🗣️ .@sikorskiradek: okłamali naród, zmyślali o zamachu smoleńskim. Powinni mieć 5% poparcia.
Wicepremier, szef MSZ, był gościem Justyny Dobrosz-Oracz w TVP Info.
Mercosur działa 3ci miesiąc i coś prawactwo ryje pozamykało bo..
spadł import z Mercosur do Polski a wzrósł eksport z Polski do Mercosur.
Co to znaczy..ano to,ze nie ma już napływu do Polski złej, zarobaczonej żywności, bo są kontrole UE żywności z Mercosur o czym już pisałem.
Słuchajcie uważnie.
Bo to nie jest kolejny biadolenie. To jest manifest.
Mamy rok 2026.
Do wyborów 2027 zostało 15 miesięcy.
I albo wreszcie przestaniemy gadać do siebie w bańce, albo oddamy ten kraj walkowerem.
Czym dysponujemy?
Twardym, lojalnym, kompetentnym elektoratem KO.
Kobiety 62%.
Ludzie 45+ i 60+.
Wykształceni. Miejscy. Ci, którzy rozumieją, czym jest praworządność, Europa i normalne państwo.
30–32% solidnego poparcia w sondażach.
To nie jest mało.
To jest fundament, na którym można zbudować większość. Ale fundament, który stoi na piasku demograficznym. Bo młodzi (18–39) to u nas ledwie 15%.
A oni już dawno poszli gdzie indziej.
Co musimy pozyskać?
Młodych.
Szczególnie młodych facetów.
Tych, którzy dzisiaj dają Konfederacji 30–38%.
Nie dlatego, że nagle zostali faszystami. Tylko dlatego, że ktoś do nich mówi ich językiem: o podatkach, o mieszkaniach, o tym, że państwo nie może ich dusić biurokracją i moralizowaniem.
Mamy też niezdecydowanych i tych, którzy odpadli z PiS-u przez chaos na prawicy.
To są realne głosy.
Dostępne. Tylko trzeba po nie sięgnąć.
Jak to zrobić?
Nie kolejnymi konferencjami i ładnymi hasłami.
1Iść tam, gdzie oni są – TikTok, Reels, Shorts. Krótko. Konkretnie. Bez mentorszczyzny.
2Postawić młode twarze na pierwszej linii. Nie „młodzieżówki na papierze”, tylko realnych liderów, którzy nie brzmią jak z innej epoki.
3Przestać mówić „my wiemy lepiej”. Zacząć słuchać, co ich wkurza.
Jakich obietnic użyć? Tylko tych, które da się zmierzyć: – 0% PIT dla młodych do konkretnego progu – Realny, masowy program tanich mieszkań (nie kolejne powerpointy) – Deregulacja dla tych, co zakładają firmy, a nie dla kolesi – Skrócone kolejki do lekarza i cyfryzacja, którą widać w telefonie
Żadnych mglistych „lepszych jutr”. Tylko twarde: „zostanie ci więcej w kieszeni, będziesz miał gdzie mieszkać, państwo nie będzie cię nękać”.
Jakich narzędzi?
Social media jako główny front.
Lokalne struktury, które wreszcie wyjdą z biurek.
Mikrotargeting. I – przede wszystkim – dowody.
Rząd musi do 2027 pokazać efekty w zdrowiu, mieszkaniach i bezpieczeństwie.
Bo nic nie sprzedaje lepiej niż realny wynik.
Mamy bazę.
Mamy ludzi.
Mamy rację.
Ale polityki nie wygrywa się racją. Wygrywa się tym, że potrafisz tę rację sprzedać w języku, który ktoś chce usłyszeć.
2027 to nie będzie „kolejne wybory”. To będzie moment, w którym albo dokończymy robotę, albo oddamy wszystko.
Gramy do jednej bramki. Albo #PoKOnamyZło Albo przegramy przez własną arogancję i lenistwo komunikacyjne.
Wybór należy do nas. A czasu jest coraz mniej.
