@FilippDM Właśnie dlatego, że takie oczywistości trzeba tłumaczyć polityka pijackiej awantury spod nocnego klubu ma tylu zagorzałych fanów. Udajemy i zakładamy, że wszyscy mają pojęcie o zachowaniu polityce i nie ma wśród nas tępych egoistycznych prostaków. Niestety pełno.
NAWROCKI DAŁ ZEŁENSKIEMU KSIĄŻKĘ O WOŁYNIU NA PIERWSZYM SPOTKANIU. NO KURWA, STRATEG
Patrząc na zimno, jakbym stał z boku i analizował cudzy kraj, cudze błędy, cudze polityczne samobójstwo rozpisane na konferencje prasowe, wpisy w internecie i symboliczne gesty pod własną publikę, wychodzi mi prosty, ponury obraz. Część polskiej prawicy nie prowadzi polityki zagranicznej. Ona prowadzi plemienną terapię grupową dla własnego elektoratu, tylko że rachunek za tę terapię może zapłacić całe państwo.
Bo Polska nie leży na oceanie. Polska nie jest samotną wyspą, która może obrażać sąsiadów, palić mosty i potem udawać, że wystarczy stanąć na brzegu z plastikowymi husarskimi skrzydłami, żeby odstraszyć Kreml. Polska jest państwem frontowym. Mamy Rosję za ścianą, wojnę za granicą, Białoruś jako rosyjską przybudówkę i Moskwę, która od lat robi wszystko, żeby skłócić Polaków z Ukraińcami. I właśnie w takim momencie część prawicy uznała, że świetnym pomysłem będzie robienie z relacji z Kijowem partyjnej ustawki.
To jest polityka głupia w sposób strategiczny. Nie przypadkiem, nie przez potknięcie, nie przez jeden niefortunny gest. Ona konsekwentnie robi rzeczy korzystne dla Rosji. Osłabia zaufanie między Polską a Ukrainą. Wpycha Wołyń w bieżącą młockę wyborczą. Uczy ludzi, że sąsiad walczący z naszym wspólnym wrogiem jest problemem większym niż Moskwa. A potem ci sami ludzie wychodzą przed kamery i mówią o racji stanu. No tak, racja stanu zrobiona z lajków, fochów i historycznej pałki. Kreml może tylko bić brawo, bo część roboty dostaje za darmo i tu się trzeba zastanowić czy tylko przez głupotę czy dzięki ruskiej agenturze wpływu bo wszystko na to wskazuje…
Dać Zełenskiemu książkę o Wołyniu na pierwszym spotkaniu? To nie jest twarda dyplomacja. Tak robi tylko dyplomatoł albo człowiek prący do konfliktu celowo. Jeśli ktoś chce rozmawiać o ekshumacjach, pamięci, prawdzie i odpowiedzialności, powinien robić to jak państwowiec, a nie jak człowiek, który pomylił gabinet z parkingiem po meczu. Można być twardym. Trzeba być twardym. Ale twardość mierzy się skutkiem, nie tym, czy własna publiczność zaklaszcze, bo ktoś komuś symbolicznie przywalił przy powitaniu.
Nawrocki, Bogucki i cała reszta moralnych windykatorów nagle mówią „my pomagaliśmy Ukrainie”. Wy? Naprawdę qrwa wy? Odpieprzcie się od Polaków, przynajmniej od tej części, która nie dała wam prawa mówić w jej imieniu. Pomagali zwykli ludzie. Pomagały rodziny, samorządy, wolontariusze, lekarze, kierowcy, funkcjonariusze, żołnierze, organizacje i tysiące anonimowych osób. Państwo pomagało za pieniądze obywateli. Polska pomagała, bo rozumiała, że Rosja jest wrogiem, a Ukraina zatrzymuje rosyjską armię daleko od naszej granicy. To nie była jałmużna. To był ludzki odruch i strategiczny interes.
A wy próbujecie dziś zrobić z tej pomocy rachunek wystawiony Kijowowi i medal przypięty sobie do partyjnej marynarki. To jest małe, podłe i politycznie tępe. Żerujecie na czymś, co było większe od waszych interesów. Na solidarności ludzi, którzy przyjmowali uchodźców, wozili paczki, zbierali sprzęt, pomagali dzieciom, rannym, rodzinom, żołnierzom. I teraz wychodzi partyjny urzędnik i mówi tonem właściciela narodu, jakby to on osobiście nosił tę pomoc na plecach.
