Karolu Nawrocki, pisze do ciebie Ewa Maciejczyk:
Wydaje ci się, że cokolwiek wiesz o bezpieczeństwie Polski. Nic nie wiesz. Skoro nie przyszło ci do głowy, że to także bezpieczeństwo twojej córki, żony, rodziny. Sam wpadłeś na jakże światłą (sarkazm) myśl, że "(...) Bezpieczeństwo pod warunkiem nie jest bezpieczeństwem. Bezpieczeństwo Polski nie może zależeć od obcych decyzji. (...)". Na twoich warunkach i po twoich decyzjach nie czuję się ani trochę bezpiecznie. Przeciwnie: coraz mniej. Zatem: tylko ci się wydaje
Zawetowałeś ustawę o związkach partnerskich. Co powiesz, gdy twoje dzieci przedstawią ci swoich partnerów i będą to osoby tej samej płci, co one? Wydaje ci się, że zawetowaną ustawą zapewnisz im szczęście? Znowu ci się wydaje.
Zawetowałeś ustawę łańcuchową. Chcesz wprowadzić swoją. W Parlamencie UE przeciw prawu mającemu ukrócić okrucieństwo wobec zwierząt na 35 głosów, 24 było z Polski. I ty miałeś czelność uczestniczyć w uroczystościach pogrzebowych Człowieka, który jak nikt przed Nim walczył o prawa zwierząt do godnego, bez bólu i strachu życia?!
Wydaje ci się, że praworządność, jej zasady, ludzi, którzy będą odpowiedzialni za jej utrzymanie wyznaczysz ty. I tylko ty. Bo będziesz nimi sterował. Jesteś pewien?
Nikogo nie słuchasz. Nie liczysz się ze zdaniem ludzi mądrzejszych od siebie, autorytetów w dziedzinach, które są ci obce. Wydaje ci się, że jesteś od Nich mądrzejszy, lepszy. I nie dlatego, że jesteś (p)rezydentem i mieszkańcem Belwederu i wolno ci wszystko. Otóż nie wolno. Kolejny raz ci się wydaje
Wydaje ci się, że jedyna władza to ta, z pozycji siły i zastraszania. Nie wiem czy wiesz ale właśnie w ten sposób okazujesz jak bardzo jesteś nie tylko słaby, ale przede wszystkim: jak bardzo nie umiesz w mądrość.
Mój przekaz do ciebie:
KONSTYTUCJA głupcze!
I nie ta, którą chcesz stworzyć, a ta, której nie przestrzegasz świadomie.
Rokosz Nawrockiego.
Rokosz w I RP była to wojna domowa wszczynana przez magnata (często hetmana) niezadowolonego z władzy, który to bunt kwestionował ustrój Państwa i domaga się zmiany jego polityki.
W dniu 31 marca 2026 roku Karol Nawrocki pełniący funkcję Prezydenta RP obwieścił rokosz. Odmowa zaprzysiężenia 4 sędziów nie jest w żaden sposób uzasadniona. Stanowi zwykłą zbrodnię stanu polegającą na uzurpowaniu sobie władzy, której się nie posiada. Prezydent RP i osoba pełniąca taką funkcję, ma w Konstytucji i w ustawach wpisany cały szereg obowiązków, które nie podlegają jego arbitralnej decyzji.
Prezydent powołuje rząd, ale jeżeli rząd nie ma większości (tak było z Morawieckim w rządzie 14 dniowym) to MUSI zaprzysiąc premiera, którego powołał Sejm. Prezydent MUSI powołać i odwołać ministra na wniosek premiera. Prezydent MUSI powołać sędziego na wniosek KRS, Prezydent MUSI powołać ambasadora, Prezydent MUSI po wyborach zwołać Sejm. Taka jest nasza Konstytucja. Odmowa zaprzysiężenia sędziów TK, jest buntem wobec praw RP. Nawrocki doskonale wie, że KO i koalicjanci są na prostej ścieżce do wygrania przyszłorocznych wyborów i chce w drodze faktów dokonanych zamienić system parlamentarno-gabinetowy w prezydencki. Już teraz widać, że nie cofnie się przed niczym.
