„Trafiłam do szpitala ze zbyt małym rozwarciem, skurcze miałam co 1min. krzyczałam że zaraz urodzę, śmiali się ze mnie że mam słaby próg bólu - jak podłączyli do ktg nie wiedzieli co robić, jednego lekarza zawołali, drugiego, rozwarcie nie szło a ja miałam regularne, częste i mega mocne skurcze, na szczęście zawołali ordynatora. on w końcu zlecił -pilna i nagła cesarka. Moje dziecko żyje dzięki jego decyzji bo przy moim jednym skurczu spadało drastycznie tętno dziecku. Do szpitala przywiózł mnie mąż o godz. 11.20, razem z przyjęciem, wynikami z ktg, usg itd. o 12.00 moje dziecko już było na świecie. Jeśli nie trafiła bym do Wojewódzkiego szpitala tylko mieszkałabym na wsi powiem Wam jedno - nie zdążyliby mi uratować dziecka, albo uratowaliśmy ale dziecko by było bardzo chore, niedotlenione albo jak roślinka...I oglądało mnie kilku lekarzy...także teraz co to się dzieje to jakiś horror, bardzo współczuję kobietom które nie są jeszcze mamami a bardzo by chciały być. Tylko blisko szpitali większych być w tych ostatnich miesiącach” - relacja jednej z kobiet odnośnie zamykania porodówek.
Poród na SOR-ze od 1 lutego 2026. Decyzja, która cofa Polskę o dekady
Od 1 lutego 2026 roku rząd planuje wprowadzić możliwość (a w praktyce- konieczność) porodów na Szpitalnych Oddziałach Ratunkowych. Decyzja ta przedstawiana jest jako „organizacyjna” i „systemowa”. W rzeczywistości jest czymś znacznie poważniejszym: cofnięciem standardów opieki okołoporodowej i uderzeniem w poczucie bezpieczeństwa kobiet.
Nie piszę tego jako komentatorka z zewnątrz. Piszę to jako kobieta, która rodziła trzy razy.
Pierwsze dziecko urodziłam za granicą. Kolejne dwoje w Polsce. Każdy z tych porodów odbył się w warunkach godnych, spokojnych i bezpiecznych. Korzystałam z udogodnień, które jeszcze kilkanaście lat temu były luksusem, a dziś są standardem: indywidualna sala porodowa, poszanowanie intymności, możliwość ruchu, wsparcie personelu, dostęp do nowoczesnej opieki.
I właśnie dlatego z tak wielkim niepokojem patrzę na decyzję, która ten standard de facto demontuje.
SOR to nie jest miejsce na poród !
Szpitalny Oddział Ratunkowy to przestrzeń przeznaczona do ratowania życia w stanach nagłych: wypadki, urazy, ostre stany chorobowe. To miejsce chaosu, presji czasu, dramatów. Obok rodzącej kobiety leżą tam osoby z ciężkimi obrażeniami, pod wpływem alkoholu, z urazami głowy, po wypadkach.
Poród nie jest „nagłym incydentem medycznym”. Jest fizjologicznym, głęboko intymnym procesem. Wymaga spokoju, koncentracji, poczucia bezpieczeństwa. Przeniesienie porodów na SOR nie jest reorganizacją. Jest odebraniem kobietom godności.
Efekt? Strach zamiast decyzji o macierzyństwie
Nie trzeba być demografem, by przewidzieć skutki. Młode kobiety, widząc wizję porodu w warunkach ratunkowych, zaczną się bać. A strach jest jednym z najsilniejszych czynników wpływających na decyzje prokreacyjne.
To nie jest teoria spiskowa. To psychologia i doświadczenie. Już dziś kobiety wymieniają się traumatycznymi historiami porodów. Już dziś strach przed porodem jest realnym powodem odkładania macierzyństwa. Ta decyzja tylko ten lęk wzmocni.
A potem usłyszymy, że „dzietność znowu spada”.
