Pamiętamy ❤️.. 40 lat temu (12 lipca 1986) zmarł po wypadku samochodowym Wacław Kisielewski - pianista i kompozytor. Syn Stefana Kisielewskiego. Współtworzył z Markiem Tomaszewskim duet fortepianowy "Marek i Wacek".
@DariuszOsatka@RysiekzMisia2 ślicznie napisał o ryżym chwalącym się połączeniem kolejowym do Łomży że to tak samo, jakby chwalił się orgazmami żony, do których doprowadził Fułek 😂
W czerwcu 1992 roku Jan Rokita osobiście wbił nóż w plecy pierwszej prawdziwej szansy na oczyszczenie tego całego syfu, który po komunizmie wpełzł do III RP jak gangrena.
Rząd Jana Olszewskiego był jak cierń w dupie dla całej starej sitwy – postkomunistów, esbeków, ich agentury i tych „europejskich” liberałów, którzy woleli wygodne układy niż prawdziwe rozliczenie. Olszewski i Macierewicz chcieli w końcu zrobić to, co powinno było się stać zaraz po Okrągłym Stole: rozpieprzyć układ teczek, donosicieli i bezpieczniackich kretów, którzy zamiast siedzieć w więzieniach albo przynajmniej w hańbie, wskoczyli w garnitury, poselskie fotele i biznesowe stołki. Macierewicz przynosi 4 czerwca do Sejmu listę – 64 nazwiska, a na specjalnej liście dla najważniejszych: sam Lech Wałęsa, pseudonim „Bolek”, marszałek Sejmu i cała elita z gównem w papierach.
W tym momencie elity dostały zbiorowej sraczki. Wałęsa, świeżo po spotkaniach w Moskwie, wściekły jak cholera, żąda głowy rządu. W Sejmie zaczyna się nocna jatka – kuluary pełne paniki, gorączkowe liczenie głosów, agenci i ich protektorzy biegają jak w ukropie. I właśnie wtedy wkracza Jan Rokita – młody, ambitny poseł Unii Demokratycznej, rzekomo z solidarnościowego obozu. W imieniu UD, KLD i Polskiego Programu Gospodarczego składa i forsuje wniosek o wotum nieufności. Wniosek leżał już od 29 maja, ale noc z 4 na 5 czerwca przypieczętowała egzekucję. Około trzech kwadransów po północy – 273 głosy za, 119 przeciw i
Rząd Olszewskiego runął.
Rokita razem z Tuskiem i resztą liberalno-komunistycznej paczki pomógł zajebać tę szansę na czystą Polskę. Zamiast lustracji i dekomunizacji – powrót do koryta, ochrona kolesiów, teczki schowane głęboko w szufladach, a układ III RP mógł spokojnie rosnąć w siłę.
To nie był żaden błąd młodości czy naiwność. To była świadoma, cyniczna zdrada. Rokita wybrał wtedy stronę „europejskich elit” przeciwko radykalnemu rozliczeniu z PRL-em. Zamiast solidarnościowego obozu, który naprawdę chciał zmian, dostaliśmy plemienną wojnę, w której liczy się tylko władza i ochrona własnych interesów. Od tej nocy gangrena rozlała się na dekady: zablokowana dekomunizacja, media w rękach układów, sądownictwo pełne starych kadr, biznes przeżarty esbeckimi koneksjami. To fundament dzisiejszego burdelu – nienawiść plemienna, komisje śledcze jako pały do rozwalania przeciwnika, Smoleńsk jako święta wojna, Trybunał Konstytucyjny jako pole bitwy, afera Rywina, machina pogardy Tuska, totalna polaryzacja, w której już nie chodzi o Polskę, tylko o to, kto będzie żarł z koryta i kto kogo zniszczy.
A ten sam Jan Rokita dzisiaj? Występuje jako szanowny „analityk polityczny”, komentator, publicysta na Kanałach Zero, w telewizjach i felietonach. Mądrze kiwa głową, ubolewa nad polaryzacją, krytykuje Tuska, udaje mędrca ponad podziałami, opowiada o błędach elit, o tym jak wszystko się popsuło. Kurwa, bezczelność na poziomie olimpijskim. Gość, który w 1992 trzymał nóż i pomagał poder��nąć gardło prawdziwej reformie, dziś sprzedaje analizy dlaczego Polska tonie w tym gównie od trzydziestu lat. Jakby sam nie był jednym z architektów tego bagna. Hipokryta z klasą – pomógł utopić Olszewskiego i Macierewicza, a teraz pozuje na obiektywnego obserwatora, który „widzi problemy z obu stron”.
Cała jego kariera to symbol tego syfu: od aktywnego uczestnika nocnej zdrady, przez komisję Rywina, po próbę konserwatywnej koalicji z PiS w 2005, która też spierdoliła, aż po dzisiejsze wygodne życie komentatora. Od wniosku Rokity w 1992 do dzisiejszego teatru cieni w polskiej polityce ciągnie się ta sama czerwona nić – cynizm, ochrona układów, walka o władzę za wszelką cenę i zero prawdziwego rozliczenia.
Ten burdel nie zaczął się w 2005 czy 2015. On zaczął się dokładnie wtedy, gdy Rokita i jego koledzy zadbali, żeby lustracja utonęła we krwi. I będzie trwał, dopóki takie postaci nie przestaną udawać, że są ponad tym wszystkim, co sami pomogli stworzyć i co do dzisiaj karmią swoim moralizatorskim pierdoleniem.
Ponieważ znamy się dobrze (od ponad 20 lat) nie będę ciebie Krzysiu oszczędzać. Bardzo się zmieniłeś.
Twoje psychopatyczne wkurwienie na PiS zaczęło się w momencie,w którym odebrano przywileje i ucięto emerytury UB-kom i SB- kom. Z twojego punktu widzenia jest to nawet zrozumiałe. Nieważne, że w tamtym systemie funkcjonowałeś tylko tydzień - mogłeś się odwołać. Mogłeś. Nie chciałeś. Twoja decyzja.
Jednakże niezależnie od wszystkiego, ostatnimi czasy twoje występy w tv są dla Twoich rodaków, przyjaciół, a nawet nieznajomych - nieakceptowalne.
W wywiadzie dla Superexpresu pani Bierzyckiej stwierdziłeś, że „ wstydzę się być Polakiem”.
Z kolei w programie pani Gozdyry chwaliłeś się, że masz spakowany plecak ucieczkowy w razie wojny.
Kurwa! Ty jesteś polskim żołnierzem!? Tak! Jesteś cały czas, do usranej śmierci, polskim żołnierzem!
Proponuję ci, byś już (najlepiej) wypierdalal z tego pięknego, naszego kraju - z Polski i nie hańbił dłużej munduru polskiego wojska, skór ci tu tak źle. Możesz też wracać do swojego PGR’u w Bornym Sulinowie, z którego wypełzłeś. Kto jak nie ja ci to powie?
Generał? Już nie żyje.
„Diabeł”? Też już nie żyje.
Więc kto? Ja.
Straciłeś mój szacunek do ciebie. Baw się dalej.
Nie pozdrawiam w imieniu „Rodziny patologicznej IV RP.
Trzema setkami zajeżdżonych tanków i sześcioma setkami półwiecznych bewupów wyebaliśmy dwa śmiertelnie wrogie nam kraje we wzajemną, wieloletnią wojnę.
Tak należy oglądać to, co obecnie dzieje się wokół Polski, a 3,14erdoleniem Rudego i Tygryska nie ma sensu się przejmować.