Uczeń Jezusa zakochany w swoim Mistrzu i Jego Matce, ksiądz katolicki, dyrektor Zamojskiej Szkoły Ewangelizacji, z wykształcenia muzyk, pasjonat technologii IT.
@ksMarekLis Też się nad tym często zastanawiam... A może odpowiedź jest zgoła prostsza i oprócz zwiedzenia duchowego i czynników psychologicznych, może ktoś tu jest po prostu opłacany rublami?
@prywatnik Potwierdzam... Myślałem, że tylko mnie wyrzuca co chwilę. Pracuję nad kodem do strony web - zwyczajne działania. Co chwilę pojawia się komunikat "safety measures flagged" i wracam do Opus... Ech. Mam nadzieję, że to szybko naprawią...
Od dziś do niedzieli wraz ze wspólnotą Przyjaciele Oblubieńca będę prowadził misje święte w parafii Objawienia Pańskiego w Łukawcu. Polecamy się modlitwie 🔥🙏🏽♥️
@Pelegrinus38375 Ale ten cytat jest wyjęty z kontekstu... Proszę napisać to, co biskup powiedział dalej. To była ewangelizacja w czystej postaci. A tak w Państwa interpretacji jest to kolejny powód do uderzenia w kogoś... Tak się nie pozyskuje ludzi dla Jezusa..
Miłosierdzie to taka cecha Boga, która sprawia, że człowiek przestaje się Go bać, a ból związany z nieakceptacją siebie zaczyna być uzdrawiany. Czy chcesz dziś na nowo poznać i przyjąć ten dar?
☑️OD BOGA GROŹNEGO DO BOGA MIŁOSIERNEGO
Wielu z nas zatrzymało się na obrazie Boga, który błogosławi, gdy jesteśmy dobrzy, a gniewa się lub karze, gdy jesteśmy źli. Nasza dobroć staje się wtedy czymś w rodzaju "waluty przetargowej" Jego błogosławieństwa i sposobem zapewnienia sobie Jego przychylności.
Część z nas poznała już bardziej prawdziwy obraz Boga, który jest miłością. Spotykając się z Nim, wiemy, że już na starcie jesteśmy kochani i że nic nie zmieni Jego miłości do nas.
Jest jednak jeszcze głębszy stopień poznania Boga. Polega on na życiu prawdą, że Bóg jest nie tylko miłością, ale miłością miłosierną.
☑️DROGA DO MIŁOSIERDZIA PROWADZI PRZEZ PRAWDĘ
Aby poznać takiego Boga, najczęstszą drogą, którą sam Bóg nas prowadzi jest droga poznania prawdy o własnej grzeszności i nędzy.
Nie jest to przyjemne i nie każdy jest na to gotowy. Dlatego Bóg-Miłość pozwala odkrywać tę trudną prawdę każdemu inaczej, w innym stopniu i w innym czasie — tak, aby człowiek mógł ją udźwignąć.
Przykładem tego jest Tomasz z dzisiejszej Ewangelii. Bóg pozwolił, aby nie było go razem z uczniami w ów pierwszy dzień po szabacie, gdy Zmartwychwstały przyszedł wieczorem do Wieczernika.
Gdy potem uczniowie opowiadali Tomaszowi o tym spotkaniu, ten nie uwierzył na słowo. Zażądał znaków i dowodów, które będzie mógł osobiście zweryfikować.
Herosem wiary zatem nie był. Ujawniła się jego słabość, nieufność, może także pycha. Ale czy spotkała go za to kara? Wręcz przeciwnie. Otrzymał więcej, niż mógł się spodziewać. I właśnie to jest Boże miłosierdzie.
☑️"NAGRODĄ" ZA SZCZEROŚĆ JEST SPOTKANIE Z MIŁOSIERDZIEM
Ponieważ w wielu z nas wciąż żyje "stary człowiek" z fałszywymi wyobrażeniami Boga, spróbujmy opisać miłosierdzie prostym, a wręcz "transakcyjnym" językiem.
Jeśli z jakichś powodów wciąż wyobrażasz sobie, że dobroć Boga zdobywa się swoją własną dobrocią, to dzisiejsza Ewangelia wzywa do zmiany myślenia. Pokazuje ona, że doświadczenie nadmiarowej dobroci Boga przychodzi nie tyle przez naasze zasługi, ile przez szczerość.
