Podjąłem decyzję o natychmiastowym odsunięciu sędziego Łukasza Piebiaka od czynności służbowych z powodu nadzwyczajnego ciężaru zarzutów, o których popełnienie jest on podejrzewany. Jego dalsza praca uderzałaby w powagę Sądu Rejonowego dla https://t.co/gVQV2VuZ8N. Warszawy i godziła w istotne interesy służby. Konieczne więc było niezwłoczne odsunięcie sędziego Piebiaka od postępowań sądowych i obywateli.
Prokuratura prowadzi dwa niezależne, wielowątkowe postępowania.
Jedno dotyczy udziału w tzw. aferze hejterskiej.
Drugie, usiłowania oszustwa sądowego i posłużenia się podrobionym testamentem w sprawie mieszkania należącego do https://t.co/gVQV2VuZ8N. Warszawy, wartego 475 tys. zł.
Sytuacja, w której osoba powołana do wymierzania sprawiedliwości sama staje się podmiotem podejrzeń o fałszowanie dokumentów i próbę przejęcia majątku, jest zaprzeczeniem etosu sędziego. Od sędziów wymaga się więcej, bo to oni mają stać na straży prawa, uczciwości procesu i zaufania obywateli do państwa.
Nie ma świętych krów.
Więcej informacji: https://t.co/XWS4D8vDzZ
No i po sprawie.
Trump po clown show odleciał do Paryża, a Nawrockiemu poświęcił całe... minutę w przelocie. Minutę! Wow 😱
Jeszcze nigdy żaden światowy lider nie olał polskiego prezydenta tak elegancko i na jego własne, gorące życzenie. Szacun. Poziom upokorzenia: mistrzowski.
🎴SKANDAL W BIAŁYM DOMU PO GALI UFC Z SYNEM TRUMPA.
Daniel Cormier (były zawodnik UFC) wrzucił screeny wiadomości od Erica Trumpa przed galą UFC w Białym Domu. Treść?
„Którzy zawodnicy są kontuzjowani?”
„Które walki są ustawione?”
„Da się zarobić na upsecie?"
Były mistrz UFC nazwał to "inside tradingiem" ale to po prostu kolejna ordynarna próba zarobienia pieniędzy przez rodzinę Trumpa na oszustwie. Mają rozmach XD
POLSKIE SŁUŻBY SĄ ŚLEPE. A WOJSKOWE SŁUŻBY MAJĄ IŚĆ NA WOJNĘ BEZ OCZU, USZU I WŁASNEJ PAMIĘCI
Prawda jest brutalna. Nie wystarczy złapać kilku proxy, jednorazówek odpalanych przez ruskich do podpaleń, zdjęć, paczek, sabotażu albo rozpoznania za parę groszy, a potem wyjść do kamer z miną odkrywców koła. To nie jest wielki sukces kontrwywiadu. To powinien być alarm na czerwono. Bo jeśli służby pokazują społeczeństwu głównie takich ludzi, to widzimy najtańszą, najbardziej zużywalną warstwę operacji. Hałas. Dym. Przynętę. A nie prawdziwy mózg siatki. W prawdziwej robocie zatrzymanie wykonawcy powinno prowadzić wyżej. Do werbującego, prowadzącego, łącznika, finansowania, kanałów komunikacji, ludzi od mieszkań, dokumentów, transportu i ucieczki. Do siatki. Do tych, którzy tym gównem kierują. A jeszcze wyżej są agenci wpływu, czyli nie ludzie od kanistra z benzyną, tylko od benzyny wlewanej ludziom do głów. Ci, którzy latami pchają debatę publiczną dokładnie tam, gdzie Moskwie wygodnie. Robią z Unii większego wroga niż Kreml, z NATO kosztowną fanaberię, z Ukrainy śmiertelnego przeciwnika, a z rosyjskiego buta jakiś dziwny symbol porządku. Proxy podpali skrzynkę i trafi do aresztu. Agent wpływu zostanie w studiu, na mównicy, w internecie albo w gabinecie i dalej będzie przesuwał granice normalności.
