Liberalne oświecone elity Zachodu nauczały że:
- historia się skończyła i teraz będzie tylko coraz bardziej demokratycznie i coraz bardziej wolnorynkowo
- reżimy totalitarne trzeba wciągać do globalnego handlu: jak Zachód da im zarobić zarobić miliardy to się od tego zdemokratyzują
- przeniesienie zachodniego przemysłu do Chin i uzależnienie energetyczne od Rosji sprawi, że kraje te nigdy już nie będą agresywne bo wojna popsułaby im bilanse handlowe
- zalanie Zachodu niekontrolowaną migracją sprawi że wszelkie instynkty nacjonalistyczne uosabiane przez FN, Braci Włochów czy AfD zostaną ostatecznie zmarginalizowane i stopniowo zanikną
- spójność i żywotność zapewni rozwiniętym społeczeństwom przezwyciężenie i totalne odrzucenie wszelkich wartości dawnych czasów oraz podważenie wszelkich pewników, nawet istnienia płci
- UE zdominuje gospodarczo świat narzucając sobie drakońskie normy emisji CO2 i wymogi „ekologiczne”, dzięki którym pierwsza rozwinie „zielone technologie” i zaleje nimi USA, Chiny i cały świat zanim tamci zdążą zbudować pierwszy elektryczny samochodzik
- energetykę atomową trzeba zlikwidować bo jedna elektrownia w Japonii uległa rozszczelnieniu wskutek trzęsienia ziemi i kilkanaście osób zostało napromieniowanych
- paliwem przyszłości jest wodór, którego nie umiemy przechowywać i zielony prąd którego też nie umiemy przechowywać a w dodatku ich wytwarzanie jest skomplikowane i kosztowne ale spoko byle ruszyć z realizacją programu naukowcy coś wymyślą
- światowy system finansowy można oprzeć na długu który da się powiększać bez końca pod zastaw nowych długów i bańka nigdy już więcej nie pęknie bo skoro historia się skończyła to nikt już nigdy nie powie „sprawdzam”
- Z Polska można się zupełnie nie liczyć bo to kraj zdeptanych, postkolonialnych przygłupów uważających się za „brzydką pannę bez posagu” którzy żeby nie wiem co nigdy nie przestaną wierzyć że Europa i USA wszystko wiedzą lepiej i trzeba ich grzecznie słuchać a najlepiej oddać się im pod zarząd to wszystkie polskie problemy rozwiążą kierując się oczywiście polskim, a nie własnym egoistycznie pojmowanym interesem, bo w pięknych czasach liberalnych żadne mocarstwo już o swoich interesach nie myśli wszystkie tylko o szczęściu ludzkości.
Męczy mnie obawa, że jednak co do jednego się nie myliły 🤔
Miałem już o tym nie pisać, ale kiedy widzę tę indukowaną falę histerii na punkcie zwycięstwa AfD, jestem głęboko przekonany, że u swego źródła nie niesie ona czystych intencji i służy wybielaniu reszty niemieckiej klasy politycznej. Klasy politycznej, która w całości, może z niewielkim wyjątkiem Zielonych, jest antypolska i prorosyjska.
Jeden przez drugiego pisze, że "nie wolno się cieszyć ze zwycięstwa AfD". Z tym, że chyba nikt się nie cieszy. Co najwyżej cieszy się z przegranej tradycyjnych niemieckich partii, które zdążyły mocno zajść Polakom za skórę.
O co chodzi, z naszego punktu widzenia, w zwycięstwie AfD w Saksonii-Anhalt (do zwycięstwa w Niemczech dłuuga droga)? O Niemcy? O AfD? Nie, z naszego punktu widzenia chodzi o Polskę i Jej interesy. A jeśli będziemy żyli histeriami, jeśli będziemy kierowali się emocjami, to wpadniemy na głupie pomysły. Ze złej analizy nie ma prawa wyniknąć dobra synteza. Nie możemy popełniać błędów Niemców wobec Polski i powinniśmy widzieć sprawy takimi jakie są.
