Jako obywatel mam pełne prawo wymagać od rządu realizacji obietnic, z którymi szedł do wyborów.
Przed zmianą władzy krytykowałem PiS. Uderzałem w prezydenta Dudę. Chodziłem w czarnych protestach. Śmiałem się z Jarosława.
Dzisiaj, po oddaniu głosu i spełnieniu swojego obywatelskiego obowiązku, mam dokładnie takie samo prawo rozliczać obecny rząd.
Bo demokracja nie polega na bezwarunkowym kibicowaniu swojej stronie.
Polega na patrzeniu władzy na ręce. Każdej.
Jeżeli obiecałeś konkretne postulaty, to moim prawem jest zapytać: co zrobiliście przez te trzy lata?
Nie jestem od bronienia polityków.
To politycy są od pracy dla obywateli.
Kiedy ludzie w końcu zrozumieją, że nie jesteśmy równi?
Mamy różne rodziny, różne środowiska, różne talenty, różną inteligencję, różne możliwości, różne kontakty i różne punkty startu.
Nigdy nie było równo.
Nigdy nie jest równo.
Nigdy nie będzie równo.
Równość wobec prawa? Oczywiście.
Równość szans? Warto do niej dążyć.
Ale równość wyników? To bajka dla dorosłych.
Każdy człowiek będzie kiedyś cierpiał. Każdy przegra, popełni błędy i zderzy się z rzeczywistością. Tak wygląda życie.
Tylko dlaczego w imię źle rozumianej „równości” coraz częściej każe się płacić tym, którzy się starają?
Dlaczego sukces, pracowitość i ambicja mają być problemem, który trzeba ukrywać, żeby ktoś inny nie poczuł się gorzej?
To nie sukces powinien być powodem do wstydu.
Powodem do niepokoju jest świat, w którym osiągnięcia przestają mieć znaczenie, bo najważniejsze staje się to, żeby nikt nie poczuł się przegrany.
A może problem jest jeszcze poważniejszy?
Może nie chodziło o żadne „przeoczenie”.
Może po prostu nikogo nie ostrzegano celowo, żeby później wyciągnąć to w odpowiednim momencie i wykorzystać politycznie podczas kampanii.
Bo trudno uwierzyć, że państwo, służby i cały aparat bezpieczeństwa nie wiedziały, kto sponsoruje wydarzenia, na których pojawia się prezydent RP.
Naprawdę? Nikt tego nie sprawdził?
Jeśli wiedzieli i milczeli — to wygląda to jak świadome wystawienie człowieka na minę.
Jeśli nie wiedzieli — to znaczy, że państwo działa jak grupa amatorów.
W obu przypadkach obywatel ma prawo zadać pytanie:
czy służby mają chronić państwo i głowę państwa, czy prowadzić polityczne gry pod przyszłe kampanie?
Bo dziś wygląda to bardziej na przygotowywanie haków niż dbanie o bezpieczeństwo państwa.
To ja mam pytanie do rządu i służb.
Gdzie byliście wtedy?
Dziś wielkie oburzenie, analizy i komentarze, że Andrzej Duda i Karol Nawrocki pojawiali się na wydarzeniach sponsorowanych przez firmę z branży krypto. Tylko dziwnym trafem — kiedy te spotkania się odbywały, nikt z rządu ani służb nie widział problemu.
Nikt nie ostrzegał. Nikt nie mówił o zagrożeniu. Nikt nie uznał, że głowa państwa nie powinna brać udziału w takich wydarzeniach.
To po co właściwie są służby i całe państwowe „systemy bezpieczeństwa”? Czy nie na tym polega ich rola — żeby wcześniej analizować ryzyko i chronić prezydenta przed sytuacjami, które później mogą być wykorzystywane politycznie albo wizerunkowo?
Bo dziś wygląda to po prostu absurdalnie. Najpierw pełna akceptacja, zdjęcia, uściski dłoni i zero problemu. A później nagle narracja, jakby odkryto wielką aferę.
Albo państwo wiedziało i nie reagowało — co jest kompromitacją służb. Albo nie wiedziało — co jest jeszcze gorsze.
Akcja Łatwoganga #cancerfighters pokazała jeszcze jedno bardzo wyraźnie.
Nie potrzebujemy 460 posłów, ministrów od wszystkiego i od niczego oraz całej armii pseudopolityków, którzy udają, że zależy im na obywatelach.
Potrzebujemy ludzi, którzy naprawdę chcą zmieniać świat. Nie mówić. Zmieniać.
Pieniędzy może czasem nie być. Ale chęci pomagania – nie ma prawie wcale.
Więc pytanie jest proste: po co wy właściwie jesteście nam potrzebni⁉️
Od 9 dni powinniście brać przykład. I jednocześnie wstydzić się za to, co robicie… a właściwie czego nie robicie.
Do przemyślenia, Polsko🇵🇱
Czarzasty:
„Nawrocki jest przyjacielem Orbana i Putina. Łapał kontakt z Putinem przez Orbana”
Rzadko kiedy ten stary komuch jest w stanie mnie zaskoczyć a jednak. Nawet nie wiem jak skomentować takie słowa, splunąć na niego to by było za mało.
Śmieją się z Orbána, że miał za sobą media, rząd i opinię publiczną, a jego kontrkandydat był pomijany, atakowany i niewpuszczany do studiów.
Tylko jakoś zapominają, że u nas „Rafciu” miał dokładnie ten sam pakiet startowy: media, rząd, narrację dnia i oskarżenia pod adresem przeciwnika od pierwszego dnia.
I też się nie udało.
Wygląda na to, że propaganda nie zawsze zastępuje rzeczywistość. 🎭📺
Wczoraj po raz pierwszy w życiu odpaliłem „Królowa przetrwania”.
I po raz pierwszy w życiu złapałem się na tym, że trzymam kciuki za reklamy, żeby trwały jak najdłużej.
Serio.
Człowiek siedzi i nagle zaczyna doceniać blok reklamowy o proszku do prania jak kino ambitne.
Jeśli to jest „przetrwanie”, to ja przetrwałem jeden odcinek i czuję, że należą mi się odznaczenia.