Pigułka informacyjna o wydarzeniach na linii 🇵🇱-🇺🇦
1. Zełeński pozwala na nadanie nazwy “Bohaterów UPA” jednostce wojskowej. Według mnie całkowicie świadomie, bo wiedział, że to rozjuszy Polaków i da mu paliwo w ukraińskiej polityce wewnętrznej w której wcale nie jest tak wesoło. Oczywiście tak się stało i prezydent Nawrocki nie pozostał temu obojętny.
2. Nawrocki zagroził odebraniem Orderu Orła Białego, jednak dał Zełeńskiemu czas na zmianę swojej decyzji i próbował skontaktować się z nim w celu rozmowy. Zełeński zignorował polskiego prezydenta. Przy okazji media zachodnie zaczęły opisywać sprawę Wołynia, co było pierwszym tak szerokim umiędzynarodowieniem tego sporu. Media w lwiej części stanęły po stronie Polski.
3. Kapituła Orderu Orła Białego odbiera odznaczenie Zełeńskiemu. Prezydent Ukrainy odsyła go jak zwykłą wysyłkę, a nie pocztą dyplomatyczną. Razem z nim w geście solidarności odznaczenia oddają inni ukraińscy politycy (którym odznaczeń nie odebrano), a Ukraina rozpoczyna potężną ofensywę propagandową twierdząc, że nikt nie będzie układał im historii (nawet jeśli czczą ludobójców). Przy okazji Polska nie wdrożyła żadnych realnych konsekwencji wobec Ukrainy, oprócz tej symbolicznej wobec Zełeńskiego, a prezydent Nawrocki podkreślał opór wobec rosyjskiej agresji. Mimo to nie ustępują ani na krok i zamiast zachodniej dyplomacji i wrażliwości historycznej, to serwują nam szkołę sowieckiej dyplomacji - będzie po naszemu albo wcale.
4. Ukraińcy dobrze przewidzieli, że w czasie kohabitacji w Polsce, to premier Tusk bardzo chętnie zrzuci z siebie na prezydenta Nawrockiego brzemię kryzysu relacji, a część Polaków go w tym poprze. Ukraińska klasa polityczna myślała kategoriami państwowości i solidarności - bronimy swojej racji za wszelką cenę. Polska klasa polityczna dała się skłócić jak dzieci, a przedstawiciele rządu ochoczo oskarżają prezydenta i pośrednio stają po stronie Ukrainy w tym sporze.
5. Ukoronowaniem skutecznego podziału polskiej władzy państwowej jest Konferencja Odbudowy Ukrainy w Gdańsku na którą zaproszenia wysyłali prezydent Zełeński i premier Tusk, a osobą pominiętą w zaproszeniach jest oczywiście prezydent Karol Nawrocki (już pomijam, że Polsce do odbudowy przydzielono obwód doniecki prawie całkowicie przejęty przez Rosję). Warto również podkreślić, że Zełeński kłamał o tym, że nikt nie wiedział o otrzymaniu przez niego książki na temat rzezi wołyńskiej od prezydenta, a także zamiast samemu zabiegać o poprawę relacji z Nawrockim, to stwierdził, że polski prezydent MUSI (!) przyjechać do Kijowa i porównywał go do Orbana twierdząc, że takie zachowanie nie skończyło się dla niego dobrze. W tym samym czasie premier Tusk bawi się w kaznodzieję i publikuje “pojednawcze” tweety pokazując całej Polsce i światu - to nie mój konflikt i nie moja sprawa.