Tomasz nie udawał kogoś, kim nie był. Uczciwie wyznał przed uczniami, przed Bogiem i przed sobą to, co było jego nędzą. A kiedy Jezus przyszedł ósmego dnia, nie powiedział mu: „Tomaszu, źle postąpiłeś. Jak mogłeś nie uwierzyć?”. Nie upokorzył go i nie odrzucił.
Jezus najpierw przyszedł do niego w sposób, który był dla niego czytelny. Zszedł do miejsca jego słabości. Objawił w niej swoją miłość w taki sposób, który stał się zrozumiały dla Tomasza, bo Bóg zna nasze języki miłości i wie, w którą stronę uderzyć, byś poczuł się kochany. A dopiero potem pokazał mu drogę dalej — ku wierze, która nie opiera się już na znakach. Oto prawdziwie boska akceptacja naszej nędzy i podniesienie nas, które w Miłosierdziu Bożym zawsze idą ze sobą w parze.
Nie bój się więc przyznać przed Bogiem do swojej nędzy. Nie bój się stanąć przed Nim w prawdzie. „Nagrodą” za szczerość i przyjście do Jezusa z tym, co słabe, nie będzie odrzucenie, ale doświadczenie Jego miłosiernej miłości — miłości, która uzdrawia naszą nędzę, podnosi nas i odsłania przed nami najpiękniejsze oblicze Boga.
Jak by się zmieniło twoje życie i posługiwanie, gdybyś zrozumiał, że Jezus naprawdę chce się z tobą spotykać i tobą posługiwać dokładnie W TYM miejscu twojego życia, gdzie teraz jesteś, a nie gdzie chciałbyś być i jaki chciałbyś być?
☑️NASZ ODWIECZNY PROBLEM - BRAK ZAUFANIA W JEGO MIŁOŚĆ
Czy miewasz takie myśli, że ciągle zawodzisz Boga, bo powinieneś być inny, LEPSZY, a jesteś DZIŚ taki jaki jesteś? (w domyśle - pomimo tylu starań, albo przytłoczony tym, że za mało się starasz). I czy te myśli odbierały ci chęć spotykania się z Jezusem? Bo jak tu się spotykać z Nim, który wie o tobie wszystko? Na pewno jest niezadowolony, prawda?
Czy miewasz myśli, że ciągle zawodzisz Boga i jesteś narzędziem w Jego ręku, które BYŁOBY DOBRE I SKUTECZNE może za kilka lat, gdy będziesz lepszy, ale na pewno nie teraz... Bo jak to Bóg może posłużyć się w swoich doskonałych planach NIEDOSKONAŁYM narzędziem?
☑️JEZUS IDZIE TAM, GDZIE SĄ DZIŚ JEGO UCZNIOWIE
Pierwsza Dobra Nowina na dziś jest taka, że Jezus idzie do swoich uczniów dokładnie tam, gdzie DZIŚ są. Idzie do nich, którzy DZIŚ są TACY, JACY SĄ, a nie jakimi chcieliby być.
Są zalęknieni i niedowierzający kobietom, mówiącym o Jego zmartwychwstaniu. Są uciekający przed Bogiem, sobą i swoimi problemami. Naprawdę daleko im do doskonałości i prawdopodobnie doskonale już to wiedzą. I pewnie za to nie kochają siebie, mając do siebie pretensje, że powinni być inni. Dlatego siedzą jakby zamrożeni, za stołem. Bez sensu, bez celu, bez pokoju.
A Jezus idzie do nich i właśnie tam chce się z nimi spotkać, gdzie aktualnie są. Nie, gdy zaczną się modlić. Nie, gdy się poprawią. Nie, gdy ich wiara wzrośnie. Właśnie TAM, GDZIE SĄ, aby TAM GDZIE SĄ przynieść im ZBAWIENIE, czyli to, czego najbardziej w tej chwili potrzebują.
Taki jest Bóg! On umie kochać nas w momentach naszego życia, gdy sami się nie kochamy. I tego chce nas nauczyć - patrzeć na siebie Jego oczami, pełnymi miłości, a nie potępiania samego siebie.
☑️JEZUS POSYŁA UCZNIÓW TAKIMI, JACY DZIŚ SĄ
Ale to jeszcze nie wszystko. Choć samo przetrawienie tego, że Jezus przychodzi DZIŚ do mnie, kocha mnie DZIŚ, a nie jutro - gdy będę lepszy, może zająć człowiekowi trochę czasu, Jezus ma dla uczniów coś jeszcze więcej - posłanie.
