Będzie długo jak na X, ale warto odnieść się do zarzutów @mmagierowski wobec @MSZ_RP sprzed kilku dni. Pokaże to państwu kluczowe wyzwanie kadrowe dzisiejszej dyplomacji.
Nazwijmy to…
Odbudowa po dyplomatołkach.
Tak, zgadzam się z Markiem Magierowskim - „dyplomatołków nie wysyła się na unijne placówki.” Dlatego artykuł, w którym zarzuca on obecnemu kierownictwu MSZ „unijny blamaż”, to pokaz wyjątkowej politycznej amnezji. Publicysta, a zarazem były polityczny nominat minionej władzy, próbuje dziś przypisać obecnemu rządowi winę za strukturalną zapaść kadr, którą sam – jako wiceminister spraw zagranicznych – czynnie współtworzył. Rzeczywistość unijnych rekrutacji brutalnie weryfikuje osiem lat systemowego demontażu polskiej służby zagranicznej, a rzekomo błyskotliwe argumenty Magierowskiego natychmiast rozbijają się o twarde fakty.
Rekrutacja do Europejskiej Służby Działań Zewnętrznych (ESDZ) nie jest konkursem piękności ani kwestią zakulisowego „podszepnięcia” kilku nazwisk przy kawie, jak protekcjonalnie sugeruje w swoim tekście były ambasador. To wieloetapowa, skomplikowana procedura, w której kluczowe znaczenie ma udokumentowane, wieloletnie doświadczenie dyplomatyczne i menedżerskie. To dokładnie te zasoby, które rządy Prawa i Sprawiedliwości niszczyły z pełną premedytacją przez niemal dekadę.
Przez osiem lat zawodowe i apolityczne kadry MSZ były spychane na boczny tor, a ich miejsce zajmowali partyjni nominaci dobierani według klucza bezwzględnej lojalności, a nie kompetencji. Zamiast zawodowych dyplomatów szefami placówek czy niektórych departamentów lub biur w centrali zostawały osoby z politycznego nadania, często według niezwykle przypadkowych kryteriów. Ta destrukcyjna polityka kadrowa wyhamowała rozwój zawodowy całego średniego pokolenia dyplomatów na niemal dziesięć lat. To właśnie ci ludzie powinni być dzisiaj naturalnymi, silnymi i doświadczonymi kandydatami na wysokie stanowiska w dyplomacji polskiej i w organizacjach międzynarodowych. Zostali jednak brutalnie pozbawieni tej szansy.
Unijne procedury, słusznie, wymagają od kandydatów ubiegających się o funkcje ambasadorów UE konkretnego doświadczenia w zarządzaniu personelem oraz środkami finansowymi, a znaczącym atutem jest posiadanie statusu „szefa placówki” w swoim życiorysie. Ponieważ miniona władza konsekwentnie blokowała zawodowcom dostęp do kierowniczych stanowisk, dzisiejsi zdolni urzędnicy po prostu nie zdołali zbudować swojego CV. Tej luki formalnej nie da się przeskoczyć samym talentem czy dyplomatycznym wyczuciem. Starsi, doświadczeni profesjonaliści przez te lata odeszli już na emerytury lub przenieśli się do sektora prywatnego, a młodsi nie zdążyli zdobyć niezbędnych, unijnych szlifów.
Szczytem hipokryzji autora jest jednak milczenie o własnej przeszłości. Warto przypomnieć, że gdy Marek Magierowski pracował w kierownictwie MSZ, zawodowi dyplomaci mieli wręcz zakaz kandydowania na międzynarodowe stanowiska. Szkoda, że w tekście zabrakło, np. historii Tomasza Chłonia. To zawodowy dyplomata z 30-letnim doświadczeniem, który w 2017 roku wygrał konkurs na szefa jednej z najważniejszych i najbardziej strategicznych misji w strukturach NATO: placówki w Moskwie. Mimo ogromnej wagi tego stanowiska, ówczesny szef MSZ Witold Waszczykowski, przełożony wtedy wiceministra Magierowskiego, zablokował jednak ten wyjazd, odmawiając mu akredytacji. Zrobił to mimo kilkukrotnych próśb samego sekretarza generalnego NATO Jensa Stoltenberga. To co prawda przykład dotyczący NATO, a nie UE, ale doskonale pokazuje mechanizmy tamtego systemu.
