narrację oblężonej twierdzy, w której „prawdziwi Polacy” muszą się bronić przed elitami, Unią Europejską, mediami, sędziami, nauczycielami, kobietami, a nawet dziećmi w tęczowych koszulkach. To człowiek, który nie potrafi kochać wspólnoty, potrafi ją jedynie podporządkować albo zniszczyć. Społeczeństwo nie jest dla niego przestrzenią współpracy, ale polem bitwy. Państwo to nie zbiorowy wysiłek, ale aparat przymusu. Patriotyzm, zamiast być troską o dobro wspólne, staje się pałką ideologiczną. W jego świecie nie ma miejsca na różnice zdań, pluralizm, wątpliwości. Wszystko musi być czarno białe, podporządkowane jednemu centrum, jemu samemu.
W imię swoich obsesji zatruł język debaty publicznej, uczynił z polityki permanentną kampanię wyborczą, a z przeciwników politycznych, wrogów narodu. Słowa takie jak „konstytucja”, „praworządność”, „europejskość”, „solidarność” zostały przez niego albo ośmieszone, albo wypaczone. Słowo „elita” przekształcił w obelgę, a „wolność” zamienił w podejrzenie. Dzień, w którym Jarosław Kaczyński odejdzie z polityki, będzie dla Polski dniem symbolicznego oczyszczenia. Nie dlatego, że znikną wszystkie problemy, bo one zostaną. Ale dlatego, że odejdzie główny architekt pogardy, nieufności i narodowego smutku. To będzie moment, w którym Polska może się znów uczyć oddychać. Może się podnieść z kolan nie po to, by z kimś walczyć, ale by wreszcie zacząć iść do przodu.
Polska nie potrzebuje kolejnego mitu ani nowej wersji „my kontra oni”. Zasługuje na wolność, szacunek i nowy początek bez kompleksów, bez pogardy, bez Jarosława Kaczyńskiego."
Piotrek K.
"Financial Times" brutalnie podsumowuje polską prawicę.
Ewolucja „strategii polityki zagranicznej" prawicy:
2022: Wielcy patroni Kijowa, uściski, ordery i moralne pouczanie całego świata.
2026: Oddawanie medali, odbieranie odznaczeń i żądanie blokowania Ukrainy w UE, bo zbliżają się wybory.
Ten nagły zwrot o 180 stopni to ostateczny dowód na to, że dla populistów strategiczny interes Polski nie ma żadnego znaczenia.
Dla paru procent w sondażach obóz PiS jest gotów zdemolować polskie bezpieczeństwo. Dyplomacja na poziomie piaskownicy i teatr dla naiwnych.
https://t.co/jnavU0bbJz przez @ft
SIKORSKI: Wojny nigdy nie są liniowe, przechodzą przez fazy. Wygląda na to, że faza, w której Rosja miała inicjatywę, dobiegła końca.
Ukraina z pewnością wygrała na Morzu Czarnym. Wojna lądowa utknęła w martwym punkcie, a Ukraina wydaje się zdobyć kontrolę ogniową nad strategiczną autostradą z Donbasu do Krymu oraz nad samym Krymem.
Rosja z pewnością nie ma dominacji powietrznej nad Ukrainą. Może wysyłać rakiety i drony, ale nie może swobodnie latać nad Ukrainą.
A Ukraina przeprowadza również udane głębokie uderzenia przeciwko rosyjskim rafineriom, co wpływa na zdolność rosyjskiej armii do działania.
ZABORY W GŁOWIE, WIFI W ŁAPIE, PROCH DO OBRONY Z IMPORTU
Będąc w Afganistanie, miałem czasem wrażenie, że patrzę na społeczeństwo mentalnie utknięte kilka wieków za współczesnością. Nie dlatego, że ludzie rodzą się gorsi, tylko dlatego, że religijny terror, analfabetyzm sięgający dramatycznych poziomów, klanowość, bieda, wojna, brak państwa i lokalni watażkowie potrafią zamienić człowieka w zakładnika świata, gdzie strach znaczy więcej niż prawo, a honor rodu więcej niż rozum.