Szybko wam zeszło z Katynia. Szybko wam przeszło z „pamiętamy”, „Rosja nigdy nie była naszym przyjacielem”, „honor”, „ofiara”, „krew” i całą patriotyczną liturgią od święta. Wystarczyło, że politycznie wygodniej stało się walić w Ukrainę, a już część przekazu zaczęła pachnieć Moskwą. Żołnierze Wyklęci, którymi tak chętnie wycieracie sobie gęby, walczyli z Sowietami i ich onucami. Walczyli z systemem narzuconym Polsce przez Kreml. A dzisiaj ktoś pod biało-czerwoną flagą robi dokładnie to, czego Kreml potrzebuje. Skłóca Polaków z Ukraińcami, rozbija zaufanie, hoduje podejrzliwość i nazywa to patriotyzmem.
Teraz czarny scenariusz. Bez krzyku, bez histerii, bez emocjonalnej piany. Krok po kroku.
Najpierw niszczymy relacje z Ukrainą, bo trzeba było nakarmić elektorat historycznym mięsem. Potem polskie firmy wypadają z części rozmów o odbudowie, bo nikt poważny nie lubi partnerów, którzy jednego dnia chcą kontraktów, a drugiego robią dyplomatyczne policzki. Kijów zaczyna szukać silniejszych gwarancji gdzie indziej. Berlin, Paryż, Londyn, Ankara, Waszyngton. Cokolwiek, byle nie Warszawa, która z każdej rozmowy potrafi zrobić akademię obrażania.
Potem Polska zaczyna być postrzegana jako kraj głośny, nerwowy, obrażony i trudny. Taki, który zawsze ma rację, tylko coraz rzadziej ma wpływ. Sojusznicy uśmiechają się dyplomatycznie, klepią nas po plecach, chwalą historię, położenie i poświęcenie, a później decyzje podejmują bez nas. Bo z państwem, które myli politykę zagraniczną z plemienną awanturą, nie robi się poważnych rzeczy. Takie państwo odsuwa się od stołu, żeby nie wylało zupy na mapę.
Potem Rosja robi swoje. Nie musi od razu jechać czołgami. Wystarczy chaos. Migranci, prowokacje, cyberataki, sabotaż, fałszywe konta, dziwne podpalenia, „spontaniczne” protesty, bojówki, ustawki, przecieki, nagłe awarie, plotki o Ukraińcach, plotki o Polakach, filmiki bez źródła, zdjęcia bez kontekstu. Społeczeństwo zaczyna się gotować. Jedni chcą wyrzucać Ukraińców. Drudzy mają dość nacjonalistycznej piany. Trzeci odpowiadają tym samym językiem. Państwo udaje, że panuje nad sytuacją, a w praktyce biegnie za wydarzeniami z wiadrem, w którym zamiast wody jest benzyna.
Potem może polecieć krew. Nie dlatego, że rozsądni ludzie jej chcą. Tylko dlatego, że przez lata karmiono półgłówków opowieścią, że przeciwnik polityczny nie jest obywatelem, tylko wrogiem. A kiedy zrobi się naprawdę brzydko, wyjdą ci sami moralni podpalacze i będą mówić do kamer, że trzeba spokoju, rozwagi i narodowej zgody. Oczywiście po tym, jak sami przez lata kroili ten naród tępą propagandową piłą.
Potem przychodzi wojna pełzająca. Brudna, hybrydowa, rozciągnięta na granicę, kolej, energetykę, paliwa, łączność, porty, magazyny, lotniska i systemy ratownicze. Rzeszów, Małaszewicze, Warszawa, Trójmiasto. Nie trzeba zdobywać Warszawy, żeby sparaliżować państwo. Wystarczy uderzyć w kilka punktów bólu. Wystarczy strach. Wystarczy wrażenie, że nikt nad niczym nie panuje. I wtedy okaże się, że plastikowa husaria z internetu nie zatrzyma dronów, a darcie mordy w studiu telewizyjnym nie jest obroną powietrzną.
