Bułeczka💔Trafiła do schroniska razem ze swoim bratem Chlebkiem po śmierci właściciela🥺
Ma ok.6 lat. To nieśmiała,delikatna i prześliczna sunia. Dobrze dogaduje się z innymi🐕
Adopcja Kraków i okolice
Kontakt w sprawie adopcji ☎️ 507 826 269
Pociski skrzydlate
W przeciwieństwie do rakiet balistycznych, które unoszą się w powietrzu czy nawet w kosmosie dzięki sile ciągu silnika (siły aerodynamiczne są minimalnie wykorzystywane i to jest wtórne, ale o rakitach balistycznych oddzielnie), pociski skrzydlate używają do tego sił aerodynamicznych. Są to więc mini samoloty, tyle że wykonujące lot automatycznie, bez pilota. Ich pierwowzorem był niemiecki pocisk V-1 czyli Fieseler Fi 103. Miał on dość prymitywne rozwiązania typowe dla czasu w którym powstał: pulsacyjny silnik odrzutowy jako napęd oraz żyroskopowego autopilota z elektromechanicznym układem nawigacyjnym zliczającym przebytą drogę na podstawie kursu i odległości, zliczonej na podstawie prędkości lotu i czasu.
Dzisiejsze pociski skrzydlate działają na identycznej zasadzie. Wiadomo, że prymitywny silnik pulsacyjny zastąpiono w nich niewielkimi silnikami turboodrzutowymi, które nie są jakimś kosztownym hi-techem, ponieważ są jednorazowe, więc muszą być tanie. Ale nawet te proste silniki są o niebo bardziej niezawodne i paliwo-oszczędne od tamtego z V-1. Często są to odmiany tzw. pomocniczych jednostek napędowych (APU) stosowanych na samolotach pasażerskich do zasilania w energię elektryczną i hydrauliczną na tych lotniskach, gdzie samolotu nie można podłączyć do lotniskowych urządzeń zasilania. APU powstają w formie małych silników turbinowych zasilanych zwykłym paliwem lotniczym, czyli naftą. Te w pociskach nie mają turbiny swobodnej do napędu prądnicy i pompy hydraulicznej, więc stają się silnikami odrzutowymi, wytwarzającymi określony ciąg, wystarczający do lotu pocisku skrzydlatego.
Kolejna sprawa to układ nawigacyjny połączony z autopilotem i jego układem sterowania pociskiem. Są to już oczywiście skomputeryzowane systemy cyfrowe, które utrzymują pocisk na nakazanym kursie i wysokości, używając wychylanych silniczkami elektrycznymi sterów na statecznikach i skrzydłach. Samo określenie położenia odbywa się dzięki tzw. platformie bezwładnościowej. Jest to platforma stabilizowana żyroskopowo, by cały czas utrzymywała jednakowe położenie. Jest to potrzebne do tego, by przyśpieszeniomierze na niej umieszczone precyzyjnie mierzyły przyśpieszenia, co przez całkowanie ich w funkcji czasu pozwala na niezwykle precyzyjne zliczenie drogi przebytej wzdłuż wszystkich trzech osi – do przodu, w bok i do góry. Przeliczenie tej drogi w osiach poziomych pozwala na obliczenie punktu znajdowania się pocisku odliczając to od miejsca startu, można więc określić w którą stronę musi lecieć pocisk i jak daleko, bo dokładnie trafić swój cel. Wadą tych systemów jest to, że ich dokładność jest ograniczona, a ponadto precyzja określenia położenia spada wraz z przebytą przez pocisk drogą. Obecnie, przy bardzo precyzyjnych czujnikach i systemach uzyskuje się dokładność platform bezwładnościowych rzędu 5-10 m na 100 km drogi. Dlatego ten układ trzeba odpowiednio korygować, bo przy 700 km ta dokładność określenia położenia spada do 35-70 m. Jeśli moc głowicy bojowej jest zbliżona do siły wybuchu bomby lotniczej 100-120 kg, to przy tej odległości upadku od celu można go co najwyżej obsypać odłamkami, ale większej krzywdy to mu się nie zrobi.
Precyzja trafienia
Dlatego do układów bezwładnościowych stosuje się zwykle korektę odbiornikiem nawigacji satelitarnej GPS. Ten system jest wyjątkowo precyzyjny, nawet w takiej komercyjnej wersji, z jakiej wielu z nas korzysta. Pozwala łatwo trafić we wskazane miejsce i to niezależnie od odległości, na jaką się jedzie. Wojskowe odbiorniki GPS są jeszcze dokładniejsze i korzystają ze specjalnego wojskowego precyzyjnego zakresu niedostępnego dla cywili. Ale wszystkie odbiorniki GPS mają jedną wadę – można je zakłócić.
