Niektórym ludziom wystarczy dać mówić - część kolejna...
Katarzyna Kotula, rządowa pełnomocniczka do spraw równości, opowiedziała w Polsat News, jak Lewica rozumie równość.
Równy wiek emerytalny kobiet i mężczyzn?
Owszem, „trzeba rozmawiać”. Ale od razu wiadomo, że żadnej zmiany nie będzie.
Dlaczego mężczyźni mają pracować pięć lat dłużej? Bo kobiety statystycznie więcej sprzątają i zajmują się domem. Ciekawe czy badanie obejmowało pary jednopłciowe i rolę w domu...
Czyli samotny ojciec wychowujący dzieci ma pracować do 65. roku życia, a bezdzietna kobieta może przejść na emeryturę w wieku 60 lat, ponieważ… inne kobiety częściej odkurzają.
Równość według Lewicy: odpowiedzialność zbiorowa według płci. Brawo 👏
Potem było jeszcze ciekawiej.
Pani pełnomocniczka oznajmiła, że projekt ustawy o pieczy współdzielonej jest już dostępny i „po konsultacjach społecznych”. Cóż szkodzi skłamać.
Tylko że publicznie nie ma tekstu projektu. Nie ma uzasadnienia, OSR, tabeli uwag ani raportu z konsultacji. Są założenia wpisane do wykazu prac rządu i roboczy dokument rozsyłany wybranym instytucjom.
To bardzo nowoczesne konsultacje społeczne - społeczeństwo nie może zobaczyć dokumentu, który podobno już skonsultowało.
Na koniec pełnomocniczka do spraw równości wyjaśniła, że sądy częściej powierzają dzieci matkom, bo zawód sędziego rodzinnego jest sfeminizowany. Kobiety-sędzie mają więc przyznawać dzieci kobietom „z defaultu”, często „nie patrząc na dobro dziecka”.
Czyli wie o tym i jako pełnomocnik nic nie robi.
Gdyby podobne uogólnienie dotyczyło kobiet w innym zawodzie, Lewica mówiłaby o seksizmie. Kiedy mówi je pełnomocniczka do spraw równości, nazywa się to najwyraźniej polityką rządu.
W jednym wywiadzie usłyszeliśmy więc, że:
– o równości trzeba rozmawiać, ale nie należy jej wprowadzać;
– mężczyźni mają pracować dłużej, bo statystycznie mniej sprzątają;
– istnieje projekt, którego obywatele nie mogą przeczytać;
– odbyły się konsultacje, których rezultatów nie pokazano;
– kobiety-sędzie kierują się płcią, a nie dobrem dziecka.
To nie była obrona równości. To był pokaz unikania odpowiedzialności, podwójnych standardów i stereotypów płciowych.
Pełnomocniczka do spraw równości powinna walczyć z dyskryminacją niezależnie od tego, której płci ona dotyczy.
Nie wymyślać coraz bardziej absurdalnych powodów, dla których nierówność wobec mężczyzn ma pozostać nierównością.
Gdyby ktoś z Was szukał pracy za 1,6 mln zł rocznie, która polega na układaniu harmonogramów, warto zgłosić się do Szpitala Południowego i innych publicznych szpitali w Warszawie.
@Ponurakk Nic nie było gorszego niż tegoroczna zima. Obrzydliwa, paskudna, depresyjna pora. Teraz człowiek czuje że żyje, można się ładniej ubrać i korzystać z życia
To już nie jest szukanie argumentów. To jest polityczne kuriozum.
Minister Cienkowska próbuje dziś bronić ustawy wspierającej artystów… demografią. Serio?
Słyszymy, że chodzi o to, aby artystki miały większą swobodę decyzji o macierzyństwie, bo nie zawsze pracują na etacie albo oskładkowanej umowie.
Tylko że dokładnie ten sam problem mają tysiące kobiet w Polsce.
Freelancerki.
Samozatrudnione.
Edukatorski.
Instruktorki.
Kobiety pracujące projektowo.
Kobiety na niestabilnych umowach.
Matki prowadzące małe działalności.
Pracownice NGO-sów.
One też wypadają z systemu.
One też boją się o składki.
One też mają problem z bezpieczeństwem w czasie ciąży i macierzyństwa.