Otóż chce się nimi posługiwać również DZIŚ, a nie gdy będą lepsi i doskonalsi lub gdy więcej zrozumieją i się nauczą. Dlatego również DZIŚ, gdy przychodzi do swych uczniów, posyła ich DZIŚ mówiąc "Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!".
Czy rozumiesz, co to znaczy? Jeśli zadręczasz się myślami, że jesteś tępym narzędziem w Jego ręku i NA PEWNO ze względu na twój brak wiary, upór i niedoskonałości Bóg nie może się tobą posłużyć oraz NA PEWNO nie robił tego w ostatnim czasie, zmień swoje myślenie, czyli nawróć się!
Przyjmij Dobrą Nowinę, że Jezus nie odrzuca cię i jest większy niż twoje niedoskonałości, dlatego może posługiwać się doskonale niedoskonałym narzędziem, którym jesteś ty! I wie co i dlaczego to robi, bo gdybyś czuł się zbyt pewny siebie i zadowolony z siebie, zbyt dużo przypisywałbyś sobie. A tak, jesteś dyspozycyjnym narzędziem JEGO ŁASKI, a nie tylko twoich ludzkich umiejętności.
Co więc by było, gdybyś zrozumiał, że Jezus chce się z tobą spotykać i tobą posługiwać dokładnie tam, gdzie dziś jesteś i jaki jesteś? Miałbyś w sercu POKÓJ i radość. Taki pokój, którego nie da ten świat i taką radość z zachwytu Miłosierdziem Bożym, że trudno ją zatrzymać dla siebie. Tak rodzą się autentyczni świadkowie zmartwychwstałego Jezusa.
Bóg był, jest i będzie mi wierny. Nawet mój grzech nie powstrzyma Go i nie zmieni Jego nastawienia do mnie. Co mi pozostaje? Uwierzyć w to i zaufać Jemu. Temu, który dla mnie — niegodnego takich darów — oddał swoje życie. Oto dzisiejsza lekcja ucznia, który patrzy na pusty grób.
☑️WIERNA I NIEODWOŁALNA MIŁOŚĆ
Uroczystość Zmartwychwstania Pańskiego, którą dziś świętujemy, jest częścią dużo większej całości — historii zbawienia. Dopiero gdy spojrzymy szerzej, jak prowadziła nas do tego bogata Liturgia Słowa Wigilii Paschalnej, zobaczymy jeden powracający motyw.
Jest nim wierna i nieodwołalna miłość Boga do człowieka. Do człowieka, który wciąż się gubi, wciąż zdradza, wciąż nie zasługuje na Jego łaskę. A jednak Bóg nie przestaje kochać. Co więcej — im bardziej człowiek się gubi, tym mocniej Bóg objawia swoją wierność i tym bardziej zapewnia o swojej miłości.
☑️ JEZUS - SZCZYT WIERNOŚCI BOGA, SZCZYT ZAUFANIA CZŁOWIEKA
Szczytem wiernej i niezmiennej miłości Boga jest to, że dał nam swojego Syna, abyśmy mogli wrócić do utraconego Raju, czyli stanu szczęścia.
Bóg nigdy nie złamał przymierza, które zawarł z Abrahamem. Ale ponieważ człowiek nieustannie łamał to przymierze, Jezus Chrystus, Syn Boży — prawdziwy Bóg i prawdziwy człowiek — uczynił to, czego człowiek po utracie raju nie był już zdolny uczynić sam: zaufał Ojcu do końca i poddał się pokornie Jego woli.
„Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mego”.
„Nie moja wola, lecz Twoja”.
To właśnie w Jezusie, a szczególnie w wydarzeniach Triduum Paschalnego, nieufność i pycha, przez które człowiek utracił raj, zostają pokonane. Ich sprawca zostaje zwyciężony. Wyrok śmierci, który ciążył nad nami, Bóg bierze na siebie. Droga do raju, czyli do pełni życia i szczęścia, zostaje otwarta. A drogą wejścia jest wiara, chrzest i zaufanie.
☑️A CO, JEŚLI DZIŚ NIC NIE CZUJESZ?
Jeśli Bóg poprowadził całą historię zbawienia, to tym bardziej nie wymknęła Mu się spod kontroli moja własna historia. Nie ma takiego momentu, w którym Bóg by zapomniał. Nie ma chwili, w której utraciłby moc. Nie ma sytuacji, w której obraziłby się na mnie i przestał być mi wierny.
