170 TYS. ZŁ Z MIEJSKIEJ KASY NA SZURIĘ! 🚨
Krakowski Dworek Białoprądnicki i umowa na misy tybetańskie (ukraińskie) leczące DNA.
Zobaczcie największe absurdy tego dealu:
1️⃣ Idealny próg: Umowa z Fundacją Natuvi opiewa na równe 170 000 zł. Przypadek? To co do grosza próg, powyżej którego wchodzi ustawa o zamówieniach publicznych (PZP).
2️⃣ Kosmiczna matematyka: Żeby w ogóle osiągnąć ten limit z podziału biletów, fundacja musiałaby zagrać aż 190 koncertów rocznie. W planach mają... 24. Limit w umowie wygląda na sztucznie napompowany pod sam sufit PZP.
3️⃣ Fundacja powstała zaledwie 48 dni przed umową (podpisaną 14 lipca). Ale co najlepsze – koncerty, które rzekomo mają być z niej rozliczone, odbywały się już... w czerwcu!
4️⃣ Czysta pseudonauka: Miejska instytucja oficjalnie promuje na swoich stronach, że dźwięk mis gwarantuje "regenerację kości po złamaniach", "wpływa na DNA" i mechanicznie porządkuje płyny ustrojowe. A w ofercie komercyjnej wykonawczyni znajdziecie https://t.co/tysPbYL8Rg. "skanery kwantowe".
Nowa fundacja pod starą działalność, omijanie przetargów, naciągane kwoty i promowanie szurii pod szyldem miejskiej instytucji. Kto to w ogóle zatwierdził? 🤡
U nas nadal spore miotanie się w temacie ucywilizowania Airbnb/najmów krótkoterminowych, a obserwuje tu mnie trochę polityków, to bardzo proszę.
Krótki wstęp do tego, jak z tym problemem poradziła sobie Japonia i to już prawie dekadę temu. Czemu nie kopiować udanych wdrożeń?
Przede wszystkim, trzeba się zarejestrować i otrzymać licencję na taki najem. Niby po nic, ale serwisy wynajmujące online nie wstawią cię do katalogu, jeśli im tego nie zaprezentujesz - czyli de facto nie ma sensu jej nie mieć, bo nikomu nie wynajmiesz.
A jak już masz, to funkcjonująca od 2018 roku zasada mówi: maksymalnie można wynajmować krótkoterminowo lokal przez 180 dni w roku.
Niektóre samorządy wprowadziły jeszcze większe restrykcje, typu tylko w weekendy.
Kolejny dobry zapis, który zniechęci do airbnbmaxxowania betonu.
Jeśli mieszkasz w pobliżu domu to ok, jeśli nie - musisz wynająć odpowiednią firmę zajmującą się nadzorem nad nieruchomością.
Do tego dochodzą podatki oczywiście, potrzeba zeskanowania paszportu/dokumentu każdego zatrzymującego się gościa, przepisy przeciwpożarowe itd.
Jest tego sporo więcej, można znaleźć wszystkie informacje po angielsku.
W przypadku nieprzestrzegania powyższych - oczywiście wysokie kary.
--
Pamiętam, jak w 2018 z dnia na dzień zniknęła większość ogłoszeń na Airbnb w Tokio. I do dziś ta liczba ogłoszeń jest zasadniczo mniejsza, podobno o 80% nawet.
Powyższe zapisy świetnie sprawdzają się w utrudnieniu/upierdliwieniu takiej działalności, co już jest niezłym odsiewem. Reszta jak chce się profesjonalizować, to musi przejść odpowiednie kroki i zapewnić warunki.
Jak już z tym mamy żyć, to wydaje się to krokiem w dobrą stronę. Zacznijmy od czegokolwiek.
Pozdrawiam z nieźle zadbanego airbnb.
PS Nie, niespecjalnie to spowodowało wzrost cen spania tutaj (już widzę, jak nasi zacierają ręce po wprowadzeniu CZEGOKOLWIEK, że UO PANIE to przecież KOSZTUJE)
Mieszkańcy nie będą mieli NIC dopowiedzenia w sprawie zamieniania mieszkań na hotele w ich blokach mieszkalnych.
@KubaRutnicki wyciął z ustawy nawet decyzyjność samorządów. Operatorzy mieszkań oraz duże korporacje zacierają ręce, bo będą mogli dalej bez żadnych oporów prowadzić biznes na koszt mieszkańców - finansowy oraz psychiczny.