💪🇵🇱
@DanielObajtek Obraz wart więcej tysiąca słów.
PS. zaznaczyliśmy moment odejścia z Orlenu „fachowca”, który wymyślił Olefiny i rozpoczęcia porządkowania firmy oraz tej inwestycji
To największy ulubieniec PiS-u doprowadził do tego, że ceny paliwa poszły w górę. I naprawdę się przykłada, żeby były jeszcze wyższe! Dziękujcie @realDonaldTrump.
PROSZĘ O RT!
Jak PiS sfałszował wybory?
21 lipca 2026 r. Prokuratura Okręgowa w Opolu oskarżyła czterech członków komisji wyborczych z Olesna, Strzelec Opolskich i Kamiennej Góry o fałszowanie wyborów (chociaż w AO napisano to łagodniej). Prawda o systemowym fałszerstwie, milczeniu mediów, polityków, prokuratorów jest jedną wielką hańbą demokratycznego społeczeństwa.
Nie trzeba wierzyć naszym informatorom ze służb specjalnych. Nie trzeba rozstrzygać, czy Rafał Trzaskowski został złamany, zastraszony albo politycznie sparaliżowany. Nie trzeba nawet wierzyć, że ktoś na Nowogrodzkiej wydał członkom komisji bezpośredni rozkaz: „zabierzcie Trzaskowskiemu głosy".
Wystarczy spojrzeć na liczby.
Wystarczy spojrzeć na liczby.
Największym sukcesem ludzi odpowiedzialnych za wybory prezydenckie w 2025 roku było wmówienie Polakom, że nie ma już czego badać. Karol Nawrocki został zaprzysiężony, media zajęły się bieżącymi sporami, a pytanie o prawdziwy wynik wyborów uznano za przejaw politycznego fanatyzmu.
Tymczasem jest dokładnie odwrotnie.
Fanatyzmem jest wiara, że w wyborach, w których podczas sprawdzania komisji masowo odnajdywano źle przypisane głosy, nie należało przeliczyć pozostałych podejrzanych obwodów. Fanatyzmem jest przekonanie, że liczenie głosów zagraża demokracji. Fanatyzmem jest wreszcie uznawanie za święty wyniku zatwierdzonego przez organ, którego status jako niezależnego sądu został zakwestionowany przez polskie i europejskie trybunały.
Nie twierdzę, że każdy członek komisji był uczestnikiem wielkiego spisku. Mechanizm fałszowania wyborów nie musi wyglądać jak w filmie, w którym Jarosław Kaczyński osobiście rozdaje koperty z instrukcjami. Wystarczy zbudować system, który umożliwia manipulowanie wynikami, ogranicza kontrolę i gwarantuje, że nawet po wykryciu nieprawidłowości nikt nie przeliczy głosów do końca.
PiS taki system zbudował. A potem system ten zadziałał.
Oto jedenaście powodów, dla których sprawy nie wolno uznać za zamkniętą.
1. PiS najpierw przejął sędziów meczu
Wszystko zaczęło się na długo przed nocą z 1 na 2 czerwca 2025 roku — od przejmowania instytucji, które miały wybory organizować, kontrolować i zatwierdzać.
Nowelizacją Kodeksu wyborczego ze stycznia 2018 roku PiS zmienił sposób powoływania Państwowej Komisji Wyborczej. Wcześniej tworzyli ją przede wszystkim zawodowi sędziowie; po zmianach siedmiu z dziewięciu członków zaczął wybierać Sejm, czyli aktualna większość polityczna.
Ta sama nowelizacja zwiększyła liczbę komisarzy wyborczych z 51 do 100 i zmieniła zasady ich powoływania. Wśród komisarzy znaleźli się ludzie, których kariery zależały od nominacji Zbigniewa Ziobry, neo-KRS i pisowskiej „reformy" sądownictwa.
