A nie mówiłem?
Z Instytutem Neurochirurgii SPINE, który wypłacał neurochirurgom miliony monet, powiązany jest prominentny pisowiec, współpracownik najpierw Kornela, później Mateusza Morawieckiego, były członek Rady Nadzorczej spółki Srebrna oraz komitetu poparcia J. Kaczyńskiego.
Oszukane Łącko jeszcze do kwietnia tego roku było… przechowalnią dla psów.
Dosłownie. Przechowalnią.
Przez lata wolontariusze walczyli, żeby wreszcie stało się schroniskiem. O choćby minimalne finansowanie. O jakiekolwiek wsparcie.
W końcu się udało.
I właściwie… na tym się skończyło.
To niewielkie schronisko do dziś nie ma własnego konta. Sama dzwoniłam do gminy i pytałam. Każda wpłata trafia na konto gminy. Ile z tych pieniędzy rzeczywiście zostanie przeznaczone na psy? Tego po prostu nie wiemy.
Dlatego proszą o coś innego.
O pomoc, którą od razu dostaną ich podopieczni.
Na dziś kończy się mokra karma. Suchej zostało niewiele. Potrzebne są też koce, legowiska, miski, zabawki, smycze, środki przeciw kleszczom i pchłom. Właściwie wszystko, co może choć trochę poprawić życie psiaków.
Nie proszą o pieniądze.
Po tym, co wydarzyło się wcześniej, trudno komukolwiek zaufać.
Prosili o przekazanie jeszcze jednej rzeczy — zapraszają każdego z was. Przyjedźcie. Zobaczcie to miejsce na własne oczy. Porozmawiajcie z ludźmi, którzy codziennie walczą o te psy. Wyjdźcie z psiakami na spacer. Pogłaszczcie je.
Łącko nie ma nic do ukrycia.
A może właśnie tam spojrzy na was para psich oczu, o której nie będziecie mogli przestać myśleć? Może ktoś wróci do domu już nie sam. ❤️
Jeśli wspólnie zabezpieczymy psiakom karmę i najpotrzebniejsze rzeczy, wolontariusze będą mogli dopilnować, żeby środki przekazywane przez gminę zostały przeznaczone na to, czego nie da się podarować w paczce — lepszą opiekę weterynaryjną, naprawy i rozwój infrastruktury oraz inne pilne potrzeby schroniska.
To naprawdę może zrobić ogromną różnicę. Każdy worek karmy, każda puszka to mniej pieniędzy, które trzeba wydać na bieżące przetrwanie, a więcej na poprawę życia tych psów
Powiedziałam im, że nasza społeczność nigdy nie zawodzi.
I nadal w to wierzę.
Wielu z was pisało do mnie po ostatnich wydarzeniach, że chce pomóc. Jeśli te słowa płynęły prosto z serca, nie pozwólcie, żeby zostały tylko słowami.
Pokażmy, że dobro potrafi być głośniejsze niż oszustwo.
Udostępnienie tego posta też jest pomocą. Może trafi do osoby, która akurat ma worek karmy, niepotrzebny koc… albo miejsce w swoim domu dla jednego z tych psów? ❤️
Wszystko, co możecie przekazać, wyślijcie na adres:
GMINNE SCHRONISKO ŁĄCKO
33-390 ŁĄCKO 1044
(obok oczyszczalni ścieków)
Lub wejdźcie na strony podane na Fb, gdzie uzyskacie informacje, jak kupić wirtualną puszkę.
DLATEGO ŁUKASZ JANKOWSKI TAK ZACIEKLE WALCZY Z USTAWĄ PESEL.⁉️
PiS ogłosił „aferę KO”.
Dziś ta narracja po prostu się rozsypuje.
• MOGILNO – prywatna spółka neurochirurgów wystawiała rachunki sięgające 26 tys. zł za godzinę. Szacowane wyłudzenie: 13 mln zł. CBA już działa.
• SOKÓŁKA – 2,4 mln zł w pół roku (ponad 400 tys. zł miesięcznie).
• PIOTRKÓW TRYBUNALSKI – 129 600 zł miesięcznie na jednym kontrakcie.
• TOMASZÓW LUBELSKI – radny PiS i dyrektor szpitala: 864 tys. zł przy 5,2 mln zł straty placówki.
• BEŁCHATÓW – urolog ponad 150 tys. zł miesięcznie.
• SANDOMIERZ, KUTNO, KOSZALIN, BIAŁYSTOK – kontrakty po 1,5–1,86 mln zł w pół roku.
