Wiem to i owo o pewnych sprawach, ale raczej wam o nich nie powiem. W wolnym czasie uwielbiam psuć krew ludziom, którzy plują na Polskę. To moja pasja.
Przecież pan jest pośrednio winnym takiego stanu rzeczy.
Gdzie byliście jak w lutym 2022 roku zalano polską służbę zdrowia ponad milionem nowych "klientów"?
Każdy kto ma Excela wiedział czym to się skończy, tym bardziej, że system już wtedy był ranny po szaleństwie pandemicznym.
No tu jest właśnie sedno sprawy. System musi działać, bo gdyby to wszystko wyszło na jaw to cała branża by poszła do zaorania. Z czego TVN będzie później żył i Pudelek?
Nie jedna korona by spadła, gdyby widzowie się dowiedzieli, że ta "nieskazitelna, młoda i obiecująca piosenkarka" to zwykły szon do wynajęcia na godziny. Szołbiz był zepsuty od zawsze, podejrzewam, że w czasach influ jest jeszcze gorzej.
Była kiedyś (ok. 10 lat temu) taka niesamowicie obiecująca piosenkarka - Iza Karpińska - związała się z jednym ze "starych" z tzw. zarządu Pruszkowa i przepadła jak kamień w wodę. izabella-karpinska na SoundCloud.
Przecież to oczywiste, że system, który ledwo dyszy po kryzysie pandemicznym, bez żadnych znaczących reform w ostatnich dekadach, po prostu upadnie, gdy zostanie obciążony ponad milionem nowych "klientów" (🇺🇦). Co gorsza, mówimy tu o grupie ludzi, którzy za nic mają dobro wspólne czy cudzą własność, za to do perfekcji opanowali sztukę wyłudzania świadczeń socjalnych.
Lekarze wiedzieli o tym doskonale i ostatnie afery są wyłącznie pokłosiem tego co wydarzyło się w lutym 2022 roku. Oni wiedzieli, że to będzie pocałunek śmierci dla całej służby zdrowia w Polsce i zrobili po prostu ostatni skok na kasę w upadającym systemie.
PS. Wy dalej płacicie podatki w tym kraju?😂
Wszystkich należy z Polski deportować. Styczność z Ukraińcami miałem na wiele lat przed wojną, byłem tam kilkadziesiąt razy z darami dla naszych Rodaków. Widziałem wiele i widziałem też jak do perfekcji opanowali ukrywanie niechęci i nienawiści wobec Polski i Polaków. Polacy nadal dają się na to nabierać, pomimo, że wychodzi właśnie taki sondaż, gdzie 98% Ukraińców popiera ostatnie działania ich rządu.
Nie ma porządnych Ukraińców, a jeśli są to nie mamy takich środków, żeby ich odsiać od tych złych. Każdego dnia należy im dawać do zrozumienia, że nie są w Polsce mile widziani.
@salekk860 Kłamiesz i to bezczelnie. Odwracacie uwagę opinii publicznej bredząc o jakiś "sukcesach" i równolegle sprowadzacie (do spółki z ukraińską mafią legalizacyjną) setki tysięcy legalnych migrantów, którzy stanowią dla nas identyczne zagrożenie.
@KonradKrajewsk6 No więc właśnie. Dlatego też należy skończyć z romantycznym podejściem, gadki o honorze odłożyć na półkę i postępować z nimi tak jak oni z nami.
Nie jako jedyny i nawet nie jako jeden z pierwszych. Jak jechałem z oszustem Kralem tutaj na X i mnie straszył pozwami to ciebie nawet w okolicy nie było. O tym, że BB\Zonda jest scamem wiadomo było od 2014 roku. W 2025 mieliśmy po prostu ostatnie stadium scamu, które polegało na wypuszczeniu tokena i agresywnym marketingu poprzez wszelakich "ambasadorów".
Trzeba mieć niezły tupet, żeby pisać "jako jedyny mówiłem, że ZONDA to gówno scamerskie" w przypadku gdy wcześniej były przecież reportaże Superwizjera, kilkaset stron na forum bitcoin Polska, synergie BB i FutureNet i wiele innych.