Ponieważ nasze zmysły i rozum nie zawsze potrafią to ogarnąć, pozostaje nam zaufanie oparte na Bożym słowie i na znakach Jego działania. Tak było także ze Zmartwychwstaniem. Nikt nie widział samej chwili powstania Jezusa z martwych. Ale było Jego słowo wcześniej i pusty grób potem.
Słowo — jako zapowiedź i obietnica.
Pusty grób — jako znak potwierdzający, że Bóg wypełnia to, co mówi.
Może właśnie teraz nie doświadczasz Bożej wierności tak, jak byś tego chciał. Może nie masz wielkich uczuć, duchowego uniesienia ani jasnego zrozumienia swojej sytuacji. Ale masz Jego słowo! Masz też znaki Jego obecności i działania w swoim życiu! Naprawdę je masz!
Możesz je zlekceważyć. Ale możesz też — jak Piotr i Jan po wejściu do pustego grobu — zobaczyć i uwierzyć.
Nie wszystko jeszcze rozumieli, pełniejsze zrozumienie przyszło później, wraz z darem Ducha Świętego. Ale zaufali! I to wystarczyło, by kolejny dzień móc pójść za Jezusem, nawet jeżeli Jego działanie jest totalnie niezrozumiałe.
Zmartwychwstanie Jezusa ogłasza mi jedno: Bóg dotrzymuje słowa. Jego miłość do mnie jest wierna i niezmienna! I nawet gdy czasem jej nie widzę — czy bardziej ufam temu, co widzę i czuję, czy Temu, który złożył obietnice w SŁOWIE i przychodzi z ich potwierdzeniem w ZNAKACH?
📱 Oficjalna aplikacja mobilna Diecezji Zamojsko-Lubaczowskiej już dostępna! Wiadomości, kalendarz liturgiczny, mapa parafii i powiadomienia – bezpłatnie na iOS i Android. 🎉
🍎 App Store: https://t.co/9x3ExhSyWa🤖 Google Play: https://t.co/Khp7aJ0f7H
Słowo Boże nie jest tylko po to, by informować nas, co jest dobre, a co złe. Nie jest też jedynie inspiracją, jak żyć. Jest prawdziwym pokarmem dla duszy: przenika serce człowieka i realnie nas przemienia. Czy masz zaufanie do działania Jezusa–Słowa, zwłaszcza wtedy, gdy czytając Ewangelię niewiele rozumiesz albo nic nie czujesz?
☑️WSZYSTKO ZACZYNA SIĘ OD SŁOWA
Niedziele Wielkiego Postu — szczególnie w roku liturgicznym A — prowadzą nas do Boga drogą inicjacji chrześcijańskiej, sprawdzoną od starożytności.
Wszystko zaczyna się od Słowa Bożego. W ubiegłą niedzielę słyszeliśmy Jezusa mówiącego, że „nie samym chlebem żyje człowiek, lecz każdym słowem, które pochodzi z ust Boga”. Dziś słyszymy głos Ojca: „To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie. Jego słuchajcie!”.
Kiedy słuchamy tego Słowa, staje się ono dla nas pokarmem. Czy trzeba kogoś przekonywać, jak bardzo zdrowie i samopoczucie zależą od tego, czym i jak się karmimy?
☑️POKARM
Słowo Boże nie jest tylko informacją ani inspiracją. Jest pokarmem: czymś, co wchodzi do środka i buduje w nas nowe myślenie, nowe pragnienia, nowe decyzje.
Jeśli zaczniesz bardziej żyć Słowem, coraz mniej będziesz żył bodźcami, lękami czy opiniami na swój temat — wypowiadanymi zarówno przez innych, jak i przez twoje subiektywne (a więc często nieprawdziwe) myśli o sobie.
Działanie tego boskiego pokarmu bywa dla nas niewidoczne w krótkim czasie, ale objawia się w pełni dopiero w dłuższej perspektywie. Dlatego nakaz Ojca: „Jego słuchajcie” jest zaproszeniem, by zaufać mocy Słowa — że ono działa, gdy je słuchamy.