Tak, AfD nie jest propolska, za to jest prorosyjska. Ale czy któraś z niemieckich partii nie jest? To AfD zbudowała Nord Stream? To AfD budowała z Putinem "wspólną przestrzeń od Lizbony do Władywostoku? To AfD finansowała rosyjską armię w imię zasady "Wandel durch Handel? To AfD rozbudowała w Polsce sieć wpływów niemieckich służb i fundacji, które ewidentnie dążą do oderwania od Polski Śląska, Szczecina, Gdańska i ziem zachodnich? To AfD zbudowała niemieckie państwo na nazistach, ochronie zbrodniarzy i majątku złupionym między innymi w Polsce? To ambasador z ramienia AfD traktuje Polaków jak pastuchów? Nie, kto ma dobrą wolę dostrzec rzeczywistość taką jaka jest, niech to dostrzeże. Wszystkie niemieckie partie są antypolskie i prorosyjskie. Są, ponieważ tego wymaga niemiecka racja stanu. Od czasów Bismarcka Niemcom służy wasalizacja Polski i współpraca z Rosją.
Rewizjonizm? No tak, silnie obecny w AfD. Ale ta sama Erika Steinbach jest w AfD jak i była w CDU/CSU. Powrót do współpracy z Rosją? No tak, ale w Baku z Rosjanami (teraz, w 2026 roku, w nie "przed wojną") nie spotykali się przedstawiciele AfD, tylko CDU i SPD. Niemcy przebierają nóżkami żeby znowu się dobrać do tanich surowców z Rosji. Niemcy, nie tylko AfD.
Oczywiście trzeba się głośno przeciwstawiać niemieckim kłamstwom, niezależnie od tego skąd płyną. Trzeba żądać wypłaty reparacji, to są narzędzia wpływu na Niemcy. Ale przede wszystkim od naszego, polskiego państwa, trzeba żądać budowy narzędzi wpływu, realizacji NASZYCH interesów. W naszym interesie nie jest, moim zdaniem, izolacja AfD, bo kompletnie nic z tego dla nas nie wynika, oprócz tego, że narzędzi wpływu się pozbawiamy. W naszym interesie jest wpływ na niemiecką opinię publiczną, korumpowanie niemieckich polityków wszystkich partii i utrzymywanie roboczych kontaktów ze wszystkimi partiami.
Zwycięstwo AfD jest zagrożeniem. Ale, choć szklanej kuli nie mam, nie większym niż rządy obecnie "mainstreamowych" partii w Niemczech. A jest również szansą. Szansą na chaos w Niemczech, które będą, przynajmniej przez jakiś czas, mocno podzielone. Niemcy zajęte sobą będą miały mniej czasu i ochoty żeby pchać łapy w Polskę. Również szansą na wywołanie reakcji domina, w wyniku którego upadnie totalitarne brukselskie KC i powstanie możliwość przywrócenia EWG do ustawień fabrycznych. Ktoś powie "a czy my umiemy to wykorzystać"? Ano na razie nie umiemy, a nawet nie bardzo mamy czym, ale chaos i domino możemy dostać niezależnie od tego.
Tak więc nie poddawajmy się zbyt łatwo tej indukowanej histerii. To jest zły doradca. Zmiana w Niemczech nie jest ani sygnałem do histerii, ani do euforii. Jest sygnałem do tego żeby wziąć d. w troki i przygotować się do nowego rozdania. Budować wpływ. Zbroić się po zęby. Wzmacniać państwo wewnętrznie. A przy władzy utrzymywać polityków myślących po polsku. Inaczej może się skończyć tak, że Niemcy sobie za jakiś czas ustabilizują system polityczny, nowe partie zajmą miejsce starych, jak zwykle będą robili swoje. A my nadal będziemy w kolejnych histeriach biegali jak kurczaki bez głowy, jak zwykle żyjąc tym co "należy zrobić", a nie tym co jest realnie konieczne.
A jak ktoś jest przerażony "brunatną falą", to może niech sprawdzi gacie.
@piotr_physic Chodziłem do szkoły podst w latach 70, a później gdy porównałem materiał że szkoły średniej mojej córki (lata 90) to stwierdziłem, że my mieliśmy to w klasie 6, 7, 8.
Prezydent RP @NawrockiKn: Zondacrypto była wśród sponsorów i partnerów EEC 2024, kongresu którego inaugurację uświetnili Donald Tusk i Ursula von der Leyen. W programie uczestniczyli też ministrowie jego rządu, Andrzej Domański i Adam Bodnar. Rok 2024 - Zondacrypto była głównym sponsorem The H@ck Summit 2025, konferencji związanej z cyberbezpieczeństwem, podczas której prelegentem był Przemysław Kral.