Więc pytanie brzmi: dlaczego państwo ma zobaczyć problem dopiero wtedy, kiedy kobieta jest artystką?
Jeśli problemem jest brak stabilności pracy, to rozwiązaniem powinny być systemowe mechanizmy dla wszystkich osób pracujących nieregularnie. A nie tworzenie osobnej, uprzywilejowanej kasty zawodowej z własnym statusem, własną ścieżką i własnym wsparciem.
Najbardziej kuriozalne jest stawianie tego w logice: albo macierzyństwo, albo sztuka.
Nie.
To nie jest problem wyłącznie artystek.
To jest problem tysięcy kobiet w Polsce.
I właśnie dlatego tej ustawy nie da się obronić takim argumentem.
Bo jeśli rząd naprawdę chce walczyć z kryzysem demograficznym, to niech wzmacnia bezpieczeństwo wszystkich kobiet, wszystkich rodziców i wszystkich osób pracujących w niestabilnych warunkach.
A nie wybiera jedną grupę i dorabia do tego wielką opowieść o demografii.
To nie jest polityka rodzinna.
To jest przywilej ubrany w piękne słowa.
Na Bogów, ludzie, serio....?
Byłem w Komendzie Głównej OHP na kontroli poselskiej.
To, co usłyszałem i zobaczyłem, jest skandaliczne.
Nie dlatego, że ktoś zauważył problem bolesnej menstruacji.
Nie dlatego, że ktoś chce traktować pracownice z empatią.
Z tym nie walczę. Nigdy.
Walczę z czymś zupełnie innym.
Z tym, że państwowa instytucja publiczna stworzyła system, w którym jedna grupa pracowników może dostać dodatkowy, pełnopłatny dzień wolny co miesiąc, a druga grupa nie dostaje nic.
Kobiety w OHP mogą skorzystać z dodatkowego dnia wolnego z tytułu bolesnej menstruacji.
Mężczyźni nie mają żadnego równoważnego rozwiązania.
Nie mają dnia zdrowotnego.
Nie mają dnia profilaktycznego.
Nie mają dnia na badania.
Nie mają dnia na migrenę, problemy urologiczne, kryzys psychiczny, ból kręgosłupa, chorobę przewlekłą czy inną cykliczną niedyspozycję.
Mają sobie radzić.
A potem dziwimy się, że mężczyźni za późno idą do lekarza.
Że zbyt późno się diagnozują.
Że częściej umierają przedwcześnie.
Że kryzys zdrowia mężczyzn jest w Polsce zamiatany pod dywan.
Podczas kontroli ustaliłem rzeczy bardzo poważne:
🔴 OHP wprowadziło dodatkowy, pełnopłatny dzień wolny w miesiącu wyłącznie dla kobiet.
🔴 W 2025 roku wykorzystano z tego tytułu 12 696 dni wolnych.
🔴 Mężczyźni nie otrzymali żadnego odpowiednika.
🔴 OHP nie wykonało analizy dyskryminacji mężczyzn.
🔴 OHP nie policzyło kosztów tego rozwiązania.
🔴 OHP nie przygotowało neutralnego płciowo rozwiązania zdrowotnego dla wszystkich pracowników.
🔴 Pracownica składa tylko oświadczenie. Pracodawca nie weryfikuje przesłanki.
🔴 OHP gromadzi informacje związane z niedyspozycją zdrowotną pracownic, a to rodzi poważne pytania o ochronę danych wrażliwych.
🔴 Z rozmowy wynika, że ministerstwo wiedziało o sprawie i miało ją konsultować - ustnie.
Państwowa jednostka.
Pieniądze publiczne.
Różne warunki pracy kobiet i mężczyzn.
Tysiące pełnopłatnych dni wolnych.
I „ustne konsultacje” z ministerstwem.
To nie jest standard, którego oczekuję od państwa.
Komendant OHP przyznał wprost, że kobiety mają dostęp do tego dnia, a mężczyźni nie. Przyznał też, że równowaga nie jest zachowana.
I właśnie o to chodzi.
To jest systemowa nierówność.
To jest nierówna polityka kadrowa ubrana w język empatii.
