@goltarr Arabia Saudyjka też ma bazy USA. U nas sens ma tylko baza w Podkarpackiem, Lubelskim na Mazurach lub na Podlasiu. Na dolnym Śląsku to więcej minusów niż plusów takiej bazy.
Coś niesamowicie niezrozumiałego...
Budżet służb wywiadowczych spada - jak na rubieżach RP wojna wzmaga...
Chyba tylko raporty amerykańskich służb nas rotują...
Przykre to i niebezpieczne.
ANALIZA OPFOR - Uderzenie w Jagodnym oczami Rosjan i w ich przekazie
Rosyjskie Ministerstwo Obrony opublikowało nagranie z ostrzału stacji kolejowej Jagodyn w rejonie miejscowości Rymacze na Wołyniu, około 2 km od granicy z Polską.
Trafiono lokomotywę manewrową w węźle, przez który 13 września rano przejeżdżał pociąg z byłym szefem CIA Davidem Petraeusem i byłym premierem Wielkiej Brytanii Borisem Johnsonem.
Uderzenie zadano wariantem „Гeрань-4 Сикер” (Geran-4 Sikier), czyli wersją reaktywnego Shaheda z optoelektronicznym modułem naprowadzania, w którym operator koryguje tor lotu na ostatnich sekundach na podstawie obrazu z kamery pokładowej.
Charakter celu, kadr z krzyżem celownika i wybór lokomotywy zamiast składu wagonów wskazują, że była to nie tyle akcja logistyczna, ile pokazowy test pętli rozpoznanie-decyzja-uderzenie tuż przy granicy NATO.
Traktuję materiał jako element rosyjskiej operacji informacyjnej wokół programu określanego w propagandowych kanałach jako „Свит-3” (Swit-3), prezentowanego jako budowa własnej, odpornej sieci łączności i naprowadzania nad Ukrainą, mającej według deklaracji autorów osiągnąć „stabilne 12 godzin dziennie” na początku 2027 roku.
To narracja, która ma dwie warstwy, marketing produktu wobec rosyjskiej publiczności i demonstrację zdolności wobec zachodnich sztabów.
Osobiście te uderzenie w Rymaczach oglądam więc równocześnie jako fakt kinetyczny i jako materiał kampanii, w której obraz z celownika jest tak samo istotny jak sam skutek.
OCENA OPFOR
Moja ocena OPFOR jat nastepująca. Naprowadzanie i najpewniej także start prowadzone były z kierunku białoruskiego, a nie z głębi Rosji czy z Krymu.
Za taką interpretacją przemawia zbieg kilku wskaźników.
Po pierwsze, 11 września Głównyj Uprawlinnia Rozwidki (HUR) potwierdziło, że na Białorusi ponownie pracują retransmitery pozwalające sterować Shahedami w czasie rzeczywistym, dwa dni przed uderzeniem na Rymacze.
Po drugie, dowództwo Sił Powietrznych Ukrainy jeszcze w czerwcu opisywało białoruską sieć mesh w obwodach homelskim i brzeskim jako narzędzie do korekty celu w locie i zmiany priorytetów w trakcie misji, czyli dokładnie ten reżim pracy, który pokazuje kadr z „Sikera”.
Po trzecie, na podstawie zdjęć satelitarnych OSINT udokumentował co najmniej pięć rosyjskich stanowisk startowych Shahedów tuż przy granicy z Białorusią, w promieniu do 100 km od Homla, co daje dolot do wołyńskiego węzła w oknie około godziny, spójnym z porą uderzenia.
Po czwarte, białoruska armia od 2024 roku eksploatuje własną wersję Shaheda oznaczoną „Кочевник” (Koczewnik) i, według doniesień ISW oraz Janes, uczestniczy w modernizacji i montażu tych aparatów w rejonie Homla.
Kąt podejścia od północy, dolot reaktywnych „Gerani” na Wołyń regularnie odnotowywany dopiero od końca sierpnia oraz odległość celu około 40 km od granicy ukraińsko-białoruskiej domykają obraz.
Nie mam potwierdzonego punktu startu tej konkretnej maszyny, ale suma wskaźników przesuwa środek ciężkości oceny w stronę białoruskiej pętli naprowadzania z bardzo dużym prawdopodobieństwem, a rosyjska trasa krymska pełni tu funkcję rezerwową, nie podstawową.