Mam wielką nadzieję, że prelegent Przemysław Kral pięknie wszystko opowiedział, bowiem w konferencji wzięli udział ministrowie rządu Donalda Tuska. Zondacrypto była jednym z najważniejszych partnerów konferencji cyberbezpieczeństwa Cybersec 2025 w Krakowie. Aleksander Miszalski z PO otwierał wydarzenie, a na liście prelegentów znalazła się Katarzyna Prusak-Górniak, szefowa zespołu ds. cyfrowych w stałym przedstawicielstwie RP przy UE.
To nie jest koniec, nie będę wszystkiego czytał, ale obawiam się, że jeżeli Premier RP nie ma informacji o kryptoaferze w roku 2024, to i TVN może nie mieć tych informacji i inne telewizje mogą nie mieć. Oszustów i złodziei trzeba oczywiście zamknąć do więzienia, ludziom należy pomóc, dlatego wyszedłem z inicjatywą ustawodawcz�� w sprawie ustawy o kryptoaktywach. Ona niestety przepadła w polskim Sejmie.
Trzy dni. 275 zamordowanych. Polaków. Rynki wielkopolskich miasteczek zamieniły się w pola śmierci.
20 października 1939 roku Niemcy rozpoczęli planowe mordowanie polskiej elity w Wielkopolsce.
Słyszeliście o tym? Przeczytajcie.
20 października 1939, 10 rano. Na rynku w wielkopolskim Śremie rozlega się seria strzałów. Niemiecki pluton egzekucyjny właśnie rozstrzelał pierwszą grupę polskich zakładników – 19 osób.
To dopiero początek trzydniowej fali terroru, jaką Niemcy jesienią - 86 lat temu - zaplanowali dla Wielkopolski.
Tego samego dnia, 20 października, giną Polacy na rynkach Środy Wielkopolskiej, Kórnika, Mosiny, Książa Wielkopolskiego i Kostrzyna.
W Kórniku na przedmieściach Poznania egzekucję 14 osób odgrodzono od tłumu – mieszkańców trzymano z daleka, dopuszczono jedynie dwóch miejscowych księży. Ale jeden ze świadków słyszał, jak jeden z zamordowanych, sołtys pobliskiej wsi, wcześniej Powstaniec Wielkopolski, tuż przed salwą z niemieckich karabinów krzyknął „Jeszcze Polska nie zginęła”.
Były burmistrz Kórnika, Teofil Wolniewicz – schorowany starszy człowiek – nie został rozstrzelany wraz z innymi na rynku. Niemcy posadzili go na wózku i przewieźli razem ze zwłokami na pobliski cmentarz. Próbował uciekać. Czołgającego się na kolanach uśmiercono go dwoma strzałami w tył głowy.
21 października. Na placu Kościuszki w Lesznie esesmani z Einsatzgruppe VI ustawiają 20 skazańców pod więziennym murem – i znów padają strzały. Gdy w pierwszej grupie jedna z ofiar pozostaje przy życiu, oprawcy oddają dodatkowe salwy.
Tutaj Niemcy celowo zagnali Polaków na miejsce kaźni, zmuszając ich do patrzenia na śmierć sąsiadów. Na koniec niemieccy żandarmi każą polskim więźniom wrzucić martwe ciała na ciężarówkę, jak worki.
Tego samego dnia w Gostyniu Niemcy rozstrzelali 30 Polaków– wśród nich hrabiego Henryka Grocholskiego i senatora II RP Stanisława Karłowskiego. Intelektualna elita miasta – burmistrz, nauczyciel, lokalny przemysłowiec – padła od niemieckich kul.
Egzekucje Polaków trwają też w Osiecznej, Włoszakowicach, Krobi, Pońcu...
23 października, poniedziałek. Kościan, Śmigiel – ostatnie akty tego ponurego spektaklu śmierci.
W sumie w dniach 20–23 października 1939 roku Niemcy zamordowali w Wielkopolsce około 275 Polaków w serii skoordynowanych, publicznych egzekucji w czternastu miastach i miasteczkach Wielkopolski: w Śremie, Książu, Kórniku, Mosinie, Środzie Wielkopolskiej, Kostrzynie, Gostyniu, Poniecu, Krobi, Kościanie, Śmiglu, Lesznie, Włoszakowicach i Osiecznej.
