Dziennikarz do filmowca Nikolaja Arcela:
„Dlaczego wasz nowy film ‘Ziemia obiecana’ jest w 100% nordycki?
... bez ludzi czarnoskórych, bez różnorodności. Mads Mikkelsen: „Hmmm, no cóż, akcja filmu rozgrywa się w Danii w 1750 roku.”
Pokazujmy ludziom to przemówienie ministra @sikorskiradek. Zapiszę się ono w historii i winno być doskonale znane każdemu Polakowi. Jednocześnie bądźmy świadomi tego jakim echem odbiło się na świecie.
Zdecydowanie najlepszy komentarz do wczorajszych wydarzeń wygłosił Pan Piotr Kraśko. Warto odsłuchać ponieważ rewelacyjnie pokazuje on odczucia i optykę Amerykanów.
Wczoraj, na gorąco, napisałem: Zełeński wybrał honor a nie upokorzenie. Problem polega na tym że historia pełna jest pomników na mogiłach takich przywódców i ruin ich państw. Absolutnie się z tego nie wycofuję. Uważam że Zełeński popełnił błąd dając się sprowokować. Z przebiegu rozmowy jasno wynika że do pewnego momentu atmosfera była dość dobra jak na fakt że Trump i jego otoczenie nie cierpią i nie szanują Zełeńskiego. Porozumienie zostało wcześniej wynegocjowane a z grafiku spotkania wynikało że nie zakładano jego niepodpisania. To co widzieliśmy było zdarzeniem nieplanowanym które fatalnie dla Ukrainy wyeskalowało. Wydaje się że Trump i Vance chcieli pokazać Zełeńskiemu miejsce w szeregu i jednocześnie "zabłysnąć" wobec własnego elektoratu.
Nie ma tutaj żadnego, najmniejszego znaczenia że racja była po stronie prezydenta Ukrainy. Dobry władca odpowiada za swój naród. Dostawy niektórych rodzajów uzbrojenia i technologii z USA do Ukrainy nie są w perspektywie ponad roku możliwe do zastąpienia jakimkolwiek innym kierunkiem. Wie to Trump, wie Putin, Zełeński też. A mimo to dał się sprowokować zamiast grać upokarzającą rolę jaką mu rozpisano ale wyjść z porozumieniem surowcowym (a tak naprawdę argumentem dla Trumpa za kontynuowaniem wsparcia UA) i otwartą drogą do dalszego zaangażowania USA w obronie Ukrainy. Zamiast tego wiedziony naszą wspaniałą słowiańską "kulturą honoru" wdał się w polemiką (nie ma znaczenia że słuszną) i uraził ego Vanca i Trumpa i postawił ich w sytuacji w której obaj w zasadzie nie mieli innego wyjścia. Zełeński stracił bardzo dobrą okazję by milczeć. Miał kilka możliwości lekkiego ugięcia karku i jednak podpisania porozumienia. Ego i słaby warsztat dyplomatycznego naturszczyka nie pozwoliły na to.
I wiem że zaraz posypią się gromy za to co napisałem + miliard idiotycznych cytowań Józefa Becka z 1939.
W polityce unoszenie się honorem nie ma znaczenia. Albo się to rozumie i robi realpolitik albo kończy w kolumbarium z dziesiątkami byłych sojuszników USA - gdzieś między Wietnamem Południowym a Szachem Iranu. Zwłaszcza że paradygmat polityku USA zmienił się w optyce nowej administracji. To już nie jest ład unipolarny lub bipolarny ale...próba urządzenia się w kształtującym się ładzie multipolarnym między kilkoma kluczowymi ośrodkami zarządzającymi polityką światową. Czy będzie to paradygmat Huntingtona czy Cohena - nie istotne. Dla Trumpa i jego doradców Europa nie jest równorzędnym partnerem tylko konkurentem z ograniczonymi zasobami i słabym politycznie a sama Ukraina jest przeszkodą do realizacji celu a nie krajem któremu USA są winne cokolwiek. I nie ma tutaj żadnego znaczenia że racja, moralność, itp są po stronie Ukrainy.
Nastał czas jawnie brutalnej polityki silnych wobec słabych. Piszę jawnie ponieważ zawsze tak było tylko pięknie maskowano to dyplomacją i soft power.
I na koniec wrócę do tego co kiedyś pisałem: nie zazdroszczę wyborów obecnemu rządowi Polski ponieważ Amerykanie nie oczekują partnerskich relacji w ramach sojuszu. W zamian za obecność Amerykanów w Polsce i za realizację ich zobowiązań sojuszniczych w ramach NATO administracja Trumpa i sam Trump zapewne będą mieć wiele oczekiwań wobec Polski na czele z reprezentowaniem interesów USA w Europie i dalszym pompowaniem zakupów sprzętu i uzbrojenia w USA. Amerykanie nie oczekują partnerskich relacji w ramach sojuszu. Amerykanie oczekują realizacji ich interesów - i gospodarczych i politycznych. Natomiast nie jesteśmy skazani na łaskę i niełaskę Amerykanów ponieważ mamy europejską alternatywę. Dużo trudniejszą, pozornie mniej pewną co do zobowiązań sojuszniczych ale czy na pewno gorszą? My w relacjach z USA nigdy nie byliśmy przy stole na którym rozdawano karty. Należy mieć tego świadomość.
ps. swoją drogą przykre jest to że coś o czym człowiek był uczony na studiach około 18 lat temu (paradygmaty ładu międzynarodowego w optyce elit amerykańskich) właśnie się kształtuje w kierunku który przewidywała cześć naukowców w połowie lat 2000 ale w otoczeniu które uznawano by jako pesymistyczne prognozy.
pps. Cohen --> Huntington vs cała reszta teorii politologicznych 1:0 jak na razie...
Co zrobić by wziąć udział w wyborach parlamentarnych a nie uczestniczyć w referendum, które odbędzie się w tym samym terminie?
Uwaga! Już samo pobranie karty do głosowania jest wzięciem udziału w referendum ⤵️ prof. Ewa Łętowska.
W przeciwieństwie do wyborów - referendum jest ważne, jeżeli weźmie w nim udział 𝗽𝗼𝗻𝗮𝗱 𝗽𝗼ł𝗼𝘄𝗮 uprawnionych do głosowania.