Święta wolność do zakupu MIESZKANIA i robienia z niego HOTELU będzie trwać w najlepsze, a jak wam się nie podoba to się wyprowadźcie.
W Polsce kwitnie rynek gotowych spółek transportowych. Proceder opiera się na sprytnym wykorzystaniu przepisów.
Jak wygląda ten mechanizm?
1️⃣ Pośrednik zakłada spółkę z o.o., rejestruje wirtualny adres, załatwia VAT-UE i EORI.
2️⃣ Podstawia na chwilę pojazd, kupuje polisę, „użycza” certyfikat kompetencji zawodowych (CKZ) i zgłasza fikcyjną bazę eksploatacyjną za kilkaset złotych.
3️⃣ Spółka bez problemu otrzymuje licencję wspólnotową. Następnie 100% udziałów zostaje sprzedane zagranicznemu nabywcy.
Formalnie licencja nie zmienia właściciela (nadal posiada ją ta sama osoba prawna). W praktyce jednak nowy, zagraniczny właściciel przejmuje gotowy podmiot w 24 godziny, całkowicie omijając procedurę weryfikacyjną.
Cena takiego pakietu startowego? Od kilkunastu tysięcy złotych.
Modelowym przykładem jest Rynek 60 we Wrocławiu i powiązane spółki R60 oraz E60. Dane z KRS pokazują masowe, wręcz seryjne zakładanie firm z końcówką „Trans” (np. Routex Trans, Nextwave Trans, Boracay Trans, Intergo Trans).
Schemat jest powtarzalny: prezesem zostaje Aleksander Jatowtt, kapitał zakładowy wynosi 5 tys. zł, a po kilku miesiącach od uzyskania licencji – następuje ekspresowa zmiana zarządu i właścicieli na osoby z zagranicy.
Sam handel udziałami jest legalny. Ryzyko pojawia się wtedy, gdy kluczowe warunki licencyjne istnieją wyłącznie na papierze. Prawo wymaga:
Realnego zarządzania transportem z Polski (a nie wirtualnego biura).
Rzeczywistej bazy eksploatacyjnej i pojazdów.
Certyfikowanego Transport Managera (a nie jednej osoby obsługującej na papierze dziesiątki spółek).
To nie jest zjawisko marginalne. Już w 2023 roku GITD kontrolował ponad 120 firm z kapitałem rosyjskim i białoruskim. Rekord? Pod jednym warszawskim adresem zarejestrowano 90 przedsiębiorstw transportowych. W większości z nich wykryto rażące naruszenia.
Państwo wciąż nie publikuje pełnej czarnej listy kontrolowanych spółek ani cofniętych licencji. Brakuje też automatycznego alertu i nadzoru nad podmiotami, które natychmiast po zdobyciu uprawnień zmieniają strukturę właścicielską.
Dziś licencjonowana spółka to produkt, który można wrzucić do koszyka w internecie.
Ile takich „papierowych” spółek jeździ dziś po drogach Europy i kto naprawdę stoi za sterami ich flot?
Po są licencję, jeśli handel nimi kwitnie?
Na marginesie dzisiejszej rocznicy: najbardziej opłacalne dla narodu jest wzmacnianie wspólnoty, wiary w słuszność własnej sprawy, upowszechnianie prawdy i poszanowania tradycji oraz wartości. No i chęć obrony powyższego.
To jest nie tylko słuszne i sprawiedliwe, ale przede wszystkim opłacalne. Jeśli w/w trafi szlag, nie pomoże PKB, technologie, globalne marki ani nawet sieć fundacji w sąsiednich krajach.
Mieliśmy już układanki lankijskie, hinduskie, białoruskie i ukraińskie. Lecimy dalej – czas na kapitał pakistański. Na tapet wlatuje Enetos Slenis.
Pakistański zarząd, litewska nazwa, warszawski NIP i adres-słup w Koszalinie. Model biznesowy? Kosić 800 euro haraczu za samo zezwolenie na pracę, mamiąc imigrantów etatami na sortowniach Amazona czy CCC.
Z pośrednictwa pracy zrobiono prymitywną maszynkę do sprzedaży biletów wstępu do strefy Schengen.