Dziś ten sam Tomasz Chłoń, podobnie jak ponad 40 innych kandydatów czekających na nominacje ambasadorskie do różnych państw, wciąż nie może doczekać się podpisu prezydenta Nawrockiego. W przypadku Chłonia chodzi o placówkę w Finlandii - kraju o przecież absolutnie strategicznym położeniu wobec Rosji.
Swoją drogą, brak podpisów prezydenta pod nominacjami ambasadorskimi od blisko roku, w tym w kluczowych krajach UE, z pewnością nie pomaga nam w skutecznym przekonywaniu sojuszników do naszych racji.
Ta polityzacja stanowisk ambasadorskich nie odbywała się w próżni i niesie za sobą fatalne, bardzo namacalne konsekwencje praktyczne. Polityczni nominaci wysyłani na placówki przez poprzedni rząd nigdy nie zostaną kandydatami do europejskiej dyplomacji ani do organizacji międzynarodowych. Bruksela rekrutuje na ambasadorów zawodowych urzędników z państw członkowskich lub wysokiej rangi urzędników instytucji UE (civil servants/permanent officials), a nie partyjnych wysłanników, którzy po zmianie władzy znikają w niebyt. Obecny brak kolejnych polskich nazwisk na najwyższych szczeblach to bezpośredni skutek tamtych działań - to po prostu zbieranie tego, co przez lata sialiście. Te konsekwencje polityzacji widzimy dziś zresztą nie tylko w Brukseli, ale i w Warszawie. MSZ stoi obecnie przed ogromnym wyzwaniem obsadzania stanowisk kierowniczych w naszej własnej dyplomacji, ponieważ ludzie przez lata nie mieli możliwości budowania odpowiednich kompetencji i doświadczenia. Odbudowa zniszczonej służby zagranicznej i odtworzenie elit dyplomatycznych to proces na lata, którego nie da się przeprowadzić z dnia na dzień ani nawet z roku na rok. W tym kontekście przypisywanie sobie przez środowisko PiS w mediach społecznościowych sukcesów i awansów Polaków zatrudnionych w strukturach Komisji Europejskiej czy ESDZ jako brzmi jak ponury żart. Te awanse dokonały się wyłącznie dzięki tytanicznej pracy i determinacji tych osób, i to raczej wbrew ówczesnemu rządowi w Warszawie niż za jego wsparciem.
Skoro Marek Magierowski tak chętnie bawi się dziś w recenzenta i rozlicza innych, to warto zadać mu trzy proste pytania.
Po pierwsze, ilu ambasadorów z państw OECD spotkał po objęciu swojej placówki w Izraelu, dla których, tak jak dla niego samego, ta misja była pierwszą w życiu stycznością z zawodową dyplomacją?
Po drugie, czy szefem działu zagranicznego w Rzeczypospolitej lub Gazecie Wyborczej, gdzie przecież autor dawniej pracował, mogłaby zostać osoba, która nigdy wcześniej nie zajmowała się dziennikarstwem?
I po trzecie, czy zna wielu profesjonalnych, szanujących się ambasadorów, którzy zaledwie dwa lub trzy lata po zakończeniu misji wydają książki pełne szczegółów ze swojej niedawnej pracy dyplomatycznej?
Zarzut Magierowskiego, że premier czy minister Sikorski rzekomo nie rozmawiają z Kają Kallas, dowodzi kompletnej niewiedzy autora. Szef polskiego MSZ i jego przedstawiciele w rozmowach z Wysoką Przedstawiciel jasno wskazywali na konieczność zmiany obecnej polityki kadrowej ESDZ, faworyzującej nadal, po ponad 20 latach od „dużego rozszerzenia”, kraje zachodniej i południowej Europy mocno osadzone w unijnych strukturach. Nie da się jednak przeskoczyć wymagań formalnych. Dlatego MSZ równolegle uruchomiło nie tylko programy szkoleniowe, by jak najszybciej odbudować pulę polskich kandydatów spełniających unijne kryteria, ale też w obsadzie stanowisk szefów placówek dyplomatycznych postawiło na maksymalną profesjonalizację. Dziś zasadnicza większość z nich zarządzana jest przez zawodowych dyplomatów, z których wielu to w przyszłości naturalni kandydaci do reprezentowania na świecie całej Unii Europejskiej.