☑️SŁOWO WZRASTA WRAZ ZE SŁUCHAJĄCYM
Słuchać to nie to samo co rozumieć albo odczuwać. „Błogosławieni” — czyli szczęśliwi — są ci, którzy SŁUCHAJĄ słowa Bożego i ZACHOWUJĄ je w sercu, bo ono wyda owoc we właściwym czasie. Nie musisz więc wszystkiego rozumieć. Uczniowie na Górze Tabor zapewne też niewiele z tej lekcji pojęli od razu. Nie przykładaj też zbyt wielkiej wagi do tego, co czujesz lub nie czujesz, gdy medytujesz Słowo Boże.
Najbardziej ze wszystkiego staraj się słuchać: trwać w obecności Jezusa-Miłości i ufać, że gdy słuchasz Jego Słowa, ono w tobie działa — i w swoim czasie przyniesie owoce.
---
Weź dziś do ręki Pismo Święte i przeczytaj choć jeden krótki fragment z dzisiejszej Ewangelii. Nie próbuj go od razu analizować, nie zmuszaj się do wzniosłych uczuć. Po prostu posiedź z nim przez 5 minut w ciszy i pozwól, by to Słowo powoli wchodziło w Twoje serce.
Zwróć też uwagę na to, czym "karmisz się" w ciągu dnia. Ile czasu poświęcasz na słuchanie lęków, cudzych opinii i zbędnych informacji, które cię przebodźcowują, a ile na słuchanie Słowa, które daje życie? Spróbuj jutro zamienić choćby jeden niepotrzebny bodziec na przeczytanie jednego zdania z Ewangelii. Owoce będą większe, niż możesz sobie wyobrazić, tylko zaufaj Jezusowi i daj Jemu i sobie czas.
Spotkała mnie dziś taka o to niespodzianka - Facebook nagle i niespodziewanie nałożył na mnie ograniczenia - przez tydzień nie mogę odpisywać na messengerze. W uzasadnieniu jest podejrzenie o cyberbezpieczeństwo (!?). Czy spotkał się ktoś z Was z takim przypadkiem? Gdzie to się można odwołać?:) @Meta@niebezpiecznik
Jak tam udaje się realizować priorytet codziennej modlitwy Słowem Bożym w świątecznej przerwie? Może warto do tego podejść tak, jak gdyby od tego zależało Twoje życie i Twoje zbawienie? A może właśnie tak jest?
☑️LEKCJA OD JÓZEFA: 1:1
Józef z dzisiejszej Ewangelii to człowiek, od którego możemy się uczyć jak ważna jest umiejętność słuchania i natychmiastowego wykonywania Słowa Bożego.
Po raz drugi w nocy anioł Pański ukazuje Mu się we śnie i daje precyzyjne wskazówki, co ma wykonać tu i teraz, wręcz natychmiast: "Wstań, weź Dziecię i Jego Matkę i uchodź do Egiptu; pozostań tam, aż ci powiem; bo Herod będzie szukał Dziecięcia, aby Je zgładzić".
Józef wykonuje wszystko dosłownie 1:1. Wstaje, bierze Dziecię i Jego Matkę, uchodzi do Egiptu i zostanie tam, AŻ BÓG MU POWIE znów, kiedy wracać.
☑️POSŁUSZEŃSTWO BOGU = BEZPIECZEŃSTWO
Gdyby tylko Józef zawahał się, odłożył to Słowo Boga na jutro, być może cała Święta Rodzina przypłaciłaby to życiem. Może więc warto z tej Ewangelii nauczyć się takiego patrzenia na Słowo Boga danego nam na każdy dzień, że bez przyjęcia i wypełnienia tego słowa ryzykuję życie swoje i swoich najbliższych?
Nawet jeśli Bóg nie daje nam od razu wyjaśnień, tylko polecenia, warto nauczyć się tak jak Józef ufać temu Słowu i je wypełniać. Bo rzeczywiście, anioł Pański nie mówi: „Józefie, uciekaj, bo Herod planuje zbrodnię”, nie tłumaczy, nie uspokaja. Nie przedstawia mu planu na lata, nie mówi z czego będą żyli w Egipcie. Mówi po prostu: „uciekaj”. I to Józefowi wystarcza.
A Józef nie dyskutuje, nie odkłada decyzji, nie kalkuluje. Wstaje tej samej nocy. To postawa człowieka, który bardziej ufa Bogu niż własnemu poczuciu https://t.co/ONuBRxhAXR pokazuje jak wielka jest ufność Józefa i jak bardzo wiara polega czasem na działaniu bez pełnego zrozumienia.
