KOchani, zróbmy naprawdę eksperyment, nie komentujmy, nie szerujmy wpisów pisowców, ludzi od Morawieckiego. Nic to nie da, a im rosną zasięgi...
Proszę 🥺
Bądźmy mądrzy.
Dopiero usiadłam i nie wiem, co się stało, ale WOW. Nie wiem, kim jest nadawca 5k, ale się popłakałam. Każda dodatkowa złotówka idzie na zapas, bo znam swoje szczęście
https://t.co/Ib9jrT2KwN dziękuję, bo słowa mi ugrzęzły w gardle, jestem tak styrana...
Czy naprawdę tak trudno zatrzymać się na chwilę i zapytać:
„Czy mogę jakoś pomóc?”
🙏 Proszę o RT i każdą wpłatę.
📣 Możecie mnie wesprzeć tutaj:
🔗 https://t.co/R7XNERg1h4 👈
Trudna sytuacja może przecież przydarzyć się każdemu z nas. Albo komuś z naszych bliskich. Czasem wystarczy dosłownie kilka minut, odrobina życzliwości albo niewielki gest, żeby komuś naprawdę pomóc.
Dziś to ja muszę zdobyć się na odwagę, by poprosić o taką pomoc.
Kiedy miałem zaledwie trzynaście miesięcy, zamiast spokojnie poznawać świat, trafiłem do szpitala z rozległym oparzeniem III stopnia.
Lekarze walczyli o moje życie. Była reanimacja, choroba oparzeniowa, liczne operacje, osiem prób przeszczepów skóry, głębokie rany, martwica tkanek i blizny, które pozostały ze mną na zawsze.
Przeżyłem.
Ale skutki tamtej tragedii towarzyszą mi każdego dnia.
Mam dziś 47 lat. Żyję z rozległymi bliznami, bolesnymi przykurczami, przewlekłym bólem neuropatycznym, przeczulicą i allodynią. W wyniku leczenia straciłem również słuch i zmagam się z bardzo głębokim obustronnym niedosłuchem.
Najtrudniejsze są jednak ciężkie zaburzenia termoregulacji.
Dla większości ludzi chłód, wiatr, przeciąg czy klimatyzacja oznaczają jedynie dyskomfort. Dla mnie mogą oznaczać gwałtowne wychłodzenie organizmu, silne dreszcze, ból, osłabienie, a nawet hipotermię.
Mimo tych ograniczeń przez lata robiłem wszystko, aby być samodzielnym. Ukończyłem szkołę, podejmowałem próby pracy i nigdy nie chciałem być dla nikogo ciężarem.
Mój organizm wyznaczył jednak granice, których nie da się pokonać samą determinacją.
31 marca 2026 roku Sąd Okręgowy we Wrocławiu uznał mnie za osobę całkowicie niezdolną do pracy i przyznał mi rentę socjalną na stałe.
Myślałem, że wreszcie będę mógł skupić się na leczeniu, rehabilitacji i opiece nad moją babcią.
Niestety ZUS złożył apelację.
Do czasu prawomocnego zakończenia sprawy nie otrzymuję renty przyznanej przez sąd, a postępowanie może potrwać nawet dwa lata.
Dziś utrzymuję się jedynie z bardzo niskiego świadczenia z MOPS.
Walczę jednocześnie o zdrowie, codzienne przetrwanie i sprawiedliwość.
Jeżeli możecie, wesprzyjcie moją zbiórkę. Nawet niewielka, ale regularna wpłata pomaga mi opłacić mieszkanie, kupić leki, kontynuować rehabilitację i bezpieczniej przejść przez ten niezwykle trudny czas.
Jeżeli nie możecie mnie wesprzeć finansowo, bardzo proszę o udostępnienie tego wpisu. Być może dzięki temu dotrze on do osoby, która będzie mogła mi pomóc.
Obyśmy nigdy nie byli zbyt zajęci, żeby dostrzec człowieka, który właśnie potrzebuje naszej pomocy.
Z całego serca dziękuję za każdą wpłatę, każde udostępnienie i każde dobre słowo.
Tomasz Lenkiewicz
Wasz Wojownik z Bliznami ❤️🩹
Przyznam, że im dłużej patrzę na tę konferencję, tym bardziej zastanawiam się, co właściwie odbywa się w Pałacu.