Wtedy myślałem, że Polacy, mając darmowy dostęp do wiedzy, Internet, uniwersytety, technologię i cały XXI wiek pod ręką, są już od tego o niebo dalej. No i patrzę dziś na część naszego społeczeństwa i zaczynam się zastanawiać, czy ja tego wcześniej nie widziałem, czy my naprawdę cofamy się mentalnie do czasów zaborów. Niby czytać umiemy, ale czytanie ze zrozumieniem w wielu przypadkach poległo gdzieś między paskiem w telewizji, komentarzem na Facebooku i kazaniem politycznego kuglarza. Edukacja w Polsce leży, nauka ścisła leży, myślenie państwowe leży, ale za to dalej żyje przekonanie, że wojny wygrywa się cudami z Częstochowy, husarią z mema i patriotycznym darciem mordy. Może dlatego tylu polityków tam jeździ. Nie znają innego sposobu niż cud, bo wiedza, przemysł, chemia, fizyka i matematyka to już dla nich teren skażony rozumem. Ten sam zapach stęchlizny, tylko flaga inna, smartfon nowszy i hasła bardziej napompowane.
Nieufność wobec własnego państwa. Wiara w obcego cara, byle tylko dokopał sąsiadowi. Pogarda dla elit, ale miłość do krzykacza wymachującego biało-czerwonym cepem. Nienawiść do Zachodu, z którego bierze się pieniądze, technologię, bezpieczeństwo, rynek i wygodne życie. Suwerenność rozumiana jako darcie mordy na Unię przy jednoczesnym klękaniu przed każdym, kto obieca, że pogłaszcze nas po głowie i powie, że jesteśmy wielcy. Jedni chcą klęczeć przed Ameryką. Drudzy puszczają oko do Moskwy. Kolejni bredzą o Międzymorzu bez przemysłu, bez prochu, bez atomu i bez zdolności do długiej wojny. Następni myślą, że jak nazwą Unię okupantem, to Polska nagle stanie się mocarstwem, choć bez europejskiego rynku, pieniędzy, technologii i bezpieczeństwa zostanie nam co najwyżej romantyczne umieranie za własną głupotę. Państwo frontowe nie może być skansenem z biało-czerwoną chorągiewką, cepem na kiju, memem o husarii i magazynem pustym jak głowa partyjnego patrioty po trzecim występie w telewizji.
Nacjonalizm i faszyzm nie są odpowiedzią na XXI wiek. To stare, spleśniałe trumny polityczne, które raz już zalały Europę krwią, a dziś wracają w wersji dla ludzi z internetem, kompleksem niższości i potrzebą znalezienia wroga prostszego niż własna głupota. To nie jest siła. To jest bezradność ubrana w mundur z wypożyczalni. To jest lęk przebrany za dumę. To jest intelektualna bieda z orłem w awatarze i biało-czerwonym cepem w ręku. Świat idzie w stronę bloków technologicznych, przemysłowych, wojskowych, energetycznych i informacyjnych. Liczy się produkcja, nauka, cyber, sztuczna inteligencja, satelity, drony, amunicja, energetyka, demografia, logistyka, kontrwywiad i zdolność państwa do przetrwania uderzenia. A u nas część ludzi dalej siedzi mentalnie pod zaborami i kombinuje, któremu panu warto się pokłonić, żeby drugi dostał po mordzie. Ja nie chcę Polski plemiennej, zaborowej i rozwrzeszczanej. Chcę Polski europejskiej, twardej, nowoczesnej, uzbrojonej, prawnej i odpornej. Nie miękkiej kolonii cudzych interesów. Nie petenta w holu Białego Domu. Nie narodowego cyrku z pochodniami. Nie domku z kartonu przy granicy z bandycką Rosją. XXI wiek nie będzie czekał, aż polski internet skończy debatę, czy lepszy jest car, wujek z Ameryki, cud z Częstochowy, czy husaria z mema. Świat się zmienił. Kto tego nie widzi, nie broni tradycji. On tylko urządza sobie wygodny grób z widokiem na przeszłość.
PS. Tak dla waszej wiadomości, Polska nie ma dziś takiej produkcji prochu, która wystarczałaby na zabezpieczenie własnej armii w razie długiej wojny. Pionki są potrzebne, ale za małe wobec skali zagrożenia. My nadal nie mamy pełnej krajowej produkcji takich komponentów jak nitroceluloza, bez której można sobie co najwyżej podłubać w nosie, a wydłubana materia, podpowiadam, do prochu się nie nadaje. Nitrocelulozę dla polskiego przemysłu sprowadzamy z kierunków azjatyckich i europejskich, między innymi z Indii, Chin, Niemiec, Czech oraz innych państw UE i spoza UE. O dziwo, wielki amerykański wujek jakoś nie rozwiązał nam tego problemu. Więc może zanim kolejny historyk z ambicjami do rządzenia zacznie opowiadać o mocarstwowej Polsce, zacznijmy kształcić więcej chemików, matematyków, fizyków i inżynierów. Bo wojny nie wygra się pielgrzymką, konferencją prasową i biało-czerwonym cepem. Potrzebujemy prochu, atomu, amunicji, przemysłu, technologii i ludzi, którzy rozumieją coś więcej niż własną minę na tle sztandaru. A doktorzy od politycznych mitów w tym temacie raczej cienko pierdzą.