W warstwie sygnalizacji w obszarze informacyjnym Moskwa łączy trzy komunikaty.
Po pierwsze, potrafi zaatakować precyzyjnie tuż obok granicy państwa NATO i zrobić to w oknie czasowym, w którym w rejonie znajdują się zachodni dygnitarze.
Po drugie, wprowadza do użycia nową generację amunicji krążącej z operatorskim donaprowadzaniem, co przesuwa dyskusję z „ile Shahedów przeleci” na „jak trafnie wybiorą pojedynczy obiekt na bocznicy”.
Po trzecie, testuje reakcję Polski, Ukrainy i NATO na trafienia w węzeł, przez który biegnie zachodnia pomoc i cywilne połączenie Kijów-Warszawa, mierząc czas atrybucji i próg decyzji.
PODSUMOWANIE
Według moich analiz, kolejne uderzenia w rejonie Jagodyna należy czytać jako element operacji kaskadowej, w której nacisk na korytarz polsko-ukraiński pełni funkcję jednoczesnego testu logistyki, polityki i infosfery Sojuszu, a udział białoruskiego terytorium w pętli naprowadzania czyni z Mińska współodpowiedzialnego uczestnika tych uderzeń, nie tylko biernego gospodarza.
Pozdrawiam i dziękuję
Materiał filmowy (źródło) - Wojska Systemów Bezzałogowych SZ FR, MO FR
MGŁA WOJNY - Bystrota, czyli tempo Operacji Matrioszka. Granica jako zegar, a Warszawa jako przedmiot pomiaru czasu
Ile czasu ma państwo NATO na decyzję, gdy dron spada 800 metrów od jego granicy?
11 września napisałem, że jeśli 3 z 4 wskaźników zapalą się w jednym oknie tygodniowym, przejście kolejowe z Polską przestaje być hipotezą i staje się celem następnej kolejki. Dałem temu horyzont tygodni. Rosyjski sztab potrzebował 48 godzin.
12 września drony uderzyły w Kowel, Łuck, Sarny, Zwiahel i Fastów. W nocy z 12 na 13 września ukraińska obrona powietrzna liczyła ponad 700 środków napadu, rosyjscy komentatorzy pisali o blisko 1000.
Około 4.10 Gierań trafił w stację paliw i ciężarówkę w Jahodynie, 800 metrów od przejścia w Dorohusku. Drugi uderzył w lokomotywę pociągu Kijów–Warszawa 2 kilometry od granicy.
Ministerstwo Obrony FR napisało o obiektach kolejowych zachodnich obwodów Ukrainy zapewniających przewóz ładunków wojskowych z państw Europy i o obiektach energetyki obsługujących kolej.
Po polskiej stronie ewakuowano ponad 280 osób z Dorohuska i ponad 300 z Hrebennego, w powietrzu były F-16, a minister obrony mówił o pakietach Gierań-5 działających 1 i 5 kilometrów od granicy bez jej naruszenia.
Premier Donald Tusk (@donaldtusk) powiedział po odprawie w RCB, że eskalacja staje się faktem. Rosyjskie media i portale podchwyciły to zdanie i przekształciły je w gotowość Polski do wejścia do wojny z Rosją. Z przykrością muszę stwierdzić, że premier zagrał w szatach, które uszył mu Kreml.
Wskaźnik drugi, uderzenie w węzeł kowelski, zapalił się 12 września. Wskaźnik trzeci, narracja o polskich hubach jako uzasadnieniu uderzeń, zapalił się tego samego dnia w komunikacie MO FR, o Rzeszowie jako końcu łańcucha i u Szurygina, który powiązał Jahodyn z wypowiedzią ministra Sikorskiego o Kaliningradzie.
Wskaźnik pierwszy nie zapalił się wcale, bo Rosjanie nie przenieśli kampanii odeskiej z przejść drogowych na kolejowe, tylko przeskoczyli od razu na oś północną.
