"Wymyślił chorobę, która nigdy nie istniała…
i tym kłamstwem uratował 8 000 ludzi przed nazistami.
Podczas II wojny światowej, w Polsce uwięzionej w kleszczach okupacji, młody lekarz Eugeniusz Łazowski zamienił naukę w formę oporu. Tam, gdzie inni widzieli jedynie beznadzieję, on dostrzegł szansę. I zrealizował najodważniejszy oraz najcichszy plan swojego życia — sfingowaną epidemię.
Naziści mieli strach silniejszy nawet od nienawiści — strach przed epidemiami. Szczególnie przed tyfusem plamistym, chorobą, która podczas I wojny światowej pochłonęła miliony ofiar. Wystarczył cień podejrzenia lub pozytywny wynik badania, by wprowadzono kwarantannę: żadnych patroli, żadnych deportacji, żadnego wstępu do wiosek.
Łazowski zrozumiał, że jeśli Niemcy uwierzą w obecność tyfusu, będą trzymać się z dala. Wraz z innym lekarzem, Stanisławem Matulewiczem, odkrył, że nieszkodliwa bakteria Proteus OX19 wywołuje reakcję immunologiczną, dającą wynik pozytywny w testach stosowanych przez Niemców. Wystarczył zastrzyk podany zdrowej osobie — i stawała się ona „zakażona”.
Wszystko zaczęło się po cichu, w 1941 roku. Kilka przypadków. Potem dziesiątki. Potem setki. Niemieckie służby medyczne przebadały próbki i wydały werdykt: epidemia. Wioski zamknięto. Oddziały SS przestały się pojawiać. Deportacje ustały.
Łazowski dopracował każdy szczegół: fikcyjne ogniska choroby, terminy, „rozprzestrzenianie się”. Prowadził fałszywą dokumentację medyczną, szkolił pielęgniarki, tłumaczył mieszkańcom, jak się zachowywać. Dzieci kaszlały na widok mundurów. Dorośli udawali osłabienie. Wszyscy wiedzieli, jaka jest stawka: jeden błąd i cała wioska zostałaby zgładzona.
A jednak — plan zadziałał.
Przez trzy lata ponad osiem tysięcy ludzi żyło dzięki chorobie, która nie istniała. Tyfus był iluzją, lecz naziści bali się jej na tyle, że nie odważyli się jej sprawdzić. Nikt nie podszedł wystarczająco blisko, by odkryć prawdę. Paranoja stała się tarczą. Oszustwo — ratunkiem.
W 1944 roku, wraz z nadejściem Armii Czerwonej, Niemcy wycofali się. A wraz z nimi zniknęła „epidemia”. Żaden żołnierz nigdy nie zorientował się, że został oszukany. Żadne życie nie zostało stracone z powodu ryzyka, jakie podjął Łazowski.
Po wojnie lekarz przez długi czas milczał. W czasach, gdy ostrożność oznaczała przetrwanie, ta historia mogła być niebezpieczna. Dopiero wiele lat później, po emigracji do Stanów Zjednoczonych, opowiedział prawdę. I świat dowiedział się, że jeden z najpotężniejszych aktów oporu dokonano nie bronią, lecz igłą, kłamstwem… i wiarą w życie.
Eugeniusz Łazowski zmarł w 2006 roku, w wieku 92 lat.
Nigdy nie uważał się za bohatera.
Mówił po prostu:
„Zrobiłem to, co mogłem, tym, co miałem”.
A to, co miał,
wystarczyło, by uratować tysiące istnień."
za Kawa z mlekiem
Hej @PolskaPolicja
Hej @PK_GOV_PL
Hej ministrze @w_zurek
Bardzo sprawnie szło wam zatrzymanie starszej pani, która napisałs do Owsiaka gin człeniu
Zglaszam publiczne znieważenie Prezydenta RP to przestępstwo i którym mowa w art. 135 § 2 Kodeksu karnego.
"Pierwsze dziecko urodziłam w wieku 40 lat, drugie — w wieku 45. A w wieku 50 lat zagrałam w filmie o Jamesie Bondzie.
I nie zamieniłabym tego wszystkiego na możliwość ponownego bycia dwudziestolatką.
Gdy jesteśmy młodzi, mamy to, co Francuzi nazywają „diabelskim pięknem” — surowe, beztroskie, niemal niebezpieczne.
Jest głośne, widoczne i spragnione spojrzeń.
Po pięćdziesiątce rodzi się jednak inny rodzaj piękna.
Cichy. Głęboki.
Taki, który nie musi niczego udowadniać.