Obecny rząd realizuje program Port Polska, będący zmodyfikowaną kontynuacją przedsięwzięcia CPK. Tymczasem Kancelaria organizuje konferencję "Co dalej z CPK?", alarmuje o odejściu od pierwotnych ambicji i w istocie recenzuje rząd z tego, że nie realizuje projektu w wersji pozostawionej przez PiS.
Możecie oczywiście dyskutować o tym, czy Port Polska jest projektem lepszym czy gorszym. Tylko wtedy należałoby dyskutować o projekcie, który rzeczywiście jest obecnie realizowany, a nie urządzać konferencję poświęconą temu, dlaczego rząd nie cofnął się do koncepcji sprzed 2023 roku.
Jest tu jeszcze dla mnie ciekawszy problem - ustrojowy.
Kancelaria może przygotowywać projekty ustaw, organizować konsultacje i przedstawiać własne propozycje. Nie prowadzi jednak polityki infrastrukturalnej państwa ani programu Port Polska. Za to odpowiada Rada Ministrów 🤔
Jeżeli więc Pałac zaczyna organizować cykl konferencji, na których ocenia sposób prowadzenia rządowych inwestycji, ich finansowanie, harmonogram i zakres, to zaczyna to trochę przypominać budowanie równoległego ośrodka prowadzenia polityki państwa.
A przecież Konstytucja przewidziała już organ, który tę politykę prowadzi.
Za rządów PiS elektoratowi tej partii przyświecało motto: kradną, ale się dzielą.
Za Nawrockiego w Wielkim Pałacu jest nowe motto: szkodzi, ale piątkę przybije.
Stan umysłu.
Z całego serca proszę o pomoc w zbiórce pieniędzy na moją walkę z zapaleniem trzustki (leki i badania), które są bardzo drogie.
Każda pomoc się liczy.
Każdy grosz, każde udostępnienie.
Zbiórka kończy się 31 sierpnia o północy.
Bardzo dziękuję! ❤️ https://t.co/Fmy00tNM2s
2/
I tutaj ma Pan rzeczywisty argument -niestety, ale...
Ustawa obejmowała nadzwyczajne zyski osiągane od 1 marca 2026 r., mimo że została uchwalona później. Biuro Legislacyjne Senatu wprost zwróciło uwagę na konieczność oceny zgodności takiego rozwiązania z art. 2 Konstytucji i zasadą lex retro non agit.
Tylko znów robi Pan rzecz charakterystyczną dla całego wpisu- bierze Pan istniejącą wątpliwość i przedstawia ją jako rozstrzygnięty aksjomat.
Zasada niedziałania prawa wstecz jest jednym z fundamentalnych elementów demokratycznego państwa prawnego i w prawie podatkowym podlega szczególnie rygorystycznej ochronie. Nie oznacza to jednak, że każda retroakcja automatycznie i bez dalszej analizy prowadzi do niekonstytucyjności.
Dlatego uczciwe zdanie brzmi:
"Ustawa budziła poważne wątpliwości konstytucyjne z punktu widzenia art. 2 Konstytucji".
A nie:
"tego nie wolno robić".
I wreszcie pomija Pan rzecz fundamentalną dla całej swojej opowieści o neoekonomii Tuska: DLACZEGO w 2026 r. ceny paliw gwałtownie wzrosły.
Rządowy projekt nie powstał w próżni. Był reakcją na gwałtowną destabilizację światowego rynku ropy wskutek konfliktu na Bliskim Wschodzie, blokady cieśniny Ormuz i zakłóceń na kluczowych szlakach transportu surowca. To właśnie te okoliczności Ministerstwo Finansów wskazywało jako źródło skokowego wzrostu cen i nadzwyczajnych marż części sektora paliwowego.
Można krytykowacreakcję rządu. Można twierdzić, że zastosowano niewłaściwe instrumenty. Można kwestionować windfall tax, jego wysokość, retroaktywność albo tempo prac parlamentarnych.
To jest normalna debata.
Ale Pański wpis nie prowadzi takiej debaty.
