F-35 "powietrze-powietrze"
Mimo, że w manewrowej walce powietrznej F-35A ustępuje F-16C/D Block 52+, to jednak na dużych i średnich odległościach ma bardzo wyraźną przewagę. Pomijając fakt, że może w sposób skryty podejść do wrogich myśliwców, to ma też doskonały radar i przyzwoite uzbrojenie.
Polacy otrzymali odmianę Block 4, ale ponieważ radar AN/APG-85 z anteną wykonaną z użyciem tlenku galu o zwiększonej czułości i precyzji nie był jeszcze gotowy, to nasze F-35A otrzymały nieco starsze AN/APG-81. Oba są produkowane przez Northrop Grumman w zakładach Linthicum Heights w Maryland, tuż obok Baltimore, czyli w danym zakładzie firmy Westinghouse Defense and Electronics Systems Center.
Jest to radar z aktywnie skanowaną anteną typu AESA. Antena radaru AN/APG-81 posiada 1676 mikroelementów nadawczo-odbiorczych (tzw. modułów T/R – Transmit/Receive modules). Dzięki temu każdy z nich wysyła wiązkę w innym kierunku, tworząc "jeża" wiązek, obserwując przedni sektor przed samolotem w zakresie ±60 stopni w poziomie (azymut) oraz ±60 stopni w pionie (elewacja). Oznacza to, że pojedyncza, płaska antena radaru zamontowana na sztywno w nosie F-35A pokrywa przednią półsferę w zakresie 120 stopni, nie potrzebuje mechanicznego poruszania, jak w F-16 (choć na naszych tylko w azymucie, w pionie jest elektroniczne skanowanie fazowe).
Zasięg tego radaru jest większy niż na F-16, cel typu mały myśliwiec jest wykrywany z odległości 150-160 km, wobec 110-130 km na F-16C/D Block 52+ czy 70-85 km na MiG-29. Sam F-35A natomiast przez wrogie myśliwce jest wykrywany z bardzo małej odległości, zapewne około 20 km, bo ma bardzo niskie echo radarowe.
Najciekawsze są jednak tryby pracy. Zwykły radar, w tym ten na F-16, pracuje albo w trybie poszukiwania, albo śledzenia celu. Do użycia rakiet wymagane jest śledzenie.
Typowe skanowanie to RWS - Range While Search. Określa się wówczas położenie wszystkich celów, ale przy każdy "omieceniu" wiązką radaru przestrzeni, cele które w międzyczasie zmieniły położenie, są traktowane jak nowo wykryte. Są pokazywane na ekranie, ale system nie tworzy tzw. plotu, czyli nie rysuje ścieżki ich poruszania się pozwalającego na projekcje ruchu niezbędnego dla skierowania rakiet we właściwe miejsce spotkania.
Na zakresie STT (Single Target Track) antena podąża za tym jednym celem, nie wykrywając innych, lecz w sposób ciągły monitorując jego położenie tworząc "plot". Tak było na MiG-29.
Na F-16C był pewien substytut - TWS, Track-While-Scan, czyli elektroniczne tworzenie plotów przez komputerowe łączenie kropek wykrytych celów w poszczególnych "omieceniach" przestrzeni powietrznej dla ograniczonej liczby celów, przy zwiększonej częstotliwości powtarzania impulsów radaru, czyli "ścięciu" maksymalnego zasięgu. Na TWS radar AN/APG-68(V)9 z F-16C/D jednocześnie śledzi do 10 celów powietrznych, mogąc przygotować rozwiązania ogniowe dla czterech pocisków AMRAAM jednocześnie. O ile MiG-29 mógł pociskiem R-27R zaatakować na raz jeden cel, to F-16 może jednocześnie atakować cztery różne pociskami AIM-120C-5/7 AMRAAM o zasięgu do 70/100 km wysyłając im paczki uaktualnienia położenia MCU (Mid-Course-Update) do czterech pocisków.