Wpadłeś mordo na ostatnich pięć minut imprezy ;)
BEZKRĘGOWCE
Dobry był ten drugi półfinał. Mundialowy taki. Do tego z podtekstem - i to podtekst, nie piłka, przekonał mnie do oglądania, bo po ustawianych meczach, w których okradziono Chorwatów i Norwegów, przysiągłem sobie urlop od tego cyrku. Anglicy prowadzili od 55. minuty i bronili tego prowadzenia, jakby ktoś im obiecał, że czas sam zejdzie z boiska. Nie zszedł. W doliczonym czasie zszedł za to z boiska cały angielski sen o finale - a dośrodkowanie Messiego na zwycięskiego gola to był podpis mistrza pod późnym dziełem. 2:1. Do domu, panowie. Football is not coming home. Znowu.
Jednak mało kto wie, że prawdziwy mecz zaczął się po ostatnim gwizdku. I trwał jakieś czterdzieści sekund.
Kiedy Lo Celso rozwinął na środku murawy pomięty kawałek płótna z napisem "LAS MALVINAS SON ARGENTINAS", poczułem, jakby ktoś otworzył na oścież okno w zatłoczonej, dusznej sali pełnej spoconych kłamców. Czterdzieści cztery lata po wojnie, którą przegrali z kretesem, ktoś mu spakował to prześcieradło do torby ze sprzętem. Przed meczem. Na wiarę.
Dzień wcześniej wiceprezydent Argentyny - wiceprezydent, nie anonimowa postać z X - napisała publicznie, że "jutro gramy przeciwko piratom i najeźdźcom". Że to nie jest kolejny mecz. Że to Malwiny, że to Diego, że to ostatnie rozdanie Messiego i że najeźdźcom trzeba zajechać drogę. Cztery i pół miliona wyświetleń. Żadnego sztabu kryzysowego, żadnego oburzenia argentyńskich mediów, żadnego przepraszania za emocje. Napisała to, co czuje jej naród, bo jest z tego narodu, a nie z działu regulacji poprawności politycznej. Tak wygląda patriotyzm, który nie przeszedł przez sita cenzury i komitetów etycznych. Jest dziki, pachnie zieloną murawą i nie przeprasza, że żyje.
I oni tak mają od zawsze. Dla nich mecz z Anglią nigdy nie jest samym meczem. W osiemdziesiątym szóstym Diego ręką i geniuszem, w odstępie czterech minut, wystawił Londynowi rachunek za wojnę - i nikt w Buenos Aires nie miał z tą ręką problemu moralnego. To się nazywa pamięć. Boli, śmierdzi prochem i tanią farbą, ale trzyma naród w pionie.
Na drugim biegunie mamy nasze rodzime, wypieszczone gwiazdeczki z projektu zwanego "Reprezentacja Polski". Te bezkręgowe manekiny z idealnie ułożonymi fryzurami, uciekające wzrokiem przed jakąkolwiek deklaracją, która mogłaby przekroczyć ramy bezpiecznego, letniego banału.
Zamknijcie oczy na moment i wyobraźcie sobie, że nasza kadra wygrywa cokolwiek z kimkolwiek - już to wymaga wyobraźni Stanisława Lema - i że któryś z naszych wyciąga zza koszulki płachtę z napisem "POLSKIE MIASTO LWÓW".
Nie ma takiego scenariusza. Nie w tym wszechświecie i nie w żadnym z sąsiednich.
Bo zanim płachta rozwinęłaby się do połowy, telefon agenta świeciłby się jak choinka. Bo izotonik by się obraził. Bo kuchnie wikingów wysłałyby aneks rozwiązujący umowę szybciej, niż VAR sprawdza spalonego. Bo aplikacja bankowa, bo sieć komórkowa, bo dział prawny, bo "wizerunek" - to słowo-prezerwatywa, którą zakłada się na wszystko, co mogłoby cokolwiek począć. Nasi chłopcy mają patriotyzm zatwierdzony przez kancelarię: orzełek w rozmiarze zgodnym z regulaminem, hymn na pół głosu, ręka na sercu, ale luźno, żeby broń Boże nie wyglądało na przekonanie. Prędzej zjedliby drzewiec, niż podnieśli flagę, która niesie na sobie więcej niż oni uniosą razem przez cały żywot. Ich kręgosłupy są miękkie jak rozgotowany makaron, przystosowane wyłącznie do tego, by zginać się przed obiektywami aparatów na ściankach sponsorskich.