Wskaźnik czwarty zapalił się, zanim zdążyłem go opisać. 12 września od 11.36 ukraińskie kanały monitoringowe eRadar i „Oko Hora” odnotowały co najmniej 13 Gierani naruszających granicę obwodu homelskiego w kierunku Mozyrza, Narowli i Lelczyc, część skracała drogę przez występ brahiński, a relacje z Wołynia opisywały tego dnia drony idące na Kowel z północy. Nad Kowlem od północy jest już tylko Białoruś, o niej jeszcze wspomnę.
Podsumowując, 3 z 4 wskaźników w 48 godzin. W mojej ocenie glazomier się skończył. Jak znam Rosjan, a staram się myśleć jak oni, co ma swoje konsekwencje, przyszedł czas na drugi etap.
BYSTROTA
W „Nauce zwyciężania” drugie słowo Suworowa to bystrota (быстрота), czyli tempo, które odbiera przeciwnikowi czas na decyzję. Kto mierzy dłużej, niż trzeba, traci to, co zmierzył, bo przeciwnik zdąży się przestawić.
Kampania na Dunaju trwała 3 tygodnie i obejmowała 6 uderzeń. Przeniesienie jej nad Bug zajęło 4 dni, licząc od Starokozacza w nocy z 8 na 9 września do Jahodyna rankiem 13 września.
To skrócenie jest samo w sobie treścią przekazu. Rosyjski planista sprawdził na Dunaju, że NATO nie odpowiada na efekt bez naruszenia, i natychmiast zdyskontował ten wynik na kierunku, który jest politycznie droższy, ale logistycznie ważniejszy.
Rosyjscy komentatorzy piszą w tych samych dniach, że Rosja nie musi się spieszyć, mobilizacji nie będzie, a czas gra na jej korzyść, więc przez pół roku będzie po prostu bombardować, od pierwszej linii „do polskiej granicy”.
To nie jest sprzeczność z tempem nad Bugiem, to jego druga strona. Bystrota nie oznacza pośpiechu Rosji, oznacza odbieranie czasu przeciwnikowi. Strategicznie Moskwa gra na czas, taktycznie nie daje go Warszawie, i obie rzeczy wynikają z tej samej kalkulacji.
Mój błąd z 11 września nie dotyczył celu ani wariantu. Jahodyn przed Mościskami i drony zamiast rakiet zgadzają się z tym, co napisałem.
Mój błąd analityczny dotyczył tempa i to jest lekcja dla moich kalkulacji.
Modelowałem rosyjskie decyzje w rytmie kampanii, a one idą w rytmie testu. Wynik testu jest przetwarzany w ciągu doby, a kolejny krok rusza, zanim mierzony zdąży opisać poprzedni.
POMIAR ZEROWY
Korygując to, stwierdzam, że tempo z września ma punkt odniesienia.
30 lipca o 3.40 Ch-101 ze świeżej partii produkcyjnej, z głowicą bojową i układem naprowadzania odpornym na zakłócenia wszedł lotem koszącym nad Lubelszczyznę i po 6 minutach uderzył w pole w Tarnawie-Kolonii, 85 km od granicy.
Drugi pocisk tej samej salwy zawrócił tuż przed granicą. Jeden wszedł, drugi się zatrzymał, więc w jedną noc Rosja zmierzyła reakcję na naruszenie i reakcję na podejście.
I tu znów premier powiedział tego dnia, że nie ma podstaw sądzić, iż rakieta była celowo skierowana na Polskę. 12 września, Dowódca Operacyjny gen. Ireneusz Nowak powiedział „Rzeczpospolitej”, że z analizy trasy nad Ukrainą wynika brak celu alternatywnego, że jest w 80% przekonany o działaniu intencjonalnym, a brakujące 20% to oczekiwanie na odpowiedź służb specjalnych.
Rosja potrzebowała 6 minut na pomiar. Polska potrzebowała 44 dni, by jeden dowódca powiedział „intencjonalne”, a państwo jako całość nadal nie orzekło intencji. Znowu Rosja szyje nam nasz przekaz i go testuje.
Między zdaniem premiera i zdaniem generała Rosja zdążyła przejść od rakiety nad Lubelszczyzną do dronów nad Jahodynem.