Wiem, że większości parlamentarzystów koncepcja dokończenia Zgromadzenia Narodowego, które miało miejsce 6.08.2025 wydaje się na tę chwilę pomysłem egzotycznym. Zobaczycie jednak Drodzy Przyjaciele, że bez powrotu do kwestii prawidłowości zaprzysiężenia nie opanujemy rokoszu. Tym bardziej, że Nawrocki czyniąc się władnym oceniać, który sędzia został prawidłowo wybrany przez Sejm, niechcący potwierdza kompetencję Zgromadzenia Narodowego do oceny, czy on sam został prawidłowo wybrany. No bo skoro organ niższej rangi (Prezydent RP) może przyjąć przysięgę lub nie, to taką kompetencję ma z pewnością Zgromadzenie Narodowe, które jest nad Prezydentem bo go zaprzysięga, a czasem odwołuje.
Procedura przyjęcia przysięgi od Karola Nawrockiego nie została zakończona. Zostało wprawdzie prawidłowo zwołane ZN, ale przysięgę złożył Nawrocki na ręce Marszałka Sejmu. Konstytucja zaś stanowi, że musi ją złożyć przed Zgromadzeniem Narodowym. ZN potwierdza przyjęcie tej przysięgi poprzez przyjęcie protokołu. Dotychczas zawsze takie przyjęcie protokołu odbywało się to poprzez aklamację. Tym razem jednak jako członek ZN pisemnie, ustnie, na ręce Marszałka i do sekretarza ZN, a także poprzez oświadczenie publiczne, złożyłem sprzeciw wobec przyjęcia tej przysięgi. W takiej sytuacji, aby przyjąć protokół nie wystarczy aklamacja, bo zgodnie z Regulaminem Sejmu, który stosuje się pomocniczo przy milczeniu przepisów Regulaminu ZN, aklamacja jest możliwa wyłącznie przy braku sprzeciwu. Ja ten sprzeciw złożyłem. W tej sytuacji Marszałek Sejmu jako przewodniczący ZN powinien przyjęcie protokołu z przysięgi Prezydenta przegłosować. Tego nie zrobił. Stąd procedura przyjęcia przysięgi nie została zakończona. Nic nie stoi na przeszkodzie, o ile większość ZN tak uzna, aby zwołać ponownie ZN i te głosowanie przeprowadzić. W przypadku odmowy przyjęcia przysięgi przez ZN, Karol Nawrocki powróci do statusu Prezydenta-elekta, a zgodnie z wyraźnymi zapisami Konstytucji, przy przeszkodach związanych ze złożeniem przysięgi, funkcję p.o. Prezydenta przejmuje Marszałek Sejmu. Przypominam, że główną przeszkodą jest brak uchwały SN o ważności wyborów, a brak ten wynika z niekonstytucyjnych działań PiS i Andrzeja Dudy. Złoczyńca, zgodnie ze starą zasadą rzymską, nie może czerpać korzyści ze swej zbrodni. Zgodnie z zapisem Konstytucji uchwała SN warunkuje złożenie przysięgi. Do takiej uchwały nawiązywała zresztą PKW pisząc o nieprawidłowościach wyborczych.
Czasem niektóre rozwiązania muszą dojrzeć do swojej realizacji. Jestem przekonany, że taki sposób złamania rokoszu Nawrockiego z czasem zostanie zrealizowany, bo ten jego bunt przeciwko Polsce będzie eskalował.
Zapomnieliśmy o 🇺🇦? Dupek Trump cieszy się z wyrwanego Nobla jak z landrynki. W dniu inwazji 🇷🇺 S. Penn w Kijowie robił dokument o Zelenskim. Przekazał statuetkę herosowi. Bo chciał... A heros był zakłopotany...
Są i dupki, i piękni ludzie na Ziemi. Dbajmy tylko o pięknych ❤️
POLSKA STRACHU – CZY NAPRAWDĘ CHCEMY DO NIEJ WRACAĆ?
📰Dzisiejszy tekst Renaty Kim w „Newsweeku”, pt. „Ofiary Zbigniewa Ziobry. ‘Bali się o bliskich, o dzieci’” to nie jest zwykły artykuł. To lektura obowiązkowa.