To jest przykład tego, jak państwo potrafi zauważyć jedną grupę, a drugiej powiedzieć: „wasz problem nas nie interesuje”.
Najbardziej uderzyło mnie jednak coś jeszcze.
Kiedy mówiłem o zdrowiu mężczyzn, o badaniach, profilaktyce, krótszym życiu, kryzysie psychicznym, problemach urologicznych - reakcja była defensywna, chwilami bagatelizująca.
Padł nawet żart o tym, że dla mężczyzn można by zrobić „dzień na focha”.
Nie.
To nie jest śmieszne.
Zdrowie mężczyzn nie jest żartem.
Samobójstwa mężczyzn nie są żartem.
Późna diagnostyka mężczyzn nie jest żartem.
Systemowe pomijanie mężczyzn nie jest żartem.
Jeszcze raz: nie walczę z kobietami.
Nie walczę z pomocą dla kobiet.
Nie walczę z empatią wobec bolesnej menstruacji.
Walczę z państwem, które tworzy przywilej dla jednej grupy i nie widzi, że druga grupa też ma zdrowie, ciało, ból, choroby i prawo do równego traktowania.
Jeżeli to ma być rozwiązanie zdrowotne - niech będzie zdrowotne.
Dla wszystkich pracowników.
Na jasnych zasadach.
Z analizą prawną.
Z analizą kosztów.
Z ochroną danych.
Z poszanowaniem równości.
A nie: jedna płeć dostaje pełnopłatny dzień wolny, a druga ma milczeć.
Dlatego rozważam dalsze kroki.
Będę też żądał pełnych danych kosztowych i organizacyjnych, bo 12 696 pełnopłatnych dni wolnych w państwowej jednostce to nie jest drobiazg. To są pieniądze publiczne i realna organizacja pracy.
Państwo ma być równe.
Państwo nie może mówić o równości tylko wtedy, kiedy pasuje to do wygodnej narracji.
Pomoc kobietom - tak.
Dyskryminacja mężczyzn - nie.
Empatia - tak.
Nierówne warunki pracy - nie.
Zdrowie pracowników - tak.
Jednostronne przywileje w instytucji publicznej - nie.
Równość nie może kończyć się tam, gdzie zaczynają się problemy mężczyzn.
Ta Konfa to się literalnie do niczego nie nadaje. Posiłki dla dzieci w szkołach to "socjalizm" (choć są udowodnione naukowo ogromne korzyści z tego), a KRUS dla rolników jest git i rzekomo rolnicy płacą bardzo dużo podatków. Ta partia to dno i jest szkodliwa społecznie.
Maryle Rodowicz jako jedną z nielicznych w Polsce w czasach PRL bylo stac na samochod marki Porsche ale nie bylo jej stac na oplacanie ZUS dlatego my wszyscy zlozymy sie na jej emeryture.
Chyba uczciwie 🤡
GROCHOWSKA
Róg Zamienieckiej (przy pl. Szembeka)
Dokładnie to samo skrzyżowanie przy którym w styczniu zginął 6-letni chłopiec 🥺
Cudem teraz nikt nie zginął na przystanku na którym zatrzymuje się kilkanaście linii autobusowych i tramwajowych‼️
Tymczasem rządząca od 20 lat w dzielnicy KOalicja Kucharskiego sprzeciwia się jakimkolwiek zmianom które zmieniłyby tę niebezpieczną autostradę w normalną bezpieczną i zieloną ulicę.‼️
Smutne. Kolejny Prezydent RP, który zeszmaca ideę referendum przez robienie z niego narzędzia propagandy.
A są rzeczy, o które warto by zapytać Polaków np:
- Czy należy wyrównać zasady opodatkowania zagranicznych i polskich firm technologicznych?
- Czy należy zrównać wiek emerytalny kobiet i mężczyzn?
- Czy aborcja do 12. tygodnia powinna być legalna?
W całej Polsce pożary, w dziesiątkach gmin przerwy w dostawach wody, w połowie kraju nie padało od miesięcy a prezydent będzie walczył z polityką, która ma złagodzić skutki błyskawicznie przyspieszającego kryzysu ekologicznego. Jedziemy pod prąd na autostradzie i dodajemy gazu.