Na końcu zostajemy sami z własną głupotą. Ukraina ostrożna i nieufna. Zachód zmęczony naszymi fochami. Unia zirytowana. Ameryka zajęta sobą. Rosja zadowolona. A polska prawica dalej tłumaczy, że to wina Tuska, Brukseli, Berlina, Kijowa, migrantów, lewaków, mediów i złej pogody. Wszyscy winni, tylko nie ci, którzy przez lata palili mosty i nazywali to suwerennością.
To jest ten genialny plan. Pozbawić Polskę sojuszników, skłócić ją z Ukrainą, osłabić pozycję w Europie, podgrzać ulice, nakarmić radykałów, a potem zdziwić się, że państwo frontowe zaczyna trzeszczeć. Strategia ludzi, którzy naprawdę wierzą, że polityka zagraniczna polega na obrażeniu sąsiada i zebraniu braw od własnych kibiców.
Widzę to prosto. Kto dziś w Polsce rozwala relacje z Ukrainą dla interesu własnej partii, ten świadomie albo z głupoty pracuje na korzyść Rosji. Kto podsyca antyukraińską histerię, robi robotę Kremlowi. Kto udaje, że wróg jest w Kijowie, a nie w Moskwie, powinien trzymać się z dala od spraw państwa. Bo wróg siedzi na Kremlu. Nie wśród uchodźców. Nie wśród żołnierzy ginących na wschodzie. Nie wśród ludzi, którzy zatrzymują rosyjskie ścierwo, zanim podejdzie bliżej naszej granicy.
Jeśli przyjdzie wojna, Polska będzie musiała walczyć. Nie dlatego, że prawica miała rację, tylko dlatego, że prawica i podobni polityczni piromani przez lata pomagali doprowadzić nas do miejsca, w którym będziemy mieli mniej przyjaciół, więcej wrogów i społeczeństwo rozgrzane do czerwoności. A potem będą pomniki, przemówienia, znicze, msze i wielkie słowa o ofierze. Bo w tym kraju często najpierw produkuje się katastrofę, a później uroczyście składa się pod nią kwiaty.
Dlatego trzeba mówić zimno, brutalnie i bez udawania. Prawica, która podpala relacje z Ukrainą, nie broni Polski. Ona pcha Polskę w samotność. A samotne państwo frontowe nie jest suwerenną twierdzą. Jest celem. Kreml doskonale to wie. Nasi domowi geniusze od honoru jeszcze nie zauważyli, że ktoś im dawno rozpisał rolę. Mają krzyczeć. Mają dzielić. Mają obrażać. Mają palić mosty. A potem mają się zdziwić, że na końcu tej drogi nie ma chwały. Jest błoto, krew, izolacja i długa kolejka winnych, którzy oczywiście niczego wcześniej nie rozumieli.
Podsumowując jednym zdaniem: prawica podpala nasz wspólny dom na chama, a kiedy ogień wejdzie na dach, okaże się, że z tych prawicowych piromanów są tacy sami strażacy, jak z plastikowej husarii obrona powietrzna, a gasić będą jak zwykle zwykli obywatele, bo sprawcy spierdolą za granicę tworzyć rząd na uchodźstwie z miną ludzi, którzy znowu „ocalili” kraj, a teraz z poświęceniem godnym greckich herosów muszą cierpieć w tej strasznej zachodniej zgniliźnie
Prezydent Nawrocki wybrał najgorszy wariant reakcji z możliwych.
Widzę, że część komentujących ma problem ze zrozumieniem tekstu mojego wcześniejszego komentarza. Widać emocje i upał.
Ja nie bronię decyzji czy polityki Kijowa, które w ostatnim czasie wielokrotnie krytykowałem, tylko zwracam uwagę na złą - BO NIESKUTECZNĄ - politykę pałacu.
Prezydent Nawrocki dał się ograć na polu, które sam wybrał.
1. Ukraina w głębokim poważaniu ma naszą politykę godnościowych gestów. Odebranie orderu dało im pretekst do pokazania w jak głębokiej d.... ją mają. Chcecie ordery? To sobie je wsadźcie. I rzeczywiście, tyle panu prezydentowi w tej sytuacji pozostaje. To ośmieszenie czy nie? Jaki kolejny gest musi wykonać prezydent Nawrocki żeby było na jego? Może publicznie spali czarno-czerwoną flagę? To dopiero będzie! Tylko po co ta licytacja? Jaki ma sens?