☑️ SŁOWO NAPRAWDĘ NA DZIŚ
Bóg wciąż do nas mówi. Aby Go słuchać nie trzeba czekać na anioła we śnie ani jakieś specjalne cudowne znaki. Wystarczy otworzyć Słowo Boże na dany dzień i przy pomocy Ducha Świętego z wiarą je przyjąć. Będziesz wtedy jak święty Józef, który daje się prowadzić Bogu, a przez ciebie Bóg będzie prowadził innych.
Problem czasem w tym, że paradoksalnie - najtrudniej słucha się Słowa Bożego gdy żyje się w jakiejś pełni i obfitości, czyli gdy wszystko się dobrze układa i nie czujemy poczucia zagrożenia, a przez to naszej całkowitej zależności od Boga.
Spójrzmy na trwający okres świąteczny. To czas, kiedy człowiek – mówiąc półżartem, półserio – nie wie, jaki jest dzień, kim jest i po co żyje. Czy pośród świątecznych potraw i odpoczynku znajdziesz czas, by nakarmić się Słowem?
Znajdziesz w nim sens i cel życia, konkretne wskazówki co robić (niekoniecznie zawsze z wyjaśnieniami). Znajdziesz w nim pokój serca i moc Ducha Świętego, nawet jeśli nie nakarmisz rozumu.
Jak więc wygląda Twoja modlitwa w świątecznej przerwie? Czy Słowo Boże przebije się przez sernik, telewizor i rodzinne spotkania? Może więc, gdy brak szlachetnych motywacji i zrozumienia, że karmiąc się Słowem Bożym, karmisz się miłością samego Boga i gdy lenistwo bierze górę, warto podejść do Pisma Świętego tak, jakby od tego zależało Twoje życie i bezpieczeństwo?
Przygotowany na narodzenie Pana Jezusa? A może to nie trzeba się przygotowywać, skoro Jezus urodził się w żłobie? O co więc chodzi z tym narodzeniem Jezusa "w naszych sercach" i na co my tak naprawdę czekamy w te święta?
☑️BÓG, KTÓRY MA URODZIĆ SIĘ W NASZYCH SERCACH?
Pewnie nieraz w swoim życiu otrzymałeś życzenia świąteczne, aby „Pan Jezus urodził się w Tobie”. Brzmi ładnie, ale co to konkretnie oznacza? Podobnych sloganów w poezji religijnej jest wiele, a niektóre z nich – paradoksalnie – mijają się z przesłaniem Dobrej Nowiny o naszym Zbawicielu.
Często słyszymy, że aby Jezus mógł narodzić się w nas, musimy przez cały Adwent usilnie się przygotowywać, „sprzątając mieszkanie naszego serca” – oczywiście przez dobre uczynki i postanowienia. Bo jak by inaczej? Podświadomie czujemy, że trzeba sobie zasłużyć na przyjście Pana Jezusa i samemu posprzątać, aby gdy przyjdzie, był zadowolony i czuł się dobrze w naszych sterylnie "czystych' sercach…
Tyle tej niechrześcijańskiej poezji. A teraz zastanówmy się, o co tak naprawdę chodzi w dorocznym celebrowaniu Adwentu i Bożego Narodzenia.
☑️BÓG, KTÓRY WCHODZI W GRZECH
Tajemnica Bożego Narodzenia mówi nam o niepojętej miłości Boga, który nie opuścił człowieka w jego upadku. Kiedy nasi przodkowie przez nieufność i pychę utracili raj, Bóg zapowiedział przyjście Zbawiciela i tak rozpoczęła się historia zbawienia.
Gdy nadeszła pełnia czasów, Bóg dał nam swojego Syna. On, stając się jednym z nas, wszedł w nasz grzeszny świat i przyjął na siebie wszystkie konsekwencje grzechu.
Skoro Bóg jest Panem historii i wszystko Mu podlega, oznacza to, że Jego przyjście w tym konkretnym czasie (noc), w tym konkretnym miejscu (żłób) i w tych trudnych okolicznościach (podróż, odrzucenie) jest celowe i zamierzone.
Bóg wybrał na swoje przyjście NOC, aby swoją obecnością towarzyszyć nam w mrokach i ciemnościach naszego życia. Bóg rodzi się w STAJNI– miejscu brudnym, pełnym zwierzęcych odchodów i nieidealnym – aby pokazać Ci, że jest gotów wejść w realną, pełną brudów historię Twojego życia, a nie stanąć obok niej. Bóg nie czeka ze swoim przyjściem, aż warunki będą sprzyjające i wszystko będzie gotowe. On chce przyjść, gdy jesteś jeszcze w drodze – TU I TERAZ.
