Życie istnieje naprawdę.
Istnieje na zewnątrz.
W oczach Żony i Dzieci.
W psim merdającym ogonie.
W szumie wiatru, błysku pioruna.
W ciszy zachodzącego Słońca.
Dziękuję wszystkim, z którymi przez lata dzieliłem tutaj czas.
Idę pobyć z Życiem,
po to dał mi je Bóg.
#QuistUtDeus
@katarynaaa Patrząc na publikę, która Pani klaszcze, podziękuję za wieloletnią przygodę bycia Pani czytelnikiem. Żal patrzeć, na to, co się z Panią dzieje.
@katarynaaa To jest, kurwa "fajny tekst do heavy metalowego kawałka"??? Naprawdę???!!! To jest, kurwa, okrutna prawda, na którą zatrute mózgi reagują śmiechem!!!
Zajebiście zabawny wpis Pani Katarzyno!!!
@PremierRP@donaldtusk Ludzie nie są tak głupi, za jakich ich uważacie. Zagrożeniem dla Polski jesteście wy! To wam się nie uda. Prawdziwych Polaków jest więcej! Pogonimy was, gdzie wasze miejsce.
Prezydent RP @NawrockiKn: Podjąłem decyzję, że nie podpiszę ustawy, która pozwala na zaciągnięcie przez Polskę pożyczki SAFE.
Nigdy bowiem nie podpiszę ustawy, która uderza w naszą suwerenność, niezależność, bezpieczeństwo ekonomiczne i militarne.
W sporze o program SAFE padło zdanie, które w Polsce zawsze budzi czujność. Komisja Europejska oświadczyła, że nie będzie ingerować w wewnętrzne spory ustrojowe państw członkowskich. Jeśli rząd podpisze umowę – środki mogą zostać wypłacone. Brzmi to technicznie. Ale w istocie chodzi o bardzo proste pytanie: czy polski rząd może skorzystać z SAFE bez podpisu prezydenta?
W polskim porządku prawnym obowiązuje Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej. A konstytucja wprowadza jasną zasadę: państwo nie może zaciągać wielkich zobowiązań finansowych wyłącznie decyzją rządu. W takich sprawach potrzebna jest ustawa uchwalona przez parlament i podpisana przez prezydenta. Dlatego część prawników uważa sprawę za oczywistą.
Jeżeli SAFE oznacza dla Polski zobowiązanie finansowe wobec Unii, to bez podpisu prezydenta nie powinno być możliwe pełne uruchomienie programu.
Rząd ma jednak inną interpretację. Twierdzi, że SAFE jest przede wszystkim instrumentem unijnym, a nie klasyczną umową międzynarodową. W takim ujęciu wystarczyłaby decyzja rządu i podpisanie umowy finansowej z Komisją Europejską. I tu właśnie pojawia się problem.
Komisja Europejska nie zamierza rozstrzygać polskiego sporu konstytucyjnego. Jeśli rząd podpisze umowę, Bruksela może uznać sprawę za zamkniętą i uruchomić środki. Wtedy powstaje sytuacja paradoksalna: w Brukseli wszystko jest w porządku, a w Polsce trwa spór, czy państwo w ogóle mogło zaciągnąć takie zobowiązanie.
Dlatego spór o SAFE nie jest tylko konfliktem o pieniądze. To spór o bardzo konkretną rzecz: czy rząd może ominąć mechanizm państwowy, w którym o tak dużych zobowiązaniach musi decydować także parlament i prezydent.
Krótko mówiąc: według jednej interpretacji bez podpisu prezydenta SAFE nie powinien działać,
według drugiej rząd może skorzystać z programu samodzielnie. Ten spór nie jest więc akademicki.
Jeśli przyjmie się drugą interpretację, oznacza to, że rząd może zaciągać wielomiliardowe zobowiązania wobec instytucji europejskich bez pełnej procedury konstytucyjnej.
A to byłaby zmiana znacznie poważniejsza niż sam program SAFE.