Rozkładam ten mechanizm na czynniki pierwsze. RT, żeby to poszło w świat! 🔁👇
Dzisiaj tj. 10 lipca 2026 r. o godz. 12 uczestniczyłem jako pełnomocnik Pani red. @a_fedorska w jej przesłuchaniu w charakterze świadka w Komendzie Miejskiej Policji w Poznaniu. Nie możemy ujawnić przebiegu tej czynności procesowej, w tym w szczególności jakie pytania były zadawane i jakie odpowiedzi zostały udzielone. Mogę jednak powiedzieć, że sprawa mogłaby mieć charakter absurdalny, gdyby nie okoliczności towarzyszące tej nieoczekiwanej wizycie na Policji, które wzbudzają bardzo głęboki niepokój.
Red. A. Fedorska jest cenioną, poznańską, niezależną dziennikarką, podejmującą trudne i niewygodne dla obecnej władzy tematy, specjalizującą się https://t.co/OqF2oh9ewv. w relacjach polsko -niemieckich, a ostatnio podejmującą zagadnienie mechanizmów instytucjonalizacji zjawiska migracji.
W środę tj. 8 lipca 2026 r. w godzinach późno popołudniowych do mieszkania red. Fedorskiej przybyło 4 funkcjonariuszy Policji (w cywilu). Pani Redaktor nie było w domu, a wizyta policjantów została zarejestrowana na monitoringu zainstalowanym w budynku. Nie wiadomo jakie okoliczności uzasadniały tego rodzaju podejście. Pani Redaktor nie jest stroną żadnego postępowania, nie ma przedstawionych żadnych zarzutów, jest wolną osobą, która nigdy nie uchylała się od jakichkolwiek obowiązków wobec wymiaru sprawiedliwości. Nie otrzymała też wezwania do stawiennictwa wystawionego zgodnie z art. 129 par. 1 KPK.
Można przypuszczać, iż jedynie fakt, że red. Fedorskiej nie było w domu uchronił ją od poważnych konsekwencji, w tym być może próby wtargnięcia do jej mieszkania, oraz przeszukania z pogwałceniem zasad ochrony tajemnicy dziennikarskiej. Zapewne zaskoczeniem dla funkcjonariuszy było także to, że wewnątrz budynku zainstalowany jest monitoring, co zapewne podziałało na nich tonizująco.
Przypuszczenia te są jak najbardziej uzasadnione, albowiem nic nie tłumaczy tego rodzaju najścia aż 4 funkcjonariuszy , zwłaszcza w sytuacji gdy kontakt z Panią Redaktor nie jest w żaden sposób utrudniony. Gdyby chodziło o przekazanie jakiejś informacji, lub nawet wezwanie w pilnej sprawie na komisariat można było po prostu do red. Fedorskiej zadzwonić.
Wczoraj tj. 9 lipca 2026 r. ok. godz. 10 w rozmowie telefonicznej, którą odbyłem z jednym z odwiedzających ją funkcjonariuszy dowiedziałem się, że chodziło „sprawę niecierpiącą zwłoki”. Odmówiono mi informacji kto i na jakich zasadach wydał polecenie wysłania do red. Fedorskiej aż 4 policjantów w cywilu i czemu w istocie ta wizyta miała służyć. Na moją sugestię, że red. Fedorska może w każdej chwili stawić się i złożyć zeznania uzyskałem zaskakującą w powyższym kontekście odpowiedź, że „postępowanie jest dynamiczne i nie jest jasne czy i kiedy taka czynność będzie konieczna”. Czyli w środę po południu Policja „w sprawie niecierpiącej zwłoki” w sile 4 funkcjonariuszy nachodzi dziennikarkę, ale w czwartek rano okazuje się, że sprawa już pilna nie jest i w ogóle nie wiadomo o co chodziło. Ostatecznie z mojej inicjatywy do przesłuchania red. Fedorskiej doszło dzisiaj o godz. 12. Wyszliśmy bowiem z założenia, że w tych okolicznościach lepiej będzie, gdy red. Fedorska jak najszybciej zostanie przesłuchana, po pierwsze dlatego, żeby wyjaśnić co to za pilna sprawa postawiła poznańską Policję na nogi, a po drugie (i to jest najważniejsze) aby funkcjonariusze stracili choćby i pozorny powód do nachodzenia dziennikarki w jej mieszkaniu.
Odniosłem zresztą wrażenie, że funkcjonariusz przesłuchujący red. Fedorską, (bardzo uprzejmy i zachowujący się przyzwoicie i profesjonalnie) był mocno zażenowany okolicznościami sprawy,
a przesłuchanie odbyło się jedynie pro forma, zapewne po to, aby zachować pozory legalności całej akcji. Prawdę powiedziawszy nigdy nie uczestniczyłem w bardziej absurdalnej czynności.
