Dzisiaj kilka słów o kryptowalutach.
Moi drodzy, hasło „krypto jest anonimowe” brzmi coraz bardziej jak opowieść z czasów, gdy Bitcoin kosztował mniej niż porządny garnitur.
Może 5–10 lat temu takie przekonanie miało jeszcze jakiś sens. Dzisiaj? Raczej nie.
Większość giełd, na których kupuje się kryptowaluty, wymaga przejścia procedury KYC. Zakładając konto, podajemy dokument tożsamości, dane osobowe, często potwierdzenie adresu zamieszkania. Następnie przelewamy środki z prywatnego rachunku bankowego.
To nie jest anonimowość. To jest pełny punkt zaczepienia.
Wiele osób uważa, że wystarczy przelać środki z giełdy na zewnętrzny portfel, np. Ledger albo Trezor, albo zacząć korzystać z DeFi, i ślad nagle się urywa. Nie urywa się.
Blockchain jest publiczny. Transakcje zostają w nim zapisane. Na zawsze.
IRS już od lat korzysta z narzędzi analityki blockchain, automatyzacji i sztucznej inteligencji do śledzenia przepływów pomiędzy adresami. CEX-y mają KYC. DeFi zostawia ślad on-chain. DAC8 w UE dodatkowo zwiększy zakres raportowania i automatycznej wymiany informacji o kryptoaktywach.
Przykład?
Kowalski zakłada konto na Binance. Kupuje kryptowaluty. Następnie przelewa je na 2–3 adresy zewnętrzne, z których regularnie korzysta.
Czy te adresy są anonimowe? Formalnie nie mają imienia i nazwiska. Ale w praktyce bardzo łatwo można je powiązać z Kowalskim, bo pierwszy transfer wyszedł z giełdy, na której Kowalski przeszedł KYC.
Jeżeli później Kowalski przeleje kryptowaluty do podmiotu skupującego krypto i rozliczy się gotówką, to urząd może zobaczyć, że środki trafiły na adresy powiązane z takim podmiotem. To już może być bardzo mocna poszlaka, że doszło do sprzedaży kryptowalut, a więc potencjalnie również do powstania obowiązku podatkowego.
Inny przykład.
Kowalski sprzedaje kryptowaluty Nowakowi. Kryptowaluty trafiają na adres Nowaka. Następnie Nowak przelewa je na giełdę, sprzedaje i wypłaca PLN na rachunek bankowy.
Czy urząd ma pełen ciąg logiczny? W wielu przypadkach tak.
Może odtworzyć przepływ: giełda -> portfel Kowalskiego -> portfel Nowaka -> giełda -> wypłata do PLN.
Podobnie może być z bitomatami, płatnościami kryptowalutami za towary i usługi, przelewami między portfelami, mostami, DeFi czy stablecoinami.
Dobra wiadomość?
Polska administracja skarbowa nadal nie do końca rozumie takie transakcje.
Zła wiadomość?
Może weryfikować poprzednie lata podatkowe. A za 3–5 lat poziom narzędzi, analityki i automatyzacji będzie zupełnie inny niż dzisiaj.
AI jest już wykorzystywana w ZUS i KAS. Dane z CEX-ów, DAC8, KYC, banków i publicznych blockchainów będą się coraz lepiej łączyć w jedną układankę.
Dlatego podejście: „nikt się nie dowie, bo krypto jest anonimowe” to nie strategia.
Jeśli chcecie wyjść z krypto bez podatku, można to zrobić w pełni legalnie, i to w takim stylu, że nawet podczas kontroli naczelnik urzędu skarbowego będzie musiał przyznać, że wykonaliście wszystko dobrze (w razie czego całe Independent Finance służy pomocą, chwaląc się stuprocentową skutecznością :)).
A czy warto ryzykować podejściem: „świat krypto jest anonimowy, więc nikt się nie dowie”? Decyzję zostawiam Wam.
Pamiętajcie tylko, że na blockchainie nic nie znika, a fiskus uczy się go czytać coraz lepiej.
Spółki w Polsce płacą efektywnie 33% zamiast 19%? Sprawdźmy, jak jest naprawdę.