W wojskowych służbach ten problem robi się jeszcze groźniejszy, bo na czas wojny to SKW i SWW powinny być jednym z głównych narzędzi przeżycia państwa. Mają chronić wojsko, wykrywać penetrację, zabezpieczać operacje, pilnować infrastruktury, czytać przeciwnika, sprawdzać ludzi, rozpoznawać agenturę, osłaniać mobilizację i mówić dowódcom, gdzie wróg naprawdę wsadził łapy. Bez tego armia jest ciężka, droga i ślepa. Może mieć F-35, Abramsy, Himarsy i piękne spoty z muzyką, ale bez informacji pójdzie w zasadzkę jak autobus bez kierowcy. I tu jest syf, którego nie da się przykryć flagą. Państwo nie zbudowało poważnego systemu mobilizacyjnego wykorzystania byłych funkcjonariuszy wojskowych służb. Ludzie z doświadczeniem w kontrwywiadzie, ochronie informacji, bezpieczeństwie jednostek, rozpoznaniu zagrożeń i pracy w wojskowym środowisku po odejściu z formacji często wypadają z systemu jak zużyta śrubka. Armia nie traktuje ich jako naturalnej rezerwy osobowej kontrwywiadu wojskowego. Nie ma szerokiego, twardego, regularnie ćwiczonego mechanizmu powrotu tych kadr na czas W. A potem będzie płacz, że brakuje ludzi, wiedzy i procedur.
Ktoś zapyta, co ja mam z tym zrobić? Nic, kurwa, nie zrobię. Nie, przepraszam. Zrobię sobie kawę, usiądę spokojnie i zacznę wypisywać z nazwiska polityków, którzy w mojej ocenie powinni usłyszeć zarzuty za niedopełnienie obowiązków służbowych, zaniechania, rażące zaniedbania i działania uderzające w bezpieczeństwo państwa. Bo jeżeli ktoś przez lata miał wpływ na służby, odpowiadał za ich nadzór, reformy, kadry, budżety, struktury, mobilizację i gotowość na czas wojny, a zostawił po sobie ten burdel, to niech nie udaje teraz zatroskanego patrioty z biało-czerwoną przypinką w klapie. A kiedy zacznie się rozpierdol, państwo nagle zacznie szukać zasobów. Tylko że zasobów już nie będzie. One się wyczerpały. Ludzie odeszli, zamilkli, wypalili się, zostali wypchnięci, upokorzeni, pominięci albo uznani za kłopotliwy relikt. Wiedza instytucjonalna nie leży w magazynie obok hełmów i kamizelek. Nie zamówisz jej w trybie pilnym. Nie podpiszesz na nią umowy ramowej. Nie przywieziesz jej tirem z Korei ani samolotem z USA.
Dlatego nie kupuję opowieści, że wszystko idzie w dobrą stronę, bo ktoś napisał ładny raport, powołał zespół, przeciął wstęgę albo odtworzył tabliczkę na drzwiach. Raport nie złapie agenta wpływu. Konferencja nie odbuduje wojskowego kontrwywiadu. Nowa nazwa nie zabije smrodu starego syfu. Jak nazwiesz gówno tortem i pomalujesz je na różowo, to nadal będzie śmierdziało, nadal będzie miało ten sam smak i nadal rozwali żołądek każdemu naiwnemu frajerowi, który da sobie wmówić, że właśnie dostał deser. I chyba naprawdę przyszedł czas na nową książkę po „WSI. Żołnierze Przeklęci”, ale tym razem trzeba opisać nie tylko Macierewicza i jego przybocznych. Trzeba też pokazać tych, którzy mieli okazję ten system naprawić, a zamiast tego przekopali to samo gówno łopatą, pomalowali je na różowo i sprzedali ludziom jako reformę.
