@BetonoweZloto Tymczasem rynek pierwotny Limanowa(1,5h od Krakowa), mieszkania po 11-12k za m2, miejsca parkingowe po 50k, komórki lokatorskie 22k. Nowy Sącz(2h drogi od Krakowa) mieszkania 9-12k za m2, komórki 6-7k za m2, miejsca parkingowe 40-70k.
Ależ mam problem z tym naszym polskim morzem.
Mamy przecież przepiękne, wspaniałe plaże.
Piasek aksamitny, bielutki, sypki, mało gdzie w Europie jest tak super.
Mamy piękną naturę dookoła.
Wydmy czy gęsto porośnięte wzgórza i parki narodowe (np. w okolicach Międzyzdrojów) wyglądają bajecznie jak z filmów studia Ghibli.
Mamy pieniądze unijne na renowacje.
Widać, że promenady, skwerki, chodniki, infrastruktura rowerowa i inne podobne są dofinansowane, a tabliczek unijnych jest niemal tyle, co smażalni ryb.
Mamy doskonały porządek.
Zdziwiło mnie, ze w Świnoujściu przy morzu jest wręcz… sterylnie czysto. Codziennie służby miejskie sprzątają, zero walających się śmieci czy butelek, zero nieczystości, wygląda to pięknie.
A co poza tym?
Mamy kompletną cepeliadę.
Nikt nie panuje nad tym jak wyglądają oznakowania lokali, jakie są reklamy, jaki jest hałas i chaos, jakie tony chińskiego badziewia się przewala codziennie.
Mamy knajpiany valuemaxxing.
Tyle, że po stronie właścicieli lokali. Oczywiście, można znaleźć tanie miejsca, ale słowo klucz to „znaleźć”. A tak, to poza cenami drastycznie niewystarczająca liczba niezadowolonych (to nie dziwi) pracowników, stoły klejące, toalety brudne, a towar smażony w najtańszym oleju na najtańszym sprzęcie.
Mamy rządy deweloperów.
Autentycznie zdębiałem, jak zobaczyłem bloki budowane w Międzyzdrojach DOSŁOWNIE na wydmach. Zaraz przyklejone do parku narodowego. W Świnoujściu absolutny horror architektoniczny, zero ładu i składu, „modernistyczne” straszaki co chwile ranią oczy, a wielkie hotele wyłaniające się zza horyzontu przypominają Ohmu zmierzające ku morzu.
Mamy brak tradycji i brandingu.
Przez te prawie 40 lat mogliśmy wyrobić tyle tradycji: przede wszystkim kulinarnych i pamiątkowych (bursztyn). Tymczasem nad morzem sprzedaje się przede wszystkim generyczne gówno do jedzenia: czipsy z ziemniaka, dziwne importowane lody, jakieś desery z tiktoka w „lounge cafe” i wspomniany wyżej chiński plastik.
—
Te wszystkie wady uwypukla dosłownie 12-minutowa podróż autem ze Świnoujścia do Ahlbecku, niemieckiej, przygranicznej miejscowości.
Oglądająca zarówno polską, jak i niemiecką stronę po raz pierwszy żona spytała czy wjechaliśmy do Disneylandu (w którym byliśmy miesiąc temu). Idealnie zadbana zieleń. Stare, urocze budownictwo zaopiekowane, jakby powstało wczoraj. Praktycznie brak nowoczesnych horrorków architektonicznych. Nie wciska się świecących lampek i barakowozów w każdą możliwą przestrzeń. W większości jakieś stare knajpy z cenami w żaden sposób nie droższymi niż u nas (różnica w mocy nabywczej…!)…
—
To nie jest tak, że tam jest idealnie, a u nas wszystko do dupy. Co to to nie.
Ale przeokropnie boli, że jest TAK BLISKO. Że tak niewiele brakuje, abyśmy byli dosłownie europejską top-lokalizacją wakacyjną. Nawet „bez pogody”, jak jest 20 stopni, to i tak jest co robić i na zmianę z upalnymi dniami to wypada super.
A starczyłoby pokierować się trochę bardziej długofalowym planem, nie na wszystko zezwalać, poszukać partnerów „na poziomie” i ze zrozumieniem prawdziwej siły, dofinansować, wybierać perły.
