Gospodarka i mieszkalnictwo to przecież jest tak prosty temat. W naszych warunkach niezwykle powiązany.
Skoro rzesza obywateli wyemigrowała i emigruje do dużych miast, szans na kredyt lub normalny najem od samorządu nie mają, to są skazani na wynajem na rynku prywatnym.
Ceny tego najmu są horrendalne. Już nie mówię o kawalerce, ale zwykłym, jednoosobowym pokoju. Na dzień dobry to jest co najmniej 1500 złotych. Około 44% pensji minimalnej netto.
44%. Powtarzam jeszcze raz, abyśmy mieli to cały czas w głowie: czterdzieści cztery procent. A jak z kawalerką? Tu już trzeba uderzać w 2600-3000 złotych. Od 72% do 83% minimalnej. Uśredniając: 75%.
W takiej Austrii pensji minimalnej nie ma, ale przyjmuje się, że te najniższe wynagrodzenie wynosi 1600 euro. A wynajem? Ciekawie.
Bo za kawalerkę w dzielnicy mieszkań społecznych wyjdzie około 450 euro. Kawalerkę. Nie pokój. 28% minimalnej za całe mieszkanie dla siebie.
Sprytna matematyka pokazuje, że różnica wynosi 47 punktów procentowych minimalnego wynagrodzenia. Czterdzieści siedem.
Gdzie trafia te 47pp? Do schowka na miotły? Do wróżki zębuszki?
Oczywiście, że trafia do austriackiej gospodarki. Do sektora usług, bo kogoś stać na masaż czy częstszego fryzjera. Do sklepu, bo zamiast kupować przetworzone gotowce, można pozwolić sobie na coś lepszego.
Generalnie - kasa pracuje. Sklepy mają wyższe obroty, sektor usługowy więcej klientów. To wszystko przekłada się na wyższe zarobki, większą konsumpcję. Samonapędzający się rozwój według zasad gospodarki kapitalistycznej i wolnorynkowej.
A u nas? U nas 47 punków idzie do właściciela mieszkania. Te 47 punktów idzie na spłatę kredytu/akumulację pod kolejny wkład własny, aby zakupić kolejną nieruchomość i kolejny raz zebrać czynsz.
Później czytam ekspertów od kręcenia bata na Polaków, że mamy problem z niskimi płacami, że nadrabiamy zaległości z PRLu, że Polacy za mało pracują. Kręcą korbą, aby ten powalony układ folwarków nie upadł. Sami są umoczeni w nim po uszy.
Mój program jest prosty: oddać rynek mieszkaniowy Polakom. WSZYSTKIM Polakom.
Takiego boomu gospodarczego jeszcze w historii naszej Ojczyzny nie było.
Żebym dobrze zrozumiał.
Konfiarze przeciwni KSeF namawiali swoich fanów do brania faktur za kondomy na cudzy NIP.
Ludzie ostrzegali, że to przestępstwo i grożą za to konsekwencje.
A gdy sprawą zainteresowała się KAS i jeden z ich przygłupich tiktokowych fanów musi teraz ponieść konsekwencje swoich czynów, Konfiarze przypierdalają się do Tuska, że kwii kwii opresyjne państwo i gdyby to był Giertych to nikt by go nie ścigał?
I w ramach happeningu dla debili Foltyn przyniósł na mównicę pudełko prezerwatyw z wizerunkiem Tuska i wyjął z niego balon, który poleciał pod sufit i który teraz będą musiały zdejmować sprzątaczki lub woźny?
Master level bycia debilem...