2. Symetryczną reakcją byłoby wykonanie takiego samego gestu jak nadanie feralnego imienia bohaterów UPA. Przemianowanie Jasionki na "im. ofiar UPA" jest takim przykładem. Widzę jednak, że komentujący traktują go dosłownie twierdząc, że nie ma takich uprawnień. Proszę bardzo, niech będzie prezydencki instytut tego imienia, albo niech kancelaria nagra krótki film ilustracyjny przetłumaczony na kilka języków, w którym opowie szerokiemu audytorium międzynarodowemu, co UPA zrobiła na Wołyniu. Najlepiej sam prezydent, w końcu historyk! Już teraz międzynarodowe media rozpisują się o sprawie, przy tej okazji wspominając kontekst zbrodni UPA. Ten trend można łatwo wykorzystać i nim grać, wyrządzając realne szkody. W przeciwieństwie do orderów - które zawsze mogli odesłać - nie są w stanie wygrać z nami na fakty historyczne, więc zachowujemy pełną kontrolę nad sytuacją.
3. Dlaczego? Słabym punktem Ukrainy nie jest rzekoma wdzięczność jaką powinno do nas czuć za pomoc, czy jakieś tam symbole w postaci orderów. Jej słabym punktem jest właśnie mit UPA jako bohaterów, podczas gdy ujawnienie zbrodni i kolaboracji z nazistami osłabia mit 'dobrych chłopaków' w wojnie z Rosją, o co właśnie Kijów bardzo mocno zabiega w wojnie o narrację. I żeby była jasność - nie twierdzę, że dzisiejsi ukraińscy żołnierze mają cokolwiek z tym wspólnego - mówię, że wybór tej drogi historycznej przez Kijów dokładnie takie konotacje buduje. Ku uciesze Kremla i zgubie dla estymy Ukrainy.
4. Pisanie o kontraktach, potencjalniej odbudowie, wymianie technologii to przykład pól współpracy i mam na myśli prywatny biznes. Jeśli nie wierzymy w kontrakty powojenne, to aktualnie PKO BP ma KredoBank, a były plany przejęcia Oszczadbanku lub Ukreximbanku, a to nie jedyny biznes. Czy zachodnie koncerny zbrojeniowe podpisują umowy? A czeskie i słowackie? Co ważne, jeśli Ukraina chce do UE, to będzie musiała podjąć taki sam wysiłek reformacyjny jak wszyscy inni kandydaci. To w przyszłości zmieni i otworzy jej rynek, wyznaczy mniej korupcjogenne ramy. To o to gramy, a nie o Zełenskiego, którego za parę lat nie będzie. Trzeba wybiegać myśla dalej i szerzej. I znowu, odbieranie orderu to nie jest sposób na domaganie się np. poszanowania arbitrażu.
5. Wreszcie kwestia, która pojawia się często wśród komentarzy fachowców od polityki zagranicznej. Dawanie, a później odbieranie Orderu Orła Białego świadczy o pomyłce, że otrzymała ją osoba niegodna, albo za brak faktycznych zasług. To wystawienie na szwank autorytetu RP, bo to ona te odznaczenia firmuje, a nie ten czy inny prezydent. Jeśli chcemy zrównać status tego symbolu do poziomu medalu z Leninem na XX lecie zjazdu partii to świetna droga, w inny przypadku lepiej nie osłabiać własnej "waluty". Tymczasem szybka riposta Kijowa była taka, że to samo dostał Mussolini, a jemu nie zabraliście? Touche.