6. Podsumowaniem jest bardzo przykra świadomość tego, że nic w sprawie Wołynia się nie zmieni, Ukraina w żadnym stopniu nie zamierza się wycofać, a co gorsza duża część klasy politycznej i Polaków temu przyklaśnie. Tym bardziej warto docenić nieugiętą postawę prezydenta Nawrockiego w tej sprawie. Warto wspomnieć również wielu innych polskich patriotów na czele śp. ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego, który przez lata walczył o prawdę w tej sprawie i nie zniechęciły go bardzo przykre słowa między innymi byłego prezydenta Andrzeja Dudy, który zalecał mu nie zajmowanie się polityką. Warto jednak podkreślić, że wśród polskich polityków godnie i honorowo zachował się Michał Kamiński, który odesłał swoje ukraińskie odznaczenia, ale na drugim biegunie mamy Piotra Foglera, który postanowił zwrócić swoje... polskie odznaczenie 🙃
7. Możemy zazdrościć Ukraińcom narodowego zjednoczenia w tej sprawie i twardego bronienia swojej racji, a przed nami jeszcze długa droga. Zełeński ugotował dwie pieczenie na jednym ogniu - na Ukrainie ludzie zjednoczyli się wokół niego, a w Polsce udało mu się wprowadzić podział w tej sprawie. Oczywiście, on też dużo ryzykuje i kiedyś echa jego działania mogą być niekorzystne dla Ukrainy, ale aktualnie nie jest to jego zmartwieniem - swój krótkoterminowy cel osiągnął. Jeżeli Polska i Polacy po tym brutalnym otrzeźwieniu wyciągną odpowiednie wnioski, to jesteśmy na dobrej pozycji by w przyszłości wystawić rachunek za to co się dzieje. Ukraina osiąga krótkoterminowe sukcesy, ale ich głęboka wiara w to, że grają w jednej lidze z Francuzami, Brytyjczykami, czy Niemcami gdy w rzeczywistości nie grają w lidze nawet z nami, będzie dla nich potężną zgubą. Ukraińcy niedługo zaliczą bardzo brutalny reality check i bądźmy gotowi na to, że obwinią nas za swoje niepowodzenia, a my właśnie wtedy będziemy bardzo dobrze pamiętać o tym jak zachowali się wobec nas wcześniej. Pamiętajmy również o tym, że w Polsce rośnie potężna diaspora ukraińska, która już to zrobiła albo dopiero zacznie ubiegać się o polskie obywatelstwa, trzeba zadbać o to by polski paszport nie był rozdawany jak cukierki na urodzinach, ale żeby dostały go tylko te jednostki, które naprawdę na niego zasługują.
8. Ukoronowaniem tej ukraińskiej odklejki jest twierdzenie, że Polska gospodarka nic nie znaczy bez dopłat unijnych albo że korupcja w Polsce jest na większym poziomie niż na Ukrainie (XD). Już w 2004 polska gospodarka była prawie czterokrotnie większa od ukraińskiej, a dzisiaj przekracza bilion dolarów. Ukraina jeszcze długo nie wejdzie ani do UE ani do NATO (o ile w ogóle), a do tego najprawdopodobniej nie odzyska dużej części utraconego terytorium. Nie mówiąc już o potężnej emigracji z ich kraju, również mężczyzn w wieku poborowym, którzy zostają poza granicami Ukrainy. Obawiam się, że ich frustracja będzie tylko narastać, a my musimy być maksymalnie spokojni - bronić godności swoich ofiar i państwa, a do tego czekać. W tym przypadku czas gra na naszą korzyść. Zobaczycie, że jeszcze będzie im bardzo zależeć na relacjach z Polską, ale wtedy zamiast przytulasów będzie twarda polityka. Pamiętajcie, że bez naszej zgody oni do Unii Europejskiej nie wejdą, a w wielu innych tematach również są mocno zależni od Warszawy. Miłego wieczoru!
Minęło już trochę czasu. Emocje opadły więc podzielę się z Wami moimi przemyśleniami o ostatnim sukcesie naszej tenisistki.
Niezwykły sukces Mai Chwalińskiej, która dotarła do finału wielkoszlemowego Rolanda Garrosa, zachwycił całą Polskę. To owoc jej twardej pracy, determinacji i ogromnego poświęcenia jej rodziny – ale na pewno nie zasługa polskiego systemu szkolenia.