Który nie zabiega o aprobatę ani potwierdzenie.
To piękno nie zależy od makijażu ani luster.
Wyrasta z wnętrza — z doświadczenia, akceptacji siebie i wolności bycia sobą.
A ta siła nie ma nic wspólnego z fizycznością.
To siła wolności, przeżytego życia i miłości do samej siebie."
— Monica Bellucci via Przytulność
O ja cierpię dole
Podczas relacji na żywo kamera uchwyciła moment, gdy jadąca na hulajnodze dziewczynka została potrącona przez auto tuż za plecami dziennikarza.
"Rodzina, której dzieci zostały odebranie po interwencji Rzecznika Praw Dziecka, a sąd nakazał im natychmiastowy powrót.. bez dachu nad głową? Krzysztof Stanowski zadeklarował właśnie, że wynajmie im mieszkanie..
Sprawa zaczęła się od interwencji Rzeczniczka Praw Dziecka, Moniki Horny-Cieślak. Po zdarzeniu na warszawskiej Białołęce dzieci zostały odebrane rodzicom.. Sąd nakazał jednak ich natychmiastowy powrót do rodziny, krytycznie odnosząc się do przebiegu interwencji, wszyscy już chyba słyszeli o tej sytuacji w szczegółach..
Na tym problemy rodziny się nie skończyły. Matka wraz z dziećmi przebywa obecnie w ośrodku interwencji kryzysowej..
I w tym temacie Krzysztof Stanowski, poinformował że Kanał Zero wynajmie rodzinie mieszkanie do końca roku.
Niesamowita, samonapędzająca się historia. Matka mieszka z dziećmi, ale w ośrodku kryzysowym. Dlaczego mieszka w ośrodku kryzysowym?
Ponieważ na skutek interwencji Rzecznik Praw Dziecka dostała nakaz opuszczenia lokalu mieszkalnego. Z dnia na dzień nie dość, że odebrano jej dzieci - co na szczęście zmasakrował w swojej argumentacji sąd i dzieci do niej wróciły - to jeszcze zrobiono z niej bezdomną. I teraz ta wymuszona przez państwo bezdomność jest wskazywana jako dowód na słuszność interwencji państwa.
I pani rzecznik - po odebraniu rodzinie domu - jest dumna, że dzieci są poza środowiskiem domowym. A w środowisku domowym będą ponownie, gdy uda się wynająć nowe mieszkanie. Napisał dosadnie Stanowski 25 września na portalu X.
Dalej odpowiadając na komentarze zadeklarował, że jako Kanał Zero mają tej rodzinie wynająć mieszkanie do końca roku...
Sytuacja jest dość rozwojowa. Z dnia na dzień pojawiają się nowe informacje, które coraz bardziej pogrążają Rzecznika Praw Dziecka.."
za Polityczne Wiadomości
„Ślonzokiem, Niemcem, nigdy nie Polakiem”.
Tak, w rozbrajającym przypływie szczerości, przedstawił się jeden z agitujących za „językiem” śląskim podczas konsultacji Kohuta w Krapkowicach.
Dlaczego za istnieniem odrębnego, obcego języka, jak się okazuje, najgłośniej opowiadają się ludzie identyfikujący się jako Niemcy? Coś tu jest nie w porządku.
Nie mam problemu z aktywnością mniejszości niemieckiej w staraniach o zachowanie swojej kultury i języka niemieckiego. Dziwne jest natomiast, gdy ta sama mniejszość usiłuje doprowadzić do zmian w ustawodawstwie państwowym — uznania staropolskiej gwary śląskiej za odrębny język — przy pomocy „polskiego”, tj. reprezentującego Polskę, choć otwarcie od polskości się odżegnującego europosła, który publicznie posługuje się symboliką niemieckiego panowania na Śląsku. W tym momencie zapala się lampka ostrzegawcza.
Mniejszość niemiecka korzysta ze wszystkich przysługujących jej konstytucyjnie praw: prawa do zachowania własnej kultury i języka, prawa do zrzeszania się w instytucjach kulturalnych, prawa do nauki języka oraz prawa do podwójnych nazw miejscowości z dodatkowym językiem mniejszości. We wszystkich tych przypadkach, oczywiście, mowa o języku niemieckim.
Polska przestrzega tych praw wzorowo, w tym wyjątkowego przywileju wyłączenia mniejszości niemieckiej z ogólnokrajowego progu wyborczego 5% w wyborach do Sejmu RP. Dzięki temu mniejszość niemiecka przez 32 lata (1991–2023) miała swoją reprezentację w polskim parlamencie, reprezentującą opolski okręg wyborczy.