W ostatnim czasie można natrafić na wiele artykułów, które wskazują, że mimo obowiązywania maksymalnej stawki CIT 19% w Polsce, po przeanalizowaniu największych spółek z GPW efektywna stawka wynosi aż 33% — czyli prawie dwukrotność. Brzmi zniechęcająco, prawda?
Ale czy to oznacza, że Polska to kraj, gdzie jest wysokie opodatkowanie? Oczywiście, że nie.
Co więcej, efektywnie opodatkowanie nie musi wcale przekraczać 10%.
Pamiętajmy, że te 33% dotyczy spółek notowanych na GPW, z różnych branż — czyli mówimy o naprawdę dużych i znaczących podmiotach, które również wypłacają dywidendę opodatkowaną stawką 19% od zysków kapitałowych. Dla większości firm to nie jest wyrok i posiadają ten luksus wykorzystania innych opcji. Rzućmy okiem na same stawki.
Preferencyjna stawka CIT – tzw. mały podatnik - wynosi 9% i przysługuje, dopóki przychody firmy nie przekroczą limitu — w 2025 r. to 8 534 000 zł netto. Po przekroczeniu tej kwoty tracimy status małego podatnika i wchodzimy na 19%. I tu czai się pułapka: ta stawka obejmuje całość dochodu, a nie tylko nadwyżkę — inaczej niż w skali PIT. Oznacza to, że jedna jedyna złotówka ponad limit potrafi podbić efektywne opodatkowanie z 9% na 19% od całej podstawy. Brutalne, ale takie są reguły gry.
Jak osiągnąć opodatkowanie mniejsze niż 10%?
Poprzez wcześniejsze planowanie i obserwowanie wyników firmy. Może się okazać, że spółka potrzebuje dywersyfikacji działalności — choćby po to, by ograniczyć ryzyko. Można wtedy powołać kolejną spółkę lub nawet kilka, które wezmą na siebie część odpowiedzialności. To rozsądne i zasadne działanie. A w konsekwencji można spokojnie zostać przy efektywnym opodatkowaniu na poziomie 9%.
A co z PIT, jeśli chcemy coś wypłacić? I tu znowu dobra wiadomość: to również można mądrze zaplanować, żeby nie przepłacać.
Przykładowo, jeśli spółka potrzebuje twórczych usług niezbędnych do prowadzenia swojej działalności – to można rozważyć umowy o dzieło z przeniesieniem praw autorskich. Wtedy można wykorzystać 50% kosztów uzyskania przychodu – ustawowo, bez faktycznych kosztów. Efektywnie PIT wyniesienie wtedy 4,5% i to bez składki zdrowotnej – do limitu 240 000 zł. Mogą być niezbędne także inne usługi, które możemy wykonać a również podlegają pod ryczałt ze stawką 8,5%. Wszystko zależy od tego, co potrzebuje dana firma.
Spójrzcie, w tym układzie efektywne opodatkowanie CIT/PIT mocno spada i wyniesie mniej niż 10%. Podatki w Polsce wcale nie muszą być wysokie. Wymaga to jednak wcześniej przemyślanej strategii — aby nie okazało się, że nasza spółka przez jedną dodatkową złotówkę zabierze nam w podatkach znacznie więcej, niż się spodziewaliśmy.
Podatki w Polsce wcale nie muszą być wysokie. Wymaga to jednak wcześniej przemyślanej strategii — aby nie okazało się, że nasza spółka przez jedną dodatkową złotówkę zabierze nam w podatkach znacznie więcej, niż się spodziewaliśmy.
I tu właśnie wchodzimy my. Napisz do naszego biura — usiądziemy nad Twoją firmą i ułożymy strategię, dzięki której zatrzymasz w kieszeni tyle, ile się legalnie da.
👉 [email protected]
Sytuacje naszych klientów to często najlepsze pomysły na nowe wpisy.
Dziś krótko o kontroli skarbowej i czynnościach sprawdzających.
Zastanawia mnie jedno: dlaczego przy wezwaniu na policję ludzie potrafią odpowiadać wyłącznie na zadane pytania, a przed urzędem skarbowym nagle stają się otwartą księgą?