Znając cały kontekst sprawy nie mam wątpliwości, iż chodzi o działanie na polityczne zamówienie, lub wyjątkową dezynwolturę organów ścigania, które w relatywnie drobnej sprawie wystąpiły z całą swoją mocą strzelając z armaty do wróbla.
Ofiarą tego padła nie mająca w istocie żadnych związków ze zdarzeniem pozostającym w zainteresowaniu Policji dziennikarka – matka samotnie wychowująca syna. Jest to klasyczny przykład tzw. miękkich szykan, mających na celu zastraszanie, wywołanie poczucia dyskomfortu i niepewności wywołanego uruchomieniem przez aparat ścigania sił całkowicie niewspółmiernych do potrzeb.
Gdy chodzi o dziennikarkę podejmującą trudne dla władzy tematy, każdemu miłującemu wolność obywatelowi powinno się w takiej sytuacji zapalić czerwone światło ostrzegawcze. Bez względu na poglądy polityczne, czy przynależność do wojujących ze sobą klanów obrona wolności słowa, której emanacją pozostaje nieskrępowana praca dziennikarzy powinna być nakazem rozumu i instynktu samozachowawczego. Bo gdy wolno krzyczeć jest ciągle nadzieja, że i inne wolności zostaną ocalone.
PS. Pragnę wszystkie osoby współpracujące z red. Fedorską zapewnić, iż zadbaliśmy o to, aby tajemnica dziennikarska nie została w jakikolwiek sposób naruszona.
Kiedy wsiadasz do miejskiego autobusu, zakładasz, że kierowcę zatrudnia miasto. Błąd. Miasto niekiedy kupuje „roboczogodziny” od zewnętrznej agencji. Agencja ściąga ludzi z Azji. A po drodze kręcą się grube miliony, lewe dokumenty, zaginione zezwolenia i ludzkie dramaty.
Prześwietliłem dokumenty z przetargów, rejestrów i protokołów kontroli. Oto jak działa ten system od środka.
1. Rekrutacja, czyli ile kosztuje bilet do polskiego MPK?
Zanim kierowca wsiądzie do autobusu w Polsce, zaczyna w Katarze, ZEA albo na Sri Lance. Nie zatrudnia go MPK, tylko siatka pośredników.
Katar (Euro Job Consultancy + polski Krismar): Reklamy celują w Hindusów czy Filipińczyków z prawem jazdy państw Zatoki.
Sri Lanka (WEROCRUIT / Roshini Perera): Równoległe oferty pracy i... studiów na Łotwie (za opłatą 4000-5000 euro). Te same numery kontaktowe.
2. Poznań
Wielkie przetargi to duże pieniądze, MPK Poznań płaci konsorcjum Intraservis ok. 58 zł netto za godzinę pracy kierowcy. Kierowca dostaje 32,30 zł netto.
Ale agencje wiedzą, jak związać człowieka ze sobą. Kaucja na start? 1100 zł. Lojalka za kurs „kodu 95”? 3850 zł. Dla migranta uzależnionego od pracodawcy w kwestii wizy i dachu nad głową, to smycz, z której nie da się zerwać.
W innym przypadku (SK Work Service) z dokumentów wojewody dla obywatela Sri Lanki wynika stawka 27,97 zł brutto za godzinę.
3. Śląsk: lewe prawka, brak zezwoleń i zmowy przetargowe
Tychy. Straż Graniczna zgarnia 7 kierowców JMS Service (6 obywateli Indii, 1 Sri Lanki). Wszyscy prowadzili autobusy PKM Tychy. Mieli polskie uprawnienia wbite w CEPiK. Czego nie mieli? Zezwoleń na pracę.
Ale to nie wszystko. Równolegle na Śląsku toczy się:
Śledztwo ws. handlu ludźmi. Branża transportowa. 150 pokrzywdzonych (https://t.co/tysPbYLGGO. z Indii, Gruzji, Białorusi). Odbieranie paszportów, brak wypłat, praca przymusowa. Zatrzymani Polacy i Gruzini.
4. System zaprojektowany do unikania odpowiedzialności
Mechanizm jest prosty. Zagraniczny rekruter zbiera kasę -> polska agencja ogarnia papier
Podajcie dalej (RT).