6. Można walić tak, żeby Kijów (polityków) zabolało i jest na to sto sposobów, bo faktycznie Ukraina na wielu płaszczyznach jest od nas zależna, chociaż nigdy tego nie przyznają. Ale nakręcanie spirali nienawiści, bo to się dobrze sprzedaje na rynku krajowym i daje polityczne punkty w sondażach, to rozkręcanie bardzo niebezpiecznych emocji, które łatwo wykorzystać. Już mamy samozwańcze patrole na granicy, czekam więc na "społecznych" tropicieli banderowców. Czekać tylko aż nękani zaczną być przeciętni Ukraińcy, którzy w spokoju żyją i pracują, a po nich repatrianci z Kartą Polaka, Białorusini i mieszkańcy pogranicza, których lokalny akcent może się nie spodobać. Przecież oburzeni patrioci i tak nie odróżnią Rosjanina od Ukraińca, czy kogokolwiek innego ze wschodu. I oczywiście na koniec jakaś bomba, jakiś zamach, jakieś ofiary, bo też na Kremlu durni by byli gdyby z takiej okazji nie skorzystali i zaraz będzie powtórka z historii.
7. Na koniec kwestia statusu Polski. Zrozumcie, że prowadzenie takiej histerycznej polityki jest traktowane jako niepoważne w świecie, który opiera się na konkretnym pragmatyzmie interesu. Jeśli Polaków (w sensie decydentów) można tak łatwo podpuścić, żeby wykonywali jakieś nierozgarnięte, impulsywne gesty, to może lepiej jednak szukać wsparcia gdzie indziej, u kogoś dojrzalszego, np. w Berlinie? To komunikat jaki wysyłamy np. do państw bałtyckich. Z kolei takiemu Berlinowi czy Paryżowi mówimy, że nie mamy żadnego planu i tak naprawdę nie wiemy w co gramy. Tłuczemu się o paciorki zamiast o konkrety warte swojej wagi w złocie.
Informatycy to polska marka widoczna międzynarodowo. Jednakże już niedługo nie będzie miał kto ich kształcić. Aby wybrać karierę akademicką w Warszawie trzeba podejmować ekstremalnie nieracjonalne decyzje, aby nie powiedzieć bardziej dosadnie informatyk musi być "szalony", aby uczyć kolejne generacje informatyków. Po około 20latach pracy Ci najlepsi z nas mają szanse zostać profesorem i zarabiać około 14tyś brutto... do tego momentu zarabia się dużo mniej. Jednocześnie nasi absolwenci:
- w pierwszym roku pracy zarabiają średnio ponad 17tyś złotych - polecam sprawdzić ELĘ gdzie informatyka na UW i PWr gwarantuje najwyższe pensje spośród klasycznych kierunków studiów (bez EMB, które robi się zazwyczaj dużo później) - https://t.co/yU4mW2GxwQ;
- mogą spokojnie iść na studia doktorskie do Niemiec, gdzie na wstępie dostanie umowę o pracę i wynagrodzenie €57,000-€71,000 brutto rocznie... mi dolne widełki wychodzą dużo więcej niż pensja profesora - jedno z ostatnich ogłoszeń jakie dostałem - https://t.co/OWQ0l4hYAb (kurcze może czas zrobić trzeci doktorat);
- zacząć doktorat na UW i otrzymać stypendium doktoranckie wynoszące 3570,50 zł brutto.
Co się dzieje z naszymi najzdolniejszymi absolwentami dobrze pokazać na przykładzie Mistrzów Świata w Programowaniu Zespołowym z UW z 2003 roku. Sam miałem jakiś skromny udział w ich przygotowaniu do tego konkursu prowadząc wtedy "Algorytmikę Praktyczną" (https://t.co/Y2MlVB53h5). A konkurs, o którym mówię to, ACM ICPC (https://t.co/rd2zvd1OfX). No więc:
- @TCzajka - pracuje jako programista w różnych fajnych miejscach, np. SpaceX - teraz po raz drugi wyjechał z Polsk i warto zapytać go o powód,
- Krzysztof Onak - pracuje na Boston University, a wcześniej przez kilka lat w IBM Research - robi to co tygrysy lubią najbardziej, czyli zajmuje się algorytmiką - napisaliśmy razem 3 prace, które weszły na topowe konferencje, czy zorganizowaliśmy razem w Warszawie warsztaty E=mc^2,
- Andrzej Gąsienica-Samek - prowadzi swoje firmy w Warszawie: Atinea to software house, oraz Insta.Ling wspiera uczenie się języków. Jest też jednym z twórców InstaKolko https://t.co/EbTaNPzK4m, czyli kursów programowania dla dla dzieci w szkołach podstawowych.