Na końcu łańcucha ustawiono Izbę Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego, utworzoną ustawą z grudnia 2017 roku. To właśnie ona miała rozpatrywać protesty i decydować o ważności wyborów. Jej członków wyłoniła neo-KRS, ukształtowana nowelizacją z tego samego miesiąca i przejęta przez polityków PiS.
Inaczej mówiąc: jedna partia zmieniła zasady meczu, wskazała znaczną część sędziów liniowych, ustawiła własny VAR, a na końcu zapewniła sobie organ ogłaszający, że spotkanie rozegrano prawidłowo.
Samo stworzenie takiego systemu nie dowodzi jeszcze, że wyniki zmieniono. Dowodzi jednak czegoś istotnego: PiS przygotował infrastrukturę pozwalającą manipulować wyborami, a następnie blokować ich rzeczywistą kontrolę.
2. W sprawdzonych komisjach co trzeci wynik był błędny
Najważniejsza przesłanka nie pochodzi od polityków opozycji, dziennikarzy ani anonimowych funkcjonariuszy. Pochodzi z komunikatów prokuratury i z oględzin kart wyborczych.
Sprawdzono 250 komisji obwodowych. W 66 procentach głosy policzono prawidłowo. W 34 procentach wykryto nieprawidłowości.
Trzydzieści cztery procent.
W najprostszych możliwych wyborach: dwóch kandydatów, dwa nazwiska, jeden krzyżyk.
To nie był egzamin z fizyki kwantowej. Członkowie komisji mieli rozdzielić głosy oddane na Rafała Trzaskowskiego od głosów oddanych na Karola Nawrockiego. Mimo to w co trzeciej sprawdzonej komisji wynik wymagał zmiany.
Gdyby kontrola wykazała nieprawidłowości w jednym albo dwóch procentach komisji, można byłoby mówić o zwykłych ludzkich błędach. Przy 34 procentach nie mówimy już o incydentach. Mówimy o załamaniu systemu liczenia głosów.
Państwo, które odkrywa błędy w co trzeciej sprawdzonej komisji i nie zarządza szerszej kontroli, nie broni demokracji. Broni ogłoszonego wcześniej wyniku.
3. Po przeliczeniu Nawrocki tracił, a Trzaskowski zyskiwał
Po korekcie wyników w kontrolowanych komisjach Karol Nawrocki otrzymał o 1239 głosów mniej, niż zapisano w pierwotnych protokołach. Rafał Trzaskowski otrzymał o 1242 głosy więcej. Różnica między kandydatami zmniejszyła się zatem o 2481 głosów.
Nie jest prawdą, że „trochę pomylono się w obie strony, więc wszystko się wyrównało". Nie wyrównało się. Kontrola zmniejszyła przewagę Nawrockiego.
Co więcej, pierwszy komunikat Prokuratury Krajowej zawierał inne liczby i został później zaktualizowany. Już samo zamieszanie informacyjne wokół tak fundamentalnej sprawy pokazuje, jak lekceważąco państwo potraktowało pytanie o prawdziwy wynik wyborów.
Te 2481 głosów nie zmieniało oficjalnego zwycięzcy. Ale nie taki był sens tego badania. Jego znaczenie polegało na pokazaniu, że ogłoszone protokoły nie odpowiadały zawartości worków z kartami.
Skoro w części komisji wynik zmieniał się po otwarciu pakietów wyborczych, jedyną uczciwą odpowiedzią było otwarcie kolejnych.
4. Błędy nie były pojedynczymi literówkami. W 42 komisjach nieprawidłowości działały na korzyść Karola Nawrockiego, a w 34 na korzyść Rafała Trzaskowskiego. W kolejnych ośmiu ważne głosy błędnie zakwalifikowano jako nieważne.
Ten rozkład ma znaczenie.
Nie mieliśmy do czynienia wyłącznie z jedną pomyloną cyfrą w elektronicznym protokole. W grę wchodziło przypisywanie głosów niewłaściwemu kandydatowi, błędne sumowanie, nieprawidłowe uznawanie kart za nieważne i rozbieżności między zawartością pakietów a oficjalnym wynikiem.