To cios w brzuch, który odbiera powietrze, jeśli choć na chwilę zapomnieliśmy, jak wyglądała Polska pod rządami Zbigniewa Ziobry. To przypomnienie, że ten człowiek nie reformował państwa – on je zastraszał.
I jeśli dziś ktoś łka nad jego losem, to znaczy jedno – zapomniał, jak wyglądał kraj, w którym władza przestała się bać obywateli, a obywatele zaczęli bać się władzy.
Bo czy powrotu do takiego państwa chcemy? Do państwa, w którym można było po prostu zniknąć – jak dr Andrzej Szaniawski, ciężko chory lekarz, któremu w areszcie nie podano insuliny, któremu złamano szczękę i bark. Jego siostra powiedziała: „To był opis tortur.”
A dziś ci sami ludzie wzruszają się losem Ziobry? Serio?
Tak właśnie wyglądała polityka Ziobry: lekarze z krakowskiej kliniki wrzuceni do politycznej maszynki jak mięso armatnie. Rutynowe procedury zamieniono w „dowody winy”, a rodziny tych ludzi żyły w ciągłym napięciu – nie przed przestępcami, tylko przed rządem, który potrzebował ofiar. Bo w tym systemie nikt nie był lekarzem. Każdy mógł być celem.
Tak samo sędziowie – ciągani po komisjach, publicznie piętnowani, degradowani za niezależność. Jedna z nich powiedziała: „Najbardziej baliśmy się o dzieci.”
To nie jest zdanie z autorytarnego reżimu. To zdanie z Polski sprzed kilku lat.
A prokuratorzy? „To była sztafeta strachu.”
Mechanizm prosty jak pałka – kto nie podpisze, co trzeba, ten znika zawodowo. Degradacje, przeniesienia, dyscyplinarki.
To nie chaos. To był plan.
Bo Ziobro stworzył system politycznej przemocy. Najpierw kreowano wroga. Potem dopasowywano fakty. Potem organizowano pokazowe zatrzymania. A kiedy po latach sądy uniewinniały ludzi – życie było już zrujnowane, zdrowie wyszarpane, reputacja spalona.
To nie były „błędy reformy”. To była metoda władzy.
Dlatego, gdy ofiary mówią dziś, że „czekają, aż Ziobro stanie przed sądem”, nie chodzi o rewanż. Chodzi o fundament państwa – jeśli władza używała instytucji do łamania ludzi, musi zostać rozliczona.
Inaczej każdy następny minister – nieważne z której strony sceny – uzna, że wszystko wolno.
I tu jest pytanie, którego nie da się obejść:
czy naprawdę chcemy wrócić do tamtej Polski?
Bo wielu już zapomniało, jak wyglądała codzienność jeszcze nie tak dawno.
A przecież Kaczyński zapowiedział, że jeśli tylko Ziobro będzie zdrowy, to wróci na stanowisko ministra Sprawiedliwości i „dokończy swoje dzieło” – kiedy tylko oni wrócą do władzy.
To nie żart. To plan polityczny, który czeka na swoją okazję.
Dlatego rozliczenia nie są aktem zemsty. Są jedyną tamą przed powrotem państwa strachu.
Bo nawet jeśli Ziobro zostanie skazany, a Nawrocki go ułaskawi – wyrok i tak odbierze mu prawo do pełnienia funkcji publicznych.
Zegar tyka.
A czas działa na korzyść tych, którzy liczą na zapomnienie.
A my zapomnieć nie możemy – nigdy.
Źródło: Newsweek•Onet•
🔹🔹🔹
Dowiesz się więcej obserwując👇
#AkademiaPrawdy
🔹
#CzasDoCeli
To bardzo ważny wpis dla mnie i mojej rodziny.
Dodam, że moja żona i córki były wielokrotnie nękane prokuratorskimi wezwaniami i przesłuchaniami.
Niestety, nikt z politycznie usłużnych prokuratorów i funkcjonariuszy CBA nie poniósł do tej pory żadnej odpowiedzialności…
🗣️ – W Polsce mamy ustrój parlamentarno-gabinetowy. Zarówno poprzedni, jak i obecny prezydent, próbują uzurpować sobie prawo do podejmowania decyzji – mówił prof. Mirosław Wyrzykowski w programie “Pytanie Dnia” w TVP Info.