Gdy tylko tenisistka odniosła życiowy sukces, do akcji natychmiast wkroczyli politycy obecnego rządu, gotowi do robienia sobie zdjęć i wręczania czeków w blasku jupiterów. Decyzja ministra sportu Jakuba Rutnickiego o przyznaniu Chwalińskiej maksymalnego stypendium w wysokości 9600 zł brutto miesięcznie to podręcznikowy przykład patologii polskiej polityki sportowej, opartej na akcyjności i czystym PR-ze.
Przyznawanie publicznych pieniędzy w momencie, gdy zawodniczka za sam finał w Paryżu swoją ciężką pracą zdobyła ponad 3 miliony złotych netto, nie ma nic wspólnego z realnym wspieraniem jej kariery. To klasyczna próba podpięcia się pod cudze osiągnięcia. Gdzie był resort, gdy Chwalińska była obiecującą nastolatką i borykała się z problemami finansowymi, nie mając za co opłacić noclegów podczas zagranicznych turniejów? Wtedy polski system był ślepy.
Zamiast tego Ministerstwo Sportu woli uprawiać propagandę sukcesu i udawać, że systemowo dba o narybek sportowy. Flagowy program „KlubPro”, który miał wspierać kluby uczestniczące we współzawodnictwie dzieci i młodzieży w praktyce wspiera podmioty najsilniejsze sportowo, czyli de facto te najbogatsze. Z ponad 4 tysięcy klubów realnie punktujących w polskim systemie, finansowanie otrzymuje zaledwie 850 z nich.
Szczytem hipokryzji jest ogłaszanie planów ubiegania się o organizację Igrzysk Olimpijskich w Polsce. Działacze z Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego będą wprost zachwyceni, widząc jak nasze państwo lekką ręką oddaje deweloperom cenne grunty wraz z istniejącymi obiektami sportowymi.
Dokładnie taki los spotkał korty tenisowe w Dąbrowie Górniczej, na których rodził się talent naszej wielkoszlemowej finalistki. Wystarczy też pojechać do Warszawy i zobaczyć, jak dziś wyglądają legendarne korty AZS w Parku Skaryszewskim oraz wiele innych kultowych miejsc, które zamiast tętnić sportowym życiem, czekają na zalanie betonem. Przy obecnym podejściu władz, możemy ubiegać się co najwyżej o organizację „Igrzysk Deweloperów”, w których główną konkurencją będzie liczba bloków mieszkalnych postawionych na zrównanych z ziemią boiskach.
W sporcie dziecięcym i młodzieżowym wszystko opiera się dziś na kieszeni rodziców. W efekcie o karierze młodego Polaka coraz rzadziej decyduje czysty talent i pracowitość, a coraz częściej zasobność portfela. Setki utalentowanych dzieciaków rezygnują z turniejów i wyjazdów, bo ich rodzin po prostu nie stać na opłacenie transportu, noclegów czy drogiego sprzętu.
Ministerstwo Sportu nie jest od wręczania kieszonkowego dobrze radzącym sobie sportowcom w świetle kamer. Zadaniem państwa jest stworzenie transparentnego, przewidywalnego systemu wsparcia dla młodych talentów ZANIM staną się sławni, oraz bezwzględna ochrona i modernizacja bazy sportowej.
Każde dziecko, niezależnie od majątku rodziców, musi mieć równe szanse na rozwój i reprezentowanie barw narodowych na całym świecie.
Przez DWA LATA "zespół ekspertów" Macieja Laska, Malepszaka i @DariuszKlimczak pracował, analizował, ustalał, rozmawiał, wymyślał.
I tak wymyślił, że przebieg ich lini kolejowych jest niezgodny z unijnymi korytarzami transportowymi TEN_T.
To trzeba mieć talent 🤡