Biorąc pod uwagę, że spółdzielnie są duże, to zakładam że takie głosowania powinny dotyczyć zakazu najmu krótkoterminowego w konkretnych budynkach - mieszkańcy każdego decydują o swoim. Dlatego tym bardziej dziwi mnie ten mechanizm - jeśli bloków jest 50, to decydujemy o wszystkich na raz? A jeśli tylko mieszkańcy kilku chcą zakazać, albo tylko kilku pozwolić, to mieliby zbierać 50% wszystkich uprawnionych?
@Borty@najsztub ZUS nie utrzymuje „Państwa” tylko emerytów i ewentualnie pracowników korzystających ze świadczeń (urlopy rodzicielskie, macierzyńskie itp)
Dlatego właśnie uważam, że cały system musi być dobrze skonstruowany, w tym wpływy z podatków muszą być odpowiednio ukierunkowane (trochę więcej do gmin niż do budżetu centralnego).
Zyski Gmin wcale nie są takie mało czytelne, Gminy mają z tego:
- Zysk wynikły procesu - Wykup gruntów po cenie rolnej, przeprowadzenie scalenia i podziału, a następnie sprzedaż uzbrojonej działki po pełnej cenie rynkowej
- Grunty pod budownictwo socjalne i komunalne
- Podatek od nieruchomości - Stawka dla gruntów budowlanych i budynków jest znacznie wyższa niż dla gruntów rolnych. (u nas problemem jest to, że jeśli w MPZP grunt jest przeznaczony pod usługi czy mieszkaniówkę, to jeśli nic na nim nie ma, to właściciel płaci podatek rolny - ot, taka zaszłość z okresu kiedy trzeba było chronić rolników)
- Udział w podatku dochodowym - Nowi mieszkańcy = Więcej PIT
I znowu przychodzą z przykładem kraje zachodnie. Gminy po 1 zyskują "majątek" na takich podziałach, po 2 zyskują wpływy jak wprowadzają się do nich ludzie. Po 3 jest to korzystne dla samych mieszkańców, bo Ci zyskują drogi, szkoły, stacje kolejowe itp. Bodziec zatem jest.
Wystarczyłoby po prostu dać więcej skutecznych narzędzi i skonstruować system tak, żeby korzyści odnosiło jak najwięcej uczestników procesu.
W Polsce głównym problemem jest to, że trzeba mieć 50% zgód właścicieli gruntu, żeby prowadzić jakąkolwiek urbanistykę. Potem problemem jest śmiesznie niski podatek od gruntu, który nie finansuje budowy infrastruktury.
@kris_warmia@JozefiakMaciek W Polsce z definicji wszystko co da się zrobić w Niemczech czy Holandii i jest normalne, to dla Polaków jest za trudne.
Tymczasem te kraje to robią i radzą sobie z tym całkiem dobrze ;) Polecam poczytać, można wielu ciekawych rzeczy się dowiedzieć.
Z definicji w zachodnich systemach ma się to finansować samo - patrz np Niemcy. Jeśli następuje zmiana przeznaczenia gruntu i parcelacja, to rośnie wartość gruntu, więc jako prywatny właściciel:
- dostajesz grunt o tej samej wartości tylko mniejszy
- dostajesz grunt o dotychczasowym przeznaczeniu tylko gdzie indziej.
Różnica daje Gminie zyski, z których ta finansuje tych, co zamiast wymiany gruntu wolą rekompensaty + buduje infre. Tzw Land Value Capture jest rozłożony na wszystkich.
1) Większy udział Państwa w parcelacji - np obowiązkowa parcelacja po uchwaleniu MPZP.
2) Mechanizm zapewniający rotację takich dzialek i motywujący do budowy, np wyższy podatek od gruntu (żeby ludzie nie kupowali, żeby kisić) oraz potrafiący pokryć koszt budowy infrastuktury
3) Ramy prawne -> decydujemy ze budujemy osiedle, to obecni właściciele otrzymują rekompensaty, ale nie mogą blokować
W latach 30 Polska robiła efektywne parcelacje i tak powstało mnóstwo dobrych osiedli z zabudowa nieintensywną, np Wierzbno, Żoliborz oficerski, Sadyba.