Tu potrzeba wojennej odbudowy służb, nie pudrowania trupa. Trzeba wyciągać nie tylko jednorazówki, ale całe łańcuchy prowadzenia. Trzeba szukać werbujących, prowadzących, finansujących, legalizujących i osłaniających. Trzeba rozliczać agenturę wpływu, która latami pracuje na rosyjski interes bez kanistra w ręku, za to z mikrofonem, mandatem, fundacją albo eksperckim tytułem. Trzeba wreszcie potraktować byłych funkcjonariuszy wojskowych służb jako wojenny zasób, a nie kłopotliwy odpad po poprzednich epokach. Bo jeśli przyjdzie godzina próby, nie wygra jej państwo ślepe, głuche i dumne z własnej ślepoty. Wygra ją państwo, które wie, kto je penetruje, kto werbuje, kto prowadzi siatki, kto zatruwa debatę, kto osłania obce interesy i kto w razie wojny otworzy bramę od środka. A jeśli tego nie wiemy, to nie mamy systemu bezpieczeństwa. Mamy kosztowną dekorację, za którą w czasie wojny zapłacą żołnierze, cywile i ci nieliczni fachowcy, których polityczne miernoty przez lata traktowały jak problem, a nie ostatnią linię obrony. Zostanie wam faktycznie tylko modlitwa, żeby to nie pierdolnęło. Bo jeśli pierdolnie, to nie przykryjecie tego flagą, konferencją ani kolejnym komunikatem o pełnej gotowości państwa.
ROSJA NA ZAKRĘCIE, POLSKA NA CELOWNIKU. I JEŚLI MYŚLICIE, ŻE ONI ODPUSZCZĄ, TO GRATULUJĘ TANIEGO OPTYMIZMU
Wczoraj na Fb w umieszczonym poście dałem fragment nowej książki o ataku hybrydowym na Dworzec Centralny w Warszawie. Nie o klasycznej wojnie, nie o czołgach na rogatkach miasta, nie o pancernych kolumnach sunących Alejami Jerozolimskimi, tylko o brudnej robocie pod cudzą flagą, w cudzym języku, cudzymi rękami.
Dlaczego? Bo ja, kurwa nie wierzę w koniec wojny. Widzę raczej jej drastyczną zmianę i to na naszą niekorzyść. A teraz fakty, analiza i moje wnioski.
Według ukraińskiego Sztabu Generalnego Rosja od początku pełnoskalowej wojny straciła już prawie milion czterysta tysięcy ludzi zabitych, rannych, wziętych do niewoli i zaginionych, ponad trzydzieści tysięcy czołgów i wozów bojowych, ponad czterdzieści tysięcy systemów artyleryjskich, setki samolotów i śmigłowców, okręty, systemy rakietowe, logistykę, twarz, mit i resztki szacunku. To są dane ukraińskie. Wojna ma swoją mgłę, propaganda swoje księgowe, a Kreml swoje zaklinaczki trupów w telewizji. Ale jedno zostaje. Rosja zapłaciła gigantyczną cenę, a zwycięstwa jak nie było, tak nie ma. I nie, to wcale nie znaczy, że Rosjanie się opamiętają. Oni nie powiedzą, że przegraliśmy, bo napadliśmy na sąsiada, mordowaliśmy ludzi, kradliśmy dzieci i uwierzyliśmy w imperialne brednie dziadka z bunkra. Oni przegraną przerobią na upokorzenie, zdradę, cios w plecy i mit zemsty. Ten sam cuchnący mechanizm, który znamy z Niemiec po 1918 roku. Państwo nie potrafi przyjąć klęski, społeczeństwo czuje hańbę, propaganda szuka winnych, a polityczne ścierwo zaczyna hodować drugą rundę.