Bezpośrednimi wykonawcami kaźni byli funkcjonariusze Einsatzgruppe VI.
Te egzekucje to nie był przypadek. Już 14 października 1939, na tajnej naradzie szefów gestapo i SS w Poznaniu z udziałem Arthura Greisera, ustalono finalny harmonogram eksterminacji – do 1 listopada planowano całkowitą „likwidację” polskich elit w Wielkopolsce.
Jeszcze przed wybuchem 2 WŚ Niemcy sporządzili Sonderfahndungsbuch Polen – specjalną księgę gończą z nazwiskami Polaków uznanych za „szczególnie niebezpiecznych dla Rzeszy”.
Znaleźli się na niej Powstańcy Wielkopolscy, lokalni przywódcy: duchowni katoliccy, politycy, urzędnicy, nauczyciele, ludzie nauki i kultury, zamożni ziemianie, przedsiębiorcy. Po wybuchu wojny listy proskrypcyjne „niemieccy sąsiedzi” pomogli uzupełnić listę o kolejne nazwiska.
Na przykład w skład trybunału w Lesznie skazującego na śmierć Polaków wszedł m. in. dr Wolfgang Bickerich, miejscowy pastor, który jeszcze przed wojną stworzył kartotekę z informacjami o aktywnych politycznie Polakach oraz Artur Krämer – lider lokalnego Selbstschutzu i działacz Jungdeutsche Parte.
W Osiecznej Polaków wydawał na śmierć Johann Uterschütz , miejscowy burmistrz.
Rozstrzelani w tych egzekucjach Polacy często nie mieli nawet mogił – ciała wrzucano do zbiorowych, bezimiennych grobów.
"To taki kulturalny i dobrze wychowany Naród" ❗️❗️❗️
Krystyna Wojciechowska lat 11 :
"W czasie obiadu jak spod ziemi do jadalni wkroczyli oficerowie niemieccy. Wyglądali, jakby przed chwilą opuścili salon mody. Zwrócili się do Ciotki : „Łaskawa pani pozwoli, jesteśmy głodni. Czy możemy się dołączyć ?”. Ciotka bez słowa z podniesioną głową dała znak do odejścia od stołu, zostawiając Niemców zadowolonych z sytuacji. Mimo zakazu wyjścia poza obręb dworu wymknęłam się, aby zobaczyć, co dzieje się na zewnątrz. W parku, ogrodzie, na trawnikach i pod drzewami odpoczywali żołnierze niemieccy. Bramy pootwierane. Na podwórzu w równym rzędzie stały samochody, przy nich masa żołnierzy. Traktowali mnie bardzo przyjaźnie. Wkrótce cały mój fartuszek zapełniono wyrobami czekoladowymi".
Tydzień później...18 IX 1939 r. Śladów (gmina Tułowice, powiat sochaczewski).
Śp. Stanisław Klejnowski :
"Ja wraz ze swoim kolegą Złobickim i kilkuset innymi nieszczęśnikami zostaliśmy zabrani z osady Państwa Ciurzyńskich i zostaliśmy pognani nad Wisłę. Jednocześnie Niemcy zrobili sobie z nas żywy wał ochronny przed małą grupką ułanów pułków poznańskich. Ułani, widząc swoich Polaków, nie mogli się bronić. Sieli ogniem po skrzydłach, prawym i lewym, zaś środek linii zastawiony był żywym okopem, więc wdzierali się coraz bliżej, aż zostali wszyscy wystrzelani. Wtedy zabrano nas wszystkich i gdy bój już ustał, dano nam łopatki i kazano pochować poległych żołnierzy polskich i pozabijane konie. Mówiono nam, ażeby się pospieszyć, to nas zwolnią. Zaznaczam, że Niemcy byli w czarnym umundurowaniu i czarnych beretach na głowie z trupią główką. Gdy z czołgów powysiadali, to jeden starszy oficer zwołał ich i przez dłuższy czas się naradzali. Gdy się skończyła konferencja, zwołano nas powtórnie i obrewidowano każdego. Co kto posiadał, wszystko nam zabrano. Wtedy oficer niemiecki się odezwał : - Kto z was mówi po niemiecku ? Był z nami jeden Niemiec Bucholz, kolonista. Dowódca niemiecki zbliżył się do niego i zwrócił uwagę, że on ma koszulę żołnierza niemieckiego i spytał : – Skąd to masz, ty psie ? Tyś zabił Niemca i zabrałeś mu. Nie pomogły żadne tłumaczenia się. Został tak samo potraktowany, jak i Polak. Wtedy wydał rozkaz, żeby nas przepędzono na drugą stronę wału i ustawili nas przy samym brzegu Wisły, wraz z nami wszystkich żołnierzy ciężko rannych. Nie mogących iść o własnej sile, koledzy na ręku ponieśli na miejsce stracenia. Niektórzy żołnierze, ukryci w zaroślach, poczęli wychodzić i Niemcy nie brali ich do niewoli, tylko zabijali na miejscu (zaznaczam, że żołnierze wychodzili z rękami podniesionymi do góry). Na widok takich scen zaczęli wszyscy aresztowani wołać o litość, Niemcy zaś zaczęli się śmiać i wołać: „polskie psy”.