To nie jest zarzut wobec śledczych, to jest różnica w tempie pracy aparatu państwowego oraz skłonność naszych polityków do lansowania się w ogniu wojny informacyjnej, w której takt wybija bębenek na Kremlu.
Rosyjski planista zna dziś nie tylko czas naszej detekcji, ale też czas naszej atrybucji, i wie, że drugi liczy się w tygodniach. Ostrożność Warszawy wobec 800 metrów przed granicą jest dla niego przewidywalna, bo widział już naszą reakcję na 85 kilometrów za nią.
PO CO TEMPO ROSYJSKICH WERBLI
Widzę 3 funkcje tego tempa i każda ma innego adresata.
Pierwsza dotyczy Warszawy.
Odprawa w RCB odbyła się o 17.00, 13 godzin po uderzeniu. Prezydent był informowany przez BBN, ale jego współpracowników na odprawie nie widziałem.
To nie zarzut, to pomiar. Rosyjski sztab wie teraz, ile trwa polski cykl decyzyjny od zdarzenia do komunikatu politycznego, i wie, że decyzja o odpowiedzi nie jest przygotowana wcześniej, lecz podejmowana doraźnie po fakcie.
Polska nie gra przed zdarzeniem, nasi decydenci reagują po nim i pod publiczność. Tempo ma sprawić, żeby ten cykl nigdy nie zdążył się zamknąć przed kolejnym zdarzeniem.
To prowadzi do erozji zaufania do państwa i rządzących i otwiera pole kolejnym sporom politycznym wewnątrz Polski.
Druga dotyczy Sojuszu.
Efekt bez naruszenia, czyli ewakuacje, podniesione myśliwce i zamknięte przejścia bez jednego drona na polskiej ziemi, jest kategorią, której NATO nie ma w procedurach.
Artykuł 4 uruchamia konsultacje, artykuł 5 wymaga napaści zbrojnej. Między nimi jest przestrzeń, w której Rosja może działać dowolnie długo, pod warunkiem że tempo nie da sojusznikom czasu na dopisanie brakującej kategorii. Każdy tydzień zwłoki w Brukseli jest dla Moskwy tygodniem darmowej operacji w tej przestrzeni.
Trzecia dotyczy kalendarza. I tu rosyjskie źródła mówią więcej niż zachodnie.
KALENDARZ
Od 18 do 20 września Rosja wybiera Dumę. Miedwiediew 30 lipca mówił o bardzo ważnym punkcie zakończenia operacji specjalnej, Pieskow 8 września, że zwycięstwo jest bardzo blisko. Tygodniowy rating partii władzy według WCIOM to 37,4%, a oczekiwania Kremla leżą bliżej 45% wyniku.
Można by z tego wyprowadzić prostą tezę, że uderzenia przy granicy NATO są produktem na rynek wewnętrzny, substytutem zwycięstwa, którego nie ma na froncie.
Sprawdziłem ją na źródłach federalnych i ona nie wytrzymuje. Komunikaty MO FR o Jahodynie są techniczne, podstacje, zajezdnie, ładunki z Europy. Sztab Jednej Rosji świadomie wycisza wojnę, bo według własnych socjologów jest ona niepopularna nawet w elektoracie władzy.
Putin 3 września nazwał pogłoski o mobilizacji po wyborach atakiem informacyjnym przeciwnika w przeddzień głosowania.
Wybory nie są więc motorem uderzeń. Są filtrem narracji. Kinetyka idzie w pełnym tempie, a opis pozostaje techniczny, żeby do 20 września wojna była dla wyborcy daleko.
Jedyny, kto 13 września nadawał pod tytułem „Польша готовит нападение на Калининград”, czyli Polska przygotowuje napaść na Kaliningrad, to Sołowjow. Pełne polityczne oprawienie tego, co dzieje się nad Bugiem, przyjdzie po wyborach.
Bo po wyborach w Rosji nastąpią zmiany, które będą się liczyły w dłuższej perspektywie (o tych zmianach szykuje kolejny duży tekst).
