Krystian Markiewicz @JudgesSsp i Waldemar Żurek @w_zurek mają problem‼️‼️‼️
Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia w Warszawie właśnie potwierdził coś, co dla prawników powinno być oczywiste.
Sąd wskazał, że do skutecznego objęcia urzędu sędziego Trybunał Konstytucyjny konieczne jest złożenie ślubowania wobec Prezydenta RP. Bez ślubowania nie dochodzi do objęcia urzędu ani nawiązania stosunku służbowego.
To oznacza również, że nie ma podstaw do żądania wynagrodzenia. Wynagrodzenie przysługuje za wykonywanie obowiązków wynikających z pełnionego urzędu, a nie za urząd, którego nigdy skutecznie nie objęto.
A jeśli ktoś liczy na wynagrodzenie bez skutecznego objęcia urzędu, to pozostaje już tylko satyryczna propozycja etatu przy układaniu książek w bibliotece TK.
https://t.co/szBEVJ8Z6p
§ 11 ASOG Bln, czyli berlińska ustawa policyjna:
Von mehreren möglichen und geeigneten Maßnahmen haben die Ordnungsbehörden und die Polizei diejenige zu treffen, die den einzelnen und die Allgemeinheit voraussichtlich am wenigsten beeinträchtigt.
Po polsku: z kilku możliwych i odpowiednich środków policja ma wybrać ten, który w najmniejszym stopniu dotyka jednostki i ogółu.
Czyli w skrócie: niemiecka policja musiałaby najpierw wykazać, że Polacy niosący krzyż pod miejsce pamięci ofiar niemieckich zbrodni stanowili realne zagrożenie dla porządku lub bezpieczeństwa publicznego.
A nawet gdyby takie zagrożenie istniało, policja miała obowiązek zastosować środki najłagodniejsze.
Do takich środków nie należą bicie, kopanie, złamane żebra, odcinanie dostępu powietrza ani brutalne traktowanie ludzi, którzy przyszli manifestować, modlić się i upamiętnić pomordowanych.
Tyle niemieckie prawo. Taka niemiecka praktyka.
Tak wygląda zasada proporcjonalności w państwie, które wobec Polaków wciąż zbyt łatwo sięga po metody Gestapo.
„Wyższa kultura prawna” uczy Polaków szacunku do demokracji.
W ramach „umacniania praworządności” przyzna pewnie naszym czołowym demokratom jakieś medale i stypendia…
To już naprawdę piękny obrazek polskiej debaty prawnej wiceminister sprawiedliwości i sędzia, wokół którego samemu ciągną się gigantyczne kontrowersje — w tym sprawa niewydania podejrzanego o pedofilię do USA — dziś występuje w roli najwyższego arbitra moralności konstytucyjnej i recenzenta „legalnych” sędziów.
Naprawdę trudno o większy poziom ironii.
Człowiek, którego decyzje wywoływały międzynarodowe oburzenie i pytania o standardy państwa prawa, teraz z moralnym uniesieniem opowiada o „neo-sędziach”, „bezprawiu” i „zagrożeniu dla niezależności”.
To trochę tak, jakby strażak z kanistrem benzyny prowadził wykład o bezpieczeństwie przeciwpożarowym.
I jeszcze ten język:
„neosędzia”, „upolitycznienie”, „symbol upadku”.
Coraz bardziej przypomina to polityczny aktywizm w todze niż spokojną analizę prawną. Zwłaszcza gdy pada z ust osoby, która sama od lat jest symbolem jednej z najbardziej ideologicznych części środowiska sędziowskiego.
Reasumując:
Kiedy sędzia-wiceminister zaczyna mówić językiem partyjnego komentariatu z X, a nie językiem wyważonej analizy prawnej, to naprawdę trudno traktować takie tyrady jako obronę państwa prawa.
Bardziej przypomina to polityczną krucjatę z bardzo wybiórczą pamięcią.
„Neosędzia”, „nielegalny”, „bezprawnie” — jeszcze chwila i część środowiska prawniczego zacznie chyba odprawiać egzorcyzmy nad salami sądowymi.