„Nie masz podstawy do legalizacji? Pomożemy w każdej sytuacji” – zachęca w sieci menedżerka Daria, podając publicznie polski numer telefonu (+48 662 935 975).
Kolejna firma (działająca jako BARILGA Sp. z o.o. oraz NV Consult Group) urządziła sobie w sieci jawny market z polskimi i europejskimi dokumentami. Skala bezczelności w ich publicznych ogłoszeniach wbija w fotel.
Oto co oficjalnie "oferują" migrantom z całego świata:
🛂 Wiza, a praca "na życzenie": Taśmowo organizują dokumenty (zezwolenia typu A, oświadczenia, vouchery). Najlepsze? Wprost piszą: „Na życzenie bezpłatnie zapewniamy oficjalną pracę”. Wniosek? Kupujesz pakiet papierów do wjazdu do UE, a to, czy w ogóle podejmiesz pracę, zależy od Twojego widzimisię. Obsługują „każdy kraj bez wyjątku”.
🪪 Europejskie prawo jazdy za €3500: Obiecują wymianę dokumentów dla obywateli państw WNP „legalnie i bez odmów”. Cena? Od 1800 do 3500 euro. Pośrednik daje „gwarancję”, choć decyzję wydaje polski urząd.
🇭🇷 Chorwacki paszport w 2 miesiące: Obietnica obywatelstwa kraju UE w ekspresowym tempie – bez egzaminów i bez wymogu znajomości języka.
Od przemytników pakistańskich, stanowiących nową jakość (w porównaniu z Arabami), tak to ujmę, w przemycie ludzi. Dlaczego nowa jakość? Ogarniają bowiem wszystko - przemyt i legalny przerzut (praca, studia) - w masowym wręcz wymiarze.
Wpadłem na trop niejakiego Marca Leikacha – to wyjątkowo ciekawa sprawa.
Gość masowo rekrutuje obcokrajowców do polskich magazynów i na zbiory owoców, działając jako "Job Recruiter". Problem w tym, że w internecie nie ma absolutnie żadnego śladu jego wpisu do KRAZ
Kim on w ogóle jest
👉 Obywatelstwo polskie ma od sierpnia 2025 r. – paszport wyrobił u konsula w Houston. Z pochodzenia jest aszkenazyjskim Żydem z Baltimore, a jego ojciec to Amerykanin.
👉 Jeszcze w grudniu 2025 r. mieszkał w Amsterdamie i szukał pracy.
👉 Poboczny biznes? Zajmuje się sprzedażą "żydowskich naszyjników z gwiazdą" na OLX.
Najbardziej uderzające jest jednak co innego. Z jego social mediów wynika, że śledzi arabskojęzyczne strony informacyjne o Rosji, ma zdjęcia z Placu Czerwonego w Moskwie, a na Facebooku wprost deklaruje, że "musi zdobyć obywatelstwo Rosji". 🇷🇺
1 sierpnia wybiera się z Warszawy prosto do Królewca.
Podejrzane pośrednictwo pracy, produkcja okultystycznych symboli, ciągoty do rosyjskiego paszportu i nagły wyjazd do obwodu królewieckiego.
Jak się "hakuje" legalizację pobytu w Polsce. Zasypujesz urzędy wojewódzkie tysiącami wniosków, a potem masowo ruszasz ze skargami na bezczynność. Poznajcie model operacyjny LegalSol.
Firma sama się tym chwali. Na grafice mają rozrysowaną mapę Polski z czasami oczekiwania – Mechanizm to wpuścić masę wniosków, a potem paraliżować urzędy pismami.
Błąd w Matrixie LegalSol na swoich stronach chwali się "5+ lat doświadczenia", 3000+ rozwiązanych spraw i skutecznością 98%.
Tymczasem LEGALSOL sp. z o.o. (KRS 0001249716) to kompletny świeżak. Spółka zarejestrowana 22 czerwca 2026 r., z kapitałem zakładowym 5 tys. zł, który nawet nie został pokryty. Ktoś tu mocno zagina czasoprzestrzeń.
Podajcie dalej. Czas, żeby odpowiednie organy wzięły się za weryfikację tego "legalnego" modelu.