Najpierw pojawia się nieprawdziwe "nigdy tak drogo", następnie wypowiedź Tuska sprzed czterech lat bez podania jej daty i pełnego kontekstu, dalej hipoteza ekonomiczna zostaje przedstawiona jako pewnik, szybkie procedowanie zostaje przemianowane na "tryb pilny", a realna wątpliwość konstytucyjna - na oczywiste naruszenie Konstytucji.
Każdy z tych zabiegów osobno może wyglądać niewinnie.
Dopiero zestawione razem pokazują mechanizm całego wpisu.
I właśnie dlatego warto czytać Pańskie publikacje nie tylko emocjonalnie, lecz zdanie po zdaniu.
Bo wtedy bardzo szybko okazuje się, gdzie kończy się fakt, a zaczyna polityczna manipulacja, przez niektórych nazywana narracją...
Nie jestem żadnym rynkowym omnibusem - podobnie jak Pan, panie Bogucki. Mam jednak nad Panem tę przewagę, że zanim publicznie zabiorę głos i zacznę budować na jakiejś informacji polityczną narrację, potrafię samodzielnie sprawdzić podstawowe fakty.
1,5 miliarda złotych. Dużo, prawda?
Tej wysokości szkodę spółce Orlen wyrządziło trzech menadżerów, z czasów Daniela Obajtka, według Prokuratury.
Dzisiaj Prokuratura Regionalna w Warszawie skierowała przeciwko nim akt oskarżenia. Grozi im nawet do 25 lat pozbawienia wolności.
Jednocześnie cały czas poszukiwany jest podejrzany Samer A. - Prezes spółki OTS, która wyprowadziła te 1,5 miliarda z Orlenu.
Gratuluję prokuratorom wykonanej pracy.
Panie Bogucki, naprawdę?
Pana wpis miał chyba wykazać kompromitację i kapitulację premiera, ale po jego przeczytaniu mam wrażenie, że osiągnął Pan dokładnie odwrotny skutek 🫣
Zacznijmy od rzeczy podstawowej. Sam Pan napisał, że pan Nawrocki wcześniej wręczył asesorom akty powołania, a dopiero później Donald Tusk złożył na tych dokumentach podpis.
I właśnie w tym miejscu potwierdził Pan istotę całego problemu.
Powtórzę zdanie z moich wcześniejszych wpisów, jak mantrę, ponieważ Pan konsekwentnie zdaje się pomijać rzecz absolutnie podstawową: Konstytucji nie interpretuje się przez pryzmat politycznej wygody ani bieżącej narracji.
Najpierw ustala się, co rzeczywiście wynika z jej przepisów, a dopiero później ocenia działania poszczególnych organów państwa.
W tej sprawie kolejność została odwrócona: najpierw ogłoszono "prerogatywę", a następnie zaczęto szukać dla niej uzasadnienia w Konstytucji.
Art. 144 ust. 2 Konstytucji stanowi, że akty urzędowe głowy państwa wymagają dla swojej ważności podpisu Prezesa Rady Ministrów, chyba że należą do zamkniętego katalogu prerogatyw określonych w ust. 3.
Mianowania asesorów w tym katalogu nie ma, choćby nie wiem jak długo Pan go tam szukał.
Nie jest nim również powoływanie sędziów, ponieważ asesor sędzią nie jest.
Próba stworzenia na potrzeby tej sprawy konstrukcji "prerogatywy pochodnej" nie zmienia tekstu Konstytucji i nie dopisuje do jej art. 144 ust. 3 kolejnego wyjątku.
Jeżeli zatem – jak sam Pan przyznaje – akty zostały wręczone przed uzyskaniem kontrasygnaty, to nie dowodzi Pan żadnej kapitulacji premiera. Potwierdza Pan, że wcześniej próbowano nadać skutek aktom, które nie spełniały konstytucyjnego warunku ich ważności.
Premier nie biegał za aktami powołania. Premier złożył podpis, którego Konstytucja wymagała dla ich ważności 🤷♂️
Jeszcze ciekawsze jest Pańskie twierdzenie, że wcześniej kontrasygnata znajdowała się na "postanowieniu, czyli akcie normatywnym".
Nie, Panie Bogucki.
Postanowienie dotyczące mianowania konkretnej osoby asesorem nie staje się przez swoją nazwę aktem normatywnym. Akt normatywny ustanawia normy generalne i abstrakcyjne. Akt nominacyjny dotyczący konkretnej osoby ma charakter indywidualny i konkretny.