Może mamy za dużo seriali kryminalnych, a za mało karnoskarbowych. ;)
Tak czy inaczej, warto pamiętać o kilku zasadach.
1. Gdy miły Pan lub Pani z urzędu dzwoni „tylko zapytać” o zwrot VAT, CIT albo inną sprawę podatkową, poprośmy o pismo albo wiadomość e-mail z konkretnymi pytaniami. Każde słowo może być użyte przeciwko Wam.
2. Z urzędem powinna kontaktować się jedna osoba. Dzięki temu stanowisko firmy jest spójne, logiczne i kontrolowane.
3. Nie przekazujemy skarbówce więcej dokumentów, niż trzeba. Minimum wynikające z wezwania. Jeżeli organ chce więcej, prosimy o uzasadnienie i podstawę prawną. Zawsze pisemnie.
4. Nigdy nie odpowiadamy z pamięci. Najpierw weryfikujemy dokumenty. Potem zastanawiamy się, czy odpowiedź nie poprowadzi sprawy w kierunku, którego wcale nie chcemy. Odpowiedź ma być zgodna z prawem i stanem faktycznym, ale sformułowana rozsądnie. Nie chodzi o to, żeby samemu zapędzić się w kozi róg.
5. Nie wykonujemy automatycznie zestawień, tabel i podsumowań na życzenie organu. Bardzo często jest to po prostu przerzucanie pracy urzędnika na przedsiębiorcę.
Jeżeli organ oczekuje dodatkowego zestawienia, podsumowania albo opracowania, prosimy o wskazanie podstawy prawnej oraz uzasadnienie, dlaczego mamy obowiązek je przygotować.
6. Zawsze gromadzimy dowody wykonania usług, szczególnie niematerialnych. Faktura to często za mało.
Przy usługach doradczych, marketingowych, IT, analizach czy raportach warto mieć choćby maila w stylu „Pod linkiem przesyłam pliki wykonane zgodnie z umową / fakturą.” To, że link po czasie wygasa, jest normalne. Ważne, że w momencie wykonania usługi istniał ślad jej przekazania.
Podsumowując, z urzędem współpracujemy, ale nie gadamy bez potrzeby, nie wysyłamy wszystkiego jak leci i nie robimy za organ całej roboty.
Podczas kontroli czasem największym problemem nie jest sama kontrola, tylko nadgorliwość podatnika.
W razie potrzeby, zawsze możecie zadzwonić po Independent Finance :)
Rząd przyjął projekt ustawy dotyczącej OKI, czyli Osobistych Kont Inwestycyjnych. W mediach bardzo szybko pojawiły się hasła o „końcu podatku Belki”, ale kiedy spojrzymy na szczegóły projektu, wydaje się to jednak bardziej skomplikowane.
W teorii nowe rozwiązanie ma zachęcić do inwestowania oszczędności i długoterminowego budowania kapitału. Statystyki wskazują, że duża część oszczędności Polaków pozostaje na kontach bankowych – gdzie środki nie tyle co nie pracują, co zjadane są przez inflacje.
Jak będzie to działać?
Limit inwestycji ma wynosić 100 tys. zł, a dla lokat i obligacji oszczędnościowych przewidziano niższy próg – 25 tys. zł. Problem polega jednak na tym, że podatek od zysków kapitałowych (19%) nie znika całkowicie. Zamiast klasycznego podatku od osiągniętego zysku pojawia się nowy mechanizm oparty o wartość aktywów zgromadzonych na koncie.
I właśnie tutaj zaczynają się największe kontrowersje. Bo w praktyce może dojść do sytuacji, w której inwestor zapłaci podatek mimo słabego roku, braku realnego zysku albo nawet chwilowej straty na portfelu. Trudno więc mówić o pełnym zwolnieniu z opodatkowania — bardziej o zmianie sposobu jego naliczania.
Jak będzie działać opodatkowanie?
Cytując projekt „Stawka podatku od wartości aktywów w roku podatkowym wynosi 19% wartości stopy referencyjnej Narodowego Banku Polskiego obowiązującej w dniu 31 października roku poprzedzającego rok podatkowy, niemniej jednak niż 0,1%”
Bazując na aktualnych danych, wyniesie to 0,85%. Załóżmy zatem prosty przykład.