To raczej takie typowe historie naszych absolwentów, które mógłbym mnożyć. UW zresztą jest jedyną uczelnią na świecie, która od 32 lat co roku dochodzi do finałów ACM ICPC, więc tych historii jest naprawdę dużo.
I teraz jak ktoś mi pisze, że wykładając informatykę na uczelni w Polsce zarabia się dużo, to jednak chce mi się śmiać i taki śmiech szalonego naukowca. A jak wiadomo każdy szalony naukowiec planuje przejąć władzę nad światem, jednak przy takich wynagrodzeniach, to szybko przestaje o tym marzyć, skupia się nad prozą życia i zastanawia się, czy jednak nie iść do pracy poza akademią, albo nad wyjazdem z Polski, bo racjonalnie i finansowo to nie ma sensu.
Przed Państwem zwyrol Gulbinowicz, który jeszcze przed śmiercią został skazany przez Watykan za czyny pedofilskie. Prócz tego współpracował z SB, a mimo to nikt nie odebrał mu Orderu Orła Białego.
Sojusz ołtarza z tronem trwa w najlepsze.
Tfu...
Sz. P. @prezydentpl , chyba już czas na reakcję w sprawie najazdu Brzetysława na Polskę w 1038 r., podczas którego Czesi złupili Wielkopolskę, ukradli zwłoki św. Wojciecha i zagarnęli Śląsk.
Zerwanie stosunków dyplomatycznych z Pragą to minimum tego, co powinien Pan zrobić.
Nie zgadzam się z decyzją o odebraniu Wołodymyrowi Zełenskiemu Orderu Orła Białego.
Nie dlatego, że historia Wołynia nie boli. Boli. Nie dlatego, że nazwa „Bohaterowie UPA” nie budzi w Polsce sprzeciwu. Budzi i musi budzić. Ale Order Orła Białego nie jest prywatnym narzędziem prezydenta. Jest najwyższym odznaczeniem Rzeczypospolitej. Symbolem państwa, jego pamięci, jego racji i jego powagi.
I właśnie dlatego ta decyzja jest tak problematyczna.
Bo jeśli order nadany w imieniu państwa można odebrać w rytmie bieżącego konfliktu politycznego, to nie wzmacniamy pamięci historycznej. Osłabiamy państwowy symbol. Z orderu robimy komunikat polityczny. Z gestu państwowego robimy gest doraźny.
Można było ostro zareagować. Można było wezwać ambasadora. Można było zażądać wyjaśnień. Można było mówić twardo o Wołyniu, UPA i polskiej pamięci. Ale odebranie najwyższego odznaczenia państwowego przywódcy kraju, który broni się przed rosyjskim imperializmem, to decyzja, która uderza szerzej niż w jednego człowieka.
Order Orła Białego nie jest od prezydenta. Jest od Rzeczypospolitej.
I dlatego nie powinien być używany jak polityczny rekwizyt.
@JankowskiAdamTT Fujary co ani głosów przeliczyć ani złodziei rozliczyć. Dostaniesz za swoje od własnych wyborców narcyzie! Tylko na x umiecie gadać a roboty 0!
I Załużny ma rację. W tym momencie kładzie się cała narracja o tym jak Ukraina „dla pokoju poświęciła Polskę” bo tu wcale nie chodzi o Ukrainę tylko o interesy ukraińskiej GTW z opozycją też ukraińską. A pokoju i tak jeszcze długo nie będzie
Muszę, bo autentycznie bierze mnie już obrzydzenie. Mnie i jestem przekonana, że także milionów Polaków.
Cała odpowiedzialność za obecny kryzys i prezydenturę Nawrockiego spoczywa na liderach rządzącej koalicji, ze szczególnym uwzględnieniem Donalda Tuska, a nie na oddolnych ruchach społecznych (#silnirazem jak usiłuje wmówić Anna Wanna).
Także próby zrzucania CAŁEJ winy na Hołownię to cyniczny przejaw ucieczki od odpowiedzialności politycznej obozu rządzącego i jej szefa, którego tak chętnie bronicie tą zdradą Hołowni, który od początku byl w tej koalicji śliski i grał tylko na siebie.