I to nie jest, kurwa, tekst o piłkarzach. Piłkarze to tylko próbka krwi pobrana z narodu. Wynik badania: ojkofobia. Uczulenie na własny dom. Jesteśmy społeczeństwem wyjałowionym jak gleba, którą solono przez trzy pokolenia - kochamy wszystkie ojczyzny świata oprócz własnej. Wieszamy cudze flagi na urzędach, płaczemy nad cudzymi grobami, znamy na pamięć cudze krzywdy - i dobrze, płakać trzeba, człowiek bez współczucia jest kaleką - ale własna historia wstydzi nas jak pijany wujek na weselu. Cudza miłość do ojczyzny: piękna, wzruszająca, "zobaczcie, jak oni potrafią". Nasza: podejrzana, zakaźna, natychmiast do dezynfekcji i pod nadzór kuratora.
Polska to dziś "Grażynka" Sobolak z drużyny Tuska, biegająca z telefonem po sejmowym korytarzu i krzycząca "JU AR OR HIROŁ" do skorumpowanego prezydenta Ukrainy - państwa, które nadaje jednostkom wojskowym imiona "bohaterów" UPA, czyli formacji, która paliła polskie wsie razem z ludźmi. Zresztą nie była sama: cały korytarz wyciągał ręce jak nastolatki pod sceną u jakiegoś Taco Kawałgeya, "Sława Ukrainie" niosło się po polskim parlamencie, a premier polskiego rządu dorzucił od siebie, że gość "jest bohaterem także w Polsce". Znana postać w dresie - trzeba jej to oddać - miała na tyle przyzwoitości, żeby się zmieszać. Potem wróciła do siebie, ogłosiła światu, że nikt mu nie będzie dyktował, jakich bohaterów ma czcić, a nasze najwyższe odznaczenie odesłała do Warszawy jak zabawkę znalezioną w czipsach.
Polska to Iga Świątek, nasza "dziewczynka z paletkom", która w sam dzień rocznicy ukraińskiego ludobójstwa na Polakach - wyszła na kort przeciwko Ukraince, mając ukraińską wstążkę przypiętą do czapki. Nie z czarną. Nie z biało-czerwoną. Z cudzą. W dniu, w którym w naszych wsiach płonęły kiedyś kościoły pełne ludzi, którym nikt nigdy żadnej wstążki nie przypiął. Czysty, bezrefleksyjny konformizm w imię zrobienia fellatio państwowemu sponsorowi z branży ubezpieczeń.
Polska to stadionowa Weekendowa Husaria, wielcy wojownicy, którzy co roku malują sektorówki o walce z komuną - z nieboszczykiem, który umarł, zanim połowa z nich przyszła na świat, i który już nie wstanie, więc się nie odgryzie. Odwaga przeciwko trupowi: tania jak farba w sprayu. A o tym, co dzieje się z ich własnym państwem tu i teraz - o kraju zalewanym ludźmi z Ukrainy i z trzeciego świata na skalę, o którą nikt żadnego obywatela w żadnym referendum nie zapytał - ani jednej oprawy, ani jednego kartonika. Prezentują ten tani, historyczny substytut walki, bo prawdziwe wyzwania tu i teraz wymagają zbyt wiele wysiłku.
Polska to wreszcie klasa polityczna, która urządza olimpiadę służebności: kto się niżej skłoni Berlinowi, kto czulej Kijowowi, kto szybciej przybiegnie na gwizdnięcie z Waszyngtonu. Obsługują wszystkich suwerenów planety. Jedyny suweren, który nigdy nie doczekał się obsługi, to własny obywatel — ten od płacenia rachunków za całą tę miłość wobec cudzych spraw.
Argentyńczycy tamtą wojnę przegrali. Z kretesem. I co? I nic. Nie wyprali tego z siebie. Dzisiaj mogą przegrać finał z Hiszpanią i też nic to nie zmieni - bo nikt na świecie nie zapyta ich, kim są. Wiadomo, kim są. Napisali to pędzlem na prześcieradle i przenieśli przez stadion na oczach planety. Bez oglądania się na potencjalne konsekwencje od Łysego z FIFA.
A my? My swoje prześcieradła pierzemy. Pierzemy je tak długo, aż zejdzie każda plama pamięci. Aż będą idealnie, nieskazitelnie białe.
W sam raz do kapitulacji.