Wybudowanie 1 km trasy metra kosztuje 600 milionów zl. Załóżmy zatem, że 1 stacja to też 600 mln. Jeśli stacja będzie musiała być 2x większa, to ile może kosztować ? 1mld? 1,2 mld?
Czyli z budżetu dołożymy 400-600 mln, żeby deweloper mógł sprzedać mieszkania za 25 tys zamiast 20/m2, bo „super lokalizacja w dynamicznym środowisku”.
Dodatkowo wydluzymy czas przesiadki milionom pasażerów.
Warszawskie planowanie w pigułce .
Właśnie o to „deklarowanie jako mieszkanie” mi chodziło, dlatego cieszę się, że Pan nad tym czuwa.
Może będąc w tym temacie - warto byłoby też popracować nad stawką podatku od gruntu, który w MPZP jest przeznaczony pod mieszkaniówkę, a właściciel płaci podatek od gruntów rolnych (i do tego nie jest rolnikiem i nie użytkuje jak rolnik). Poprawiłoby to podaż dzialek pod budowy domów. Czy Ministerstwo ma jakieś plany w tym zakresie?
@TLewandowskiPoz@MNiedorozwoju@mickpll@TLewandowskiPoz To by było zasadne również z punktu widzenia podatkowego, skoro lokal pełni funkcje niemieszkalne to taki status powinien mieć w rejestrze i takiemu opodatkowaniu powinien podlegać
Zdecydowanie nie.
Tabliczki w sklepach nie pokazują Ci dokładnie co obejmuje kadr kamery.
Tablice o agencjach ochrony nie informują Cię o obecności ochrony w środku.
Ani jedne, ani drugie nawet nie muszą być prawdziwe.
Uwaga zły pies chroni Ciebie, nie innych.
A informowanie o radarach zawsze jest prawdziwe i dokładne. Właśnie na tym polega problem - że informacja dokładna mówi Ci "stosuj się do przepisów TYLKO TUTAJ".
Pytanie dodatkowe: Dlaczego np w Niemczech nie jest to powszechna i utrwalona praktyka społeczna?
Przecież powiedziałem powyżej.
Ale skoro uważasz, że ostrzeganie tak bardzo poprawia bezpieczeństwo, to załóżmy na chwilę, że masz racje i spróbujmy to przełożyć na inne obszary.
Np nakażmy sprzedawcom w sklepach montować tabliczki - "Ta półka objęta jest monitoringiem". Czy myślisz, że sprzedawcy poczują, że są bardziej bezpieczni przed kradzieżami?
Albo zacznijmy montować w mieście tabliczki - "Wchodzisz w obszar monitorowany". "Wychodzisz z obszaru monitorowanego". Czy kobieta lub dziecko idące nocą przez miasto powinno czuć się bezpieczniej? Przecież dzięki temu potencjalny złodziej lub gwałciciel będzie wiedział, że "w tym miejscu na pewno nie może popełnić przestępstwa", więc powinno być bezpieczniej.
Albo więcej, niech każdy na drzwiach swojego domu wywiesi tabliczkę "od 19 jestem w domu". Dzięki temu że informuje, że jest w domu powinno być bezpieczniej, bo potencjalny złodziej wie, że przecież od 19:00 może zostać przyłapany.
Idźmy jeszcze dalej. Aplikacja jak Yanosik - w której każdy może zaznaczyć czy widział, że ktoś ma w domu zamontowany alarm. Idzie taka osoba, mija różne domu i aplikacja informuje, że "ten dom ma alarm". Dzięki temu jest bezpieczniej, bo potencjalny złodziej wie, że jest alarm, więc przecież nie będzie się włamywał prawda?
Czy doszliśmy to granic absurdu?
Wolę żeby taki kierowca przejechał przez miejscowość 3 razy 110/h i dostał zakaz prowadzenia pojazdów na 3 lata, niż żeby jeździł codziennie i zwalniał tylko na te 100 metrów, które pokaże mu Janosik.
Niepewność co do miejsc kontroli to to czego tacy ludzie jak Ty się najbardziej boją, bo powoduje, że prawa trzeba będzie przestrzegać wszędzie. Tak jak z zamykaniem domu - nie wiesz kiedy Cię okradną, więc codziennie go zamykasz.