Scientists have created one of the most detailed 3D reconstructions of a human cell (eukaryotic cell) ever produced.
This groundbreaking model, often termed a "Cellular Landscape Cross-Section Through a Eukaryotic Cell," combines data from X-ray tomography, nuclear magnetic resonance (NMR), and cryo-electron microscopy to map molecular structures in extreme detail.
Trudno nie zauważyć, że atak wymierzony w Pana Mecenasa @GiertychRoman pojawił się tuż po tym, jak Najwyższa Izba Kontroli opublikowała wyniki kontroli Funduszu Sprawiedliwości, który był powiązany z mediami poprzez Pati Koti, a cała sprawa nagle staje się tematem redakcji kierowanej przez Suwarta. To, co budzi szczególne zdziwienie, to fakt, że dokładnie te same informacje były opisywane w mediach już osiem lat temu, a wówczas partia rządząca, dysponująca pełnym aparatem państwowym, służbami i prokuraturą, nie podjęła żadnych działań. Jest oczywiste, że obecna nagonka nie wynika z nowych faktów, ale jest próbą uderzenia w człowieka, który przez lata swoją wiedzą, odwagą i zaangażowaniem w obronę prawa zasłużył na szacunek. Pan Roman Giertych pozostaje osobą godną zaufania, prawnikiem o ogromnym doświadczeniu i niezachwianych wartościach, i zasługuje na pełne wsparcie w obliczu tej medialnej ofensywy. Ludzie, którzy cenią prawo, uczciwość i prawdziwe wartości demokratyczne, zawsze będą stać ramię w ramię z Romanem Giertychem. I jeśli zajdzie potrzeba, Ci, którzy szanują jego odwagę i niezłomność, wyjdą na ulice, by pokazać, że człowiek, który od lat broni sprawiedliwości i stoi na straży prawa, nie jest sam. Roman Giertych zasługuje na nasz pełny szacunek i wsparcie, bo jego życie i praca są świadectwem prawdziwej odwagi, honoru i nieugiętej postawy prawnika, obywatela i człowieka, który nigdy nie odwraca się od sprawiedliwości.
@SzJadczak - Panie Szymonie, jak może Pan atakować Romana Giertycha, człowieka, który nadal z pełnym poświęceniem, odwagą i profesjonalizmem wykonuje swoją pracę, broni prawa i ludzi, podczas gdy Pan rozpoczyna nagonkę, szczuje opinię publiczną i próbuje zdyskredytować osobę, która przez lata udowodniła, że jest godna zaufania i szacunku?
PROSZĘ O RT!
Geneza "sygnalisty" (coś się mnie wydaje, że sprawa w sądzie nie idzie po myśli doktora:
Jędrzejewski nie odszedł ze szpitala w akcie moralnego protestu. Został z hukiem wyrzucony za ordynarne fałszowanie cyfrowych logów pracy - wpisywanie się w grafiki fikcyjnych dyżurów i bezczelne dopisywanie swojego nazwiska do operacji, których fizycznie nie wykonywał, byle tylko pompować faktury B2B do kosmicznych limitów
Sprawa zyskuje mroczny wymiar, gdy spojrzy się na jego przeszłość: z jednej strony żołnierz, z drugiej lekarz, który rzekomo „od lat wiedział o dziwnych zgonach w toaletach”, ale milczał, dopóki kasa płynęła na konto.
Co gorsza, w tle pojawiają się doniesienia o dostarczaniu zdjęć do procederu kupowania lewych dyplomów. Facet z tak gigantycznym deficytem wiarygodności ma być twarzą walki z KO i Trzaskowskim? To wyższy poziom absurdu.
Próba ulepienia z tego skompromitowanego lekarza „nowej ośmiorniczki” to toporny skrypt operacji osłonowej prawicy, mający odwrócić uwagę od ich własnego, zorganizowanego systemu dojenia państwa.
