Dotarłem do Kibala, 140 tysięczne miasto. Właśnie miałem spotkanie w głównej sali z burmistrzem miasta, z którym rozmawiałem dobre 30 minut. Świetnie się rozmawiało, bo znajomy policjant yeż fajnie tłumaczył, ale też pewne zwroty po portugalsku. Dzisiaj śpię w hotelu... dziękuję!
Katastrofa Tu-22M3 w Kamienka pod Irkuckiem - 15 czerwca 2026 r.
W czasie lotu szkolnego rozbił się w rejonie Irkucka bombowiec strategiczny Tu-22M3 znany w kodzie NATO jako "Backfire". Jest to 16 rozbity Tu-22M3 w historii tego samolotu, tej wersji w latach 1978-1989 zbudowano 268 sztuk, z czego w uzbrojeniu pozostaje około 50. Dzisiaj cała czteroosobowa załoga podobno katapultowała się.
Znamienne jest to, że już w czasie tej wojny stracono sześć samolotów kompletnie rozbitych i siódmy z poważnymi uszkodzeniami, a wcześniej w latach 1978-2022 te 9 pozostałych (w tym jeden poważnie uszkodzony, nie naprawiony). Widać, że spadły standardy bezpieczeństwa w lotnictwie wojskowym Rosji.
Swego czasu Zachód podniósł wielkie larum o samoloty Tu-22M (łącznie wszystkich wersji zbudowano 497). Był to więc najliczniejszy, poza Tu-16 (1509 sztuk) sowiecki/rosyjski bombowiec strategiczny, należący do klasy "średnich" lub jak kto woli chińsko-europejskich. Generalnie ukierunkowanych na uderzenia jądrowe w Europę, ale i Chinami by nie pogardzono w razie potrzeby. Ale nie był międzykontynentalny. Był to samolot naddźwiękowy, o zmiennej geometrii skrzydeł. Prędkość maksymalna 2300 km/h (Mach 2,15), taktyczny promień działania z ładunkiem 12 ton uzbrojenia - 2450 km, pułap 13 300 m, zasięg do przebazowania 6800 km.
Jego głównym uzbrojeniem są trzy pociski skrzydlate Ch-22 o zasięgu 400-600 km (w zależności od wysokości odpalenia), z głowicą jądrową 350 KT (lub 1 MT) i masie startowej 5,8 tony jeden. Jest to pocisk naddźwiękowy, lecący do celu z prędkością ponad Ma=2,0, kierowany układem bezwładnościowym.
Samolot może zabrać zwykłe bomby, nawet do 24 pięćsetek (12 ton), lub większą liczbę bomb 250 kg. Zabiera też dwie trzytonówki, i w tym wariancie został użyty w Ukrainie do bombardowania podziemnych instalacji Azowstalu w oblężonym Mariupolu, w maju 2022 r. Ponadto kilka razy odpalono kierowane pociski Ch-22 z konwencjonalną głowicą 950 kg. Takie pociski rozwaliły zakłady KrAZ w Kremerczuku np., choć w pierwszym ataku Ch-22 rozpierdzielił portiernię i kawał płotu. Ale kolejne, i inne środki, były już celniejsze.
Na zdjęciu Tu-22M3 z dwoma pociskami Ch-22, fot. Runet.
W ten sposób pracuję, zarabiam, obok innej pracy. Jeśli Ci się podoba, to możesz kupić mi kawkę, a będzie więcej.
https://t.co/3NOiJ9zNa8
Biegli psychiatrzy uznali, że 18-letni Bartosz G., podejrzany o zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem 16-letniej Mai K., był poczytalny w chwili popełnienia zarzucanego mu czynu i mógł rozpoznać jego znaczenie. Według opinii pięcioosobowego zespołu nie ma podstaw do kwestionowania jego poczytalności, a obecny stan zdrowia psychicznego pozwala mu uczestniczyć w postępowaniu i samodzielnie się bronić. Po zakończonej obserwacji psychiatrycznej Bartosz G. ponownie trafił do aresztu. Śledztwo dotyczy brutalnego zabójstwa 16-letniej Mai, do którego doszło w kwietniu 2025 roku w Mławie.
Sytuacja w rejonie: Iskra - Nowoseliwka (Pokrowske).