@mmpiatkowski@kuziemsky Ależ oczywiście, ze to KTO JE KUPI ma PIERWSZORZĘDNE znaczenie. Jeśli wszystkie wykupi firma i przerobi na kancelarie prawne albo Airbnb, to podaż „mieszkalna” w ogóle się nie zwiększy, a co za tym idzie nie wywrze to żadnej presji na spadek cen
Oczywiste jest, że e-dziennik powinien być w 100% zarządzany przez państwo, najlepiej przez Centralny Ośrodek Informatyki. To właśnie tam powinny być budowane odpowiednie kompetencje technologiczne, operacyjne i związane z bezpieczeństwem danych.
Nie przesadzajmy też z tezą, że zarządzanie bazą kilku milionów uczniów i rodziców przerasta państwo wielkości Polski. W czasach Big Data i AI nie jest to problem technologicznie nierozwiązywalny ani szczególnie skomplikowany z punktu widzenia wiedzy domenowej. Raczej studenckie wyzwanie.
Natomiast taki system musi być przygotowany precyzyjnie, odpowiedzialnie i z bardzo wysokimi standardami bezpieczeństwa. W tym sensie obie strony sporu mają częściowo rację: prezydent, wetując rozwiązanie niedostatecznie przygotowane, oraz ministerstwo, chcąc przejąć tę kompetencję i budować ją po stronie państwa.
Powodów jest wiele, ale jeden z kluczowych dotyczy danych o talentach i potencjale uczniów.
Powszechną praktyką jest dziś gromadzenie przez międzynarodowe korporacje informacji o młodych, szczególnie uzdolnionych osobach - także uczniach szkół średnich, a niekiedy nawet podstawowych - na przykład poprzez wyniki olimpiad, konkursów czy innych osiągnięć edukacyjnych. Jeden wybitnie zdolny uczeń może w przyszłości stworzyć wartość liczona w miliardach dolarów.
Państwo powinno mieć pełną kontrolę nad takimi danymi albo przynajmniej zagwarantować, że ich dostawcy technologiczni nie mają możliwości swobodnego przeglądania, analizowania ani wykorzystywania. I właśnie co do tego mam dziś największe wątpliwości.
A może to właśnie celowy lobbing — również na rzecz funduszy budujących prywatne akademiki?
W Warszawie w ostatnich latach powstało kilka dużych prywatnych akademików:
• StudentSpace – ok. 1100 miejsc (Wołoska + Beethovena/Dziekońskiego) — 70% Signal Capital Partners + Griffin Capital Partners, 30% Echo Investment. Kapitał odpowiednio Wielka Brytania / Polska.
• SHED Warsaw – ok. 1100 miejsc (Campus + Sky Living) — 1 Asset Management -> Litwa.
• ZEITRAUM Solec – 214 miejsc — ZEITGEIST Asset Management -> Niemcy.
• Tribera Warsaw – 675 miejsc (Obrzeżna) — SPEEDWELL -> Belgia.
Czyli tylko te kilka projektów to już ponad 3000 miejsc dla studentów.
I nagle okazuje się, że na kształceniu nowych kadr można całkiem nieźle zarabiać, albo poprzez prywatny rynek najmu, albo poprzez zagraniczne fundusze inwestujące w akademiki.
A 400 tys. studentów bez miejsca w akademiku to przecież ogromny rynek. 😉
Szkoda byłoby, żeby państwo samo wybudowało akademiki, zaoferowało studentom tańsze mieszkania, a pieniądze zamiast do prywatnych właścicieli i zagranicznych funduszy popłynęły… do polskiego budżetu.
@jciesz@ZygmuntowskiJ Panie Ministrze, ale przecież w tym samym modelu (Państwo monopolista) działa np IKP, czy edoreczenia. I z tym nie ma Pan problemu
@PawelChoinski@piotr_mosak Zgoda. Ale pamiętajmy, ze kapitał zgromadzony w OFE podobnie jak w ZUS miał służyć wyłącznie do wypłaty świadczenia w formie miesięcznej emerytury, więc również państwo decydowało ile Ci się należy. Tu się nic nie zmieniło