Czego się nauczyłem na tą chwilę, próbując zebrać oświadczenia majątkowe lekarzy-radnych?
- Wąskim gardłem kontroli publicznej nigdy nie była analiza. Było nim czytanie, przepisywanie i ręczne łączenie danych. LLM-y zbijają ten koszt prawie do zera. Efekt jest taki, że cała dysfunkcja przesuwa się o poziom wyżej, do pozyskania danych. AI podnosi produktywność, tylko że jesteś zablokowany na wejściu.
- Problemem nie jest to, że BIP-y nie są „pod AI". Problemem jest to, że nigdy nie były budowane pod jakikolwiek maszynowy reuse. Brak API, brak ustrukturyzowanych formatów. To niezrealizowany standard otwartych danych, do którego zobowiązuje nas ustawa z 2021 r.
- Oświadczenia w formie skanów pisma odręcznego to pozorna jawność. Formalnie dane są jawne, praktycznie zaciemnione tak, że nikt ich nie użyje. Zgodność z literą przy pokonaniu celu.
- Wartość i tak powstaje dopiero w joinach: lekarz, radny, publiczne kontrakty, zmiana majątku w czasie. Zła infrastruktura blokuje akurat operację najwyższej wartości, czyli łączenie zbiorów.
- Pointa jest ustrojowa: koszt kontroli rozkłada się regresywnie. Duże miasta z redakcjami absorbują to tarcie, małe ośrodki nie. Dysfunkcja infrastruktury danych najlepiej chroni urzędników najsłabiej kontrolowanych. Nie trzeba do tego spisku. Wystarczy, że nikt nie ma interesu, żeby to naprawić.
Maszynowa czytelność danych publicznych nie jest wygodą dla programistów. Jest warunkiem realnej kontroli obywatelskiej.
@Zed11570035@ZandbergRAZEM Zabawne jak człowiek najwyraźniej pozbawiony umiejętności czytania ze zrozumieniem wyzywa innych od cymbałów.
Tak przemilczeli, że wytłuścili te fakty zaraz na początku artykułu:
https://t.co/Qvd8AWUeM8
@BudujacyOjciec Pomysł, żeby wycinać w moim odczuciu jest barbarzyński i niemądry (chociażby z powodu osłony przed chłodem i upałem). W dodatku sprzeczny z prawem.
W kwestii przewrócenia drzewa na dom- jest co najmniej kilka sposobów, żeby się przed tym zabezpieczyć.
https://t.co/sT2BkB1XZo
#mzf (zwłaszcza naszym pseudo-liberałom, którym się wydaje, że liberalizm jest o podatkach a nie o wolności i braku przywilejów = historycznie np. liberalizm byl przeciw fiskalnym zwolnieniom i innym przywilejom szlachty i kleru).
To jest już u Smitha (zasada horyzontalnej równości) a np. Hayek mówi o tym, że cała koncepcja rządów prawa opiera się na generalności, abstrakcyjności i równości stosowania norm prawnych w tym podatkowych.
Zróżnicowanie zasad podatkowych według formy prawnej aktywności ekonomiczjnej (JDG vs UoP) a nie wg zdolności platniczej jest naruszeniem uniwersalnosci jaskrawszym niż progresja (ktora atakowal Hayek) bo ta sama ekonomicznie praca (programista na UoP vs. ten sam programista na B2B) jest opodatkowana radykalnie różnie, co znaczy, że ustawodawca nie opodatkowuje dochodu, lecz etykietę.
Takze tak kochani. Liberalowie powinni zwalczac uprzywilejowanie podatkowo-skladkowe JDG tak samo jak skladkowe KRUS, górników, emerytalne kobiet, mundurowych itp.
Podatki i transfery dla liberała powinny być niedyskryminujące po to, by zamknąć przestrzeń rent-seekingu. Polski system podatkowy (wbrew z reszta wyobrazeniom lewicy jest antyliberalny) bo koncentruje korzyści (samozatrudnieni, rolnicy) i rozprosza koszty w imie politycznych i grupowych korzysci.
Całkiem rozsądne pytanie: to po co Gołębiewski najpierw walczył z UPA, żeby potem wzywać do sojuszu z Ukrainą?
