Looks like the Houthis might have actually scored a direct hit on the E/W pipeline. Confidence flag is tagged at maximum, and FRP printing above 70 MW blows way past conventional fire(~30 MW).
FRP >70 MW scream high-pressure crude rupture and blowout conflagration. Brightness is literally maxing out and clipping the saturation cap on the VIIRS I4 band.
Cross-referencing the delta between VIIRS and MODIS orbital passes, FRP anomaly printed 60+ MW for an 8 hour duration minimum. A garden-variety valve leak or routine gas venting simply cannot sustain that burn duration or heat signature.
Faded the controlled burn or flare stack hypothesis too. Pump stations sit dozens of clicks apart on the ROW, but these heat anomalies are tightly clustered along a sub-10km stretch.
No normal maintenance operation or controlled burn is conducted on such a massive scale simultaneously across multiple points spaced just kilometers apart along the pipeline route.
Something definitely went down.
#oott #iran
W 1986 roku udało mi sie dostać paszport do Francji. Jacek Czaputowicz poprosił mnie, zebym spotkał się z głównymi francuskimi ruchami pokojowymi i przedstawił im nasz punkt widzenia oraz opowiedział im o Ruchu Wolność i Pokój.
Generalnie 3 z tych ruchów opowiadały się za jednostronnym rozbrojeniem Zachodu wobec Związku Sowieckiego. Jak po latach się okazało w grupach trzymających władzę w tych ruchach było po kilku agentów sowieckich i kilkunastu pożytecznych idiotów. Na własne rodzone uszy słyszałem od tych durniów, "jeśli się rozbroimy, to Związek Sowiecki na pewno nas nie zaaktakuje. Po co miałby nas atakować, jak nie będziemy mu zagrażać i będziemy rozbrojeni".
Jeden ruch - CODENE - uważał natomiast, że Związek Sowiecki to jednak takie same zło jak USA i domagał się obustronnego rozbrojenia. Usłyszałem od nich, że oni tj. Francja są tak samo okupowani przez USA, jak Polska przez Związek Sowiecki. Z tymi to sie nawet trochę zaprzyjaźniłem i kilku z nich odwiedziło mnie w Polsce i co najmniej kilku zmieniło zdanie w kwestii okupacji.
Niemniej - poza częścią agenturalną - byli to kompletni kretyni. Przypominam sobie taką rozmowę z aktywistami jednego z tych ruchów sowieckich.
Ja: W Związku Sowieckim przetrzymuje się ludzi w szpitalach psychiatrycznych z powodów politycznych.
Aktywistka: Bardzo dobrze, że o tym powiedziałeś. Zaraz ci udowodnię, że to nieprawda. Jak u nas był Breżniew, to nasza prawicowa prasa też go o to zapytała. I wiesz co? On zaprzeczył. Ty zdajesz sobie sprawę, co on by dostał od swoich dziennikarzy, gdyby skłamał.
Żeby to nie zostało zapomniane: tak się poświęcałem dla Ojczyzny!
Szczegółowo opisałem to w książce: https://t.co/yr7nNgGwHM
A poniżej macie przykład kontutuacji pożytecznego idiotyzmu.
@PitAgoriusz Jako rowrzysta, sakwiarz zakaz wyprzedzania rowrzysty na ciągłej uznaję za najgłupszy przepis jaki jest "okołorowerowy". Efektem stosowania się jest głównie wymijanie na gazetę, agresja i niebezpieczne siedzenie na błotniku.
Fala powodziowa, wywołana zapewne przez trzęsienie ziemi, zniszczyła główne przejście graniczne między Nepalem a Chinami. Ofiar może być setki, bo fala porusza się w dół wąskiej doliny w Himalajach. @FundacjaPCPM niosła tam pomoc w 2015. O tej katastrofie będę mówić w @TVN24BiS
Usunięcie placu manewrowego z kat. B – kilka słów od instruktora, kilka słów prawdy.
Michał, jestem instruktorem od 2015 roku. Krótko? Długo? Sam oceń.
Jedynym wskaźnikiem jakości pracy instruktora, jaki obecnie mamy w systemie, jest zdawalność jego kursantów. Moja średnia z tych wszystkich lat wynosi ponad 70%, przy średniej krajowej na poziomie około 30-35%. Mało? Dużo? Ponownie - sam oceń.
Na plac manewrowy wjeżdżam dopiero pod sam koniec kursu, ponieważ z punktu widzenia szkolenia jest on niemal całkowicie zbędny. Wielokrotne wjeżdżanie na plac na początku i bezmyślne klepanie legendarnego łuku jest sprzeczne z podstawowymi zasadami nauczania. Jazda po łuku uczy przede wszystkim jazdy po konkretnym łuku, a nie świadomego poruszania się pojazdem. Gdzie jest tutaj stopniowanie trudności i wiedzy? Najpierw powinno się uczyć rzeczy ogólnych, a dopiero później szczegółowych. Łuk jest zadaniem szczegółowym i wymaga jednocześnie powolnej jazdy, operowania sprzęgłem, obserwacji otoczenia, znajomości gabarytów samochodu, odpowiedniego operowania kierownicą i kontrolowania toru jazdy. Wrzucanie człowieka na łuk na początku kursu i oczekiwanie, że będzie to wszystko potrafił, jest po prostu bez sensu.