☑️KIEDY NAPRAWDĘ JEST BOŻE NARODZENIE?
Jeśli dobrze przeżyłeś Adwent, powinien być to dla Ciebie czas, w którym przez słuchanie Słowa Bożego lepiej poznałeś i nazwałeś swoje biedy i braki, a z drugiej strony – zatęskniłeś za przyjściem Zbawiciela.
A co, jeśli Adwent „przeszedł Ci koło nosa”? Oferta zbawienia jest dla wszystkich „ludzi dobrej woli” (co wyśpiewali aniołowie na betlejemskich polach). Problem jednak w tym, że Zbawiciela przyjmie tylko ten, kto rozpozna w sobie braki i z utęsknieniem będzie czekał na Tego, który ma moc naprawić to, co popsuliśmy. Największą przeszkodą może okazać się nasza pycha i nieufność wobec Boga. Jak sobie z tym poradzić?
Lekarstwem na pychę niech będzie modlitwa „3xB”. Nasza wrodzona pycha podpowiada, że poradzimy sobie bez Boga i niech On nie wtrąca się zbytnio w nasze plany. Abyś zobaczył, że sam jednak „nie ogarniasz”, pomyśl o tych trzech słowach:
1. BIEDA – co Cię boli? Czego Ci brak? Z czym nie radzisz sobie w życiu? Skoro sam nie dajesz rady – to wspaniale! To dowód na to, że Zbawiciel jest Ci potrzebny!
2. BRUD – można go oczywiście „przypudrować” kilkoma dobrymi uczynkami w innych sferach życia, ale po co tak kombinować? Masz Zbawiciela, który nie brzydzi się tym brudem i chce przyjść, aby Cię oczyścić.
3. BOJAŹŃ (Strach) – boimy się wtedy, gdy zapominamy, kto tak naprawdę rządzi światem. Przestajemy się bać, gdy uświadamiamy sobie, że jesteśmy w rękach Zbawiciela – kogoś większego niż całe zło.
Lekarstwem na nieufność jest z kolei sam sposób, w jaki Bóg objawia się w Boże Narodzenie. Czy można bać się Boga, który oddaje się całkowicie w nasze ręce jako bezbronne dziecko? Czy taki Bóg może „popsuć” nasze życie, gdy się Go zaprasza?
Bóg „rodzi się” zatem w Twoim sercu wtedy, gdy Go wzywasz i zapraszasz do swojego życia. Kiedy mówisz: „Jezu, potrzebuję Cię, chcę Ciebie w moim życiu” – dla Boga jest to bardzo poważne zaproszenie, którym nigdy nie wzgardzi. On zawsze przyjdzie!
Zależnie od tego, jaka jest Twoja bieda, szukaj Zbawiciela tam, gdzie obiecał być:
- w Spowiedzi – aby posprzątał i zaczął uzdrawiać Twoje życie,
- w Eucharystii – by dać Ci najprawdziwszą miłość,
- w Słowie – abyś usłyszał, co dobrego Bóg ma Ci do powiedzenia i jak cudowne obietnice Ci składa.
Nie musisz stać się idealny, by spotkać Boga. Musisz tylko stać się tylko prawdziwy i zaufać w Jego Miłość. Boże Narodzenie dzieje się tam, gdzie ludzka bieda spotyka się z Bożym Miłosierdziem. Niech to spotkanie nastąpi dziś u Ciebie. Owocem tego będzie pokój i radość, jakich nie da ci ten świat.
Nie da się słowami opisać uczucia radości, gdy Bóg kończy w naszym życiu jakiś trudny albo niezrozumiały etap, gdy wreszcie przychodzi pocieszenie, ulga, światło. A jednak właśnie wtedy bywa, że Bóg mówi w sercu: „To jeszcze nie wszystko. Tak naprawdę jeszcze nie widziałeś, co Ja potrafię uczynić!”.I pojawia się pytanie: czy pozwolisz Mi poprowadzić się dalej — znów przez ciemności, znów w zaufaniu?
☑️UCZEŃ W CIĄGŁYM ROZWOJU
Nawet tak pobożni i sprawiedliwi ludzie jak Zachariasz i Elżbieta — mimo dojrzałego wieku — potrzebowali jeszcze uczyć się o działaniu Boga.