Cofamy się, gdy świat idzie do przodu
Jeszcze niedawno mówiliśmy o porodach w wodzie, o rooming-in, o porodach rodzinnych, o partnerskiej relacji z położną i lekarzem. O budowaniu zaufania do systemu ochrony zdrowia.
Dziś mówimy kobietom: „urodzisz na SOR-ze, bo tak jest wygodniej dla systemu”.
To nie jest postęp. To regres!!!
Państwo, które nie szanuje kobiet, nie zbuduje przyszłości!
Jeśli państwo naprawdę chce rozmawiać o demografii, musi zacząć od szacunku. Od bezpieczeństwa. Od godności kobiet w jednym z najważniejszych momentów ich życia.
Poród na SOR-ze nie jest rozwiązaniem problemów systemu ochrony zdrowia. Jest przerzuceniem kosztów tych problemów na kobiety – ich ciała, psychikę i poczucie bezpieczeństwa.
I to jest decyzja, z którą nie powinniśmy się godzić w ciszy.
@SolPoznan
DZIEŃ, W KTÓRYM AMERYKA ZOBACZYŁA SWOJE WŁASNE ODBICIE 😭
Czasami jedna chwila na sali sądowej znaczy więcej niż tysiąc przemówień o sprawiedliwości, polityce czy „systemie”. Dziś rano ten moment miał nazwę 91-letnia kobieta stoi w szpitalnej koszuli, z nadgarstkami w kajdankach 💔
Jej jedyne „przestępstwo”⁉️Próbowała uratować mężczyznę, którego kochała przez 65 lat.
Helen i jej mąż George wiedli całe swoje małżeństwo w ciszy i prostocie, żyjąc dzięki dyscyplinie i rutynie. Niewydolność serca George'a oznaczała 12 tabletek dziennie, 12 tabletek, które utrzymywały go przy życiu. Ledwo sobie radzili. Aż do zeszłego tygodnia, kiedy ich ubezpieczenie uzupełniające wygasło z powodu braku płatności, na którą ich nie było stać. Kiedy Helen poszła do apteki, spodziewała się standardowej dopłaty w wysokości $50. Zamiast tego powiedziano jej, że $940. Lek, który pozwalał jej mężowi oddychać, nagle stał się niedostępny. Wróciła do domu z pustymi rękami, obserwując jak George stopniowo się pogarsza: jego zagubienie, jego słabość, sposób w jaki jego oddech stał się płytki i rozpaczliwy. Trzy dni. Żadnej pomocy. Żadnych opcji. Żadnej interwencji systemu. Ze strachu, z miłości, z desperacji zrobiła coś, czego nigdy sobie nie wyobrażała: wróciła do apteki i drżącymi rękami schowała ratujące życie pigułki do torebki. Nawet nie dotarła do wyjścia. Aresztowana. Oskarżona. Jak przestępca. W areszcie ciśnienie krwi tak gwałtownie wzrosło, że przewieziono ją do szpitala na ostry dyżur. Z tego samego szpitalnego łóżka, wciąż ubrana w cienką niebieską koszulę, została zawleczona do sądu na rozprawę, ze związanymi nadgarstkami, na oczach wszystkich.
Kiedy sędzia na nią spojrzał, coś w nim pękło. Nie widział złodzieja, rozkazał zdjąć kajdanki. Natychmiast oddalił zarzuty. Zażądał, aby pracownicy socjalni dopilnowali, aby Helen i George otrzymali dziś bezpłatnie leki, opiekę i wsparcie. Jego ostatnie słowa wstrząsnęły całą salą sądową:
„To nie jest przestępstwo. To jest porażka naszego systemu.”
I miał rację. W tym momencie nie chodziło tylko o Helen. Chodziło o miliony ludzi żyjących w strukturze, która przestała im służyć, strukturze, która karze słabych, a chroni silnych, która zamienia przetrwanie w przestępstwo, która oczekuje, że starsi ludzie będą dźwigać ciężary, których żaden człowiek nie powinien dźwigać. To, co wydarzyło się dzisiaj, nigdy nie powinno mieć miejsca w cywilizowanym kraju. Ale tak się stało.