Oczywiście część tych nieprawidłowości mogła wynikać z niekompetencji. Ale niekompetencja nie unieważnia problemu. Jeżeli wynik wyborów ustaliły komisje, które nie potrafiły prawidłowo policzyć dwóch stosów kartek, wynik należy zweryfikować niezależnie od tego, czy przyczyną był spisek, strach, bałagan, przemęczenie czy głupota.
Demokracji jest wszystko jedno, czy obywatelowi ukradziono głos celowo, czy przez „pomyłkę". Jego głosu nadal nie ma tam, gdzie powinien być.
5. Model Krzysztofa Kontka wskazał 1482 najbardziej podejrzane komisje
Dr Krzysztof Kontek stworzył model poszukujący anomalii na niekorzyść Rafała Trzaskowskiego. Zidentyfikował 5472 komisje wykazujące odstępstwa od oczekiwanych wzorców. Spośród nich 1482 wykazywały przynajmniej dwa różne typy nieprawidłowości, a 33 — wszystkie cztery analizowane rodzaje odchyleń.
To nie był wyrok sądu ani automatyczny dowód przestępstwa. Model statystyczny nie wskazuje fałszerza z nazwiska. Wskazuje miejsca, w których dane zachowują się na tyle nietypowo, że należy sprawdzić dokumenty i karty.
Tak robi się w bankowości, ubezpieczeniach, kontroli finansowej i walce z oszustwami. Algorytm sygnalizuje anomalię, a człowiek ją weryfikuje.
Kontek nie domagał się uznania Trzaskowskiego za prezydenta na podstawie równania. Domagał się otwarcia worków i ponownego policzenia kart.
Przeciwnicy tego badania nie odpowiedzieli na najprostsze pytanie: skoro model był bezwartościowy, dlaczego nie pozwolono go sprawdzić?
6. Model Kontka został sprawdzony — i trafił niemal idealnie
Spośród 1482 komisji wskazanych przez model przeliczono zaledwie trzynaście.
Dla tych właśnie komisji Kontek prognozował, że Trzaskowski odzyska w nich około 2400 głosów. Po przeliczeniu odzyskał 2609.
To jeden z najważniejszych faktów w całej sprawie.
Nie mówimy o modelu, który przewidywał wielkie fałszerstwo, a po otwarciu worków znaleziono trzy pomylone karty. Prognoza okazała się wyjątkowo zbliżona do rzeczywistego wyniku kontroli.
Trzynaście komisji to nadal zbyt mała próba, aby mechanicznie przenieść rezultat na cały kraj. Jest jednak wystarczająca, aby badanie kontynuować.
W normalnym państwie zgodność przewidywania z wynikiem kontroli uruchomiłaby alarm. Sprawdzono by następne pięćdziesiąt, później sto i pięćset komisji. Ustalono by, czy skuteczność modelu się utrzymuje.
W Polsce zrobiono coś odwrotnego.
7. Przeliczanie przerwano wtedy, gdy zaczęło potwierdzać zarzuty
To argument najbardziej obciążający politycznie.
Nie zrezygnowano z dalszej kontroli dlatego, że nie znaleziono żadnych błędów. Przerwano ją po tym, jak w trzynastu komisjach Trzaskowski odzyskał 2609 głosów, a skuteczność modelu Kontka została wstępnie potwierdzona.
Decyzja o niekontynuowaniu badania jest sama w sobie informacją.
Jeśli policzenie głosów nie zagraża wynikowi, zwycięzca powinien być pierwszą osobą domagającą się pełnej kontroli. Przeliczenie zamknęłoby usta krytykom i dało prezydentowi mocną demokratyczną legitymację.
Tymczasem politycy PiS przedstawiali przeliczanie jako atak na państwo i „wolę narodu". Jarosław Kaczyński oraz Karol Nawrocki przekonywali, że nie ma podstaw do kwestionowania wyniku.