Inwestor wpłaca na OKI 500 tys. zł. Po kilku latach jego portfel rośnie do 1,5 mln zł. Oznacza to wygenerowanie 1 mln zł zysku.
W obecnym systemie sprawa jest prosta — dopóki inwestor nie sprzeda aktywów, podatek nie występuje. Dopiero przy realizacji zysku pojawia się 19% podatku. W takim przypadku byłoby to 190 tys. zł podatku od osiągniętego dochodu.
W OKI podatek nie ma być liczony od zysku, ale od wartości aktywów ponad ustawowy limit zwolnienia. Zakładając limit 100 tys. zł i obecnie szacowaną stawkę około 0,85%, inwestor posiadający portfel o wartości 1,5 mln zł zapłaciłby podatek od nadwyżki 1,4 mln zł. Daje to około 11,9 tys. zł rocznie.
W klasycznym modelu inwestor przez lata może reinwestować cały kapitał bez bieżącego podatku i korzystać z efektu procentu składanego. W OKI część kapitału byłaby oddawana co roku, nawet jeśli inwestor niczego nie sprzedał i nadal tylko „trzyma” aktywa.
Co więcej — jeśli rynek po mocnym wzroście zacznie spadać, inwestor może znaleźć się w sytuacji, w której realny zysk mocno stopnieje, a podatek od aktywów nadal będzie naliczany.
Dlatego coraz częściej pojawiają się głosy, że OKI nie jest klasyczną „likwidacją podatku Belki”, lecz próbą stworzenia zupełnie nowego modelu opodatkowania inwestowania. Co będzie bardziej opłacalne podatek Belki czy OKI – zależy od strategii inwestycyjnej, długoterminowe inwestycje i duże „wahania” na rynku faktycznie mogą wpłynąć negatywnie na podatników biorących w tym udział.
Ostatnio głośno o kilometrówkach dla posłów oraz kosztach ich biur poselskich. Jakie tego będą konsekwencje - oczywiście że żadne. Wszyscy zapomną za tydzień, jak jedna Pani poseł wydała dziesiątki tysięcy na paliwo do auta, którego nie ma.
Postanowiłem więc przygotować coś, co mam nadzieję zostanie w pamięci Polaków na dłużej - ładną infografikę, którą można sobie przekazywać z konta na konto.
W zeszłym tygodniu przygotowałem wpis pokazujący, ile pieniędzy znika pracownikowi z pensji, zanim ta w ogóle trafi na konto.
Dziś druga strona medalu: ile oddajemy później, gdy za te już raz opodatkowane pieniądze kupujemy zwykłe produkty i usługi.
W komentarzach pod poprzednim wpisem pojawiło się sporo słusznych uwag, więc nie mogłem zostawić tematu bez ciągu dalszego.
Bo prawie każdy wie, że przy zakupach płacimy VAT. To już się przyjęło. Tak jak „tymczasowa” stawka 23%, która — jak to w Polsce — tymczasowo została z nami na lata.
Ale VAT to dopiero początek zabawy. Akcyza od paliwa, alkoholu, papierosów, samochodu spalinowego, energii elektrycznej.
Do tego opłata paliwowa, opłata emisyjna, opłata cukrowa, opłata za jednorazowy kubek, opłata reprograficzna, wpłata na PISF…
Tyle podatków i opłat, a państwo nadal na deficycie.
W przypadku prywatnej firmy, natychmiast przystąpiłaby do analizy kosztów i ucięła wszystkie, ktore są bezzasadne. Publiczne pieniądze niestety, nikogo nie obchodzą.
Jak uważacie, czy dożyjemy czasów, w których publiczne pieniądze będą wydawane rozsądnie, a państwo przestanie działać jak żarłoczna bestia?
Przeglądam sobie dzisiaj (jak każdy normalny człowiek w wolnej chwili) co ciekawsze wyroki sądów administracyjnych i mogę powiedzieć jedno: w podatkach pracy będzie zawsze więcej niż czasu.
