@spacetourist0 I believe that values strongly shape the perception of relationships, yet they also stem from relationships themselves. It is a closed loop.
@scttfrnks Dokładnie tak. Ostatnio wypowiedziałam się w podobnym tonie, co ty i dowiedziałam się, że jestem okropnym człowiekiem, albo wręcz nawet nie jestem człowiekiem. To jest chore, co oni robią. Tam już żadnej logoki nie ma.
Wojna to takie zjawisko, w którym młodzi ludzie, którzy się nie znają i nie rozmawiają ze sobą, zabijają się w imieniu starych ludzi, którzy się znają i rozmawiają ze sobą, ale się nie zabijają.
Wiara w sprawczość komentarzy pisanych z wygodnej kanapy (albo niewygodnej, ale poza zasięgiem bomb) i opowiadania się po którejkolwiek stronie, jest głupotą. Bo nie chodzi o to, kto ma rację. Chodzi o to, że po obu stronach niewinni cierpią w wyniku decyzji podjętych przez osoby, którym włos z głowy nie spadnie z tego powodu. I serio, nie dorabiałabym ideologii do tego.
Nie mnie oceniać, czy rację mają okupanci, czy terroryści. Potępiam metody obu stron jednakowo.
Ile ja się od wczoraj o sobie dowiedziałam... W życiu bym się nie domyśliła, że:
- jestem ignorantką,
- zaliczam się do "wiadomo jakiej" grupy społecznej,
- popieram ludobójstwo,
- mam wyjebane na los ludzi,
- nie mam sumienia,
- jestem małym, podłym człowiekiem,
- nie mam empatii
- nie jestem człowiekiem,
- jestem botem hasbary,
- jestem starą rurą 😂
- prawdopodobnie jestem też idiotką.
Oprócz tych wszystkich rzeczy o sobie, poinformowano mnie też, że muzyka nie istnieje w próżni, ale to akurat już wiedziałam i jest to fakt - fale dźwiękowe potrzebują atmosfery, by się przemieszczać.
A to wszystko dlatego, że napisałam iż gdy kupuję bilet na koncert, to oczekuję muzyki, a nie wiecu politycznego. Ponadto ośmieliłam się zauważyć, że kryzys wizerunkowy Eda Sheerana został nadmuchany przez idiotów, jak większość kryzysów wizerunkowych w dzisiejszych czasach. Zero na temat tego, co sądzę o konflikcie w Gazie.
Żeby nie było, że biernie te rewelacje przyjęłam: próbowałam swoich interlokutorów naprowadzać na właściwy sens moich wypowiedzi, ale bez rezultatu. Zadawałam też pytania w celu doprecyzowania pewnych rzeczy, ale nie otrzymałam odpowiedzi.
Wygląda na to, że mieć kryzys wizerunkowy jest teraz niezmiernie łatwo, bo ilość idiotów jest zatrważająca... Na szczęście od mojego wizerunku niewiele zależy, więc mogę sobie na taki kryzys pozwolić, ale solidaryzuję się z innymi "skompromitowanymi", którzy są bardziej, oraz najbardziej widoczni 😉
#CancelCulture
@TheCaptainEli Tak. Jest niebezpieczny, bo rozwiązuje problemy, zamiast nimi zarządzać, a rozwiązanie problemu powoduje, że mnóstwo ludzi zarządzających nim, traci zajęcie i źródło dochodu. Dlatego go nie lubią i twierdzą, że bogaci się ich kosztem.
I think that matters.
Of course, media interests come into play here, too. "Elon’s ex" generates more clicks than just some random writer or musician. But that didn't cause them to lose the audience they had before their relationships with Elon. In fact, they might have even gained new fans because of those relationships. The thing is, Justine hasn't written anything since 2008. She prefers to promote herself by dwelling on the hurt she felt at Elon's hands. Grimes is trying to create music again, which is good. Both of them fell off the radar a bit because they were raising children.
One more thing: every relationship changes us. We are never the same after a relationship ends as we were before. We can view that experience as something that destroyed us or as something that helped us grow - it all depends on our mindset.
I think humanity has developed effective ways to hide things that need hiding and silence witnesses—and it is not a $40 million offer that you can simply turn down...
This woman's presence in the story proves that, at some point, Elon really lost his mind... Oh well. It happens to the best of us. Her story doesn't add up: $40 million for silence—which she rejected—only to then go to the media and reveal private correspondence full of metaphors and innuendo. That could easily have been their private way of communicating, given that they were sleeping together. I wonder, if he’d sent her a dick pic, would she have shown that at a press conference too?
Raczej pitolimy i to w sposób, który mnie wyjątkowo drażni. Mieliśmy być kiedyś drugą Japonią, czy tam drugą Irlandią, słyszałam coś kiedyś o polskiej Dolinie Krzemowej, teraz o polskich Starlinkach. Czy my w tych narracjach nie moglibyśmy wreszcie być w czymś pierwsi i robić swoje własne rzeczy? Czy może to jest zbyt wielka abstrakcja do wyobrażenia?