Na froncie nie ma już bajki o rosyjskim walcu parowym. Jest krwawa mielarka, w której atomowe imperium rzuca kolejne mięso, żeby przesunąć mapę o skrawek ziemi, spaloną wieś i kawałek lasu, który jutro znowu może zmienić właściciela. Gospodarka też zaczyna mówić prawdę, której kremlowska telewizja nie zakrzyczy. Budżet puchnie od wojennych wydatków, deficyt rośnie, dochody z ropy i gazu robią się coraz większym problemem, a całe państwo jedzie na wojennych sterydach. To organizm podpięty do kroplówki, któremu lekarz propagandy codziennie mówi, że wygląda znakomicie, tylko pacjent sinieje. Najgroźniejsze jest jednak to, że niezadowolenie nie idzie z rosyjskiej liberalnej opozycji, bo tę Kreml dawno zamordował, wsadził, wypchnął albo zastraszył. Najgroźniejsze warczenie idzie z prawej strony rosyjskiego zwierzyńca. Od nacjonalistów, wojennych blogerów i ludzi, którzy nie są przeciw wojnie dlatego, że odkryli humanizm, tylko dlatego, że widzą, iż wojna została spieprzona. Oni nie pytają, po co napadliśmy. Oni pytają, gdzie jest zwycięstwo, Kijów, Odessa, imperium i wielki triumf obiecany w telewizorze. Dlatego rozejm na Ukrainie nie oznacza dla Europy spokojnej nocy. Może zatrzymać część ognia na froncie, ale zaostrzy wojnę hybrydową, bo ona jest brudna, ale tania. Dużo tańsza niż batalion najnowszych czołgów, paliwo, amunicja, załogi, remonty, logistyka i miliardy dolarów wywalone w błoto. Nasi politycy mało się nie zesrają nad nowym F-35, bo nowy samolot kosztuje grube miliony dolarów. Tymczasem stworzenie, karmienie albo podkręcenie radykalnej grupy, medialnej histerii czy politycznej pożogi potrafi kosztować ułamek tej sumy. Tu nie wysyłasz pancernej dywizji. Tu wysyłasz służby, agenturę, trollownie, prowokacje, sabotaż, dezinformację i kilku użytecznych idiotów z mikrofonem, garniturem albo kontem na X. Za milion dolarów dobrze poprowadzone służby mogą podpalić pół Europy politycznie, społecznie i medialnie, a potem patrzeć, jak miejscowi sami donoszą benzynę.
W Rosji nie ma dziś poważnej politycznej fakcji demokracji. Są frakcje wojny. Jedni chcą wojny brutalniej, drudzy sprytniej, trzeci taniej, a czwartym przeszkadza tylko to, że Putin nie wygrał, a nie to, że napadł. W rosyjskiej głowie to wojna z Zachodem, z Europą, z porządkiem, którego Moskwa nie kontroluje. Ukraina jest frontem, ale celem jest złamanie zachodniego układu bezpieczeństwa. I teraz najlepsze dla domorosłych geopolityków od pokoju za każdą cenę. Największym wrogiem na zachodzie Europy w rosyjskiej wyobraźni nie są Niemcy ani Francja. W rosyjskich sondażach wśród najbardziej wrogich państw bardzo wysoko stoi Polska. Polska, razem z Litwą, jest dla nich drzazgą w dupie imperialnego myślenia. Bolesną, upartą, niewygodną i przypominającą, że można wyrwać się spod Moskwy, wejść do NATO, wejść do Unii i jeszcze pomagać Ukrainie prać ruskiego agresora po pysku. A my siedzimy w czarnej dupie i udajemy, że to ciepły kocyk. Jeszcze dziwne, że smrodu nie czujemy. Opowiadamy sobie bajki o normalności, świętym spokoju, rozejmie, grillu, kredycie, serialu i wakacjach all inclusive. Nie wróci. Rosja nie odpuści, bo nie umie odpuszczać. Rosja nie wybaczy, bo nie umie przegrywać. Rosja nie stanie się normalna, bo normalność oznaczałaby przyznanie, że była agresorem, bandytą i grabarzem własnej przyszłości. Najgroźniej jest wtedy, kiedy Rosja zaczyna rozumieć, że mogła przegrać, ale nie potrafi tej przegranej przyjąć. Wtedy rodzi się mit zdrady, zemsty i drugiej rundy. A Polska leży dokładnie tam, gdzie ten mit będzie szukał pierwszego celu. Między naszymi granicami, dworcami, sieciami, wyborami i głowami. Rosja jest na zakręcie. Polska jest na celowniku. A jeśli myślicie, że oni odpuszczą, to gratuluję taniego optymizmu.