Zachariasz potrzebował lekcji zaufania. Choć był kapłanem, który od lat służył Najwyższemu, w decydującym momencie nie uwierzył Jego słowu. Z kolei podeszła w latach i niepłodna Elżbieta została zaproszona do osobistego doświadczenia prawdy, że Bóg działa właśnie tam, gdzie człowiek przestał się już czegokolwiek spodziewać.
To pokazuje, jak bardzo Bóg pragnie naszego ciągłego wzrostu. Jednym z najważniejszych narzędzi, którymi się posługuje, jest proces zwany oczyszczeniem.
Nie musi on oznaczać, że jesteśmy złymi ludźmi albo że mamy słabą wiarę. Często jest wręcz przeciwnie. Bóg chce nam się bardziej objawić, wydobyć z nas pierwotne piękno, rozwinąć nas do granic możliwości i przygotować do jeszcze głębszej i owocniejszej służby.
☑️OSTATNIE SŁOWO NALEŻY DO BOGA
Cieniem oraz ceną tego uczenia i oczyszczania jest wejście w etap niełatwy: w czas ogołocenia, duchowej pustyni, braku zrozumienia sensu wydarzeń, a czasem także braku oparcia we wszystkim — poza samym Bogiem.
Zachariasz i Elżbieta przez lata bezpłodności doświadczali właśnie takiej posuchy: trudnych pytań, poczucia niezrozumienia, a nawet społecznego upokorzenia. I wreszcie przyszedł moment, który Bóg sam wybrał, by objawić swoją moc. Bo ostatnie słowo zawsze należy do Niego.
Kilka miesięcy wcześniej Zachariasz otrzymał widzenie, w którym Bóg zapowiedział narodziny upragnionego syna. Rzeczywiście — Elżbieta poczęła. A jednak nie świętowali jeszcze otwarcie, jakby nie chcąc zapeszyć radości i celebrując ją pokornie jedynie w swoich sercach. Czekali. I dopiero dziś Ewangelia opisuje moment, w którym wszyscy radują się razem z nimi.
Na tym można by zakończyć historię tego cudownego działania Boga. Ale Bóg nie wypowiedział jeszcze ostatniego słowa!
☑️BÓG JESZCZE NIE POWIEDZIAŁ OSTATNIEGO SŁOWA
Gdy rodzina pyta o imię dla dziecka, Elżbieta stanowczo domaga się tego, które zostało objawione przez anioła. Budzi to zdziwienie krewnych. Zwracają się więc do niemego Zachariasza. Ten zapisuje na tabliczce potwierdzenie słów żony.
To gest posłuszeństwa. Zachariasz odrobił lekcję swojej niewiary. Wie już, że to imię nie pochodzi z rodzinnej tradycji, ale z Bożego słowa.
I wtedy dzieje się coś niezwykłego: rozwiązuje mu się język, napełnia go Duch Boży i zaczyna prorokować. Strach i zdumienie ogarniają sąsiadów. Wszyscy pytają: „Kimże będzie to dziecko?” — bo rzeczywiście moc Boga towarzyszy mu od samego początku.
Wraz z narodzeniem Jana kończy się dla Zachariasza i Elżbiety pewien etap życia — trudny, przeżywany w ciemnościach i niezrozumieniu Bożych dróg. Jakiej ulgi musieli doświadczyć! Jakiej radości, widząc spełnienie obietnicy i narodziny dziecka, które po ludzku nie miało prawa się narodzić!
Ale to dopiero początek! To początek życia Jana — tego, który okaże się zapowiadanym Eliaszem, poprzednikiem Mesjasza, tym, który będzie wskazywał na Baranka Bożego.
Tak właśnie wygląda droga wiary. Bóg czasem prowadzi nas przez długie miesiące, a nawet lata ciemności. Potem daje chwilę ulgi, światła, radości — i pokazuje, że warto Mu było zaufać. A gdy cieszysz się tym, co już uczynił, On jakby mówił: „Ty jeszcze tak naprawdę nic nie widziałeś, co Ja potrafię zrobić z tobą, dla ciebie i przez ciebie!”.
I wtedy wraca pytanie: czy zgodzisz się na kolejny etap, nawet jeśli znów prowadzi przez ciemność, aby Bóg mógł w pełni zrealizować swoje plany?