Ot, w Świnoujściu znaleźliśmy piekarnię Zakwas Kontrolowany - z pieczywem lepszym niż sieciowym (nie używam słowa „rzemieślnicza”, bo nie znaczy ono nic), nawet w rozsądnych cenach. Jedno miejsce, schowane na osiedlu. I co? I CODZIENNIE kolejka jeszcze przed otwarciem, czekałem prawie godzinę na chleb, chore.
Jakościowe, nieoscamowane rzeczy się bronią, warto byłoby je pompować. Promować. Ściągać. Szukać miejsc starych, jakoś je pooznaczać, zrzeszyć, zachować ten „heritage”. Wydobyć dumę z tych właścicieli niewielkich lokali, którzy od lat działają. Uhonorowani też by się pewnie przyłożyli bardziej.
A nie, że idziemy do jednej z knajp zawartych w przewodniku Michelin, to nie dość, że umiejscowiona w nowym, wielkim hotelu, to jeszcze… w sobotnie popołudnie, mimo braku jakichkolwiek oznaczeń, zamknięta, bo ktoś z hajsem urządził sobie w niej kinderbal. W restauracji z przewodnika, w sobotę popołudniu.
Tym bardziej, że osoby może w wieku do 40 lat nie zrozumieją, ale to jest potężny, POTĘŻNY plus, że można wsiąść we własne auto lub pociąg i po kilku godzinach jazdy autostradą lub drogą szybkiego ruchu dojechać POD SAMO MORZE (tak, teraz można już pod samo morze z całej Polski).
Nie martwimy się, gdzie mamy płyny w walizce. Nie zastanawiamy, czy nie jest 5cm za długa albo 3kg za ciężka. Nie przechodzimy przez bramki bezpieczeństwa ani nie czekamy na wolny slot na lotnisku. Nie zostawiamy depozytu z kredytówki w wypożyczalni aut. Nie szukamy dodatkowego ubezpieczenia.
Jest masa drobnych i w gruncie rzeczy upierdliwych czynności, do których przywykliśmy (my, ekhm, młodzi), których tu po prostu nie ma. Wsiadamy, jedziemy, wysiadamy nad morzem i mamy relaks. PIĘKNA sprawa.
A potem już spacer po plaży lub nostalgicznie pachnących wydmach z rodzinką lub Edytą Bartosiewicz albo Varius Manx na słuchawach, gdzie naprawdę uderza to inaczej, dużo mocniej. 90sPolskaMaxxing w pełni.
I tym wpisem zupełnie nic nie zmienię, bo pewnie buntując się przeciw blokom na plaży „jestem antypostępowy”, ale trudno.
Kto się nie boi takiej betonozy, niech obejrzy na Netflixie Pom Poko (Szopy w natarciu) Isao Takahaty i Księżniczkę Mononoke Hayao Miyazakiego. Igranie z naturą to ryzykowna sprawa!
No ale cóż, i tak wrócimy. Polskie morze można tylko kochać.
Czy im mniejsze miasto, tym bardziej wzrasta przyzwolenie społeczne i służb na patologię drogową? Ilekroć odwiedzam mój rodzinny Nowy Sącz, to uderza mnie jak ludzie mają głęboko w dupie tak podstawowe rzeczy jak parkowanie w bezpiecznej odległości od pasów. U was jest tak samo?
Regularnie wrzucam przejazdy na #blablacar
Absolutnie uwielbiam typów i typiarki, którzy dziwują się, że nie chce po nich specjalnie jechać na drugi koniec miasta, wydłużając sobie typową trasę Kraków - Nowy Sącz ze 110km do 130km.
@maslanka12026@delanteradeoro@OrzelBartlomiej@FilipLamanski Tak jak napisałem, w Krakowie moim podst. środkiem transportu jest rower, potem tramwaje, a na dnie samochód. Tak więc korki na drogach mnie nie dotykają.
W Sączu infra rowerowa i zbiorkom są słabe, tak więc siłą rzeczy z samochodu trzeba będzie częściej korzystać.
Komuś pakiet 2 mieszkanek, 24m2 i 29m2, w sądeckiej metropolii, mieście milionerów? Jak pisze właściciel, to idealna opcja dla rodziny.
Promocyjna cena, tylko 14,6k z metra.
https://t.co/4sWEQKg3bX
@delanteradeoro@OrzelBartlomiej@FilipLamanski Jako mieszkańca KRK przyzwyczajonego do bdb zbiorkomu i infry rowerowej z której codziennie korzysta, właśnie sądeckie korki mnie chyba najbardziej przerażają i perspektywa przyspawania do samochodu mieszkając na rogatkach.