Szef ukraińskiego wywiadu wojskowego mówił 10 września, że generałowie prosili Putina o 800 tysięcy ludzi po głosowaniu. Publicyści Cargradu odpowiadają, że mobilizacja przyjdzie dopiero wtedy, gdy ukraiński front zacznie się zapadać całymi odcinkami, a do tego czasu wystarczą bomby. Kolejna runda rozmów jest przygotowywana na październik, a poważnych negocjacji według źródeł Bloomberga nie będzie do wiosny, za to będzie 6 miesięcy uderzeń w energetykę.
Do 20 września tempo bez narracji. Od października rozmowy, w których Rosja chce siedzieć z pozycji siły, mobilizacja, której ma nie być, i zima, w której kolej zachodniej Ukrainy staje się celem energetycznym.
W mojej ocenie wrzesień jest początkiem fazy bystroty, bo wszystko, co Rosja chce mieć w ręku w październiku, musi zostać zmierzone i zdyskontowane teraz, kiedy Kreml nie musi jeszcze nic tłumaczyć własnemu społeczeństwu.
PUŁAPKA DWURAMIENNA
W pierwszej części pytałem, czy eskalacja przy granicy nie jest szyta po to, by sprowokować Sojusz do przedwczesnego sięgnięcia po artykuł 5. Po 13 września uściślam to pytanie, bo pułapka ma 2 ramiona i oba są dla Moskwy równie dobre i równie starannie przygotowane.
Amerykańskie ostrzeżenie dla Warszawy z początku lipca zawierało definicję rosyjskiego sukcesu. Sukcesem jest sytuacja, w której Polska nie otwiera ognia i negocjuje pod presją Waszyngtonu, a odwrót następuje w drodze rozmów z żądaniem zakończenia pomocy dla Ukrainy.
Pierwsze ramię to nasza bezczynność.
Kolejne ewakuacje, kolejne podniesione myśliwce i kolejne odprawy o 17.00 bez zmiany po stronie polskiej podważają wiarygodność państwa wobec własnych obywateli. Rosja nie potrzebuje do tego ofiar na polskiej ziemi. Przeciwnie, ofiary konsolidują, co pokazał wrzesień 2025, dlatego rosyjski planista zatrzymuje się 800 metrów przed granicą. Koszt ma się kojarzyć z Ukrainą i z rządem, a nie z Moskwą. Przy 44% badanych gotowych wstrzymać pomoc dla Ukrainy działa to jak samograj.
Drugie ramię to działanie samodzielne.
Polska ma podstawę prawną do użycia sił zbrojnych nad zachodnią Ukrainą, bo znowelizowany artykuł 2a ustawy z 1998 roku, w mocy od 31 stycznia 2026, dopuszcza to na podstawie artykułu 51 Karty NZ albo zgody państwa przyjmującego, a Ukraina tej zgody udziela publicznie od roku. Ograniczenie nie jest prawne. Jest polityczne i sojusznicze, co minister Sikorski powiedział wprost już we wrześniu 2025. Polska, która strzela sama, daje Moskwie tezę o polskiej eskalacji, a ta teza wpada w gotową amerykańską ramę o Europie, która nie chce rozmawiać. Kara za inicjatywę, stosowana od lat wobec Bałtów, została rozciągnięta na Polskę.
Między bezczynnością, która upokarza, i samodzielnością, która izoluje, rosyjskie tempo ma jedno zadanie. Nie zostawić czasu na trzecią drogę.
TRZECIA STRONA
Jest jeszcze adres, pod który Polska teoretycznie mogłaby odpowiedzieć, i to on domyka pułapkę.
Białoruś nie wystrzeliwuje Gierani, wyrzutnie stoją w obwodach briańskim, orłowskim i smoleńskim, ale bez Białorusi kampania na Wołyń byłaby wolniejsza i droższa. Rzecznik ukraińskich Sił Powietrznych mówi wprost, że drony w drodze na zachód trzymają się białoruskiej granicy, bo tam ukraińska obrona ma najmniej.
W obwodzie homelskim od sierpnia znów pracują przekaźniki sieci Mesh, a Beskrestnow ocenia, że modemy LTE dronów logują się do białoruskich stacji bazowych.
Ukraina uderza w rosyjską część tej infrastruktury, 4 września w Złynce 10 km od granicy białoruskiej zniszczono radar, kompleks WRE i retransmiter Mesh. W białoruską nie uderza nikt.
