finał euforii mnie trochę wzruszył, ale tylko dlatego, że relacja rue z alim była jedyną, w którą wierzyłam
poza tym ten sezon to był straszny shitshow, z paskudną fabułą, nijaką muzyką, okropną mizoginią, obrzydliwymi scenami i zerową aurą, do jak najszybszego zapomnienia
po ogladaniu przez 3 godziny omowienia zagadnien jawnych mam tylko 3 wnioski:
- bakcyl dzumy nigdy nie umiera
- nazywam sie miljon bo za miljony kochzm i cierpie katusze
- imie jego bedzie czyerdziesci i cztery