Być może z punktu widzenia osób identyfikujących się jako Niemcy staropolska śląska gwara jawi się jako obcy, odrębny język. Ale nie z naszego punktu widzenia. My doskonale rozumiemy dialekt śląski i posługujemy się nim na co dzień.
Być może więc politycy KO bezrefleksyjnie wspierają roszczenia Kohuta i jego kamratów identyfikujących się jako Niemcy z innego powodu — żeby nas podzielić, osłabić, a przynajmniej trwale skłócić.
Syzyfowe twoje prace, Kohut. Nigdy wcześniej śląska gwara nie była tak mocno wspierana i doceniana jak we współczesnej, wolnej Polsce. Nie damy się zmanipulować ani nabrać.
Z poważaniem,
#DrKroczek
#SyzyfowePrace #KohutGate #AkcjaKorfanty #ŚląskToPolska #TuJestPolska #ŚląskBezMitów
Ponoć życie zaczyna się po pierwszej pięćdziesiątce 🍷 😎 Dziś wkraczając w tę drugą pięćdziesiątkę chciałem przede wszystkim ogromnie podziękować za wszystkie życzenia i dobre słowa i przepraszam, że nie każdemu osobno podziękowałam ❤️ ukłony z Krakowa! 😘❤️
JESZCZE FRANCJA NIE ZGINĘŁA‼️
To jest niesamowite. 80 000 młodych francuskich katolików śpiewa Salve Regina po łacinie z papieżem Leonem XIV podczas czuwania modlitewnego na Stade de France.
Jak działa przemysł hejtu Platformy?
Podręcznikowy przykład z wiecu w Krakowie:
KROK 1: Rzuć temat makabrycznej zbrodni (zabójstwo księdza w Jarosławiu).
KROK 2: Połącz to z Putinem, wojną i dywersantami. KROK 3: Płynnie dorzuć do tego organizatorów referendum w Krakowie i skarż ich o służbę Moskwie.
KROK 4: Postaw znak równości: kto przeciw Monice Piątkowskiej, ten realizuje „ruskie interesy”.
Wykorzystywanie morderstwa i wojny do polaryzacji mieszkańców Krakowa to absolutne moralne dno.
Prodaj dalej, zalajkuj, skomentuj, dodaj do zakładek – nie damy się zniszczyć Tuskowu👇
Polka nie zapłaciła mandat - zabrali dzieci i na pogrzeb synka przywieźli w zespolonych kajdankach.
Ukrainiec morderca zabił 2 księży - bez zespolonych kajdanków.
Władza traktuje Polaków gorzej niż Ukraińców
Panie ministrze @MKierwinski mam pytanie; dlaczego polskiego 76 latka za uderzenie Ukrainki laską skuwa się upokarzająco kajdankami z tyłu,a ukraińskiego wielokrotnego mordercę Polaków skuwa się wygodnie kajdankami z przodu ? Chodzi o upokarzanie Polaków?
Na pierwszym zdjęciu dzisiejszy "bohater" Ukrainiec zwyrol, zabójca.
Kajdanki z przodu, pełen luzik, wyprostowany.
Na pozostałych zdjęciach Polacy, którzy obrazili Ukraińców- kajdanki z tyłu, gleba i prosto przed oblicze 100 rozgrzanych prokuratorów.
Rozgromił 3-krotnie silniejszych Szwedów pod Kircholmem i uratował Europę przed potęgą islamu pod Chocimiem.
Genialny strateg i polski bóg wojny, który odszedł w zbroi na polu bitwy.
Jeden z największych geniuszy wojskowych w historii świata.
Przeprowadził jedną z najbardziej spektakularnych szarż husarii - w 20 minut rozgromił 11 tysięcy Szwedów, mając zaledwie 3,5 tysiąca żołnierzy.
Przez całe życie bronił niezłomnie granic Rzeczypospolitej, a jego nazwisko budziło paraliżujący strach u wrogów.
Gdy w 1621 pod Chocimiem stanął naprzeciw gigantycznej 100-tysięcznej armii sułtana Osmana II, wiedział, że ważą się losy chrześcijańskiej Europy.
Mimo potwornego osłabienia i śmiertelnej choroby, dowodził z noszy na pierwszej linii frontu.
Skonał w zbroi, z buławą w ręku, w oblężonej twierdzy.
Legenda, która nigdy nie uklękła przed przewagą wroga.
24 IX 1621
odszedł na wieczną wartę
JAN KAROL CHODKIEWICZ.
Wieczna cześć Mu i chwała!