Może jako Polacy mamy już to we krwi, że lubimy szukać nieszablonowych rozwiązań. Może państwo polskie specjalnie tworzy z ustaw podatkowych labirynty, żebyśmy mogli poczuć tę narodową satysfakcję, gdy uda nam się przejść przez tor przeszkód bez szwanku.
Może to nawet dobrze. Gdyby prawo podatkowe było proste, musiałbym zająć się czymś innym. Może zostałbym leśniczym. Może hodowałbym alpaki albo nagrywał rolki jak poranna rutyna zmieniła moje życie. Na szczęście polski system czuwa, żebym nie musiał podejmować tak dramatycznych decyzji.
Dziś przeczytałem wyrok dotyczący spółki z ograniczoną odpowiedzialnością, która korzystała z 9% CIT. Wszystko pięknie, firma działa, rozwija się, zarabia. Problem w tym, że przebiła ustawowy limit 2 mln euro przychodu. Nie jakoś spektakularnie, dosłownie o kilka tysięcy złotych.
Co by nie było, prawo jest prawem, więc spółka straciła możliwość skorzystania z preferencyjnego CITu 9% - musiała zapłacić podatek od dochodu z całego roku w wysokości 19%. Sąd to potwierdził, z wyrokiem się zgadzam - tak to w Polsce działa.
Tylko czy te przepisy nie są oderwane od rzeczywistości? Oczywiście że są. Co ma zrobić spółka, która jest tuż przy limicie 15 listopada? Wywiesić kartkę „Do zobaczenia 1 stycznia, bo nam się już nie opłaca przebijać progu 2 mln EUR”?
Trzeba sobie tutaj poradzić „po polsku”. Wystarczyło przecież wcześniej założyć kilka spółek - jedna zajmowałaby się sprzedażą usług, druga towarów, trzecia montażem tychże towarów. Można to jeszcze dzielić na rejony - klienci Polska północ, wschód, zachód, południe, centrum. Każda spółka ma swój limit 2 mln EUR rocznie. Żadna nie wpadnie na 19% CIT.
Podobne sytuacje zdarzają się cały czas w branży nieruchomościowej. Wynajem bez VAT - oczywiście, ale do limitu. Wystarczy mieć odpowiednią liczbę podmiotów, by móc wynajmować nieruchomości bez VAT. Tutaj także należy to rozsądnie uzasadnić - np. jedna firma wynajmuje garaże, inna lokale usługowe w centrum, inna na obrzeżach miasta. Dzielimy to po to, by mieć jasno podzielony biznes i w prosty sposób odczytać która firma ile zarabia, prawda? Brak VAT to tylko dodatek.
Wydaje się proste, prawda? Niby wszystko jest w ustawie. Tylko trzeba ją przeczytać, zrozumieć, przewidzieć skutki, sprawdzić orzecznictwo, zestawić z praktyką organów, a potem jeszcze wymyślić, jak to wdrożyć w realnym biznesie.
Ale jakby zarabianie pieniędzy w Polsce było proste, to czy byłaby z tego taka frajda? Może właśnie o to chodzi. Państwo nie daje nam prostego prawa, bo chce nas hartować.
Taki narodowy crossfit podatkowy. ;)
Jak zwiększyć dochody firmy w obecnych czasach?
Od zawsze zachęcam klientów do przechodzenia do świata online ze swoimi biznesami. Taka forma prowadzenia działalności nie jest oczywiście możliwa w każdym przypadku.… https://t.co/rO9CPIEokU
Przeciętne wynagrodzenie w Polsce, czyli marzenie większości Polaków.
Niedawno GUS opublikował dane dotyczące przeciętnego wynagrodzenia w Polsce. Wynosi ono 9 562,88 zł brutto.
W internecie można więc przeczytać o wzroście płac, poprawie sytuacji pracowników i o tym, że „Polacy zarabiają coraz więcej”. Tyle że kiedy rozmawiam z osobami pracującymi na etacie, bardzo często słyszę jedno zdanie:
„Chciałbym zarabiać tyle, ile pokazuje ta średnia.”
I tu zaczyna się problem.