A ponieważ tak się stało, cały kraj musi zmierzyć się z prawdą:
GDY NIEWINNOŚĆ STAJE SIĘ PRZESTĘPSTWEM, SĄDZONY JEST SYSTEM 😱
Ludzie co psy trzymają w blokach i siedzą same po 12 godzin jak oni są w pracy, wychodzą z nimi 2 razy dziennie na dwór, żeby wysrał się pod klatką schodową, cieszą się z ustawy łańcuchowej, trochę paradne 😅
Blonica wraca. Odra wraca. Krztusiec wraca. Jednym słowem — średniowiecze, tylko zamiast koni mamy wypasione bryki, a zamiast rozumu TikToka.
Kiedyś walczyliśmy o to, żeby dzieci nie umierały w wieku 5 lat. Teraz trzeba walczyć z rodzicami, którzy myślą, że aluminium w szczepionce to plan Billa Gatesa na kontrolowanie umysłów.
Zaczyna się kolejna runda wspaniałej epopei pod tytułem: Jestem mądrzejszy niż 200 lat medycyny, bo przeczytałem mema na Facebooku.
No ale przecież „nie dam sobie wstrzyknąć trucizny”, bo cząstka wirusa w martwej postaci to najgorsze zło, ale kebaba z budy przy trasie, co leżał na słońcu 7 godzin zeżrę, bo jestem głodny. Kiedyś matki walczyły z epidemiami, dziś walczą z logiką. Jakie to kurwa osiągnięcie.
Zamiast ochrony zbiorowej mamy zbiorową histerię. Zamiast lekarzy influencerki z paznokciami jak sztylety, które „czują w duszy, że to nie jest naturalne”.
Owszem, wirus też jest naturalny wiecie co? Ma was w dupie. On nie ogląda YouTube i nie pyta o wasze czakry. On po prostu mutuje i robi rozpierdol.
W zdrowiu i życiu waszych dzieci. Waszych bliskich.
W 2025 roku wraca błonica. Choroba, którą ludzkość miała pod kontrolą od dziesięcioleci. A wszystko dlatego, że jakaś matka w grupie na Facebooku „Matki Świadome” przeczytała, że szczepionki powodują autyzm, raka, 5G, chipy i jeszcze wzrost cen masła.
Szczepienia to nie opcjonalna kosmetyczna procedura. To fundament współczesnej medycyny. Ale nie, przecież lepiej zaufać memowi z Pikachu w czapce foliowej i podpisem „Prawda, którą ukrywają przed tobą lekarze”.
Więc tak, brawo. Wielki powrót chorób z minionych epok, sponsorowany przez ignorancję, ego i antynaukowy popłoch.
Jak tak dalej pójdzie, to zrobimy sobie remake czarnej śmierci.
A może dżumę wasze dzieci też przejdą „naturalnie”? Co powiecie na dżuma-party?
Bo wiesz, drogi antyszczepowy krzyżowcu, nie chodzi tylko o twoje dziecko. Nikt nie ma pretensji, że chcesz grać w rosyjską ruletkę ze zdrowiem własnego potomstwa — chcesz, żeby twoje dziecko dostało błonicy, krztuśca czy odry? Proszę bardzo. Ale problem zaczyna się w momencie, gdy twoja ignorancja zaraża innych.
Twoje nieszczepione dziecko to chodząca broń biologiczna. W autobusie, w przedszkolu, na placu zabaw. Zaraża dzieci, które nie mogą się szczepić, bo mają nowotwory, są za młode albo mają osłabioną odporność. Ty im nie zabierasz tylko bezpieczeństwa. Ty im zabierasz życie.
Ale nie, ty przecież „chronisz swoje dziecko przed chemią”, tak?