Najbardziej komiczne jest to, że ci sami ludzie od lat opowiadają o „obronie państwa prawa”, a równocześnie próbują wmówić Polakom, że:
- ilegalnie powołani przez Prezydenta sędziowie są „nie-sędziami”,
- ich wyroki są „nie-wyrokami”,
a pół Sądu Najwyższego to jakaś konstytucyjna fatamorgana.
To już nie wygląda jak poważna debata prawna. To wygląda jak polityczna sekta z własnym słownikiem rzeczywistości.
A wisienka na torcie?
Uchwała z 23 stycznia 2020 urasta nagle do rangi świętego objawienia, którego „wszyscy muszą słuchać”, podczas gdy inne orzeczenia TK czy SN można według tego samego środowiska bez problemu ignorować, bo są „niewłaściwe”.
Czyli klasyczne:
moje orzeczenia = fundament demokracji,
cudze orzeczenia = zamach stanu.
Naprawdę imponująca konsekwencja.
Sedno jest brutalnie proste:
Nie da się budować państwa prawa na teorii, że tysiące sędziów są „nielegalne”, ale ich wyroki już czasem wygodnie obowiązują.
Bo to już nie jest prawo.
To jest konstytucyjny kabaret z dopiskiem „wersja polityczna”.
@RafalDorosinski w rozporządzeniu powinien być zapis, że ta transkrypcja nie rodzi automatycznie skutków właściwych polskiemu małżeństwu w zakresie przysposobienia, rodzicielstwa i prawa rodzinnego".
‼️B U M‼️
"Na podstawie udanych wyborów obecnego Prezydenta Polski, Karola Nawrockiego, którego miałem zaszczyt poprzeć, oraz naszej relacji z nim, z przyjemnością ogłaszam, że Stany Zjednoczone wyślą dodatkowe 5000 żołnierzy do Polski. Dziękuję za uwagę poświęconą tej sprawie!
Prezydent DONALD J. TRUMP"
💪🇵🇱✌️
Od trzech dni trwa skoordynowana akcja nękania dziennikarzy i ludzi zbliżonych do @RepublikaTV. Autorzy tej operacji dokonują fałszywych zgłoszeń różnych zagrożeń powodujących następnie interwencje państwowych służb w domach dziennikarzy i w redakcji.
Dzisiejsze wtargnięcie Policji do mieszkania redaktora @TomaszSakiewicz i nieuzasadnione skucie jego asystentki jest skandalem, który musi zostać wyjaśniony, podobnie jak wszystkie wcześniejsze i mniej medialne interwencje wobec innych dziennikarzy czy pracowników.
Sposób dokonywania tych zgłoszeń wskazuje na dobrą znajomość adresów i biografii nękanych osób. Cała seria takich incydentów i zgłoszeń ma znamiona skoordynowanej akcji zastraszania opozycyjnego medium. Należy zatem postawić pytania o to kto tę akcję realizuje i czy właściwe służby już się zajmują namierzaniem tych ludzi?
Poraża podejście do tej sprawy polityków koalicji. Wyśmiewanie, lekceważenie lub w najlepszym razie zbywanie milczeniem ataku na największą telewizję informacyjną to nie są właściwe zachowania w dojrzałej demokracji. Jeżeli chcemy dobrze funkcjonującego państwa to cała klasa polityczna musi reagować zgodnym potępieniem prowokacji i nękania wymierzonego w każde medium i w każde środowisko!
@MSWiA_GOV_PL powinno natychmiast publicznie poinformować o zakresie tej akcji fałszywych zgłoszeń i prowokacji, przekazać ostrzeżenia wszystkim państwowym służbom, przeprosić poszkodowanych i udzielić im wyjaśnień, a @PolskaPolicja powinna ustalić sprawców i pilnie ich zatrzymać.
To kwestia nie tylko bezpieczeństwa jednej redakcji, ale powagi i wiarygodności całego naszego państwa!