Ustawili nas w dwuszeregu. Na prawym skrzydle stali żołnierze polscy w liczbie około 150, zaś na lewym stali cywile, od lat 15 do 75, także w liczbie około 150. Był jeszcze jeden mężczyzna, który miał ze sobą synka małego, około 4 letniego. Niemcy zabrali mu go, dziecko zaś zaczęło płakać i wołać do tatusia. Niemcy się rozgniewali na malca i wypędzili do ojca. Nastąpiła egzekucja. Strzelali z trzech karabinów maszynowych z wału wiślanego. Gdy zaczęli strzelać, poczęli żołnierze skakać do Wisły. Ja uczyniłem to samo, tylko z tą różnicą, że od razu wcisnąłem się pod burtę brzegu i stamtąd mogłem dobrze obserwować, co działo się na Wiśle. Żołnierze pływali, a Niemcy strzelali do nich jak do dzikich kaczek, tak że żaden z nich nie uszedł śmierci. Ja siedziałem w wodzie od pierwszej po południu do dziesiątej wieczorem. Gdy wieczorem rzuciła się mgła, mogłem od brzegu odpłynąć cały mokry i trzęsąc się jak liść osiki, i przepłynąłem na drugą stronę Wisły, w ubraniu (zaznaczam, że jestem bardzo dobry pływak). Na drugiej stronie z powrotem Niemcy mnie złapali i przyłączyli do jeńców polskich. Byłem w tym czasie w stanie gorączkowym i chwilowym obłędzie. Nie wiedziałem, co się ze mną dzieje i bałem się wszystkich Niemców. Wieczorem tego samego dnia odsyłano nas do Płońska. W drodze przy pomocy kolegów udało mi się uciec. Dzisiaj czuję się źle, mam reumatyzm i brak mi pamięci" #NiemieckieZbrodnie
LEGENDARNE.
Prezydent Karol Nawrocki W POJEDYNKĘ ANIHILUJE niemieckie kłamstwa historyczne i ich relacje z Rosją w celu zniszczenia Polski.
"Istnieje prawda o II WŚ, której nie chce poznać Europa.
NIEMCY NIE POTRZEBOWAŁY HITLERA ŻEBY GARDZIĆ POLSKĄ, POLAKAMI I POLSKOŚCIĄ!
W XIX wieku wielkie marki liberalnej pruskiej literatury z pogardą pisali o nas, że jesteśmy "irokezami ze Wschodu".
Kontynuatorką tej antypolskiej histerii była demokratyczna Republika Weimarska, w której antypolonizm był centrum kultury politycznej.
Antypolonizm łączył tam lewicę i prawicę.
W 1920 roku, gdy Polacy bronili Europy przed bolszewikami szef Reichswehry, Hans von Seeckt, pisał wprost "jeśli diabeł chce zabrać Polskę, to powinniśmy w tym mu pomóc".
Te same słowa wypowiadali w okresie międzywojennym niemieccy dyplomaci, laureaci Nagrody Nobla, kanclerz Niemiec Joseph Wirth, który mówił wprost z nieskrywaną agresją do Polaków, że "Niemcy znów muszą stać się sąsiadem Polski, a Polska musi zostać zdruzgotana".
Rosja bolszewicka, dojrzewająca do ogromnego, sowieckiego totalitaryzmu, była głównym partnerem Republiki Weimarskiej.