The ”peace plan” for Ukraine is a chatastrophy not only for Ukraine and it’s citizens but for all of democratic world. If we repeat the mistakes from the past such as showing weakness and ignorance in 2014 when Russia annaxed Crimea, we will find only more aggression and conflicts ahead of us. The authoritarian mindset understands only strenght and deterrence.
All the decisions concerning Poland will be taken by Poles. Nothing about us without us. When it comes to peace, all the negotiations should include Ukraine. Nothing about Ukraine without Ukraine.
Kochani… dzieje się coś naprawdę bardzo złego.
Takiego, na co nie można patrzeć w ciszy, dlatego reaguję od razu.
To jest Tomasz Schuchardt świetny, utalentowany aktor, człowiek z ogromnym warsztatem i wrażliwością. W najnowszym filmie Wojciecha Smarzowskiego „Dom dobry” wciela się w potworną postać przemocowca. I zrobił to tak dobrze, tak przekonująco, że niektórzy… zaczęli traktować go jak tę postać naprawdę.
Wiecie, co się dzieje?
Ludzie zaczepiają go na ulicy. Wyzywają. Obrażają.
Jakby zapomnieli, że to rola, a nie życie.
Że kamera to nie rzeczywistość.
Że aktor nie staje się potworem tylko dlatego, że potrafi takiego zagrać.
I to jest ten moment, kiedy naprawdę robi się niebezpiecznie.
Bo jeśli ktoś nie potrafi odróżnić fikcji od prawdziwego człowieka, to znaczy, że jako społeczeństwo mamy poważny problem.
Smarzowski zawsze pokazuje najciemniejsze zakamarki świata.
A aktorzy tacy jak Schuchardt,wchodzą w te mroki po to, żebyśmy my mogli coś poczuć, coś zrozumieć, z czegoś wyciągnąć wnioski.
Ale oni nie SĄ tym mrokiem.
Wyzywanie ich za rolę to tak, jakby mieć pretensje do lekarza za to, że musi przekazać trudną, bolesną prawdę albo do strażaka, że wszedł w płomienie.
To nie jest normalne.
To nie jest w porządku.
To jest przemoc prawdziwa, realna przemoc wymierzona w człowieka, który po prostu wykonuje swoją pracę najlepiej, jak potrafi.
I powiem Wam szczerze: boli mnie, że trzeba w ogóle o tym przypominać.
Artyści, pisarze, aktorzy, muzycy… wszyscy, którzy opowiadają historie, często wkładają w nie kawał serca, ale to nie są ich życia.
To opowieści.
I naprawdę źle się dzieje, kiedy fikcja zaczyna być ważniejsza niż człowiek.
Dajcie znać, co o tym myślicie…
Bo ja, patrząc na to wszystko, mam jedno poczucie:
Jeśli zaczniemy traktować aktorów jak ich najgorsze role, to naprawdę przestaniemy widzieć ludzi.
A kiedy społeczeństwo gubi człowieka jego godność, jego emocje, jego zwykłą, ludzką wartość, wtedy mrok zaczyna się nie na ekranie, tylko w nas samych.
I to jest coś, na co nie możemy pozwolić. Nigdy.
Nie w tym świecie. Nie w tych czasach.
Nie wtedy, kiedy hejt potrafi zniszczyć prawdziwego człowieka szybciej niż jakakolwiek filmowa postać.
Bo film można wyłączyć.
Człowieka, już nie.
Minęło 100 dni od czasu oficjalnej zmiany prezydenta. 53% Polaków ocenia jego rządy dobrze lub bardzo dobrze.
Można się śmiać, prychać i denerwować. A można spojrzeć na to z perspektywy wyborcy i demokracji, jako ustroju, coraz bardziej wypaczonego przez brak elementarnej wiedzy.
Ponad 50% społeczeństwa nie widziała nic złego w przeszłości Nawrockiego. Nie uznała tego za wystarczający powód, by wstrzymać swój głos. Nie przeszkadzało wyborcom także szprycowanie się na wizji substancjami niewiadomego pochodzenia. Ważne było, że był w kontrze do Trzaskowskiego. Prawdopodobnie do końca życia będą mi brzmiały w uszach słowa mojego (byłego już) kolegi: "lepszy sutener niż pizda".
