@wolski_jaros@baranowb Kurwa, czy ty czasami czytasz co piszesz? Dorosły kopiący dziecko to prawie zawsze gwarantowany zgon albo ciężkie uszkodzenie ciała.
@Gajus_Marcius >Bardzo łatwo
xD
W przeciwieństwie do przepisów ruchu drogowego, przepisy o regulowaniu wolności słowa, tropienia dezinfo, mowie nienawiści, zostawiają gigantyczne pole do twórczej interpretacji. A efekt widać na zachodzie, gdzie te przepisy są wykorzystywane do walki z prawicą.
🚨Podczas wczorajszego Marszu Pamięci o ofiarach Rzezi Wołyńskiej w Warszawie doszło do skandalicznej i niedopuszczalnej sytuacji. Młody ukrainiec kpił z pamięci ofiar i obrażał naród polski, a jednej z kobiet groził gwałt*m.
Nie ma miejsca w Polsce na takie zachowanie obcokrajowców.
🚨Podczas wczorajszego Marszu Pamięci o ofiarach Rzezi Wołyńskiej w Warszawie doszło do skandalicznej i niedopuszczalnej sytuacji. Młody ukrainiec kpił z pamięci ofiar i obrażał naród polski, a jednej z kobiet groził gwałt*m.
Nie ma miejsca w Polsce na takie zachowanie obcokrajowców.
To będzie długi wpis. Wszystkie źródła znajdziecie w następnym twicie.
Czy artykuł "Immigration and Crime: An International
Perspective", opublikowany w periodyku ekonomicznym JEP, może służyć jako dowód w sprawie rzekomo przyzerowego wpływu imigrantów na wzrosty wskaźników przestępczości? Tiktoker Shmoo twierdzi, że jak najbardziej może służyć. Sprawdźmy, czy jego optymizm jest uzasadniony.
Najpierw uwaga ogólna: nie bez powodu podkreśliłem miejsce publikacji tekstu. Ekonomia stanowi (zaraz obok socjologii) najmniej rzetelną dyscyplinę z całego korpusu nauk społecznych. Innymi słowy, szansa, że postulowane przez ekonomistów w ich artykułach wyniki okażą się prawdziwe, jest znacznie mniejsza aniżeli sytuacja odwrotna - że będą nieprawdziwe lub przesadzone.
Grupa badaczy pod kierownictwem Johna Ioannidisa z Uniwersytetu Stanforda sprawdziła niedawno, jak bardzo problem "efektu szuflady" (stronniczość publikacyjna - zniekształcenie obrazu wyników badań naukowych poprzez ukrywanie, czytaj: niepublikowanie określonych rezultatów) wpływa na wnioski z metaanaliz w czterech różnych dyscyplinach (medycyna, nauki środowiskowe, psychologia i ekonomia). Po korekcie okazało się, że prawdopodobieństwo zaistnienia postulowanych przez ekonomistów w ich pracach efektów zmniejszyło się z 99,9% do 29,7%.
Pozostawię to bez komentarza.
Jedziemy dalej.
W artykule przywołanym przez tiktokera Shmoo czytamy, że ekonomiści do swojej analizy wykorzystali zabójstwa oraz kradzieże samochodów, ponieważ "są one definiowane w sposób spójny we wszystkich krajach i mierzone dokładniej niż inne rodzaje przestępstw" (s. 192).
No cały szkopuł w tym, że nie są. Nawet zabójstwa. Zwłaszcza zabójstwa. Wiemy o tym, ponieważ rok wcześniej na łamach "Annual Review of Criminology" ukazał się przegląd literatury, w którym autorzy, Rogers i Pridemore, dokładnie zbadali problem wiarygodności statystyk zabójstw i ich powiązań z rozmaitymi zmiennymi socjoekonomicznymi - problem traktowany przez Marie'ego i Pinottiego jako trywialne założenie niewymagające jakiejkolwiek weryfikacji.
Co z tego wyszło? Okazało się, że korelowanie zabójstw z różnymi zjawiskami społecznymi (nierówności, ubóstwo, PKB, urbanizacja, bezrobocie, edukacja, rozwój technologiczny etc.) w porównaniach międzynarodowych daje niemiarodajne, niestabilne i niewiarygodne rezultaty. Wnioski zawsze zależą od wyboru źródła (Eurostat, WHO, ONZ, Bank Światowy, IHME) i odcinka czasowego do badania. Jedno źródło da ci efekt pozytywny, inne negatywny, a jeszcze inne zerowy. Różne będą też wartości współczynników i poziom istotności, a co za tym idzie - miejsca kraju w rankingu.