Sama teza o kompletnym braku Polaków w strukturach unijnej dyplomacji też jest po prostu nieprawdziwa. W strukturach ESDZ kluczowe funkcje szefów delegatur lub ich zastępców pełni obecnie liczne grono polskich profesjonalistów, których misje trwają lub zostały przedłużone. Na liście tej znajdują się między innymi Paweł Herczyński (Szef Delegatury UE w Gruzji), Iwona Piórko (Szefowa Delegatury UE w Mołdawii), Izabela Matusz (Szefowa Delegatury UE w Panamie), Jacek Jankowski (Szef Delegatury UE w Sierra Leone), Radosław Darski (Szef Delegatury UE w Tadżykistanie), Beata Pęksa (Szefowa Delegatury UE w Turkmenistanie) oraz Karolina Stasiak (Szefowa Delegatury UE w Zambii). Do tego dochodzi Marek Kuberski jako zastępca szefa misji UE w Armenii, Ewa Suwara na stanowisku zastępcy szefa delegatury UE w Indiach oraz Maciej Stadejek, który pełni prestiżową funkcję dyrektora ds. bezpieczeństwa w centrali ESDZ.
Oprócz gotowości naszych kandydatów ostatnia rotacja kadrowa obnażyła o wiele głębszy, systemowy problem całej Unii Europejskiej. Marek Magierowski ledwo o nim wspomina, woląc uprawiać politykę krajową i zrzucać całą winę na Warszawę. Państwa Europy Środkowo-Wschodniej są w strukturach unijnej dyplomacji głęboko i systemowo niedoreprezentowane. Od lat widoczna jest dominacja w strukturach kierowniczych krajów Europy Zachodniej i Południowej – w tym zwłaszcza Francuzów oraz Włochów i Hiszpanów, którzy wystawiając poprzednich Wysokich Przedstawicieli skutecznie pozyskali stanowiska dla swoich kadr i zdominowali także tegoroczną rotację. Przecież rząd, któremu publicysta Magierowski zawdzięcza swoją karierę w dyplomacji też się z tym zmagał. O skali tego kryzysu świadczy fakt, że na najnowszej liście nominacyjnej cały nasz region reprezentują zaledwie dwie osoby – Słowenka i Rumun. Wysoka Przedstawiciel zdecydowanie nie powinna dopuszczać do tak rażącej dysproporcji geograficznej i warto w tym miejscu sprostować pojawiające się tezy, jakoby w tej rundzie lepiej wypadli Czesi czy Litwini. To nieprawda. Problem ma charakter strukturalny.
Odbudowa pozycji polskiej dyplomacji po latach celowej dewastacji to proces, którego nie da się zamknąć w rok. Zamiast pisać złośliwe, pełne manipulacji felietony, Marek Magierowski powinien raczej uderzyć się w pierś, bo dzisiejsze trudności kadrowe to bezpośredni rachunek wystawiony za politykę, którą sam przez lata firmował swoim nazwiskiem. Taka jest cena maksymalizacji politycznych nominacji kosztem służby zagranicznej.
Przypominamy, że podczas pańskiej prezesury nie zwiększono mocy rafineryjnych w żadnym z zakładów Grupy ORLEN. Produkcja paliw, z wyłączeniem Gdańska, w 2023 roku była niższa niż w 2018 roku. A jeśli chodzi o olefiny to, jak powszechnie wiadomo, była to najgorzej przygotowana inwestycja we współczesnej Polsce
📍Izba Administracji Skarbowej w Gdańsku złożyła zawiadomienie do prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa wraz z wnioskiem o objęcie czynu ściganiem z urzędu. Chodzi o wypowiedź @K_Stanowski na temat urzędniczki KAS.
Piszemy z @grzegorzosiecki
https://t.co/5ai69eD9Wg
Wyzwiska, nakręcanie linczu i szczucie swoich popierdolonych fanatyków na urzędniczkę respektującą przepisy wprowadzone przez PiS to jest ta jakość nowych mediów, dobrze rozumiem?
Co będzie dalej? Nawoływanie do pobicia jakiegoś kanara, bo dał mandat Mariuszkowi za brak biletu? A może lincz na strażniczce miejskiej za mandat za przejście na czerwonym świetle?