Dlaczego więc ma ludziom przeszkadzać to, że swoimi działaniami doprowadza do paraliżu ustawodawstwa, co jest absolutnie waleniem po głowach premiera i całego rządu? Poparcie wzrosło do 53%. Bo dodatkowo Nawrocki wydaje się mieć w dupie Kaczyńskiego, co powoduje, że konfiarze upatrują w nim swojego ziomka.
To wszystko nie jest tylko statystyką sympatii do Nawrockiego. To jest obrazem polskiego społeczeństwa. A ten obraz nie jest udekorowany haftem richelieu, tylko brunatną tapetą z blednącym krzyżem na środku. Katolickie społeczeństwo, wyznające Kaczyńskiego, jeszcze nie zauważyło, że z Nawrockiego żaden katolik... a jak im przeszkodzi to, to i tak w swoim ograniczonym światopoglądzie będą widzieć nienawiść do Tuska i Niemców, nie chcąc widzieć, że zagrożenie płynie ze wschodu...
Ktoś mi ostatnio powiedział, że już jestem nudna z "tą swoją edukacją". Ale wiem, że to co się dzieje w Polsce od kilku lat, to efekt zabicia polskiej edukacji i prawdy. Niestety w tym obszarze nie widzę żadnej poprawy.
Czas rozliczenia.
Nadszedł czas rozliczeń. Rozliczani mogą krzyczeć, udawać choroby, oburzać się lub bezsilnie grozić ale wielkimi krokami zbliża się do PiS-u prawo i sprawiedliwość.
Za budowanie systemu państwa autorytarnego gdzie bezkarna i uwłaszczona na majątku publicznym partyjna elita tuczy się na reszcie obywateli przychodzi im teraz płacić.
W swej istocie PiS właśnie tym był: uwłaszczaniem pisowskich pseudoelit, które krok po kroku budowały system, którego obalenie byłoby bardzo trudne lub wręcz niemożliwe. Sprawa Zbigniewa Z. i jego gangu to jaskrawy, ale nie największy przykład tej bezprzykładnej grabieży. Największym gangiem PiS był sam PiS, a raczej grupa skupiona wokół Jarosława Kaczyńskiego. Z Funduszu Sprawiedliwości na media ukradziono niecałe dwieście milionów. Wczoraj w TVN mogliśmy usłyszeć jak na media powiązane z PiS: TV Republika i tv braci Karnowskich wypłacono setki milionów i to zaledwie w małym odcinku badanych podmiotów państwowych.
Jarosław Kaczyński gdy pisał swój list do Z. Ziobry protestując przeciwko używaniu pieniędzy z FS do kampanii wyborczej, to zrobil to dbając przede wszystkim o równe szanse kandydatów na listach PiS. Nie protestował on przeciwko wielkiej inwestycji 100 milionów w media ks. Michała O. bo przecież każdy z nich coś takiego robił. Martwił się w tym liście o to, że za dużo posłów Ziobry znajdzie się w Sejmie.
Posłowie PiS mogli okradać budżet państwa i spółki państwowe na budowanie przewagi medialnej bo to się mieściło w celach całej partii. Rozdawanie wozów strażackich po okręgach w ramach kampanii już jednak zaburzało szanse poszczególnych kandydatów i powodowało kwasy wewnętrzne. To dlatego Kaczyński interweniował.
Tym wszystkim, którym się wydaje, że mogli okradać podatników aby budować zaplecze medialne chciałbym jasno i spokojnie powiedzieć: już wiecie że nie jesteśmy fujarami. Każdy z was, jeszcze przed wyborami w 2027, będzie musiał zmierzyć się z odpowiedzialnością za te złodziejstwa: chyba że pójdzie na współpracę jak Tomasz Mraz, który za prawdę kupił sobie drugie życie. Jeżeli ktoś myśli, że pozwolimy na to, aby setki milionów ukradzionych Polsce pieniędzy pracowało dla złodziejskiej partii w kampanii 2027, to się głęboko myli.