A Warszawa uderzyć, choćby tylko politycznie i gospodarczo, nie może, i to nie z powodu Moskwy, przynajmniej nie bezpośrednio.
8 września Andrzej Poczobut wjechał przez Bobrowniki do Grodna, dobrowolnie, na tydzień i z planem, by 24 września być w Waszyngtonie. Sikorski nazwał to igraniem z ogniem i powiedział, że w każdej chwili może zostać aresztowany.
Każda polska decyzja wobec Mińska, a pośrednio wobec Moskwy, ma w tym tygodniu jego twarz. Równolegle reżim w Mińsku sygnalizuje Związkowi Polaków możliwość legalizacji jako gest dobrej woli wobec Warszawy, a 14 września w Mińsku ląduje wysłannik Trumpa John Coale po kolejnych 200 do 300 więźniów.
Rosja liczy się z tym kalendarzem, białoruskie media odnotowały, że po 4 września przez 3 dni nie było zmasowanych uderzeń na Kijów z powodu przyjazdu delegacji USA. Jahodyn spłonął dzień przed przylotem Coale'a, nie w jego trakcie.
Zestawienie dat nie jest dowodem, ale jest pomiarem. Poczobut 8 września, Jahodyn 13 września, Coale 14 września. To okno, w którym polska ręka wobec Białorusi jest związana najkrócej, a białoruskie niebo najbardziej dostępne dla rosyjskich dronów.
Przyznam, że Moskwa zagrała idealnie w czas.
WSKAŹNIKI NATISKU
Trzecie słowo Suworowa to natisk (натиск), napór po rozpędzeniu. Nie prognozuję jego daty. Podaję 5 wskaźników, które pokażą, że bystrota przechodzi w natisk.
Pierwszym będą uderzenia w podstacje trakcyjne odcinków Kowel–Jahodyn i Lwów–Mościska, bo to przesunie kampanię z zamykania przejść na 2 doby do wyłączania kolei elektrycznej na tygodnie.
Drugim będzie zmiana języka w Moskwie między 21 a 30 września. Jeśli Pieskow, Zacharowa lub Putin osobiście nazwą polską granicę i polskie inicjatywy źródłem eskalacji, a mobilizacja wróci w wersji wymuszonej przez NATO, a nie w wersji dobijania zapadającego się frontu, wrzesień okaże się fazą tempa, a październik fazą naporu skierowanego również na nas.
Trzecim będzie geometria uderzeń. Domknięcie osi skrajnych, Dunaju i Wołynia, przy pauzie na osi Rzeszów–Mościska–Lwów oznacza kanalizowanie strumienia na jeden korytarz, żeby uderzyć w niego z pełną siłą, gdy będzie jedyny.
Czwartym będzie białoruski tydzień. Czy Poczobut wyjedzie z Grodna około 15 września bez przeszkód i stanie 24 września w Waszyngtonie, co przywiezie z Mińska Coale, czy Warszawa w jakimkolwiek komunikacie o Jahodynie wymieni Białoruś, czego do dziś nie zrobiła, i czy korytarz brahiński powtórzy się przy następnym nalocie na Wołyń. Jeśli Poczobut wyjedzie, ZPB dostanie rejestrację, a drony dalej pójdą przez Polesie, Mińsk będzie płacił Warszawie za milczenie, a Moskwa korzystać z tej ciszy.
Piątym będzie kolejne zdarzenie na terytorium Polski, tym razem dron, rakieta lub akt dywersji, z rosyjskim komunikatem, że to skutek działań ukraińskiej obrony powietrznej i wciągania Polski do wojny z Rosją, z podkreślaniem nieudolności polskiego rządu i braku gotowości polskiej armii do „Nowej Wojny”, czyli Wojny Zrównoważonej.
Po Tarnawie-Kolonii Rosja wie, że samo naruszenie nie wywołuje adekwatnej polskiej odpowiedzi, więc następnym razem sprawdzi nie fakt naruszenia, lecz to, czy koszt da się przerzucić na Kijów w polskiej debacie.