To jest niestety gorzki rachunek sumienia, bo to Donald Tusk i liderzy koalicji oddali Pałac Prezydencki, winiąc własnych wyborców i pozwalając na obwinianie Hołowni, w którego interesie nie leżało wspieranie Trzaskowskiego, a walka o własną podmiotowość. Kto tego nie rozumie, ten o polityce nie wie nic.
Z coraz większym obrzydzeniem i narastającą wściekłością czytam żałosne, pełne pretensji wpisy polityków strony demokratycznej na rzeczywistość, którą sami sobie stworzyli. Jako zdeklarowana demokratka, która w 2023 roku szła do urn z nadzieją na głęboką zmianę, czuję dziś głównie niesmak. Obserwuję festiwal tchórzostwa, w którym zamiast rzetelnego rozliczenia własnych błędów, rządzący szukają kozłów ofiarnych wśród tych, dzięki którym w ogóle sięgnęli po władzę.
Mit pełnej winy Hołowni to zasłona dymna Tuska. Głównym celem publicznych ataków stał się Szymek - beksa, który moim zdaniem w ogóle nie powinien pojawić się w polityce, ale zostawmy te animozje prywatne. Próba wmówienia opinii publicznej, że to wyłącznie jego formacja i błędy kampanijne wsadziły Nawrockiego na fotel prezydenta, jest czystą manipulacją. W tym politycznym teatrze główną rolę reżysera odegrał bowiem sam premier Donald Tusk.
To Donald Tusk i kierowana przez niego Platforma Obywatelska narzucili strategię, bo dysponując pełnią instrumentów władzy, aparatem państwowym i mediami, nie potrafił zbudować spójnego, silnego frontu, który zablokowałby w ogóle kandydowanie Nawrockiego na fotel Prezydenta. Zamiast realnego przywództwa, otrzymaliśmy kalkulacje, wewnętrzne gierki w koalicji i próby przerzucania odpowiedzialności na mniejszych partnerów. Hołownia to mały zdrajca, z wielkim ego, ale to Tusk firmuje ten cały układ polityczny i to on ponosi główną odpowiedzialność za strategię, która poniosła spektakularną klęskę.
Atak na „Silnych Razem” – uderzenie w fundamenty inicjatyw oddolnych, to kpina z obywateli.
Szczytem bezczelności jest szukanie tu winnych w wyborcach, którzy zrzeszyli się, aby pomóc wygrać - za darmo, poświęcając swój czas i życie. Zdumiewające i bolesne jest patrzeć, jak politycy tacy jak Anna Maria Żukowska piszą na X posty deprecjonujące ten ruch. To rażący brak niedocenienia faktu, że to właśnie „Silni Razem” i tysiące zaangażowanych internautów własną, organiczną pracą zmienili trendy na platformie X.
To był gigantyczny, bezinteresowny wkład w wielkie zwycięstwo 15X2023. Kiedy partyjni stratedzy spali lub pisali nudne programy i obietnice, których nie mieli zamiaru spełnić, zwykli ludzie tworzyli cyfrowy mur obronny przed propagandą i mobilizowali naród do pójścia na wybory. Dzisiejsze plucie na ten ruch przez elitę partyjną jest dowodem na kompletne odklejenie od rzeczywistości. Gdy wygrywają – przypisują sobie zasługi. Gdy przegrywają – winni są najwierniejsi wyborcy.
Zamiast uderzyć się w pierś, politycy wolą żalić się na X. Narzekają na algorytmy, na trudnych wyborców, na brak wsparcia. Tymczasem suweren pyta o fundament umowy społecznej z października 2023 roku: gdzie jest obiecane rozliczenie rządów PiS do samego spodu?
Wyborcy mają dosyć, tak jak ja i wszyscy moi znajomi i rodzina, ciągłego mydlenia oczu i ciągłych zapowiedzi, z których niewiele wynika, braku odważnych, systemowych decyzji i rozliczania aferzystów, przenoszenia realnej polityki do formy Twitterowych potyczek.
Wy się weźcie za prawdziwą ROBOTĘ, a nie płacze na X.
Dlaczego USA chcą podpisać pokój na słabych dla siebie warunkach?
Rezerwa Strategiczna ropy naftowej Stanów Zjednoczonych jest na najniższych poziomach od ponad 30 lat.