#MedycznyRealizm
#SzpitalPołudniowy
#PompowanieGrafików
Czy prezydent Nawrocki przedawkował? Państwo ma prawo żądać badań głowy państwa
Karol Nawrocki sam opowiedział historię, która nie może przejść bez echa. Nie dlatego, że w kampanii komuś zrobiło się słabo. Nie dlatego, że polityk zasłabł. Takie rzeczy się zdarzają. Problem polega na czymś zupełnie innym.
Prezydent opisuje objawy zapaści: nagłe osłabienie, utratę przytomności, brak pamięci, gwałtowne, kompulsywne wymioty, rzucanie ciałem, kopanie nogami. Według jego własnej relacji wyglądało to tak dramatycznie, że najbliżsi współpracownicy przez chwilę mieli myśleć, że nie żyje.
I teraz najważniejsze pytanie: co zrobiło jego otoczenie? Czy natychmiast wezwano pogotowie? Czy zabezpieczono miejsce zdarzenia? Czy poinformowano odpowiednie służby? Czy wykonano badania toksykologiczne? Czy sprawdzono, co Nawrocki jadł, pił i co przyjmował przed wystąpieniem? Czy państwo polskie ma jakąkolwiek dokumentację medyczną tego incydentu?
Z relacji Nawrockiego wynika coś zdumiewającego: zamiast normalnej procedury ratowania człowieka w stanie potencjalnego zagrożenia życia, kandydata położono w autokarze, wyproszono ludzi, zaciągnięto czarne zasłony i czekano, aż „dojdzie do siebie".
To nie jest normalne zachowanie wobec osoby, która traci przytomność i gwałtownie wymiotuje. To nie jest reakcja otoczenia, które nie wie, co się dzieje. To wygląda raczej jak reakcja ludzi, którzy wiedzą, że pewnych rzeczy nie wolno pokazać publicznie.
Dlatego trzeba postawić pytanie najostrzejsze: czy opis tego zdarzenia nie wskazuje na przedawkowanie albo przyjęcie niebezpiecznej substancji?
Nie mówimy tu o zwykłym zmęczeniu kampanią. Nie mówimy o „gorszym dniu". Mówimy o utracie przytomności, drgawkach lub ruchach przypominających drgawki, kompulsywnych wymiotach i amnezji obejmującej kilka minut. To są objawy, które wymagają natychmiastowej interwencji medycznej. Tymczasem z opowieści Nawrockiego wynika, że najbliższe otoczenie nie zachowało się jak ludzie ratujący ofiarę nagłego zatrucia, lecz jak ludzie próbujący ukryć kompromitujący incydent.
Jeżeli naprawdę istniało podejrzenie otrucia kandydata na prezydenta, sprawa powinna była natychmiast trafić do służb. Powinny być badania, notatki, procedury, zabezpieczenie materiału biologicznego, przesłuchania świadków i oficjalny komunikat. Bo mówimy o potencjalnym zamachu na człowieka, który ubiegał się o najwyższy urząd w państwie.
Jeżeli tego nie zrobiono, to są tylko dwa wyjaśnienia. Albo otoczenie Nawrockiego dopuściło się skrajnej nieodpowiedzialności, ignorując stan zagrożenia życia. Albo wiedziało, że źródło problemu nie leży w żadnym tajemniczym zamachowcu, lecz w tym, co Nawrocki sam przyjmował.
I tu wraca sprawa „snusa". Przez miesiące opinia publiczna słyszała opowieść o niewinnym nawyku, o nikotynie, o drobiazgu. Ale po tej relacji pytanie brzmi inaczej: co dokładnie bierze Karol Nawrocki? Od kogo? W jakiej formie? Czy są to legalne produkty, czy coś niekontrolowanego? Dlaczego prezydent państwa korzysta do dziś z prywatnego „dostawcy", zamiast z legalnie kupionych produktów, które mogłaby zapewnić kancelaria albo ochrona? I dlaczego w momencie zapaści otoczenie nie zachowało się tak, jak powinno zachować się przy zasłabnięciu?
To jest gigantyczny skandal bezpieczeństwa państwa polskiego.
Głowa państwa nie jest osobą prywatną. Stan zdrowia prezydenta, jego ewentualne uzależnienia, utraty przytomności, epizody amnezji i nagłe zapaści nie są wyłącznie sprawą rodziny ani najbliższego kręgu politycznego. To jest kwestia bezpieczeństwa Polski.