Bo obie strony w swoim geniuszu zorientowały się - ale dopiero w 1945 roku i po tysiącach ofiar cywilnych - że zaraz będzie Jałta i tam zostaną po całości wydymani przez przekazanie obu narodów pod ciepłe skrzydła ZSRR. W związku z tym - w końcu - ich głównym przeciwnikiem stał się ZSRR, a nie oni sami nawzajem.
Oczywiście, gdyby nacjonalistyczni debile z obu stron doszli do tego wiekopomnego odkrycia w każdym kolejnym roku po 1918 to historia potoczyłaby się zupełnie inaczej. Zamiast walczyć w rozdrobnieniu na cztery fronty (PL-BY, PL-UA, UA-PL, PL-RU) to Polacy, Białorusini i Ukraińcy mogliby się skupić na walce z Bolszewikami.
Nawet w 1935 roku część umiarkowanych środowisk próbowała to załagodzić, ale zostało to storpedowane przez żądnych krwi i "czystości etnicznej" kogucików z obu stron (Ugoda polsko-ukraińska z 1935 roku).
Obecnie jesteśmy na najlepszej drodze do powtórki z rozrywki, która - jeśli do niej dojdzie - to dowiedzie po raz trzeci czy czwarty, że Zachodni Słowianie w toku ewolucji nie wykształcili mózgów wystarczających by ogarnąć konsekwencje swoich decyzji sięgające dalej niż 1-2 lata, mają natomiast znaczny nadmiar emocji i pieniactwa.
@jawne_poufne@ZTS_Polityka@ObserwatorkaZy Rzeczywiście, nie czytałem. Przepraszam za ten rażący brak profesjonalizmu. Nie powinienem wypowiadać się w tej sprawie nie wiedząc co ten człowiek jadł tego dnia ba śniadanie i jaką książkę uprzednio czytał.
@jawne_poufne@ZTS_Polityka@ObserwatorkaZy Bez żartów. Nieświadomość tego rzędu sprawiłaby, że typ nie byłby w stanie zawiązać sobie butów.
Wymówka na poziomie "te rzeczy w sklepie na półce wyglądały jakby były do wzięcia, to wziąłem" albo "na butelce było napisane 'bier', to wziąłem"
Pan Adamski odpowiada na kolejny spór dotyczący odpowiedzialności "narodu ukraińskiego" za Wołyń. Otóż minister Kosiniak-Kamysz w swoim wystąpieniu łamie, i słusznie robi, mit bohaterstwa całego UPA jako obrońców całego narodu ukraińskiego.
WKK odpowiada na konkretne mity sączone przez zwolenników UPA - np. że z powodu polskich pacyfikacji w 1930, w rezultacie w 1943 roku, pod sowiecką i niemiecką okupacją, panował tam jakiś "masowy antypolski sentyment", który niby sprowokował te zbrodnie. A skoro tak, to każdy Ukrainiec powinien się za te zbrodnie czuć odpowiedzialny, i albo bronić UPA, albo do końca życia przepraszać i płacić reparacje - mniej więcej tak samo jak w narracji, że każdy Polak powinien odpowiadać za Jedwabne czy Kielce (myślę, że manipulacja jest tutaj dość oczywista, gdyby ktoś nie zrozumiał ironii).
Jak pisze pan Adamski za dr Motyką, mordów w 1943 nie dokonywali miejscowi Ukraińcy, sąsiedzi Polaków, którzy akurat wprost przeciwnie, często ich ukrywali lub ostrzegali. Nie dokonywali ich Ukraińcy z Kijowa, Czerniwców, Połtawy czy Dnipro, tylko konkretne kurenie UPA z Wołynia czy Podola, który przychodziły do tych wsi z zewnątrz i mordowały Polaków na rozkaz z centrali. Sam fakt, że w kierownictwie UPA ludobójcza polityka wywołała ostre spory pokazuje, że nie było żadnego powszechnego "antypolskiego sentymentu", tylko tępa idea czystości etnicznej wyznawana przez zwolenników nacjonalizmu integralnego.
@_zboral@talerzyktanculi Gościu nazwał się 'samiec alfa' powinniśmy się cieszyć, że umie jakkolwiek czytać i nie wymagać zbyt wiele więcej od niego.
Zwłaszcza autorefleksji lub zrozumienia tego co przeczytał nie ma co oczekiwać.