Natomiast na APG-81 jest rewolucja. Nie ma podziału na wykrywanie i śledzenie. Jest jeden tryb IST, Interleaved Search and Track (Przeplatane skanowanie i śledzenie). Radar potrafi jednocześnie przeczesywać przestrzeń powietrzną i śledzić dziesiątki celów, generując dla pilota pełny obraz sytuacji taktycznej. Wiązka radaru „skacze” między celami tak szybko, że pilot nie musi zmieniać trybów, by przygotować się do odpalenia rakiety.
Dodatkowo radar pracuje naprzemiennie w trybie pasywnym odbierając sygnały radaru wroga i innych jego systemów, uaktualniając śledzenie, ale zbierając dane do identyfikacji celu.
Dzięki cyfrowemu formowaniu wielu wiązek naraz, radar potrafi jednocześnie śledzić i naprowadzać pociski AIM-120 AMRAAM na kilka różnych celów powietrznych rozproszonych w przestrzeni. Polskie F-35A dzięki belkom Sidekick mogą w komorach wewnętrznych zabrać do sześciu AIM-120D-3 AMRAAM o zasięgu do 130 km. Wszystkie mogą być wystrzelone salwą do sześciu różnych celów jednocześnie. Można zostać asem w jednej dobrej salwie...
Jeśli jest to tryb powietrze-powietrze, to cztery kolejne AMRAAM można zabrać na zaczepy podskrzydłowe na belkach pojedynczych i jeszcze dwa AIM-9X Sidewinder pod samymi końcówkami. Wówczas teoretycznie można rypnąć w jednym ataku nawet 10 AMRAAMów do 10 różnych samolotów z nadlatującej grupy, 2,5 raza tyle co na F-16. Lockheed przewiduje w przyszłości certyfikowanie samolotu do belek podwójnych na AMRAAM na zewnątrz i samolot może wówczas zabrać 14 AMRAAMów w tzw. "beast mode" (reżim bestii).
Oczywiście radar samolotu jest nieczuły na tzw. "notch" czyli zmylenie radaru impulsowo-dopplerowskiego przez stanięcie pod kątem 90 stopni do nadlatującego myśliwca, kiedy nie ma różnicy dopplerowskiej i samolot wroga znika z radaru na tle ziemi. Jest to nazywane "lotem w kanale ślepoty dopplerowskiej". Większość radarów w myśliwcach szuka celów na tle ziemi (tryb look-down/shoot-down) wykorzystując efekt przesunięcia dopplerowskiego (częstotliwości) od celów ruchomych. Ziemia odbija gigantyczne ilości fal radiowych (tzw. odbicia od podłoża lub ground clutter). Aby radar nie pokazywał pilotowi "szumu" zamiast samolotów, komputer odfiltrowuje wszystkie obiekty, które są nieruchome względem ziemi, czyli nie mają prędkości promieniowej względem myśliwca.
Radar AN/APG-81 ma zakres mikro-Doppler. Kadłub samolotu może lecieć prostopadle i mieć zerową prędkość radialną, ale łopatki wewnątrz silników odrzutowych wciąż obracają się z prędkością tysięcy obrotów na minutę. Radar AN/APG-81 ma tak potężną czułość, że wychwytuje te miniaturowe przesunięcia fazowe od pracującego silnika wroga i "widzi" go pomimo idealnego kąta lotu. Dlatego nie jest możliwe "zniknięcie" z radaru F-35A tak jak można zniknąć z MiG-29 i F-16 lecąc prostopadle.
Do tego dochodzi zakres automatycznej identyfikacji celu i pełna integracja współpracy z elektrooptyką, ale to oddzielna historia....
Fot. MON
To moja praca, te teksty, choć równolegle piszę w papierowej. Robię to dla Was. Jak Wam się podoba to proszę o kawki w zamian, przeznaczone dla mego potomstwa.
Dziękuję! https://t.co/3NOiJ9zNa8
Tego się nie da słuchać pod wieloma względami. Nie pierwszy zresztą raz w wykonaniu tego Pana, do którego od 15 lat nie docierają żadne badania ani naukowe argumenty.
Po pierwsze uprawa on typowy historyczny prezentyzm: ocenia drugą wojnę światową z wygodnej perspektywy kogoś kto zna jej skutki.