Pewien etap walk w rejonie Konstantynówki można uznać za zakończony. Czas więc zająć się ukraińską akcją zaczepną w rejonie Piddubne – Oleksandrohrad, która ma rzekomo tak rygorystyczny OPSEC, że w efekcie nikt nie jest w stanie napisać o niej niczego szczegółowego. Sprzyja to przedstawianiu jej jako wielkiej operacji ofensywnej, którą w rzeczywistości nie jest. Ale po kolei.
W kwietniu 2026 roku Zgrupowanie Wojsk "Wschód", działając na skraju swojego prawego skrzydła siłami 69 Brygady Osłonowej oraz 336 Pułku Piechoty Morskiej ze składu 120 Dywizji Piechoty Morskiej, przeprowadziło akcję zaczepną przeciwko ukraińskiemu XX Korpusowi. W jej wyniku Rosjanie zdobyli Oleksandrohrad oraz tereny na północny zachód od niego, odrzucając za rzekę Wowczę broniący wsi 3 batalion zmech 141 Brygady Zmechanizowanej. Następnie, wykorzystując ten sukces, rosyjski 336 Pułk Piechoty Morskiej utworzył na północny-zachód od Oleksandrohradu niewielki przyczółek na zachodnim brzegu Wowczy, obejmujący fragment Rezerwatu Leśnego "Nowopawłowski Las".
Sytuacja ta wywołała zaniepokojenie gen. Syrskiego i Sztabu Generalnego. Z tego względu podjęto decyzję o przygotowaniu i przeprowadzeniu kontrakcji zaczepnej w celu zlikwidowania rosyjskiego przyczółka na zachodnim brzegu Wowczy oraz odrzucenia sił przeciwnika z rejonu Oleksandrohradu. Na początku maja 2026 roku w rejon Iskra – Nowoseliwka przerzucono tradycyjną ukraińską „straż pożarną”, czyli jednostki powietrznodesantowe i szturmowe. W rejonie Iskry rozmieszczono 2 batalion 80 Brygady Desantowo-Szturmowej. W rejonie Nowosiłki skoncentrowano elementy 2 i 13 batalionu 95 Brygady Desantowo-Szturmowej oraz 1 batalion szturmowy z 425 Pułku Szturmowego „Skala”. Wsparcie ogniowe akcji zaczepnej miał dać jeden z bat 414 Brygady Systemów Bezzałogowych "Ptaki Madziara" oraz elementy 55 Brygady Artylerii.
Około 12–15 maja 2026 roku opisane wyżej zgrupowanie uderzeniowe rozpoczęło działania zaczepne. Pododdziały 2 batalionu 80 Brygady Desantowo-Szturmowej uderzyły wzdłuż drogi Iskra – Piddubne w prawe skrzydło 336 Pułku Piechoty Morskiej. Po kilku tygodniach walk ukraińskim spadochroniarzom udało się wedrzeć do miejscowości Piddubne oraz posunąć o kilka kilometrów na południowy wschód w kierunku Oleksandrohradu. W tym samy czasie elementy 2 batalionu 95 Brygady Desantowo-Szturmowej nacierały na pozycje 69 Brygady Osłonowej w rejonie na płd od Oleksandrohradu i w okolicach końca maja wdarły się od zachodu do Woskresenki. Z kolei wspierający to natarcie 1. batalion szturmowy 425. Pułku „Skala” wyparł Rosjan z rejonu miejscowości Sicznewe.
W ten sposób Ukraińcy stworzyli warunki do próby okrążenia wojsk rosyjskich broniących rejonu Oleksandrohradu, lub zmuszenia ich pod jego groźba do opuszczenia przyczółka na zachodnim brzegu Wowczy i wycofania się w rejon Komaru. Czas pokaże, czy ten plan zostanie w pełni zrealizowany.
Parlament Węgier przegłosował zmianę w konstytucji, zgodnie z którą urząd premiera może być sprawowany przez maksymalnie 8 lat. Kadencje liczy się od 1990 roku, co oznacza, że Viktor Orban nie może już zostać premierem Węgier.
Dobre wieści z Lewina Kłodzkiego.
Władze gminy odkupiły XVIII-wieczną barokową kamienicę kupiecką w rynku, która od ponad 30 lat stała opuszczona.