Polacy chcą skandynawskich usług publicznych i somalijskich podatków. Chcemy silnej władzy, która zaopiekuje się nami i za nas rozwiąże problemy, ale jednocześnie gardzimy nią, gdy nam cokolwiek nakazuje. Anarchizm i egoizm, to nasze doktryny. Sarmackie dziedzictwo nie przepadło.
Konfederacja z 1/3 poparcia wśród młodych. Ta sama Konfederacja, która chce prywatyzacji służby zdrowia, a ci sami młodzi biją brawo, gdy ich ulubiony influencer wpłaca na zbiórkę 500 tysięcy (a przy tym wykręcając się z płacenia podatków, które mogłyby zasilić służbę zdrowia).
Budzą się w człowieku dwa wilki.
Z jednej strony naprawdę trudno się przywalać do akcji, w której zbierane są miliony złotych na pomoc dzieciom chorym na raka. Jeśli nawet jednej osobie da się pomóc, to będzie to wspaniała i pożyteczna rzecz, bo tu chodzi o ludzkie życie.
Ale z drugiej strony: takie akcje łatwo stają się wymówką do tego, byśmy rezygnowali z rozwiązywania problemów np. ze służbą zdrowia naprawdę skutecznymi narzędziami, które dać może tylko państwo. Zresztą, spójrzcie na skalę. Zbiórka LatwoGang zaraz dobije do 40 mln zł. Kwota wydaje się astronomiczna, ale osadźmy ją w kontekście: to np. równowartość dwóch dni pomocy publicznej dla nierentownych kopalń w 2025 roku. Albo równowartość 1,5 dnia wsparcia do zakupów węgla z 2022 roku. Albo równowartość 1,5 godziny państwowych wydatków na ochronę zdrowia w 2025 r., przy czym warto zaznaczyć, że żeby dobić do średniej unijnej Polska powinna wydawać na ten cel prawie dwa razy więcej. Aha, żeby na skali państwa zorganizować taką zrzutkę wystarczy podnieść miesięczne opodatkowanie pracujących Polaków o 22 grosze.
Przypomnę tylko, że koszt niedawnego obniżenia składki zdrowotnej dla NFZ w tym roku szacowany jest na 6,44 mld zł. Żeby to pokryć, LatwoGang będzie musiał zorganizować jeszcze jakieś 160 takich zbiórek.
Pierwszy wilk powie: no dobra, ale popatrz, tyle sławnych osób przyszło promować fundację, zbiórkę i dawać ogromne ilości pieniędzy na ten cel. Rozkręciła się szeroka, ogólnokrajowa akcja, podniesie się świadomość, To też się liczy, a jak sam napisałeś: wystarczy, że pomogą jednemu człowiekowi, by to było wspaniałe i pożyteczne.
A drugi od razu odpowie: tak, ale spora część z tych osób chwaliła się np. tym, jak unikają płacenia podatków dzięki fundacjom rodzinnym. I owszem - to legalne, mogli to zrobić na gruncie obowiązującego prawa. Ale - parafrazując łacińską paremię - nie wszystko co legalne, jest słuszne.
No i tak to się kłócą te dwa wilki. Można ich kłótnię uciszać pytaniami „A Ty ile dałeś?”, „Kiedy zrobisz lepszą zbiórkę?” czy „Czemu krytykujesz ludzi, którzy coś robią”. Ale to są kwestie, które padają daleko od najważniejszego pytania, które trzeba tu postawić - pytania o efektywność i sprawiedliwość obecnego systemu, od którego zależy ludzie zdrowie i życie w skali ogólnokrajowej.
Kiedy płonie dom, to można jednocześnie chwalić tych, którzy biegną go gasić z kubłami, wiadrami czy szklankami wody i domagać się stworzenia systemu, w którym na miejsce podjechały zastępy profesjonalnej państwowej straży pożarnej z wozami i drabinami, krytykując przy tym ludzi, którzy starali się, żeby zlikwidować lokalną remizę.
no dokładnie, ten stream stał się mechanizmem dla znanych osób do zrobienia sobie PRu, przyjdzie taki friz się polansowac a potem będzie dumny się chwalił że opierdala państwo na podatki przez fundację rodzinne, gdzie te pieniądze realnie pomogłyby budżetowi państwa