Kiedy rozpoczynam współpracę z nowym ośrodkiem, często wszyscy są zdziwieni, że moi kursanci mają przejechane blisko 20 godzin, a nadal nie byli na łuku - czuję nawet taką lekką presję. Tylko po co mam tracić na niego czas? Jeżeli kandydat jest szkolony zgodnie z zasadą stopniowania wiedzy, to później wjeżdża na łuk i najczęściej wykonuje go od razu. Wcześniej nauczył się operowania sprzęgłem, ruszania z gazem, obserwacji otoczenia i obserwacji deski rozdzielczej po uruchomieniu silnika. Zna gabaryty samochodu i wie, ile może jeszcze podjechać. Potrafi manewrować, korygować tor jazdy i precyzyjnie zatrzymać pojazd.
Sam łuk jest wtedy łatwiejszy niż wiele wcześniejszych manewrów wykonywanych w rzeczywistym ruchu. Kąt jest cały czas taki sam, pachołki stoją zawsze w tych samych miejscach, a całe otoczenie jest statyczne. Kursant wcześniej zawracał już z wykorzystaniem infrastruktury i poruszał się wzdłuż różnych krawędzi, ustawionych pod różnymi kątami.
Miałem naprawdę znakomitych kursantów, którzy bardzo dobrze radzili sobie w ruchu drogowym, a mimo to nie zaliczali łuku z zupełnie prozaicznych powodów. Ktoś dwa razy nie zmieścił się w stanowisku, a podjechać i skorygować ustawienia nie może. Gdzie tu logika?
Jeden z moich kursantów dwukrotnie zatrzymał pojazd podczas wykonywania łuku. W rzeczywistym ruchu drogowym, kiedy widzę, że coś zaczyna iść źle, powinienem się zatrzymać, ocenić sytuację i skorygować tor jazdy. Na egzaminie takie bezpieczne i logiczne zachowanie oznacza niezaliczenie zadania. Czego więc uczymy - bezpiecznego kierowania czy bezmyślnego wykonywania wyuczonej sekwencji?
Obserwacja przed ruszeniem na łuku? Oczywiście, że trzeba obserwować otoczenie. Zaraz ktoś napisze, że przecież kierowca musi się rozglądać. Tak, musi - ale mówimy o pustym placu, sterylnych warunkach i przestrzeni całkowicie wyłączonej z normalnego ruchu. W praktyce często nie jest to żadna rzeczywista obserwacja, tylko sztuczne kręcenie głową na potrzeby archaicznych przepisów. Kursant musi zapamiętać kolejność ruchów i wykonać je odpowiednio demonstracyjnie, żeby egzaminator zauważył, że formalnie się rozejrzał. To są sztuczki cyrkowe, a nie nauka świadomego kierowania pojazdem.
Do tego dochodzi obowiązkowa obserwacja przez tylną szybę. Masz kamerę cofania i czujniki parkowania, ale nie spojrzałeś przez tylną szybę? Błąd! Ludzie, mamy trzecią dekadę XXI wieku. Nawet podła podstawowa Skoda Fabia może samodzielnie zatrzymać samochód, jeżeli podczas cofania wykryje ryzyko uderzenia w przeszkodę. Podstawowe modele samochodów mają kamery z widokiem z góry, dzięki którym kierowca obserwuje przestrzeń dookoła pojazdu niemal jak w GTA - i to bez części martwych pól, których nie da się wyeliminować samym patrzeniem przez szyby. Mimo tego na egzaminie najważniejsze pozostaje rytualne spojrzenie przez tylną szybę.
Chcesz literalnie czytać przepisy, jak często robią to niektórzy egzaminatorzy? W takim razie nie podstawiajmy na egzamin samochodów bez tylnej szyby, bo przecież rozporządzenie wymaga korzystania właśnie z niej. A takie pojazdy istnieją i legalnie poruszają się po drogach.
Nie będę już nawet szerzej wspominał o egzaminatorach nazywanych przeze mnie „linijkami”. Oczywiście nie są to już te czasy, ale gdyby mogli, niektórzy najchętniej chodziliby po placu z linijką i kątomierzem.
Przykład? Czepianie się, że osoba podczas manewrowania na łuku ruszyła bez użycia pedału przyspieszenia. Tak - takie sytuacje naprawdę są normą. Co z tego, że na przykład Skoda Fabia sama podnosi obroty silnika podczas ruszania i kierowca nie musi w tym momencie dodatkowo naciskać gazu? Liczy się rytuał, a nie rzeczywista technika kierowania i charakterystyka konkretnego samochodu.
Jednocześnie niektórym egzaminatorom nie przeszkadza wykonywanie łuku samochodem z automatyczną skrzynią biegów, w którym wykorzystuje się pełzanie pojazdu i nie ma potrzeby naciskania pedału przyspieszenia. Formalnie przepisy wymagają zwiększenia obrotów silnika, ale w samochodzie z manualną skrzynią brak gazu może zostać uznany za błąd, natomiast w automacie dokładnie taki sposób ruszania jest powszechnie akceptowany.