Przeciętne wynagrodzenie ma bowiem niewiele wspólnego z realnym obrazem zarobków większości pracowników. Dlaczego? Bo do jego wyliczenia bierze się wszystkie wynagrodzenia — również pensje menedżerów, członków zarządów, dyrektorów dużych spółek i osób zarabiających naprawdę ogromne pieniądze.
Jeśli ktoś chce zobaczyć, jak mocno może to zaburzać wynik, niech zrobi prosty eksperyment. Weźmy grupę 10 osób: 9 z nich zarabia najniższą krajową, a jedna osoba jest dyrektorem zarządzającym funduszem inwestycyjnym i zarabia 4 mln zł rocznie.
Czy średnia z tej grupy pokaże, że wszyscy żyją dostatnio? No nie.
Lepszym miernikiem byłaby mediana, ponieważ pokazuje punkt, w którym połowa pracowników zarabia mniej, a połowa więcej. Ale tym razem nie o medianie chcę pisać.
Tematem tego wpisu jest coś innego: ile pieniędzy pracownik etatowy oddaje państwu każdego miesiąca — i jak rzadko się nad tym zastanawia.
W praktyce wielu ludzi traktuje podatki i składki jak bardzo drogą subskrypcję. Coś w rodzaju abonamentu za obietnicę, że kiedyś może dostaną emeryturę oraz za możliwość stania w kolejce do lekarza na NFZ, który — jeśli system akurat pozwoli — wykona zabieg po kilkunastu albo dwudziestu godzinach pracy.
Żeby pokazać skalę problemu, przygotowałem prostą kalkulację.
Wziąłem przeciętne wynagrodzenie brutto, wyliczyłem kwotę netto oraz sprawdziłem, ile pracodawca realnie musi zapłacić za takiego pracownika. Bo trzeba pamiętać, że pensja brutto to nie jest pełny koszt zatrudnienia. Po stronie pracodawcy są jeszcze dodatkowe składki ZUS.
Podsumowując: Pracownik, który widzi na koncie niecałe 6,9 tys. zł, generuje dla pracodawcy koszt ponad 11,5 tys. zł. Ponad 4,6 tys. zł miesięcznie znika po drodze w podatkach i składkach.
I teraz zadajmy sobie proste pytanie: co by było, gdyby choć część tych pieniędzy mogła zostać w kieszeni pracownika i była regularnie inwestowana?
Przy takim kapitale wielu ludzi mogłoby dojść do wieku emerytalnego jako realni milionerzy. Nie musieliby nerwowo czekać na decyzje polityków w sprawie waloryzacji emerytur. Nie musieliby liczyć, że ZUS za kilkadziesiąt lat będzie w dobrej kondycji.
Oczywiście jestem świadomy, że państwo potrzebuje środków do funkcjonowania. Trzeba finansować infrastrukturę, sądy, wojsko, bezpieczeństwo czy podstawowe usługi publiczne.
Pytanie brzmi jednak: czy naprawdę musi to być ponad 40% pełnego kosztu pracy każdego miesiąca?
Moim zdaniem — nie. Zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę, jak lekką ręką politycy potrafią wydawać miliardy złotych z publicznej kasy. Więcej o tym pisałem w poniższym artykule:
https://t.co/qXxLkyettS
Polska po raz kolejny pokazuje przedsiębiorcom, że czasem najlepszym doradcą biznesowym okazuje się… własne państwo. Aktualnie firmom z branży krypto doradza jedno: załóż spółkę za granicą.
Dlaczego?
Aby prowadzić w UE działalność w branży kryptoaktywów, konieczne jest posiadanie licencji CASP, czyli Crypto-Asset Service Provider. Problem w tym, że w Polsce takiej licencji zwyczajnie nie da się dziś uzyskać.
Powód? Polski rząd do tej pory nie uchwalił ustawy, która wskazywałaby organ odpowiedzialny za wydawanie takich zezwoleń i uruchamiała krajową procedurę licencyjną.
W praktyce oznacza to, że od 1 lipca 2026 r. polskie podmioty działające w tej branży — jeżeli nie uzyskają licencji w innym państwie UE — powinny zaprzestać świadczenia usług kryptoaktywowych na rynku unijnym. Absurd? Delikatnie mówiąc.