Zabytkowy dom kupiecki popadał w ruinę od lat 90. kiedy został podpalony, przez lata nie mógł znaleźć prywatnego inwestora zainteresowanego renowacją.
Władze Lewina Kłodzkiego odkupiły budynek za 670 tysięcy złotych i zamierzają go wyremontować z budżetu gminy.
Rosja przeprowadziła w Charkowie tzw. „podwójny atak”. Po pierwszym uderzeniu, które wywołało pożar, na miejsce skierowano strażaków. W trakcie prowadzonych działań ratowniczo-gaśniczych doszło do kolejnego ataku, w wyniku którego zginęło pięciu strażaków, a kolejnych pięciu zostało rannych.
Przechwycony egzemplarz amerykańskiego drona uderzeniowego Hornet pokazuje coś ważniejszego niż samą konstrukcję. Pokazuje zmianę sposobu walki z logistyką.
Hornet jest opisywany jako niewielki, płatowcowy dron uderzeniowy średniego zasięgu, wykorzystywany przez Ukraińców do ataków na rosyjskie pojazdy, transport paliwa i ruch logistyczny na zapleczu frontu. W źródłach pojawia się zakres 50–150 km, ale tę liczbę trzeba traktować ostrożnie. Przy masie rzędu 15 kg, głowicy około 4–5 kg, rozpiętości około 2,2 m i prędkości przelotowej około 100–120 km/h, wartość 150 km wygląda raczej na górną granicę w bardzo korzystnym profilu lotu, a nie na pewny, powtarzalny promień bojowy przy klasycznym starcie z ziemi.
To zastrzeżenie jest istotne, bo w ostatnich dniach pojawiły się informacje o testach Horneta wynoszonego przez balon/aerostat na wysokość około 8–8,25 km. Po wypuszczeniu dron miał przelecieć szybowaniem około 42 km i zachować większość energii w akumulatorze. Taki profil całkowicie zmienia rachunek zasięgu, bo platforma nie zużywa energii na start, wznoszenie i długi lot w gęstym powietrzu przy ziemi. Dopiero w takim wariancie wartości rzędu 150 km i więcej zaczynają wyglądać technicznie wiarygodniej.
Z materiałów rosyjskich i ukraińskich wynika, że Hornet ma dwie kamery, jedną skierowaną do przodu, drugą w dół. Ten układ sugeruje nie tylko klasyczne naprowadzanie na cel, ale też wsparcie orientacji terenowej i pracy algorytmów wizyjnych. To ważne w środowisku, gdzie GPS może być zakłócany, a sam lot do celu nie może opierać się wyłącznie na zwykłej nawigacji satelitarnej.
Najważniejszy wniosek nie dotyczy więc samej liczby kilometrów. Hornet wypełnia lukę między klasycznym FPV a dużymi dronami dalekiego zasięgu. FPV działa głównie w pobliżu linii styczności. Duże drony uderzają w cele strategiczne, rafinerie, składy, zakłady przemysłowe. Hornet i podobne platformy pracują pośrodku, czyli tam, gdzie znajduje się realny krwiobieg armii: drogi, cysterny, ciężarówki, punkty przeładunkowe, warsztaty, mosty i zaplecze brygad.
To jest właśnie sens ukraińskiej kampanii „middle strike”. Guardian opisuje działania przeciwko rosyjskiej trasie R-280, nazywanej już „highway of death”, jako systematyczne uderzenia na logistykę na głębokości około 20–200 km za frontem. Ukraińcy twierdzą, że na wybranych odcinkach ruch wojskowych ładunków spadł nawet o 71% w ciągu dwóch tygodni. Tę liczbę trzeba traktować jako deklarację strony walczącej, ale sam trend jest spójny z innymi doniesieniami: rosyjskie zaplecze staje się coraz mniej bezpieczne.
Dlatego Hornet nie powinien być opisywany jako „kolejny dron kamikaze”. To element szerszego modelu: tania lub relatywnie tania amunicja krążąca średniego zasięgu, wsparta obserwacją, algorytmami wizyjnymi, łącznością i rozpoznaniem tras. Jej zadaniem nie jest jednorazowy efekt medialny, ale systematyczne duszenie ruchu logistycznego.