To zbliżenie Niemiec z Rosją trwało na długo przed Hitlerem i paktem Ribbentrop-Mołotow.
W 1931 roku Republika Weimarska była największym handlowym partnerem ZSRR.
Przypominają się te relacje z XXI wieku, gdy tuż przed katastrofą, której świadkiem jesteśmy dzisiaj, historia się powtórzyła.
Gdy śp. Prezydent Lech Kaczyński i polscy politycy przestrzegali przed handlowymi i finansowymi relacjami z Rosją, Niemcy i Europa znowu nie słuchali.
Inwestowali w Rosję, która wywołała kolejną wojnę.
To wszystko, ta histeria i pogarda Prusaków i demokratycznej Republiki Weimarskiej, doprowadziła do tragedii II Wojny Światowej.
Wszystko to wydarzyło się:
ZANIM podpisano pakt Ribbentrop-Mołotow.
ZANIM Adolf Hitler w Obersalzbergu krzyczał do oficerów "Badźcie bezlitośni, bądźcie brutalni, zniszczenie Polski jest waszym głównym zadaniem".
ZANIM było Westerplatte, Wieluń, Warszawa i Kępa Oksywska.
Politycy nie zauważyli tego co się dzieje, albo nie mieli odwagi by reagować.
I nie ponieśli odpowiedzialności".
To jeden z najpiękniejszych i najmocniejszych momentów w wykonaniu polskiego polityka w całej najnowszej historii Polski.
Śp. Prezydent Lech Kaczyński byłby dumny.
I jestem przekonany, że jest.
W 75 rocznicą D-Day, lądowania Sprzymierzonych w Normandii, kanclerz Niemiec Angela Merkel oświadczyła w Portsmouth, skąd w czerwcu 1944 roku wyruszyła armada desantowa, że była to “unikalna, bezprecedensowa operacja militarna, która przyniosła nam w Niemczech wyzwolenie od Narodowego Socjalizmu”.
Deklaracja narzucała światu szerzoną przez Berlin narrację, że za II wojnę światową oraz niespotykane w historii Europy zbrodnie odpowiedzialna jest wąska grupa narodowych socjalistów, którzy zastraszyli Niemców, spętali ich wolę i wzięli w jarzmo swojej ideologii nazizmu.
Dobrze opłacana kolporterom narracja powoli trafiała do przekonania w miarę jak wymierały pokolenia pamiętające wojnę i świadkowie niemieckich zachowań. Zapewne dlatego kolejny kanclerz Niemiec, Olaf Scholz mówił “nie chciałbym, by jacyś ludzie szperali w książkach historycznych”. Dokumenty przeczą bowiem narracji o mitycznych nazistach, którzy siłą narzucili Niemcom przekonanie o ich rasowej wyższości ponad innymi narodami, wmówili, że są germańskimi “nadludźmi” i pognali do przemocy, rabunku i zbrodni.
Po wyborach 6 listopada 1932 roku, których legalność nie była kwestionowana, prezydent Paul von Hindenburg, 30 stycznia 1933 roku, powołał Adolfa Hitlera na stanowisko kanclerza jako reprezentanta koalicji NSDAP* (narodowych-socjalistów), DNVP** (narodowych-konserwatystów) oraz posłów bezpartyjnych.
W kolejnych wyborach, 5 marca 1933 roku, NSDAP nadal nie dysponowała samodzielną większością i utworzyła rząd z Hitlerem jako kanclerzem razem z DNVP.
Trzy lata później, 29 marca 1943 roku, już po krwawej czystce zbuntowanego mu kierownictwa “brunatnych koszul” Sturmabteilungen, czyli partyjnych bojówek NSDAP, Adolf Hitler zarządził na dzień 29 marca 1936 roku ogólnokrajowe referendum z jednym pytaniem: “Czy akceptujesz wszystko, czego dokonał Fuehrer Rzeszy na przestrzeni ostatnich trzech lat?”.
44 miliony 411 tysięcy 911, czyli 98,8 %, głosujących Niemców odpowiedziało TAK.
Dla porządku: 540.211 głosowało NIE.
Dzień dobry :-)
Pisane w przeddzień rocznicy ataku Niemiec na Polskę, co rozpoczęło rabunek, cierpienia i zbrodnie wojny, na którą, jak głosi obecnie Berlin, garstka zwolenników nazizmu pognała bogobojnych i pracowitych Niemców.