Super, tylko że twoje dziecko właśnie zrobiło z przedszkola poligon dla chorób zakaźnych. Gratulacje, jesteś teraz nie tylko idiotą — jesteś zagrożeniem społecznym. Powinni cię kurwa zbanować nie tylko z Facebooka, ale i z placówek publicznych.
Więc może zamiast spisków i paranoi, weź poczytaj coś poza komentarzami spod filmiku z patostreamu. Bo póki co, to nie wirus jest największym zagrożeniem dla zdrowia publicznego. To ty.
Szczepcie się. Albo nie – tylko nie płaczcie, jak wróci polio i historia zacznie znowu pisać nekrologi waszym dzieciom.
Bo widzisz, to już nie jest debata. To nie jest „różnica zdań”. To wojna między faktami a twoim ego.
Twoja „wolność” kończy się tam, gdzie zaczyna się życie innych ludzi. To nie jest jakaś ideologia, to biologia. Wirusy nie pytają o twoje poglądy. Nie słuchają twojego guru z TikToka. Po prostu wchodzą, mutują i niszczą. I kiedy będziesz stać nad łóżkiem dziecka, które się dusi, niech ci się przypomni ten pierdolony post, w którym napisałeś „Szczepionki to zło”. I niech cię to pali od środka do końca życia, jeśli ono się skończy nie twoim kosztem.
Bo jak świat wraca do chorób, które już raz pogrzebaliśmy, to nie przez naturę. Nie przez Boga. Nie przez los.
To przez ciebie. I twoją dumę, ignorancję i bezdenne samozajebanie.
Bo jeśli mamy wybierać między tobą a odpornością zbiorową — sorry, ale ty jesteś zbędny.
Chłopak lat 27 wypadek swoim BMW i amputacja nogi pourazowa. Starsza Pani z krwawieniem z pękniętego wrzodowej żołądka. Dziecko 4 letnie z ostrą białaczka czy starszy mężczyzna z włóknieniem szpiku.
Znam ich.
Co ich łączy? Kilka rzeczy. Jeden Poseł z Pl 2050. Krew- której nie potrafimy zastąpić, która codziennie ratuje setki istnień oraz ludzie bez których by tego nie było krwiodawcy.
Cieszę się, że przedsiębiorcy mają swój głos! W postaci posłów 2050.
Bartosz Romowicz uwaza, że pracodawca powinien miec prawo sprzeciwu dla oddania krwi w przypadkach uzasadnionych interesami przedsiębiorstwa. Powiem skrajnie Np. Zawsze.
Odezwę się troche w imieniu chorych.
Często krwi brakuje, a gdyby nie krwiodawcy którzy otrzymują az 2 dni wolnego za rzecz, której nie da się nigdzie kupić codziennie umierało by setki osób.
Idą czasy gdy krwiodawcow będzie coraz mniej. A osób potrzebujących krwi coraz więcej. Demografia.
Można oddawać krew co 2 miesiące i otrzymać 2 dni wolnego. Ludzie zwykle wybierają okresy przy weekendzie lub świętach. Nie dziwię się im.
Czy posłowie 3 drogi popierają swojego kolegę? Który chce wziąść w cugle krwiodawcow, aby jednak po pierwsze pracowali a dopiero później byli ludźmi. Czy może oddadzą trochę krwi w ramach niejako przeprosin?
Pozdrawiam
Co za kontrast!😯 Te budynki dzieli 100 lat. Nie mogłem tego nie sfotografować w moim projekcie o miejskich kontrastach Warszawy📸
W postprodukcji odseparowałem tę dwójkę od reszty budynków po obydwu stronach,by podkreślić kontrast i jeszcze mocniej zwrócić uwagę na niego.
[1/2]
ale dosłownie tak wygląda życie, każdy ma jakieś obowiązki po szkole czy pracy, a u niektórych to nawet więcej niż 8h XD ludzie wracają do domu, robią obiad, sprzątają i (szok!) nawet przygotowują sobie posiłek na następny dzień, żeby nie chodzić do sklepu po drugie śniadanie