To najlepiej pokazuje absurd tego systemu. Nie oceniamy rzeczywistej umiejętności panowania nad pojazdem, tylko zgodność z określonym rytuałem egzaminacyjnym - niezależnie od rodzaju skrzyni biegów, konstrukcji samochodu i zastosowanych w nim systemów.
Inny przykład? Jedziesz na łuku przez pomyłkę na światłach drogowych zamiast na światłach mijania. Dostajesz błąd, ale nikt nie powie ci, co konkretnie zrobiłeś źle. Usłyszysz jedynie „Zadanie zostało wykonane nieprawidłowo, proszę je powtórzyć”. Po ludzku wystarczyłoby powiedzieć „Ma pan włączone niewłaściwe światła”. Człowiek spojrzałby na przełącznik, poprawił błąd i przy okazji czegoś się nauczył. Ale nie na egzaminie. Tutaj trzeba podtrzymywać rytuał. Młody człowiek siedzi w samochodzie zestresowany, kortyzol wybija mu ponad skalę, skroń pulsuje... W Brytyjskim systemie nie do pomyślenia! Tam egzaminator ma wręcz nakaz rozładowania sytuacji, powiedzenia kandydatowi żeby wziął kilka oddechów, small talk żeby odczuł, że to nie jest egzekucja.
Znam wielu egzaminatorów. Część z nich to fantastyczni ludzie, którzy doskonale rozumieją problemy tego systemu, ale boją się wychylać, bo nie jest to sektor prywatny. Ja mogę sobie pozwolić na powiedzenie kilku słów prawdy. Oni często nie mogą albo uznają, że zawodowo nie powinni.
Są jednak również egzaminatorzy, na których nawet słów szkoda, ba... nawet nie splunę im pod nogi, bo nie warto. I uwierz mi - znam wiele historii, z których wynikało, że łuk był im zwyczajnie na rękę. Kursant uderzy w pachołek? Egzamin natychmiast przerwany. Ostatni kursant danego dnia dwukrotnie nie zaliczy łuku? Można kończyć pracę, fajrant.
Nie twierdzę, że każdy egzaminator tak postępuje – tzn. że taki ma kręgosłup moralny. Twierdzę natomiast, że system, który pozwala zakończyć egzamin po kilku minutach na podstawie sztucznego zadania, sam tworzy przestrzeń do takich patologii.
Ruszanie pod górkę? Z tego, co pamiętam, tylko trzy-cztery moje osoby nie zaliczyły tego zadania. Kiedy przestaje się uczyć archaicznego ruszania wyłącznie na sprzęgle, a zaczyna normalnego ruszania z użyciem gazu, praktycznie nie ma możliwości, żeby kursant miał z tym problem. Poza tym coraz więcej samochodów ma systemy wspomagające ruszanie pod górę.
Usunięcie placu nie oznacza usunięcia nauki manewrowania. Oznacza jedynie odejście od uczenia pod jedno sztuczne, egzaminacyjne zadanie i przeniesienie nacisku na rzeczywiste kierowanie pojazdem. Dobry kursant powinien potrafić bezpiecznie manewrować w zmiennych warunkach, zatrzymać się, kiedy dzieje się coś niepokojącego, skorygować tor jazdy i prawidłowo ocenić otoczenie. Nie powinien być tresowany do wykonywania wyuczonego rytuału między pachołkami.
I wcale nie dziwię się @_zboral, że już nie ma siły i chęci tłumaczyć każdemu z osobna. Pomyśl ile czasu kosztowało mnie odpisanie tylko Tobie, a takich rozmów mam dziesiątki w miesiącu.
Sytuacja w Hiszpanii to poważny argument za tym żeby:
1. Czyścić system prawny i instytucjonalny ze wszelkich błędów, niekonsekwencji i niejasności, które można wykorzystać na rzecz dezorganizacji porządku i ochrony granic.
2. Skrajnie ostrożnie podchodzić do roli sądów w obszarze porządku i ochrony granic. Nie pozostawiać sądom marginesu interpretacji niejasnych norm prawnych.
Prawidłowo działające państwo musi w obszarze bezpieczeństwa chodzić jak w zegarku i nie pozostawiać żadnych wątpliwości co do tego kto rządzi na jego terytorium.
@synintermarium@wojnawkolorze Naiwność Czechów w międzywojniu zasługuje na oddzielne porównanie do polityki Polski. Kraje które wzajemnie uważały się za tymczasowe gdy ich jedyną szansą przetrwania była współpraca. Nie możliwa przez to kto rządził w Czechach (u nas niewiele lepiej).
@wojnawkolorze@kuracyja Zebrane robi wrażenie i daje wgląd skąd tyle Polaków z poczuciem moralnej wyższości. Jednak pomijanie racji i odczuć polskich adwesarzy nie zaprowadzi ani do zrozumienia ówczesnej sytuacji ani do pokojowej przyszłości. W miarę zgodę i obustronną refleksje mamy tylko z Czechami.