SSN Kamil Zaradkiewicz otrzymał sądowy zakaz upowszechniania poniższego zdjęcia, na którym Żurek pokazuje środkowy palec. Zdjęcie NIE jest podrobione. To jest prawdziwe zdjęcie. Polecam Państwa uwadze ten zakaz. @Zaradkiewicz_K
To bardzo efektowny argument — szkoda tylko, że kompletnie chybiony.
Bo dokładnie na tym polega państwo prawa, że kompetencje każdego organu, także sądu międzynarodowego, podlegają ocenie i mają granice. Inaczej nie mielibyśmy prawa, tylko system nieomylności.
Idąc tą logiką:
żaden wyrok nie może być krytykowany,
żaden trybunał nie może przekroczyć kompetencji,
a każde orzeczenie należy wykonywać bez refleksji, choćby dotyczyło spraw wykraczających poza traktaty.
To już nie jest sądownictwo. To jest model: „organ powiedział → wszyscy milczą”.
A przecież nawet ETPCz działa na podstawie określonych kompetencji wynikających z Konwencji. Dyskusja o ich granicach nie jest „atakiem na sądownictwo”, tylko normalnym elementem porządku prawnego.
Bo jeśli przyjąć Pańską teorię, to każde państwo miałoby obowiązek bezwarunkowo zaakceptować wszystko, co powie dowolny organ międzynarodowy. Nawet gdyby wchodził w kwestie ustrojowe nieprzewidziane w traktatach.
Kontrola granic kompetencji sądu nie niszczy państwa prawa.
Przeciwnie — właśnie ją tworzy.
Bo organ, którego kompetencji nie wolno nawet analizować, przestaje być sądem, a zaczyna przypominać instytucję nieomylną.
Ten wpis trafia w sedno problemu.
Art. 91 ust. 2 Konstytucji mówi jasno: ratyfikowana umowa międzynarodowa ma pierwszeństwo przed ustawą wtedy, gdy ustawy nie da się z nią pogodzić. To jest reguła kolizyjna dotycząca stosowania prawa — a nie zgoda na to, by organ międzynarodowy dowolnie przebudowywał ustrój państwa.
Naprawdę trzeba sporej dawki politycznej kreatywności, żeby z przepisu o pierwszeństwie umowy nad ustawą wyprowadzić tezę, że ETPCz może praktycznie zastępować polskiego ustrojodawcę i decydować o organizacji konstytucyjnych organów RP.
Bo wtedy należałoby uczciwie powiedzieć wprost: Konstytucja przestaje być najwyższym prawem RP, a staje się dodatkiem do interpretacji Strasburga.
A przecież ta sama Konstytucja w art. 8 ust. 1 mówi jednoznacznie: „Konstytucja jest najwyższym prawem Rzeczypospolitej Polskiej”.
Czyli:
Konwencja może mieć pierwszeństwo przed ustawą,
ale nie znosi Konstytucji,
i nie zamienia ETPCz w europejski nadtrybunał ustrojowy.
Sedno:
Co innego ochrona praw człowieka wynikająca z Konwencji,
a co innego próba politycznego wmówienia ludziom, że ETPCz może dowolnie modelować polski system konstytucyjny.
Naprawdę niezwykłe, że minister konstytucyjnego państwa zaczyna mówić o ETPCz tak, jakby był on europejskim nadustrojodawcą, którego interpretacje automatycznie stoją ponad polską Konstytucją.
- Czyli po co nam:
- art. 8 Konstytucji RP,
- TK,
polski porządek ustrojowy, skoro wystarczy komunikat ze Strasburga i polityczne „wykonać bez dyskusji”?
Najbardziej uderza jednak ton tej wypowiedzi — każda próba rozmowy o granicach kompetencji ETPCz przedstawiana jest niemal jako herezja.
To już nie brzmi jak spokojna analiza prawna ministra, tylko jak polityczny manifest: „nie wolno pytać, trzeba wykonywać”.
A przecież państwo prawa polega właśnie na tym, że kompetencje każdego organu — także międzynarodowego — mają swoje granice.
ETPCz jest ważnym organem ochrony praw człowieka.
Ale nie jest właścicielem polskiej Konstytucji.
I warto, by minister jednak pamiętał różnicę między Konwencją a konstytucyjną suwerennością państwa.