Ale przeliczenie nie kwestionuje woli narodu. Przeliczenie ją ustala.
Kto naprawdę wierzy, że wygrał, nie boi się otwarcia worków. Boi się go ten, kto nie jest pewien, co się w nich znajduje.
8. Do badania wybrano słabszy model, omijając najbardziej niebezpieczne komisje
Prokuratura skorzystała z analiz Jacka Hamana i Andrzeja Torója, które wskazywały inne komisje i poszukiwały anomalii symetrycznie — zarówno na korzyść Nawrockiego, jak i Trzaskowskiego.
Samo badanie obu kierunków nie jest niczym nagannym. Problem polega na tym, że wykorzystano je jako uzasadnienie dla pominięcia znacznej części komisji wskazanych przez Kontka.
Model Kontka odpowiadał na konkretne pytanie: gdzie mogło dojść do odebrania głosów Trzaskowskiemu? Modele zamówione przez prokuraturę odpowiadały na pytanie szersze, ale przez to mogły rozmywać badane zjawisko.
Ekonomista Andrzej Bratkowski krytykował zastosowaną metodologię, wskazując między innymi na problemy z używaniem regresji liniowej do wykrywania lokalnych oszustw oraz na sztuczną symetryzację anomalii.
Najważniejsze pozostaje jednak co innego: model Kontka można było zweryfikować bez akademickich sporów. Wystarczyło wyjąć karty z worków i policzyć je ręcznie.
Zamiast tego zaczęto dyskutować, czy matematyk zadał właściwe pytanie. To klasyczna technika odwracania uwagi: zamiast sprawdzić, czy w sejfie brakuje pieniędzy, miesiącami debatuje się nad wykształceniem tego, kto zauważył uchylone drzwi.
9. PiS stworzył równoległą infrastrukturę kontroli komisji i wyników
Ruch Kontroli Wyborów (RKW) oraz Ruch Ochrony Wyborów (ROW) budowały własną sieć członków komisji, mężów zaufania, koordynatorów i aplikacji służących do zbierania danych z lokali.
Sama społeczna kontrola wyborów jest potrzebna. Problem zaczyna się wtedy, gdy struktura związana z jedną partią nie tylko obserwuje komisje, lecz także tworzy własne, nieprzejrzyste systemy gromadzenia danych o obsadzie lokali i zgłaszanych wynikach.
Według książki sieć ROW korzystała z około trzech tysięcy koordynatorów. Aplikacje i platformy powiązane ze środowiskiem PiS pozwalały ustalać, w których komisjach brakuje przedstawicieli ruchu, delegować ludzi i zbierać lokalne informacje.
Nie jest to samodzielny dowód, że aplikacja zmieniła choć jeden głos. Jest jednak dowodem istnienia politycznej infrastruktury, która zapewniała jednej stronie lepszą wiedzę o komisjach, ich obsadzie, wynikach i miejscach pozbawionych niezależnej kontroli.
Skoro takie systemy powstały wokół procesu wyborczego, powinny były trafić pod lupę służb. Tak się nie stało — i bierność ABW jest tu osobnym problemem. Państwo powinno dokładnie wiedzieć, jakie systemy informatyczne są używane przez zorganizowane struktury działające wokół wyborów, kto ma dostęp do danych i gdzie znajdują się serwery.
Tymczasem służby przez długi czas zachowywały się tak, jakby prywatne aplikacje powiązane z ludźmi jednej partii były mniej groźne od obywateli żądających ponownego policzenia kart.
10. PiS wiedział o przeciwniku więcej, niż przeciwnik wiedział o sobie
Wybory wypacza się nie tylko przy stole komisji. Można to zrobić również przez nielegalną inwigilację przeciwników, poznawanie ich strategii, kontaktów, słabości i planów kampanii.