Jako szef Zespołu KO ds. Rozliczenia PiS zapowiadam, że w ciągu następnych 12 miesięcy zajmiemy się przede wszystkim inicjowaniem odpowiedzialności za wyprowadzone pieniądze na media. I w ogóle mnie nie obchodzą te prowadzone seriami brutalne ataki na moje dobre imię, publikowanie taśm ukradzionych Pegasusem, powtarzanie po tysiąckroć kłamstw Ziobry na temat mojej pracy adwokackiej, wymyślanie mi od koni itp. To nieprzyjemne, ale zrozumiałe zawodzenie. Mamy świetnego i odważnego prokuratora generalnego, sprawczy rząd, mamy zdeterminowaną koalicję, która wczoraj pokazała, że działa jak jedna pięść. Nie pozwolimy zrobić złodziejom z PiS użytku w kampanii z pieniędzy ukradzionych Polakom. Nie liczcie na to.
Pan Ziobro liczył, że jesteśmy fujarami i się przeliczył. Został teraz więźniem Węgier, a prędzej czy później wróci do Polski tak ja wrócił Wielki Bu - w kajdankach. Taki los czeka każdego pisowskiego złodzieja. Nadszedł bowiem wreszcie czas rozliczenia.
Roman Giertych
W związku z powszechnym wzmożeniem patoprawactwa na temat roli Nawrockiego jako zwierzchnika sił zbrojnych, chciałby sprostować ten mit o hegemonii wodza. Poniżej kilka faktów wynikających bezpośrednio z Konstytucji:
Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej jako najwyższy zwierzchnik Sił Zbrojnych posiada znaczące, ale konstytucyjnie ograniczone uprawnienia w zakresie obronności państwa. Jego kompetencje wynikają przede wszystkim z Konstytucji RP (art. 134) oraz ustaw szczegółowych regulujących zasady funkcjonowania Sił Zbrojnych.
Znaczenie Prezydenta jako zwierzchnika Sił Zbrojnych w czasie pokoju
Prezydent stoi na straży suwerenności, bezpieczeństwa państwa oraz integralności terytorialnej. W czasie pokoju realizuje to zwierzchnictwo za pośrednictwem Ministra Obrony Narodowej, co odzwierciedla konstytucyjny podział kompetencji między władzę prezydencką a rządową. Może mianować Szefa Sztabu Generalnego oraz dowódców rodzajów Sił Zbrojnych na czas określony, a także nadaje stopnie wojskowe na wniosek Ministra Obrony Narodowej.
Prawa Prezydenta w czasie wojny
W stanie wojennym Prezydent, na wniosek Prezesa Rady Ministrów, mianuje Naczelnego Dowódcę Sił Zbrojnych i może go odwołać. Prezydent ma też prawo zatwierdzać plany operacyjne sił zbrojnych oraz określać zadania Sił Zbrojnych w stanie wojny lub wyjątkowym. Współdziała z Radą Ministrów w kierowaniu obroną państwa i jest jedynym uprawnionym do znoszenia stanu wojennego.
Ograniczenia kompetencyjne
Mimo szerokich prerogatyw (ulubione słówko domorosłych konstytucjonalistów obozu PiS), Prezydent działa głównie na wniosek rządu (Prezesa Rady Ministrów lub Rady Ministrów), co skutecznie wiąże jego decyzje z polityką rządu. Nie może samodzielnie wypowiedzieć wojny ani pokoju – o stanie wojny decyduje Sejm, a w sytuacjach nadzwyczajnych także Prezydent może podjąć działania w trybie rezerwowym. Prezydent nie wykonuje bezpośrednio zarządzania bieżącymi działaniami wojsk, które pozostają w gestii Ministra Obrony Narodowej i dowódców wojskowych.
Do brzegu:
Rola Prezydenta jako zwierzchnika Sił Zbrojnych w Polsce jest zatem zasadniczo reprezentacyjna i konstytucyjnie zabezpieczona. Jego prawa obejmują mianowanie najwyższych dowódców, nadzór nad przygotowaniem obronnym oraz podejmowanie decyzji w czasie wojny, zawsze jednak w ścisłej współpracy z rządem i parlamentem. Ograniczenia wynikają z demokratyczno-parlamentarnego modelu państwa, który rozdziela władzę wykonawczą między Prezydenta a Rząd.