Bezwładnościowego układu nawigacyjnego zakłócić się nie da, bo nic nie odbiera on od źródeł zewnętrznych, jest całkowicie zamkniętym systemem. A odbiornik sygnałów GPS oczywiście odbiera sygnały GPS, a wraz z nimi może odebrać też specjalne zakłócenia mylące, które zafałszowują pomiar położenia. Dlatego dobrze jest, w przypadku wykrycia silnych zakłóceń, polegać jednak na układzie bezwładnościowym, kiedy GPS działał poprawnie to zerował jego błąd, więc jego narastanie zaczynało być liczone od ostatniej poprawnej korekcji GPS.
Amerykanie stosowali też inne systemy korekcji w swoich pociskach ALCM i Tomahawk. Były to TERPROM, czyli porównanie wskazań wysokościomierza barometrycznego mierzącym wysokość ciśnieniową do poziomu morza z radiowysokościomierzem mierzącym wysokość do powierzchni ziemi. W ten sposób można było narysować przekrój rzeźby terenu na trasie lotu i dopasować go do cyfrowej plastycznej mapy w pamięci komputera, w ten sposób można było precyzyjnie wykryć miejsce znajdowania się pocisku. Druga metoda to DSMAC, cyfrowe porównanie obrazu terenu ze zdjęciami satelitarnymi techniką pomiaru kontrastu na poszczególnych fragmentach obrazu. Także i ta technika pozwalała na dokładne ustalenie położenia – bez korzystania z sygnałów nadawanych z zewnątrz, więc w obu przypadkach były to systemy całkowicie odporne na zakłócenia. Miały oczywiście swoje wady z których największa był ich duży koszt, co zwiększał koszty każdego pocisku. Jednak odbiorniki GPS są bardzo tanie.
W pociskach skrzydlatych pozostaje jeszcze jedna ważna rzecz. Muszą one lecieć relatywnie nisko, bowiem wówczas są o wiele trudniejsze do zwalczania. Wykrywane przez radar są one wtedy z niewielkiej odległości, a jeśli nawet wykryje je z daleko samolot dozoru radiolokacyjnego, to ostrzelać może go jedynie system przeciwlotniczy znajdujący się w pobliżu jego toru lotu. Dlatego takie pociski wyposaża się w dokładnie radiowysokościomierze, zaś program ich lotu przewiduje ominięcie większych przeszkód terenowych, takich jak wieże czy maszty, a wzgórza omija się przechodząc na wznoszenie odpowiednio wcześniej.
Wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz oficjalnie ogłosił, że NAJPRAWDOPODOBNIEJ był to rosyjski Ch-101. Napiszę, skąd taka hipoteza moim zdaniem. Stay tuned.
Na zdjęciu protoplasta pocisków skrzydlatych, niemiecki Fieseler Fi 103 znany potocznie jako V-1 zachowany w Peenemünde, w miejscu słynnego ośrodka. Przed nim stoją moje pasierby, zdjęcie 10 lat temu, obecnie dorosłe... W oczach widać olbrzymie zainteresowanie pociskami wszelkich typów.
Fot. Michał Fiszer
Jeśli chcecie, żebym poświęcał swój czas na te wpisy, jeśli w ogóle chcecie je czytać, to poproszę o kawkę. To tylko kilka złotych, a mnie rekompensuje włożony w tę pracę czas. https://t.co/pPHnCSlfpS
Piksel po Spa-ma 4 lata-niesamowity pies-przytulanka,który najchętniej wskoczyłby człowiekowi na kolana.
Dla osoby adoptującej-pierwsza wizyta pielęgnacyjna GRATIS!oraz dożywotnio 20% rabatu na usługi pielęgnacyjne dla adoptowanego psiaka!(Doggy Beauty by Daga)
Pleszew 506019162
Dla zainteresowanych ratowaniem zycia kopytkowców
Wciąż toczy się walka o życie maleńkiego osiołka Orzeszka i jego mamy.Aż 3000zł do wieczora.Pilna ostatnia rata.
https://t.co/Lv0E3fUJTA
Scenariusz przejęcia kontroli nad armią jest realny i warto mówić o tym już teraz. Niezwykle cenię profesora Andrzeja Dudka od lat. To jest jednak wyjątkowe a swoją konsekwencją profesor daje też przykład tego, że są sytuacje, w których trzeba wyjść ze strefy komfortu. Nie widzę żadnych zysków osobistych, dla których Dudkowi opłacałoby się zabierać głos, bo raczej naraża się głównie na nieprzyjemności. Zemsta na nim na pewno jest już zaplanowana.