Wątpię, aby nawet w sierpniu 1939 roku ktoś był w stanie realnie przewidzieć, że nowy konflikt przyniesie aż taką hekatombę miastom i ludności cywilnej. Przypomnę, że nawet Amerykanie, którzy nie cierpieli nazistowskich Niemiec i realnie odczytywali niemieckie plany ekspansji, wierzyli w pierwszych dniach września, że Hitler zachowa się w Polsce w sposób cywilizowany.
Po drugie mami on Polaków rzekomą alternatywą: nie mieliśmy w 1939 roku większego wyboru, bo byliśmy tak czy siak w głębokiej dupie za sprawą dwóch agresywnych sąsiadów, z których żaden nie chciał uszanować naszych narodowych interesów.
W przedwojennej Polsce nie było ani politycznego ani społecznego klimatu do sojuszu z Niemcami. Nie był on dla Polski atrakcyjny pod żadnym względem, bo nie bylibyśmy dla Hitlera partnerem, ale wielką masą do przemielenia w jego machinie wojennej.
Jako część osi bylibyśmy skazani na bycie niemieckim protektoratem, który zostanie wydrenowany ze wszystkich zasobów, aby stać się frontowym krajem do krucjaty przeciwko ZSRR, w której nie byłoby zwycięzców.
Nie mówiąc już o tym, że Moskwa szybciutko dogadałaby się z Paryżem i Londynem, a potem z Amerykanami. Odwrócenie przymierzy na późniejszym etapie wojny to kompletna fantasmagoria. Na pewno Stalin by się na to nabrał, a Amerykanie i Brytyjczycy stanęliby po naszej stronie. 🤡
Nie byłoby żadnego happy endu ani lepszej historii. Pora przestać marzyć o rzeczach, które zbudowane na przesłankach dziecięcej naiwności i czystym chciejstwie.
The decision to withdraw a planned brigade deployment to Poland is puzzling.
Poland is a model ally that is more than pulling its weight on its defense obligations, in a geographically vulnerable position on Russia's border.
This is not the message we should be sending to Putin.
https://t.co/UJD4ncxb4V
Poland Paid $50 Billion for America’s Friendship. Turns Out That Wasn’t the Deal.
Poland has spent fifty billion dollars on American weapons. F-35s, Abrams tanks, Patriots, HIMARS. The full catalogue, ordered with the desperate enthusiasm of a country that shares a border with Belarus.
Last week the Pentagon scrapped plans to deploy 4,200 troops to Poland. The brigade had already held a send-off ceremony, shipped its tanks, and sent advance personnel into Europe. Then came the call. Don’t bother.
Poland was blindsided. Their officials found out by ringing American congressmen. JD Vance turned up at the White House briefing today and told a Polish reporter he was overreacting. It was just a delay, he said. Europe needs to stand on its own two feet.
Poland spends nearly four percent of GDP on defence. It hosted American troops and paid fifteen thousand dollars per soldier per year for the privilege. It sent men to Iraq when Washington asked, even when France and Germany quietly suggested that everyone involved might regret it.
Rumsfeld once called Poland the most pro-American country on earth, including America itself. 
The reward for twenty years of that devotion is being told, by a man who has never heard a gunshot in anger, to look in the mirror.
If the situation is bad, it doesn't mean it can't get even worse, so Russia indeed would risk a lot.
For NATO, it is easier to decide whether to aid the Baltics if Russia is weak. This calculus would be more difficult if Russia were strong. Russia doesn't risk losing territory, because NATO wouldn't be interested in that. But it risks getting its military-industrial complex razed to the ground, its economy totally smashed, and its oil bloodstream totally isolated.
Meaning, this scenario under current conditions is extremely risky for the Kremlin regime, because it would undermine its last pillars of legitimacy.
If nuclear weapons were a magic answer for everything, wouldn't we have Russia invading everyone in Europe? Was Ukraine nuked after targeting Russian territory? Nukes are an appropriate response only for a handful of occasions. NATO wouldn't have to decapitate Putin or smack Moscow to the ground. Nukes wouldn't matter.
But generally speaking - yes, a revisionist Russia will always be tempted to provoke a "Baltic crisis".