Dla wojsk lądowych to poważna lekcja. Współczesna logistyka nie może zakładać, że 50 czy 100 km od frontu zaczyna się bezpieczne zaplecze. Ochrona konwojów, rozproszenie, maskowanie, mobilne C-UAS, kontrola emisji elektromagnetycznej, obserwacja tras i szybka zmiana korytarzy ruchu stają się tak samo ważne jak same pojazdy i magazyny.
Hornet pokazuje więc nie tylko nową platformę, ale nowy problem operacyjny. Zaplecze przestaje być zapleczem. Staje się częścią pola walki.
🇵🇱🇺🇦
❗️Ukraina nie wywiązała się z umowy dotyczącej korzystania z technologii dronowej - ujawnił w Radiu Zet wiceszef @MON_GOV_PL@CTomczyk .
Jak dodał był to powód, dla którego mimo wcześniejszych zapowiedzi Polska nie przekazała Ukrainie posiadanych jeszcze przez siebie myśliwców MiG-29.
@rzeczpospolita
Z Krymu odpalono 5 hipersonicznych przeciwokretowych pocisków Cyrkon (kierunek Kijów). UKR analizują, po co RUS używa rakiet ze skromną głowicą. Oczywiście celem może być punktowy, ale wartościowy obiekt do szybkiego zniszczenia, zużycie przeciwrakiet PAC, ale i sianie strachu.
Zapewne jedno z najważniejszych w historii nagrań podjętych w Białowieskim Parku Narodowym. Naukowcy z Instytutu Biologii Ssaków PAN w Białowieży opublikowali i skomentowali w wydanej chwilę temu publikacji naukowej nagranie pokazujące wilki polujące na polskie żubry. To jeden z pierwszych takich naukowych dowodów w historii sugerujący, że drapieżniki mogą mieć coraz większy wpływ na śmiertelność wielkich ssaków, które są nazywane "królami puszczy" i dotąd nie miały naturalnych wrogów. To też pierwszy zarejestrowany na wideo dowód ataku wilków na stado żubrów w Puszczy Białowieskiej, koncentrujący się na nowo narodzonym cielęciu. Co widać na nagraniu?
Otóż najpierw widzimy, jak wilki formują się, by zaatakować młodego. Podejmują dwie próby. Za drugim razem żubry sformułowały dookoła młodego krąg ochronny. Drapieżniki skupiają się na młodym osobniku i zostają przegonione przez dorosłe żubry. Nie wiadomo, czy zwierzę przeżyło, ale na pewno zostało pogryzione przez wilki. Za pierwszym razem silnie. Inne ataki na żubry mogą być potencjalnie skuteczne. Sytuacja zarejestrowana przez polskich naukowców zmienia zdecydowanie obraz żubrów, do którego jesteśmy w Polsce przyzwyczajeni. Zwierzę to przecież często określa się nawet mianem "króla puszczy", mając https://t.co/G4LG4pXrPI. na myśli to, że - choćby ze względów na ogromne rozmiary - nie ma ono naturalnych wrogów w naszych ekosystemach. Już wiemy, że ma. Nagranie doczekało się publikacji Robin Wijnands i Tomasza Borowika z Instytutu Biologii Ssaków PAN w czasopiśmie naukowym "Ecology and Evolution".
Mało tego dokonane dokonane zostało stosunkowo blisko mojego domu i dniu w którym urodziny obchodzi obchodzi moja Kasia. Nawet pamiętam co o tej godzinie robiliśmy. Sprzątałem rano taras 🙂
My 7 year old son is finishing his school in Warsaw as we get ready to return to Ireland.
He showed me his yearbook today, where his best friend wrote this message: “I hope you remember me.”
This is the hardest part of life as a diplomatic family 💔
Szkolenie selekcyjne
To krótki epizod w szkoleniu lotniczym. Ma na celu stwierdzenie, czy ktoś się nadaje do latania, czy nie. Chodzi o to, czy w powietrzu nie wpada w panikę, czy ma podstawową orientację w przestrzeni i orientację geograficzną. Czy ma odpowiednią koordynację ruchową, spostrzegawczość i czy się nie "zawiesza" w kluczowych momentach.
To działa też w drugą stronę, bowiem ci, którzy nie mieli wcześniej doświadczenia lotniczego, sprawdzają czy im się to podoba, czy ich to nie kosztuje zbyt wiele nerwów, itd.