@OrzelBartlomiej Chetnie wyjechałbym z Krakowa, ale ceny nieruchomości w nowym budownictwie w takim Sączu czy Limanowej to aktualnie nieśmieszny żart. Mieszkania po 10k za m2, komórki po 6-7k za m2, miejsca postojowe po 70k...
Kto to kupuje?
Dobrze, że chociaż jest dostęp do RCN.
– Wartość nieruchomości? Jak my wchodziliśmy jako młodzi zawodnicy do piłki, to od starszych słyszało się, że jak masz kasę, inwestuj w nieruchomości. Oklepane, łatwe. To znaczy „łatwe” w takiej formie, że idziesz, kupujesz mieszkanie, wynajmujesz je i tam się pieniążki kręcą. Większość chłopaków w to szła. Tylko, że wiesz, zakup mieszkania w tamtym czasie był o wiele łatwiejszy. Moje pierwsze mieszkanie kosztowało mnie 200 tysięcy złotych, 50 metrów kwadratowych w Krakowie.
– Dzisiaj to abstrakcja.
– Tak, dzisiaj możesz sobie za to kupić komórkę lokatorską i dwa garaże. I to jest wszystko.
– Co też jest patologią.
– Jest patologią. I młodzi chłopcy teraz mają na pewno trudniej, bo będąc na poziomie drugiej ligi, oni nie zarabiają jakichś kosmicznych pieniędzy. I nawet jeśli mają olej w głowie i odkładają tę kasę, to nie są w stanie na dzień dzisiejszy kupić mieszkania za gotówkę. Mogą wziąć kredyt, mogą się posiłkować jakimiś innymi metodami, ale mimo wszystko, rentowność takiego tematu i to wszystko związane z tymi aspektami finansowymi nie jest jeden do jednego tak, jak było, to się bardzo mocno zmieniło. Ale ta świadomość i rozeznanie tematu jest na o wiele wyższym poziomie.
Cała rozmowa z Sebastianem Stebleckim tutaj: https://t.co/RhXuZ5pDBo
Pierwszy raz od dłuższego czasu spotkałem się ze znajomymi na sądeckim rynku na ogródkach piwnych.
Wszystko pięknie, gdyby nie konieczność powtarzania kilkukrotnie tych samych zdań z powodu patusów, którzy obrali rynek miejski za tor wyścigowy, na którym muszą piłować silniki.
Dostałem link do świetnej mapy. Ostrzegam - mega zjadacz czasu dla osób lubiących mapy, drogi, planowanie itd. Mapa posiada warstwę na której można policzyć izochrony - czyli dokąd dojedziemy w zadanym przez siebie czasie. Ustawiamy obszar który nas interesuje, następnie podajemy czas dojazdu np z centrum Warszawy, Poznania, Katowic czy Siemiatycz np na 30 minut (można wybrać od 1 - 60 minut) albo odległość (można wybrać od 1 - 100 km) i po kliknięciu w "Generate isochrones" mapa generuje obraz. Świetna sprawa np dla tych co planują wyprowadzić się poza miasto.
https://t.co/6hk65MgyVu
Jak to mówią? Nie wszyscy muszą żyć w miastach top5? Fakt, ale wychodzi na to, że większość obszaru PL podchodzi już pod sypialnie top5, skoro w Limonowej(1,5h drogi od KRK) mieszkania w stanie dev chodzą po12k z metra, miejsca p. za 50k, komórka za 22k. XD #nieruchomosci
PKN w najnowszym oświadczeniu domaga się, aby rząd przedstawił mu projekt ustawy z "dopłatami do wynajmu dla młodych".
No trzymajcie mnie XD
Albo nie trzymajcie, powiem jak to będzie. Młodzi zapłacą za wynajem drożej o dopłaty z dopłatami, a reszta drożej o dopłaty bez dopłat.
@PolaMatysiak Mam nadzieję, że po oddaniu do użytku linii Podłęże-Piekiełko, przejazd z Krakowa do Krynicy-Zdrój skróci się do jakichś 2,5h.
Póki co jest dramat.
@OrzelBartlomiej Ech, szkoda że nie zgarnęli od razu Ziaji i reszty towarzystwa, którzy kasę z budżetu obywatelskiego bimbają na festyny z sądeckimi emerytami.