Pracuję nad rozpracowaniem sieci powiązań między przemytnikami ludzi bądź poszczególnymi sieciami przemytniczymi. Pod uwagę biorę Arabów oraz AFG/PAK działających na szlaku z Rosji do DE. Rysują się ciekawe różnice w podejściu do biznesu i pola współpracy, ale to, co jest moim zdaniem najciekawsze, to styk nielegalnego procederu przemytu ludzi z legalną działalnością agencji pośrednictwa pracy, legalizacji pobytu i pośrednictwa wizowego. Podmioty tego rodzaju (także z PL), wstępnie mogę powiedzieć wplecione zostały raczej do sieci AFG/PAK niż arabskiej.
Wizowe eldorado w cieniu spółek za 5k PLN. Rodzina Włodarczyków (Primework Group,Pracownicy Tymczasowi, Punto HR, Hola Job, Trabaja, Craft Job, Sphera Group, Etatowcy.) odpala masową rekrutację z Azji i Afryki do UE. Paszporty przesyłane WhatsAppem, transfery danych do Dubaju i sieć "zagranicznych oddziałów", które okazują się tylko polskimi landing page'ami.
W tle: masowy wysyp nowych podmiotów tuż przed zaostrzeniem prawa w 2025, fanpage'e memowe (np. "Wypadki i stłuczki") przerabiane z dnia na dzień na zagraniczne agencje pracy i żonglerka wpisami KRAZ.
#wszystkiedrogiprowadzadozatoki
"Arabska i muzułmańska społeczność w Polsce z uwagą śledzi debatę dotyczącą tego ośrodka"
Nikt nas nigdy nie zapytał, czy chcemy mieć w Polsce taką, rosnącą w liczebność społeczność. Wybierają za nas lobbyści od "tanich rąk do pracy niezbędnych gospodarce" oraz usłużni im politycy.
Znajomi Francuzi niejednokrotnie pytają mnie - czemu robicie sobie to samo? Ludzie nie wiedzą, jak to się skończyło u nas? Muszę tłumaczyć, że niektórzy u nas ciągle łapią się na opowieści o "dobrej legalnej imigracji". "Szczerze mówiąc to [rozróżnienie na dobrą legalną i złą nielegalną] jest idiotyczne" - znajomy Francuz jak to usłyszał
Dlatego jest konieczne, by protest jutro w Krakowie był możliwie liczny! Jeśli nie będziemy protestować teraz, później będzie tylko trudniej
Im dalej w las, tym ciekawiej. Handel polskimi dokumentami trwa w najlepsze – całkowicie otwarcie i bez żadnych hamulców.
Ceny na publicznych portalach ogłoszeniowych:
• Zezwolenie na pracę typu „A” „na całym świecie” – 500 zł.
• „Zaproszenie do szkoły/przedszkola” na bezwizowy wjazd dla dzieci – 750 zł.
W opisach bezczelnie oferowana jest „kompleksowa usługa imigracyjna”: dokumenty do wiz, zezwolenia na pobyt, a nawet organizacja fikcyjnych meldunków i zakładanie kont bankowych. Polskie procedury i system oświaty stały się tanim towarem.
Podajcie dalej (RT) 🔄 Udostępniajcie, niech to pójdzie szeroko!
Żeby agencja legalizacyjna i pośrednictwa pracy oferowała usługę pośrednictwa w pozyskiwaniu… wiz turystycznych, to już kolejny stopień „na drabinie migracji legalizowanej” :)
Agencja mająca swą siedzibę na warszawskiej Pradze ogłasza nową usługę. Tym razem skierowaną już nie do pracowników bądź studentów a… turystów. Obsługiwane w tym zakresie kraje to m in Włochy, Chorwacja, Portugalia, Litwa, Łotwa i Polska.
Generalnie turystyka nie jest ulubionym sposobem podróżowania migrantów z krajów trzecich, którzy mają na celu imigrację do UE, z oczywistych powodów. Łatwiej tu otrzymać odmowę niż na wyjazd do pracy czy studia, zwłaszcza ze względu na tzw ryzyko imigracyjne. Jeśli jednak sprawa będzie prowadzona przez agencję, należy spodziewać się profesjonalnego opracowania załączników do wniosku wizowego, w związku z czym procent odmów raczej spadnie… Wchodzimy zatem, jak już wyżej powiedziałam, na kolejny stopień „drabiny migracyjnej”, czyli „migrację na turystę”. Na podstawie wizy turystycznej trudno oczywiście legalizować pobyt w danym kraju, ale tu najwyraźniej chodzi o „włożenie nogi w drzwi” , by później kombinować.