#ShelbyFactSquad
Stay tuned and https://t.co/1vmJF9muno ☕
Źródła:
- Konstytucja RP, art. 134
- Analizy prawne dotyczące roli prezydenta w obronności [2][3][4]
Cytaty:
[1] Art. 134. https://t.co/QIiRpKlB4j
[2] Prezydent RP jako gwarant ciągłości władzy państwowej https://t.co/i6yg5JqxRc
[3] CO MOŻE PREZYDENT?- https://t.co/V2PUHr3teA
[4] Prezydent RP https://t.co/4oqAeJSqBU
[5] Krystian Nowak Uprawnienia prezydenta RP w zakresie ... https://t.co/jA6q5P4iEp
Wszystko o Funduszu Sprawiedliwości #Ziobro w 4 minuty. Ustawiane konkursy, kasa dla żon i kochanek a wszystko z pieniędzy odebranych najbardzej potrzebującym - ofiarom przestępstw. Tak wygląda ta ich “walka o Polskę” w zorganizowanej grupie przestępczej.
W normalnym kraju odmowa podpisania nominacji na pierwszy stopień oficerski byłaby decyzją poważną, ale uzasadnioną – opartą na faktach, analizach, przesłankach bezpieczeństwa. W Polsce Nawrockiego staje się jednak kolejnym odcinkiem telenoweli pt. „Prezydentura na własnych emocjach”.
Oto człowiek, który z urzędu powinien być strażnikiem ciągłości państwa, postanowił zagrać w obrażonego nauczyciela: „Nie podpiszę, bo nie”. 136 młodych ludzi, którzy przeszli szkolenia, spełnili wymagania i złożyli przysięgę służby Polsce, dowiaduje się, że ich praca nie ma znaczenia, bo ktoś na szczycie ma zły dzień lub nie lubi obecnego rządu.
Donald Tusk powiedział wprost: „Nie wystarczy wygrać wyborów, żeby być prezydentem”. I trudno o zdanie trafniejsze. Bo Nawrocki udowadnia, że można mieć w rękach wszystkie symbole władzy, a jednocześnie nie mieć w sobie ani grama jej sensu. Nie wystarczy nosić insygnia – trzeba jeszcze rozumieć, co one znaczą.
Niepodpisanie nominacji to gest mały, ale głośny. To pokazówka, która ma udowodnić, że „jeszcze coś mogę”. A jednak, im bardziej Nawrocki stara się pokazać swoją niezależność, tym bardziej widać jego bezradność. To nie jest mężne przeciwstawienie się „systemowi”. To dziecinne tąpnięcie nogą w błoto instytucji państwowej, w której błoto zostanie – i której nikt potem nie chce sprzątać.
Najbardziej żenujące jest to, że cała sytuacja odbywa się kosztem ludzi, którzy nie są stroną w politycznym sporze. Funkcjonariusze ABW, SKW – to nie są pionki w grze o ego. To ludzie, którzy zaufali, że państwo, któremu służą, będzie miało wobec nich chociaż odrobinę powagi. A tymczasem zostali potraktowani jak rekwizyt w teatrze ambicji.
Nawrocki, zamiast budować autorytet urzędu, zamienia go w atrapę z porcelany – kruchą, zimną i całkowicie oderwaną od rzeczywistości. Nie potrzeba tu wulgarności, by nazwać rzeczy po imieniu: to jest małość ubrana w płaszcz majestatu.
Prezydentura powinna być jak zwornik łuku – łączyć, spinać, stabilizować. Tymczasem Nawrocki przypomina raczej kamień, który ktoś uparcie próbuje wcisnąć w niewłaściwe miejsce, psując całą konstrukcję. Zamiast budować mosty, woli stawiać bariery. Zamiast dźwigać państwo – ciągnie je w dół, w stronę urazy i urażonej dumy.
Jeśli historia tej kadencji ma kiedyś zostać opowiedziana uczciwie, to nie jako opowieść o człowieku, który „bronił konstytucji” czy „stał na straży wartości”. To będzie historia człowieka, który pomylił urząd z prywatnym kontem emocjonalnym.
I może właśnie dlatego te słowa Tuska – „nie wystarczy wygrać wyborów, żeby być prezydentem” – przejdą do historii szybciej niż jakiekolwiek orędzie. Bo w jednym zdaniu zawierają całą prawdę o tym, jak mały człowiek potrafi zaszkodzić dużemu państwu.