W takim kurwa miejscu jesteśmy, serio? I nikt pracującej dla tego prostaka ekipy nie widzi w tym problemu? Sponsorom się coś takiego podoba? No tak, morda w kubeł i nie było tematu a najwyżej coś można wysrać o silniczkach
Ja pierdole, Kanał Gówno w pełnej krasie...
Żebym dobrze zrozumiał. Porównuje pan żonę obecnego Ministra, która dostała pracę w Kolejach Mazowieckich 11 lat temu, a awans na stanowisko dyrektorskie 6 lat temu (wszystko w czasie rządów PiS), do żony pracownika TVP, która nie spełniała wymagań do zasiadania w Radzie Nadzorczej, a i tak dostawała wynagrodzenie za zasiadanie?
Rządził nami Ziobro, który otrzymał 26 zarzutów karnych, okradał Polskę na setki milionów i ostatecznie uciekł z kraju - Stanowski milczał
Rządził nami Mejza, który oszukiwał rodziców nieuleczalnie chorych dzieci - Stanowski milczał
Rządził nami Kurski, Matecki, Woś, Wójcik - Stanowski milczał
Ale jak baba z KO walnęła jakaś pierdołę o równości w sporcie to Stanowski krzyczy i mówi, że rządzą nami wariaci XD. Jesteś królem cynizmu typie.
⭕️Nie uwierzycie! Zobaczcie jak Błaszczak z Macierewiczem malowali stalowe hełmy 🪖 z lat 70-tych, zamiast zapewnić polskim żołnierzom nowoczesny sprzęt.
⭕️W styczniu 2024 roku w Wojsku Polskim nadal było 20.000 takich hełmów!
⭕️Do końca 2024 roku z armii znikną wszystkie stalowe hełmy!
⭕️Żołnierzom należy się szacunek, ale i nowoczesny sprzęt. To zadanie państwa.
⭕️Od lutego 2024 r. do końca 2026 r. przeznaczymy łącznie dodatkowe 2 mld złotych na wyposażenie indywidualne polskich żołnierzy! Koniec z bylejakością PiS! @donaldtusk@KosiniakKamysz
Fact-checking:
1. Ponad dwa lata temu, w momencie Pana odejścia, kurs Orlenu wynosił ok. 65 zł. Zatem wartość połączonej firmy była niższa niż Energi, PGNiG, Lotosu i Orlenu oddzielnie (!!)
2. Dzisiaj, po rozwiązaniu takich problemów jak Olefiny, przyspieszeniu inwestycji w energetykę i po roku realizacji nowej strategii, cena akcji to ponad 140 zł.
3. To ocena akcjonariuszy, którzy inwestują w spółkę swoje pieniądze, nie nasza
Bochenek, pisowski żałosny hipokryto, serio chcesz wchodzić na to podwórko?
No to masz tu czerstwy cepie pisowskie rodziny na swoim za waszych złodziejskich rządów.
I to jeszcze nie wszystko, bo się już nie zmieściło.🤨
Skomentujesz?
Syn Smolińskiego, Maciej - członek zarządu Energa, wcześniej prokurent Energii Operator.
Stryj Dudy, Antek - członek rady nadzorczej PKP Cargo, z kolejnictwem miał wiele wspólnego, widział kiedyś pociąg,
Brat Ziobry, Witek - doradca Zarządu Alior Banku, wcześniej PZU,
Żona Ziobry - dyrektor marketingu Link4,
Brat cioteczny Kaczyńskiego, Tomaszewski - doradca zarządu byłego TVP.
Kuzyn Tomaszewskiego (rodzina Kaczyńskiego), Konrad - Bank Ochrony Środowiska, dyrektor. Potem dyrektor w Lasy Państwowe,
Syn Konrada Tomaszewskiego,(rodzina Kaczyńskiego), Jaromir - za pierwszych rządów PiS został zatrudniony w Banku Ochrony Środowiska na stanowisku dyrektora Departamentu Sieci i Organizacji.
Za drugich rządów PiS znów dostał fuchę w BOŚ, został dyrektorem Pionu Operacyjnego, a od marca 2017 roku był dyrektorem Pionu Rynku Detalicznego,
Żona Pinokia - etat na nieistniejącym stanowisku,
Partner siostry Morawieckiego - radio Wrocław, dyrektor programowy.