Konstytucja zresztą w art. 144 ust. 2 nie mówi: "postanowienia wymagają podpisu premiera". Mówi o AKTACH URZĘDOWYCH.
Cała Pańska konstrukcja opiera się więc na sztucznym rozróżnieniu pomiędzy "postanowieniem" a "aktem powołania", którego dla oceny obowiązku kontrasygnaty Konstytucja po prostu nie przewiduje.
Najciekawsze jest jednak zakończenie Pańskiego wpisu.
Pisze Pan o "mizerii polityczno-prawnej", "ośmieszaniu urzędu Prezesa Rady Ministrów" i "kapitulacji wobec prerogatywy".
Tylko najpierw trzeba byłoby wykazać, że taka prerogatywa w ogóle istnieje.
Nie można najpierw dopisać do Konstytucji niewymienionej w niej prerogatywy, następnie wręczyć akty bez wymaganej kontrasygnaty, a kiedy premier usuwa powstały problem prawny – ogłosić jego kapitulację.
To nie kapitulacja.
To dopełnienie konstytucyjnego warunku ważności tych aktów i usunięcie sytuacji, która w ogóle nie powinna była powstać 🤦♂️
Co gorsza dla Pańskiej narracji, najważniejszy fakt potwierdził Pan we własnym wpisie – akty wręczono przed podpisem premiera.
Chciał Pan uderzyć w Donalda Tuska...
Tymczasem, chyba zupełnie niechcący, sam opisał Pan dokonanie tej czynności przed spełnieniem konstytucyjnego warunku jej ważności.
I to jest w tym wpisie zdecydowanie najciekawsze ☺️
Panie Bogucki, jest jeszcze jedna rzecz, której naprawdę nie rozumiem.
Poświęciłem już sporo czasu, żeby w poprzednich odpowiedziach przedstawić Panu ten problem krok po kroku: wskazałem przepisy Konstytucji, wyjaśniłem mechanizm kontrasygnaty, różnicę między sędzią a asesorem, problem rzekomej "prerogatywy pochodnej" i konsekwencje wręczenia aktów przed spełnieniem warunku ich ważności.
Nie oczekuję, że musi się Pan ze mną zgodzić. Oczekiwałbym natomiast, szczególnie od człowieka, który sam przedstawia się jako adwokat, odniesienia się do argumentów.
Tymczasem Pan ich nawet nie próbuje podważyć. Publikuje Pan kolejny wpis oparty na dokładnie tym samym założeniu, a przy okazji sam potwierdza fakt, który tę narrację podważa.
I właśnie tutaj mam problem z tak często deklarowanym przez Pana i pana Nawrockiego słuchaniem obywateli.
Słuchanie nie polega na publikowaniu komunikatów i ignorowaniu wszystkiego, co pojawia się pod nimi. Dialog wymaga również przeczytania odpowiedzi, zmierzenia się z argumentem i – jeśli trzeba – zweryfikowania własnego stanowiska.
Gdyby poświęcił Pan temu choć część czasu, który ja poświęciłem na rzetelne opisanie Panu tego zagadnienia, wiedziałby Pan już przynajmniej, na czym polega spór.
I być może nie pogrążałby Pan własnej argumentacji kolejnym wpisem.
Od adwokata naprawdę można oczekiwać czegoś więcej niż konsekwentnego powtarzania tezy po tym, gdy przedstawiono mu argumenty, które tej tezie przeczą.
@IrekBeznosiuk@dee_joanna4560@PrzemekShura Słyszałam już kilka wypowiedzi specjalistów, że obecnie już nie jest potrzebne rosyjskie wsparcie polskich stron. Już sami Polacy nakręcają temat. Smutne.
@AdamDbr73781241@JNizinkiewicz@rzeczpospolita Dokładnie. Nie można ogłosić teraz. Tymbardziej, że ponoć na takie ogłoszenie Bogucki się nie zgodził. Dodatkowo potem Mentzen i Bosak nie mogliby mówić, że mieli wpływ na wybór. Ale dużo osób wskazuje na Boguckiego ( dziennikarze, wpisy na X).