Słowem, wybór danych wsadowych zmienia wyniki badań. Nie ma żadnych podstaw, aby traktować akurat statystyki zabójstw Eurostatu jako wyrocznię.
Dalej: tiktoker Shmoo mówi, że w celu oszacowania wpływu imigrantów na wzrosty przestępczości, autorzy zastosowali, cytuję: "zaawansowane modele statystyczne, tzw, metodę zmiennych instrumentalnych shift share, aby wyeliminować błędy pomiarowe". Wszystko brzmi fachowo i naukowo, dopóki nie sprawdzicie, co tak naprawdę zrobili panowie ekonomiści.
Cytat ze strony 193: "Dwa dolne wykresy pokazują wyniki analizy wykorzystującej metodę instrumentalną typu shift-share (SSIV), która ma lepiej uchwycić zależność przyczynową. Na osi poziomej nie przedstawiono rzeczywistego wzrostu liczby imigrantów, lecz wzrost przewidywany na podstawie tego, ilu migrantów mieszkało w danym regionie w 2000 r. oraz jak zmieniała się liczba migrantów w całym kraju w latach 2002–2017."
Widzicie już, na czym polega sztuczka?
Załóżmy, że w roku 2000 kraj X miał:
> w regionie A: 10k imigrantów
> w regionie B: 1k imigrantów
Potem, między rokiem 2002 a 2017, do całego kraju przybyło dodatkowe 100k imigrantów.
Ekonomiści zakładają, że nowi migranci osiedlili się tam, gdzie mieszkają już ich rodacy i gdzie istnieją już utrwalone imigranckie sieci społeczne (klany, dzielnice, sklepy etc.). Następnie tej podstawie przewidują, że region A "powinien" dostać dużo nowych imigrantów, podczas gdy region B "powinien" dostać niewielu. To jest właśnie "predicted migration".
Metoda ta jest często krytykowana, ponieważ nie oferuje ona empirycznej, twardej obserwacji - jest w większości konstruktem teoretycznym. Zamiast korzystać z bezpośrednio obserwowanych danych administracyjnych o napływie migrantów, bazuje na ich statystycznie przewidywanej wartości. Ciągle obracamy się zatem w sferze abstrakcji i spekulatywnych założeń.
Co gorsza, nakłada się na to wszystko jeszcze kwestia definiowania "imigranta". Autorzy oczywiście nie przeprowadzają formalnej analizy wrażliwości na różne definicje, nie pokazuje, jak zmieniają się wyniki po zastosowaniu alternatywnych definicji i nie sprowadzają danych do wspólnego mianownika. Jedyne co robią to snują narracje, że skoro literatura wykorzystuje różne definicje, to oni podsumowują tę literaturę taką, jaka jest. Mało to precyzyjne czy naukowe.
Na samym końcu swojego wywodu tiktoker Shmoo stwierdza, że "patologii nie rodzi paszport ani pochodzenie, lecz przymus ekonomiczny." Jest to po prostu inna wersja pustego jak dzwon frazesu sugerującego, że przyczyną przestępczości jest bieda/nierówności społeczne.
Teza ta jest fundamentalnie nieprawdziwa, "chłopskorozumowa" i pochodzi niemal zawsze od socjologów. Poważna, rygorystyczna nauka nie pozostawia wątpliwości:
>bieda/nierówności nie mają żadnego związku z przemocą w Europie;
>nie mają żadnego związku z przemocą w USA;
>mają niewielki, pomijalny albo żaden wpływ na przestępczość ogółem;
>nie mają żadnego wpływu na holistyczne poczucie szczęścia i spełnienia, które obejmuje zdrowie psychiczne, fizyczne i emocjonalne;
>w żaden sposób nie korelują ze zdrowiem psychicznym u ludzi.
>literatura badająca zagadnienie biedy/nierówności jest kiepskiej jakości, selektywna, obarczona potężnym efektem szuflady, operująca na niekompletnych danych i arbitralnych definicjach. Gdy skoryguje się te deficyty i uzupełni braki, wskaźnik nierówności społecznych/ekonomicznych traci znakomitą większość swojej mocy prognostycznej;
>ustalenia te podważają obiegowe opinie, jakoby wiedza o poziomie biedy czy nierównościach społecznych dawała nam wgląd w przyczynową mechanikę powstawania patologii społecznych i była cenna z punktu widzenia zdrowia publicznego.
Przypominam: wszystkie źródła w następnym twicie.