CO TO ZNACZY DLA WARSZAWY
Sedno tej mojej MGŁY WOJNY nie leży w pytaniu, czy Rosja uderzy bliżej. Leży w tym, że przeciwnik mierzy nasz czas i jakość decyzji, jest w tym pomiarze szybszy od nas, a do tego wybrał tydzień, w którym nasz drugi adres odpowiedzi, czyli Białoruś, adres już przez nas z powodzeniem karany, jest zablokowany.
Odpowiedzią na bystrotę nie jest ani cierpliwość, ani gwałtowny odruch. Jest własne tempo, sposób oraz geografia odpowiedzi, czyli decyzja podjęta przed zdarzeniem, a nie po nim.
Sun Tzu pisał w rozdziale o potencjale, że w każdej walce siłami regularnymi wiąże się przeciwnika, a zwycięstwo osiąga się siłami nieregularnymi, 以正合,以奇勝. Dla Warszawy siłami regularnymi są procedury Sojuszu, artykuł 4 i artykuł 5, i nimi wiążemy Moskwę. Zwycięstwa w tej fazie nie da jednak procedura, tylko rozwiązanie, którego rosyjski planista nie ma jeszcze w swojej tabeli pomiarów.
Ten sam autor dodaje o terenie, z którego nie ma wyjścia, że ratuje na nim tylko szybka walka. Rzymianie myśleli tak samo, choć innym językiem. Frontinus w „Strategemata” poświęcił wychodzeniu z położeń bez wyjścia osobny rozdział, „De evadendo ex locis difficillimis”, i zebrał w nim nie apele o odwagę, lecz katalog forteli, którymi Sertoriusz, Hannibal czy Spartakus wydostawali się z okrążeń.
Dla rzymskiego dowódcy sytuacja bez wyjścia nie była usprawiedliwieniem, była działem sztuki wojennej z własnym repertuarem.
Między dwoma ramionami pułapki Warszawa stoi właśnie na terenie, o którym pisali obaj, i potrzebuje nie odwagi, lecz repertuaru.
Mam wiele pomysłów ale je wszystkie publicznie nie ujawnię.
Ale moim zdaniem najlepszy, choć zarazem najtrudniejszy politycznie, jest format sojuszniczy obrony powietrznej nad zachodnią Ukrainą, uzgodniony z Kijowem na podstawie, którą już mamy w ustawie, i ogłoszony w NATO jako element Eastern Sentry, a nie jako polska inicjatywa. Zamyka on oba ramiona pułapki naraz.
Nie jest bezczynnością i nie jest samodzielnością. A wobec Mińska wystarczy na razie jedno, nazwać białoruskie niebo po imieniu w tym samym komunikacie, w którym mówimy o Jahodynie.
Suworowowi przypisuje się słowa, że jedna minuta rozstrzyga o wyniku bitwy, jedna godzina o powodzeniu kampanii, a jeden dzień o losie państwa.
Rosyjski sztab przeczytał to zdanie dosłownie. Pytanie, czy przeczytano je nad Wisłą równie uważnie, zanim następna transmitowana odprawa zacznie się o kolejnej godzinie 17.00.
Pozdrawiam i dziękuję.
@Maciej_Korowaj Poproszę decydentów o adekwatna odpowiedź. np. 1. Przekazanie ekstra pomocy wojskowej dla Ukrainy. 2. Kontrola statków na Bałtyku. Wcześniej to powinno być jasno zakomunikowane że taka będzie odpowiedź
Trudne prawdy dla Polaków:
1. Polscy żołnierze muszą bronić kraju, realizując ten obowiązek także poza jego granicami:
- ponieważ wynika to z rzemiosła wojennego i potrzeb strategicznych (lepiej walczyć o to samo na cudzym terenie niż swoim, mniej kosztów i zniszczeń)
- ponieważ jesteśmy członkiem organizacji, które nas do tego zobowiązują - NATO oraz UE
- ponieważ ewentualna agresja lub jej przeciwdziałanie, wymagać będzie operowania na terenie przeciwnika
2. Zabezpieczenie przyszłego pokoju na Ukrainie leży w naszym interesie. Polscy żołnierze powinni go strzec w ramach szerszej koalicji, jeśli wymagać tego będzie sytuacja.
Alternatywnie, gdyby ukraiński opór miał się załamać, a kraj zawalić pod naporem agresji, zabezpieczenie naszej granicy także poprzez wkroczenie na Ukrainę stanie się imperatywem.