Siostra Morawieckiego, Monika - prezes PGE Baltica, miała stawiać wiatraki na Bałtyku, jedyne co postawiła to podwaliny do dalszego życia bez wysiłku finansowego,
Syn Rycha "kilometra" Czarneckiego - doradca w PGZ,
Żona złodzieja kilometrówek Czarneckiego, Emilia - rada nadzorcza Armatury Kraków, spółki należącej do grupy PZU,
Żona Wąsika, Romualda - ekspert w Departamencie Nadzoru nad Środkami Zastępczymi Głównego Inspektoratu Sanitarnego,
Brat Gosiewskiej, Ireneusz - członek zarządu Wojskowych Zakładów Elektronicznych należących do PGZ,
Siostra Elżbiety "reasumpcji" Witek - inspektor, biuro ARiMR, wcześniej była salową....w domu dziecka🤦
Córka komunisty Piotrowicza - prokurator rejonowy w Krośnie,
Córka Szyszko, Katarzyna - Instytut Ochrony Środowiska,
Druga córka Szyszki, Patrycja -w poprzednich rządów PiS była wicedyrektorem jednego z departamentów Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej,
Zięć Szyszko, Karol Podgórski - członek rady nadzorczej Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej,
Bratanek Szyszko, Piotr - kierownik Zespołu Edukacji Leśnej i Turystyki w Nadleśnictwie Jabłonna,
Mąż Izabeli Kloc - Agencja Nieruchomości Rolnych (Krajowy Ośrodek Doradztwa Rolniczego), w biurze prezesa,
Siostra Iwony Arendt, Joanna - wiceprezes Przedsiębiorstwa Usług Portowych Rezerwa, należącego do Zarządu Morskiego Portu Gdańsk,
Córka Cymańskiego - Energa Obrót Gdańsk, główna specjalistka ds. relacji z klientem,
Syn Sobeckiej - NIK,
Synowa Sobeckiej - dyrektor Kujawsko-Pomorskiego Oddziału Regionalnego ARiMR w Toruniu,
Syn strzepywacza łupieżu Krasulskiego, Piotr - wicedyrektor w Oddziale Terenowym Agencji Nieruchomości Rolnych w Olsztynie,
Szwagierka Mistera "70 baniek" Sasina - dyrektor Wydziału Spraw Obywatelskich i Cudzoziemców,
Syn Tchórzewskiego, ministra Energi - dyrektor w PZU,
Drugi syn Tchórzewskiego, Mateusz - członek rady nadzorczej spółki Lot Aircraft Maintenance Services, której udziałowcami są państwowa Agencja Rozwoju Przemysłu oraz Polska Grupa Lotnicza,
Córka Anny Kwiecień, Katarzyna - dyrektor Departamentu Wsparcia Eksportu w Krajowym Ośrodku Wsparcia Rolnictwa,
Szwagierka Artura Szałabawki, Magdalena Jackiewicz, wicedyrektor Zachodniopomorskiego Oddziału Regionalnego ARiMR,
Zięć Radziwiłła, Chłopik - dyrektor biura komunikacji korporacyjnej i marketingu w Agencji Rozwoju Przemysłu,
Druga posada Chłopika - zarząd powołanej przez Adama Glińskiego Fundacji im. Skrzypka.
Trzecia posada Chłopika - dyrektor ds. marketingu sportowego w PKO BP,
Czwarta posada Chłopika - rada nadzorcza Zagłębia Lubin (spółka- córka KGHM),
Piąta posada Chłopika - Lotos Terminale (Grupa Lotos),
Żona Muszyńskiego, sędziego z nadania PiS - zatrudnienie w Prokuraturze Krajowej.
Masz coś do dodania czerstwy?
@DWielowieyska@WaldemarRomano2 Żona Kierwińskiego pracuje w Kolejach Maz. od 5 lat. Zajmuje się pozyskiwaniem środków z UE. W tym czasie spółka pozyskała 1,5 mld zł i jest jednym z największych beneficjentów funduszy w regionie.Sorry,ale Kierwińska zarabia na swoją pensję. PiSowcy nawet nie chodzili do roboty.
Meldunek z ostatniej chwili! Sobota to 29 umów na 79 miliardów! Wszystko w polskich firmach. To jest właśnie SAFE. Mam nadzieję, że wreszcie dotarło do prezydenta i prezesa.