W książce "Jak PiS Sfałszował wybory" opisaliśmy z Tomkiem Szwejgiertem inwigilowanie Rafała Trzaskowskiego przy użyciu Pegasusa pod kryptonimem „Kruk". Pegasus nie jest zwykłym podsłuchem rozmów telefonicznych. Pozwala przejmować zawartość urządzenia, wiadomości, kontakty, dokumenty, a nawet uruchamiać mikrofon i kamerę.
Jeżeli aparat państwa kontrolowany przez jedną partię uzyskuje taki dostęp do telefonu najważniejszego konkurenta politycznego, nie mamy już do czynienia z równą kampanią wyborczą. Jedna strona gra, znając karty przeciwnika.
Nawet gdyby przyjąć, że każda karta wyborcza w 2025 roku została później policzona prawidłowo, używanie służb i narzędzi szpiegowskich przeciwko opozycji oznaczałoby naruszenie uczciwości procesu wyborczego.
A przecież kart prawidłowo nie policzono.
11. Strach przed prawdą
Jest jeszcze jeden powód, najprostszy. Nikt nie chciał policzyć wszystkiego. Nie chciał tego PiS. Nie chciał tego Karol Nawrocki. Nie doprowadzili do tego ówczesny minister sprawiedliwości Adam Bodnar i Dariusz Korneluk. Rafał Trzaskowski nie stanął na czele walki o ustalenie prawdziwego wyniku. Donald Tusk ograniczył się do pytań i politycznych aluzji.
Większość mediów szybko uznała sprawę za zamkniętą. Każdy miał własny powód, aby nie otwierać worków. PiS bał się utraty prezydentury i ujawnienia mechanizmu działania własnych struktur. Ludzie Trzaskowskiego mogli obawiać się wykrycia nieprawidłowości także po swojej stronie. Szantaży Pegazusami i cholerą wie czego. Rząd Tuska zaś nie chciał przyznać, że podlegające mu służby i prokuratura nie potrafiły ochronić najważniejszych wyborów w państwie. Część opozycji bała się kryzysu konstytucyjnego. Media bały się oskarżenia o szerzenie teorii spiskowych i haków z CBA...
W efekcie powstał wielki polityczny rozejm.
Nie ustalajmy prawdy, bo prawda może zaszkodzić wszystkim.
To właśnie dlatego pytanie nie brzmi już: czy w wyborach doszło do nieprawidłowości? To zostało potwierdzone podczas oględzin kart.
Pytanie brzmi: jaka była ich pełna skala i czy zmieniły zwycięzcę?
Na to pytanie państwo polskie nie odpowiedziało.
Karol Nawrocki może więc powtarzać, że jest legalnym prezydentem. Jarosław Kaczyński może mówić o woli narodu. Prokuratura może zapewniać, że wykryte rozbieżności nie wystarczyły do zmiany wyniku.
Ale dopóki nie policzono podejrzanych komisji, wszystkie te zapewnienia są jedynie deklaracjami ludzi zainteresowanych zamknięciem sprawy.
W demokracji prezydent nie zostaje wybrany dlatego, że komisja wpisała odpowiednią liczbę do systemu. Zostaje wybrany dlatego, że otrzymał więcej ważnie oddanych głosów.
Tego w przypadku wyborów prezydenckich w 2025 roku nie ustalono w sposób niebudzący wątpliwości.
Wiemy natomiast, że PiS przygotował system instytucjonalny pozwalający kontrolować wybory.
Wiemy, że tysiące komisji wykazywały anomalie.
Wiemy, że w kontrolowanej próbie co trzecia komisja miała błędne wyniki. Wiemy, że po otwarciu worków Nawrocki tracił głosy, a Trzaskowski je odzyskiwał.
Wiemy, że model dr Kontka trafnie wskazał komisje z dużymi rozbieżnościami. Wiemy też, że jego dalszą weryfikację zatrzymano.
To nie jest teoria spiskowa.
Teoria zaczyna się tam, gdzie brakuje dowodów.
Tutaj dowody leżą w zaplombowanych workach.
Trzeba je tylko otworzyć.
https://t.co/0CSeVWyOad