3. Zaniechanie pomocy sojusznikom (mówiąc inaczej zdrada) lub zignorowanie agresji wobec sąsiadów, równoznaczne jest z zaprzepaszczeniem przyszłości Polski i skazaniem jej na osamotnioną walkę, której nie wygra. A że będzie następna w kolejce, jest rzeczą pewną.
4. Agresja hybrydowa Białorusi i Rosji, jeśli dalej będzie prowadzona wobec Polski, przyniesie ofiary i zniszczenia (nie "może" tylko "na pewno"). Jest to równoznacznie z atakiem i tak powinno być traktowane.
Żołnierz, podobnie jak w innych zawodach wysokiego ryzyka, może zostać ranny lub zginąć. Z faktem tym związane są określone przywileje (albo jak kto woli kompensacje), za które wszyscy słusznie płacimy.
5. Dopóki funkcjonuje putinizm, a Rosja pozostaje owładnięta faszystowskim neoimperialnym oczadzeniem, ani Polska ani nasz region, nie zazna spokoju. Żaden pokój czy porozumienie z tym bandyckim państwem nie przyniesie trwałego rozwiązania. Jesteśmy w stanie quasi-wojny i to nie my ją zaczęliśmy.
6. Przeczenie powyższym faktom jest moim zdaniem albo niezrozumieniem sytuacji geopolitycznej, albo świadomym podkopywaniem zdolności państwa do działania w chwili egzystencjalnego zagrożenia.
7. Obrona naszej suwerenności nie kończy się na naszych granicach i nie jest możliwa do przeprowadzenia bez poniesienia kosztów i akceptacji ryzyka. Możemy je minimalizować, ale go nie unikniemy.
8. Populizm polityczny żerujący na obawach Polaków, który infekuje ich strachem przed rosyjskim bandytyzmem, powtarza rosyjską propagandę, demobilizuje opór i wiarę w instytucje państwa, powinien być ścigany prawnie, znaleźć się pod pręgierzem medialnym i spotkać się z ostracyzmem społecznym.
Nie zapraszam do dyskusji bo nie ma o czym.
Podjąłem decyzję o rezygnacji z udziału w tegorocznym Forum Ekonomicznym w Karpaczu @Economic_Forum_, zarówno w charakterze uczestnika, jak i prelegenta.
Powodem jest sposób, w jaki w tegorocznej edycji prezentowana jest obecność podmiotów z Chińskiej Republiki Ludowej oraz kontekst towarzyszący promocji współpracy gospodarczej z Chinami.
Od wielu lat zawodowo zajmuję się analizą działań Chińskiej Republiki Ludowej w Europie, w tym operacji wpływu, wykorzystywania zależności gospodarczych i technologicznych, aktywności informacyjnej oraz innych instrumentów służących realizacji strategicznych interesów Pekinu. Z tej perspektywy nie mogę zaakceptować przedstawiania chińskiego biznesu jako przestrzeni funkcjonującej w oderwaniu od polityki i strategicznych celów państwa.
W obecnych uwarunkowaniach geopolitycznych dyskusji o współpracy gospodarczej z Chinami nie można oddzielać od relacji Pekinu z Moskwą w warunkach trwającej rosyjskiej agresji przeciwko Ukrainie, od politycznej, militarnej i ekonomicznej presji wywieranej na Tajwan, ani od szerszej rywalizacji strategicznej i działań ChRL w regionie Indo-Pacyfiku.
Nie oznacza to, że o relacjach gospodarczych z Chinami nie należy rozmawiać. Przeciwnie, należy. Taka debata powinna jednak uwzględniać pełny kontekst bezpieczeństwa Polski, naszego regionu, zależności strategicznych, ryzyk technologicznych, operacji wpływu oraz polityki państwa chińskiego.
Sprowadzenie przez Forum w Karpaczu tak złożonego i istotnego dla bezpieczeństwa kontekstu do biznesowego partnerstwa promowanego hasłem „Chiny w zasięgu ręki” jest dla mnie niedopuszczalne i stoi w sprzeczności z podejściem analitycznym oraz wartościami zawodowymi.