Mylę się? Oby ale od początku wojny mówiłem i pisałem, że Rosja nie wygra ten wojny na Ukrainie i tu się nie pomyliłem…
Poseł @NPietrykowski50 miał odwagę powiedzieć, co myśli, wstać i opuścić studio @OficjalneZero.
Inne posłanki i inni posłowie #K15X powinni ten kanał omijać z daleka. Wiara w to, że tam dotrze się z demokratycznym przekazem do widowni tego kanału, to naiwność.
Pozamiatane
jedna minuta dwadzieścia sekund tyle trwała rozmowa @NawrockiKn z Trumpem W przejściu, w hałasie pod octagonem Koszt tej wycieczki to 5 mln pln z pieniędzy podatników
Teraz @marcin_przydacz@BoguckiZbigniew@LeskiewiczRafa będą robić do tego rosyjską propagandę
🚩 UFC : LE SCANDALE TRUMP‼️
Les États-Unis ont été humiliés.
Ce soir, l’Amérique a touché le fond du grotesque et du dégoûtant. Sur la pelouse sud de la Maison Blanche, lors de l’UFC Freedom 250, un spectacle de cirque organisé pour l’anniversaire de Trump, un combattant nommé Josh Hokit, après sa victoire, a hurlé face caméra et devant le Président des États-Unis : « Michelle Obama est un homme » (Michelle Obama is a man, am I right America). Les rires et les acclamations de la foule, des invités de Trump ont résonné comme un aveu de déchéance totale de l’Amérique.
Ce qui s’est passé ce soir n’est pas du sport, c’est une humiliation nationale.
Un événement censé célébrer la « liberté » et les 250 ans des États-Unis transformé en foire aux combats, avec des places à prix d’or, des paris qui sentent le truqué à plein nez et une mise en scène digne d’un reality-show de bas étage. La Maison Blanche, symbole de la République et de la dignité présidentielle, réduite à un octogone de foire où l’on crie des insanités transphobes et racistes à peine voilées sous couvert de « liberté d’expression ».
Dégoûtant. Vulgaire. Indigne.
Les États-Unis, nation qui a envoyé des hommes sur la Lune et défendu la démocratie dans le monde, s’affichent désormais comme une parodie de puissance : combats sponsorisés, insultes gratuites à une ancienne Première Dame et une présidence qui transforme la résidence historique du peuple en arène de catch politique.
Donald Trump avait promis de rendre sa grandeur à l’Amérique. Au lieu de cela, il lui inflige une humiliation quotidienne par le spectacle, la provocation permanente.
Cette soirée résume tout son second mandat : priorité au buzz, à l’argent facile (tickets à des millions), aux bases les plus brutes, plutôt qu’à la solennité, à l’unité ou à la décence.
Une présidence qui confond force et vulgarité, leadership et showbiz de bas étage. L’Histoire jugera sévèrement ce moment où la Maison Blanche est devenue le ring des pires instincts.
L’Amérique mérite mieux que ce cirque. Beaucoup mieux. Réveillez-vous. 🇺🇸
#Trump #Politics
#UFCFreedom250 #JoshHokit
#TrumpUFC #MaisonBlancheRing
#AmericaHumiliated #MAGA #WTFUFC
#TrumpCircus #250YearsOfFreedom
Który lepszy?
P.S.
1. Chciałbym zdementować krążące tu info, jakoby Nawrocki rozmawiał z Trumpem całą minutę i 20 sekund.
2. Podkład muzyczny (pasujący do rangi spotkania) jest oryginalny, nic z tym nie robiłem.😝