Jeżeli kiedyś, gdzieś był jakiś plan, to ewidentnie ktoś zapomniał "zatankować" przed "wyprawą".
Ten "salonik VIP dla politykow" to istniał, czy jest tylko w mitologii PiS?
Bo jeżeli istniał, to korzystający z niego powinni sobie znaleźć inne zajęcie niż politykę.
A jeżeli nie istniał, to oczekiwałbym kroków prawnych przeciwko oszczercom.
@RyszardPetru@Marcin_Kaminski Wolnorynkowe wycieczki na Maderę dla każdego i bezkarność dla Jarozbawa. Czyny nie słowa a tu wszyscy widzieli co pan pokazałeś.
Tak się kończy "honorowa" polityka po obydwu stronach. Emocjonalna i koszmarnie egzaltowana decyzja prezydenta Nawrockiego, kończy się równie pokazową demonstracją polityków ukraińskich, powodowaną takim samym resentymentem, z jakim Polacy często traktują Niemców (nie będą nam szwaby mówić, co wolno a co nie!), a wynikającą z poczucia niższości z jednej, a wyższości z drugiej strony. Awantura jak u kochanków podczas rozstania. Wyrzucają ubrania za okno i palą podarowane książki.
A nieco bardziej poważnie. Decyzja Pałacu Prezydenckiego, bo domyślam się, że nie tylko sama głowa państwa ale i jej otoczenie miało w niej swój udział, była krótkowzroczna, kontrproduktywa i katastrofalna politycznie. Nawet w jej własnej logice, prezydent Nawrocki utracił inicjatywę, dostając szach-mat z drugiej strony. I teraz tak, konferencja w Gdańsku pod znakiem zapytania, status polskich odznaczeń w przyszłości także, mosty do próby budowy pragmatycznej współpracy w najlepszym razie zamknięte, jeśli nie zburzone. Pal sześć nasze relacje z samą Ukrainą, gra toczy się przecież o cały region.
Pozycjonowanie Polski, to czy może stanowić rzecznika wschodniej flanki, wspierać go, animować politykę unijną, zależy także od tego jaki ma poziom współpracy z sojusznikami. Czy jest w stanie coś załatwić albo wie co się dzieje i jest w stanie czytać sytuację lepiej niż Zachód, czy nie. Popsucie relacji politycznych będzie też miało pragmatyczne przełożenie na jej wymiar materialny. Potencjalną powojenną odbudowę, współpracę przedsiębiorstw, wymianę technologiczną. Zobaczymy czy przynajmniej w polityce bezpieczeństwa będziemy w stanie utrzymać bliskość, bo oba kraje tego potrzebują, ale nie mam pewności. Skoro emocjonalność jest aż tak dominująca w obu stoliach, równie dobrze możemy pójść w spiralę autodestrukcyjnych demonstracji. |
To nie Rosja, to ruskie ludziki w Polsce. Na naszych oczach, proruska partia Brauna tworzy zmilitaryzowane bojówki w Polsce. To się dzieje od @ABW_GOV_PL czuwa prawda? Prawda? 🤦🏻♀️Czy może wylecicie z tym, że nie ma na to paragrafu?
Klasyczny mechanizm wyparcia. Karuzela PR-owa Białego Domu przyspiesza.
Wojna z Iranem została przegrana. Negocjacje są prowadzone na warunkach Iranu, nie USA.
Ten konflikt to potężny błąd strategiczny administracji USA. Przed lutym 2026 roku reżim w Iranie był osłabiony wewnętrznymi protestami i zrujnowaną gospodarką. 15 tygodni wojny pokazało jednak, że Iran potrafi nie tylko przetrwać amerykańskie uderzenia, ale też rzucić globalną ekonomię na kolana poprzez blokadę cieśniny.
Ten konflikt to jest katastrofa geopolityczna USA, jakiej dawno nie widziałem.
Wysłanie przez Iran delegacji do Szwajcarii tuż po ogłoszeniu blokady Cieśniny to pokaz czystego, makiawelicznego cynizmu.
Irańczycy nie jadą tam prosić o pokój tylko jadą podyktować warunki kapitulacji układu wersalskiego, żądając m. in. ustępstw w sprawie Izraela i Libanu.