* Nationalsozialistische Deutsche Arbeiterpartei.
** Deutschnationale Volkspartei.
Nigdy nie poznamy ceny, jaką 🇵🇱 zapłaciła za brak dekomunizacji. Ilu towarzyszy zostało w 89/90, z miesiąca na miesiąc, milionerami i lokalną elitą kapitalizmu. Ilu śpiochów mają do do dziś polskie i obce służby, w magnaterii rządzącej samorządami od czterech dekad. Ilu decydentów jest sterowanych przez kompromaty.
Jest parę opracowań akademickich klientelizmu lokalnego. Skrzętnie przemilczanych przez polityków. Kilku detektywów, jak Cenckiewicz i Piątek, tropiących grubego zwierza (Wałęsa, Kaczyński, AM) by samemu się promować. I partyjna piaskownica, wrzeszcząca, że nasze komuchy są nawrócone i rozgrzeszone, a wasze nie.
ŻADNA z partii demokratycznych po ‘89 nie ostracyzowała kolaborantów PRL w swoich szeregach. Nie postawiła szlabanu w statucie na przyjmowanie takich członków.
Legalizując patologię w polityce, delegitymizowano mit założycielski III RP w społeczeństwie. Nowy ustrój ufundowano na kłamstwie i niesprawiedliwości. Beneficjenci dyktatury PRL, którzy rozpieprzyli kraj, zostali w nagrodę beneficjentami demokracji. To nie przy Okrągłym Stole, ale w stopieniu lokalnych sitw postkomunistów z postsolidarnością, służbami i mafijnym biznesem, popełniono grzech pierworodny III RP.
Warszawa, zajęta w latach 90-ych wielką grą, odwróciła głowę, ale mieszkańcy prowincji pamiętają jakimi metodami budowano u nich nową Polskę. Zresztą trudno nie pamiętać, skoro ci sami ludzie rządzą do dziś.
Szara strefa nie zostawia śladów, a nawet jeśli, to michnikowszczyzna zdrajców i agentów nobilitowała na salonach. Tylko dziwnym trafem, przy uwalanych przez dekady inwestycjach rozwojowych kraju - atomie, gazoporcie, terminalach kontenerowych, torach wodnych, lotniskach etc - protagonistami okazywali się często albo biorcy datków od niemieckich fundacji, albo towarzysze z zafajdaną przeszłością, z twarzami ludzi z Domu Złego Smarzowskiego.
Szwajcaria odrzuciła Unię Europejską 🇪🇺 — i teraz ponosi straszliwe konsekwencje!!
Nie ma euro. Nie ma Parlamentu Europejskiego. Nie ma Zielonego Ładu. Nie zna nawet przyjemności czekania, aż Bruksela wyjaśni jej, jakie prawo powinna uchwalić we własnym kraju. Co gorsza, Szwajcarzy zostali pozbawieni fundamentalnego europejskiego przywileju: możliwości bycia przegłosowanym przez państwa, których łączna ludność mieści się w większej europejskiej metropolii.
Rezultaty tej katastrofalnej izolacji są widoczne gołym okiem: własna waluta, własna polityka migracyjna, sprawne koleje, bardzo niskie bezrobocie, gigantyczny sektor eksportowy i jeden z najwyższych poziomów życia na świecie. Tragedia. Bez europosłów Szwajcarzy nie mogą nawet wysłać kilkudziesięciu polityków do Strasburga, żeby raz w miesiącu przewozili tam demokrację z Brukseli.
Nie mają też dostępu do całej europejskiej mądrości regulacyjnej. Zamiast implementować każdą polityczną modę dwudziestu siedmiu państw, mają bezczelność urządzać własne referenda i samodzielnie decydować, co im odpowiada. Najwyraźniej nikt im nie powiedział, że w XXI wieku suwerenność jest zacofaniem, chyba że korzysta się z niej zgodnie z instrukcją.
Tak właśnie kończy się odrzucenie europejskiego projektu: bogactwem, stabilnością, własną walutą i irytującą możliwością samodzielnego podejmowania decyzji.
Szwajcarzy naprawdę powinni przemyśleć swoje błędy.
Czy ktoś sobie wyobraża sytuację Polski, gdyby wyszla z Unii?
Czy ktoś sobie poważnie wyobraża, jaką to by było katastrofą??!
Jezus Maria...