Polacy mają prawo wiedzieć, czy człowiek z dostępem do najważniejszych informacji państwa jest w pełni zdolny do wykonywania urzędu. Mają prawo wiedzieć, czy w kampanii doszło do próby otrucia, przedawkowania czy ukrywania poważnego problemu z uzależnieniem. Mają prawo wiedzieć, dlaczego nie wezwano pogotowia i kto podjął decyzję o zasłonięciu okien autokaru.
Dlatego należy zażądać pełnego wyjaśnienia tej sprawy.
Po pierwsze: ujawnienia, czy po incydencie wykonano badania medyczne i toksykologiczne. Po drugie: wskazania, kto był obecny w autokarze i kto zdecydował, że nie należy natychmiast wzywać pogotowia. Po trzecie: informacji, czy SOP, ABW albo inne służby sporządziły notatki w sprawie podejrzenia zatrucia kandydata. Po czwarte: wyjaśnienia, kto dostarczał wtedy Nawrockiemu preparaty określane publicznie jako „snus" i czy były one legalne oraz przebadane. Po piąte: niezależnych badań lekarskich głowy państwa, w tym badań toksykologicznych, z uwagi na bezpieczeństwo państwa.
To nie jest sprawa plotkarska. To nie jest „atak na człowieka". To jest pytanie o prezydenta Rzeczypospolitej, który sam opisuje zdarzenie wyglądające jak nagła zapaść po substancji albo ciężkie zatrucie, a jego otoczenie, zamiast uruchomić procedury ratunkowe, zasłania okna autobusu.
Innego wniosku politycznego nie da się z tego wyciągnąć: albo mamy do czynienia z ukrywaniem kompromitującej prawdy o stanie Nawrockiego, albo z kompletną niezdolnością jego ludzi do reakcji w sytuacji zagrożenia życia.
Obie wersje są dyskwalifikujące.
https://t.co/0Lc7Fstsv2
Nawrocki bezczelnie kłamie.
Karolek nie odebrał nikomu orderu. Tym bardziej Zełenskiemu.
Aby odebrać Order Orła Białego, musiałby podjąć decyzję z kapitułą orderu i przesłać ją do premiera, aby dokonał kontrasygnaty. Dopiero po tej decyzji premiera należałoby godnie dostarczyć ją do zainteresowanego i godnie go odebrać.
Karolek z malutkim móżdżkiem obrażał, szczuł, aż wkurzył zainteresowanego tak, by zwrócił order sam. Bez prawnej decyzji. Po prostu wyrzucił order ze swoich zasobów. Oddali i inni, ale formalnie dalej Zełenski i inni ukraińscy prezydenci i urzędnicy są posiadaczami orderu.
Zełenski wywołał wzburzenie społeczne w Polsce nadaniem imienia UPA jednostce specjalnej, a Karolek wywołał wojnę medialną pomiędzy sojusznikami i sąsiadami.
Nic więcej nie potrafi, jak szkodzić Polsce i Polakom. Wszystko dla chaosu i podziałów na Ukrainie i wśród państw wspierających ją w wojnie o jej istnienie. Zrobił to, próbując torpedować konferencję w sprawie odbudowy powojennej Ukrainy z udziałem ok. 2 tys. przywódców państw, organizacji międzynarodowych i przedsiębiorstw. Konferencję, którą organizuje polski rząd w Polsce.
Czy można zrobić w tym czasie coś bardziej antypolskiego i bezczelnie zdradzieckiego?
Karolek robi wszystko w interesie Rosji walczącej o podporządkowanie sobie wschodniej części Europy. Tylko jego propaganda temu zaprzecza – „Po pierwsze Polska…”, ale media moskiewskie dziękują mu za taką aktywność wetomana i blokowanie każdej ważnej decyzji rządu i UE.
Karolek skłócił narody i odebrał jakąkolwiek wartość Orderowi. Stracił on swoją wartość najwyższego orderu w Polsce. Teraz to tylko medalik, który można dostać za zasługi, ale nie na zawsze. Jak się Karolek wkurzy, to każe zwrócić. Czyli to order za lojalność Karolkowi. Nie wiem, czy ktoś chciałby mieć taki order cuchnący zdradą i odpustem.
W interesie chaosu dalej mały i nieodpowiedzialny Karolek nie porządkuje Trybunału Konstytucyjnego, nie powołuje sędziów, ambasadorów, nie współdziała konstytucyjnie z rządem w imię dobra wspólnego.
Karolek to po prostu antypolski zdrajca, manipulator i kłamca.
Adam Mazguła
#PrawdąPOoczach #TarczaWolnościSłowa #Odpowiedzialność #BronimyKonstytucji #ŻołnierzGorszegoSortu