Szkolenie selekcyjne tak kiedyś, jak i obecnie trwało dwa miesiące. Miesiąc spędzało się na szkoleniu teoretycznym, bardzo intensywnym, a potem miesiąc się latało, wylatując około 30 godzin. Wybierano na to letnie miesiące, kiedy pogoda dopisywała. Lipiec teoria i sierpień praktyka, a we wrześniu - początek nauki w Dęblinie.
Na miesiąc latania nie opłacało się wojsku utrzymywać samolotów, dlatego całe życie to outsourcingowano do Aeroklubu PRL/RP. Aerokluby używały do tego wycofanych z wojska Junaków, kiedy w wojsku szkolono na Biesach, a później Biesy z wojskowego demobilu, kiedy w wojsku szkolono podstawowo na Iskrach. Później Biesy się kończyły na przełomie lat 70./80., ale w tym czasie aeroklub zakupił blisko setkę świetnych czeskich Zlinów 42M, które używano do szkolenia własnego od marca do lipca i jeszcze wrzesień-październik. Zimą z reguły aerokluby nie latały (rzadko). Prowadzono wówczas obsługi techniczne sprzętu i naukę teoretyczną.
W sierpniu posiadane Zliny 42M gromadzono w kilku wytypowanych aeroklubach i przyjmowano grupy kandydatów do Dęblina na szkolenie praktyczne. W lipcu wszyscy przechodzili szkolenie teoretyczne w Krośnie nad Wisłoką, a później rozsyłano po tych aeroklubach.
Na szkolenie selekcyjnym oceniali cywilni instruktorzy, ale z reguły się nie mylili. Jedynym wyjątkiem był "Żaba". Miał taką ksywkę, ponieważ mówił przez nos w taki śmieszny sposób. Już na Zlinach błysnął. Kiedyś lądował na Zlinie 42M wykonując fantastyczną serię podskoków, tańcząc z boku na bok, podpierając się gazem, w końcu po odwaleniu kilku śmiesznych piruetów w powietrzu osiadł na ziemię i zaczął się toczyć. Zafascynowany jego tańcem typu break-dance instruktor który kierował lotami z "kwadratu", pyta przez radio: "Żaba, żyjesz??!" I z radia słychać nosową odpowiedź "No!" Potem "Żabę" spisano w Tomaszowie już na Iskrach. Nie chciał się szkolić na nielota (nawigatora), więc poszedł do cywila i tyle go widziałem.
Zanim go spisano wykonał lot sprawdzający z nawigatorem pułku z Tomaszowa, ppłk J. Był om znany z tego, że zaciągał po lwowsku. Podpadł mu już przy wykołowaniu i krzyczy przez radio: "nawigator, piszy chuja, B.!" Kierownik lotów potwierdził: "wykonano!" Dokołowali do pasa i "Żaba" prosi o zgodę na wkołowanie na pas, a tu samolot na podejściu do lądowania. Zdenerwowany ppłk J. znów: "nawigator, piszy chuja, B.!" Na co kierownik lotów odpowiada: "ale nawigator mi tu mówi, że B już zapisany". Płk J. na to: "to piszy w nawiasje obok, sljepy i gluchy!" Ślepy bo nie widział samolotu na podejściu, a głuchy, bo nie słyszał jak tamten dostał zgodę na lądowanie... Ponieważ cały lot był do niczego, to ostatecznie potwierdzono, że "Żaba" latać nie może.
Na zdjęciu: czwarty dostarczony do Aeroklubów Zlin 42M, pierwsza partia miała rejestracje SP-ADA do SP-ADZ, kolejna od SP-AEA do SP-AEZ, kolejna chyba na SP-ALx, a na SP-AKx dostały rejestracje nowsze Zlin-142. Tych zakupiono od początku lat 80. ciut mniej, obie odmiany używano równolegle.
Fot. Michał Fiszer, 1991 r.
W ten sposób pracuję, zarabiam, obok innej pracy. Jeśli Ci się podoba, to możesz kupić mi kawkę, a będzie więcej.
https://t.co/3NOiJ9zNa8
Kto to widzioł. Ktoś w tej łunii powinien im przedstawić i wyłożyć koncepcję Świntej Wolności Nosacza. My już kupili po kilka, żadnego podatku, a po nas choćby potop.