Najprawdopodobniej firmy, którym realnie zależało na kontynuowaniu działalności, już dawno zdążyły założyć spółki w innych państwach UE i rozpocząć proces uzyskiwania licencji za granicą. Na szczęście licencja uzyskana np. w Estonii może być następnie paszportowana na całą Unię Europejską — w tym również do Polski.
Trudno chyba wymyślić skuteczniejszy sposób na wypchnięcie z polskiego rynku ciekawych, innowacyjnych firm z dużym potencjałem.
Co ciekawe, Polska nie ma żadnego problemu z wprowadzaniem przepisów znacznie ostrzejszych, niż wymaga tego Unia Europejska — chociażby w zakresie raportowania schematów podatkowych czy AML. Gdy trzeba przedsiębiorcy dołożyć obowiązków, jesteśmy prymusem. Gdy trzeba stworzyć sensowne warunki do prowadzenia działalności — robi się problem.
Takie działania sprawiają, że przedsiębiorcy zaczynają szukać alternatyw poza granicami kraju i coraz częściej dochodzą do wniosku, że założenie spółki za granicą nie jest fanaberią, tylko racjonalną decyzją biznesową.
A później polski rząd jest zdziwiony, że ta decyzja okazuje się dla nich jednym z najlepszych ruchów w całej karierze.
Poniżej zamieszczam ranking konkurencyjności podatkowej. Na czele tabeli znajdują się państwa z najwyższą ogólną oceną systemu podatkowego — obejmującą między innymi przejrzystość, stabilność i konkurencyjność przepisów dotyczących CIT, PIT, VAT, podatku od nieruchomości, podatku u źródła, dywidend oraz podobnych obciążeń.
Od 12 lat z rzędu pierwsze miejsce zajmuje Estonia.
Ale spokojnie — jeśli odwrócimy tabelę do góry nogami, Polska też wreszcie znajdzie się w czołówce.
*Tarcza antykryzysowa, czyli jak zakpić z polskich przedsiębiorców*
Tarcza antykryzysowa przygotowana przez rządzących to jedna wielka kpina. Jest dziurawa w wielu miejscach i jeśli dzięki niej przedsiębiorcy mają… https://t.co/hEcQgHvjAu
*Dlaczego rząd nie przygotował Polski do walki z koronawirusem? *
Wpływ koronawirusa na światową gospodarkę jest ogromny. Wiele biznesów upadnie, mamy wszechobecne spadki na giełdach. W wielu krajach szpitale są… https://t.co/Tba4B0hjsl
*Jakie zmiany niesie koronawirus dla firm i osób fizycznych? *
Koronawirus spowodował ogromne zmiany w zakresie prowadzenia biznesu, ale również w podatkach i podejściu banków do kredytobiorców.
W Polsce rząd… https://t.co/KNCBLUTLfA
*JAK UCHRONIĆ SIĘ PRZED BLOKADĄ STIR? *
Obecnie szef KAS może zablokować rachunek bankowy na 72 godziny z możliwością wydłużenia blokady na 3 miesiące na podstawie podejrzenia, że ma do czynienia z oszustem… https://t.co/57Vl1tv6TG
Kto z Was miał do czynienia z kontrolą Urzędu Skarbowego? Zapewne nikt nie wspomina tego pozytywnie. Ile może trwać taka kontrola? Zgodnie z ustawą, w ciągu jednego roku nie może przekroczyć konkretnej liczby dni (w… https://t.co/DaHmHrb7Wr
Tak jak ostatnio wspominałem, na kanale @WapniakPolska możecie już od kilku dni oglądać nagrania, na których opowiadam o zastosowaniu spółek zagranicznych, ich legalności względem polskiego prawa oraz o zmianach w… https://t.co/uK1stUFfOg
Witajcie!
Dzisiaj razem z @WapniakPolska porozmawialiśmy sobie o tym jak płacić okrągłe 0% PIT, CIT I ZUS. 👌 Poruszyliśmy także temat relacji podatnik - urząd skarbowy w Polsce oraz jak sytuacja polskich… https://t.co/tZFqnrHdfx