W wielu szpitalach wojewódzkich 200–300 tys. zł miesięcznie na kontrakcie (anestezjologia, neurochirurgia, ortopedia, SOR).
Lekarze łączyli kilka placówek i setki godzin.
To nie jest patologia jednego szpitala.
To system B2B bez żadnej kontroli.
SZPITAL POŁUDNIOWY TO TYLKO WIERZCHOŁEK GÓRY LODOWEJ.
A Kacprzyk otworzył puszkę Pandory.
#UstawaPESEL #B2B
Arnold Schwarzenegger dijo algo que incomoda a mucha gente:
No basta con ser bueno.
Tampoco basta con trabajar duro.
Puedes tener más talento que todos los que te rodean.
Puedes crear algo mejor.
Puedes tener mejores ideas.
Pero si nadie sabe que existes, alguien peor que tú terminará llevándose la oportunidad.
La mayoría de las personas no fracasa porque le falte capacidad.
Fracasa porque espera que el mundo la descubra por accidente.
Y el mundo casi nunca funciona así.
Napięcia między Polską i Ukrainą dotyczące promowania „bohaterów” UPA nie znikną szybko. Zdaniem ukraińskiego historyka, profesora Jarosława Hrycaka, z którym rozmawiał dziennikarz PAP Jacek Pawlicki, może to nastąpić dopiero po zmianie władzy w Kijowie. https://t.co/sosKy0svyC
Oto my
Największym osiągnięciem polskiej polityki ostatnich dwudziestu lat nie jest żaden program społeczny. Żadna reforma. Żadna autostrada. Żaden wzrost PKB.
Największym sukcesem było przekonanie milionów ludzi, że ich największym problemem nie jest państwo, tylko drugi Polak. To genialny interes. Kiedy obywatel patrzy z nienawiścią na sąsiada, przestaje patrzeć na ręce tym, którzy naprawdę rządzą. I właśnie dlatego ta wojna nigdy się nie kończy. Bo nie może.
Ludzie lubią mówić, że Polska jest podzielona. To nieprawda. Polska nie jest podzielona. Polska została podzielona. To ogromna różnica. Podział nie pojawia się sam z siebie. Ktoś musi go stworzyć. Ktoś musi go pielęgnować. Ktoś musi codziennie dokładać drewna do ogniska. Bo ogień, którego nikt nie podsyca, prędzej czy później gaśnie. Ten nie gaśnie od lat.
Rozejrzyj się. Nie musisz nawet włączać telewizji. Wystarczy rodzinny obiad. Jedno pytanie. Jedno nazwisko. Jedna partia. I nagle ludzie, którzy jeszcze chwilę wcześniej rozmawiali o dzieciach, pracy i wakacjach, zaczynają patrzeć na siebie jak na wrogów. Nie dlatego, że się zmienili. Dlatego, że ktoś nauczył ich patrzeć na siebie przez pryzmat plemion. Już nie ma Marka. Nie ma Anny. Nie ma wujka Andrzeja. Jest pisowiec, platformers, lewak, konfiarz, symetrysta.
Etykieta. A etykietę zawsze łatwiej znienawidzić niż człowieka. Bo człowiek ma historię. Ma dzieci. Ma kredyt. Ma chorego ojca. Ma swoje porażki. Ma swoje lęki. Etykieta nie ma nic. Można ją bezkarnie opluć.
Politycy doskonale zrozumieli jedną rzecz. Rozwiązywanie problemów jest piekielnie trudne. Trzeba mieć wiedzę. Trzeba mieć ludzi. Trzeba podejmować ryzyko. I jeszcze zostać z tego rozliczonym. Tworzenie wroga jest banalnie proste. Wystarczy wskazać palcem. To oni. Oni są winni. Oni zniszczyli Polskę. Oni niszczą demokrację. Oni sprzedadzą kraj. Oni zabiorą wam przyszłość. Nie ma znaczenia, czy mówi to prawica. Nie ma znaczenia, czy mówi to lewica. Nie ma znaczenia, czy mówi to centrum. Mechanizm jest identyczny. Zmieniają się aktorzy. Scenariusz pozostaje ten sam.
Największym kłamstwem współczesnej polityki nie jest żadna konkretna obietnica wyborcza. Największym kłamstwem jest przekonanie, że po wyborach wojna się skończy. Nie skończy się. Bo wojna jest produktem. A produkt, który sprzedaje się najlepiej, wycofuje tylko idiota.
Spójrz na kampanie. Czy naprawdę rozmawiamy o tym, jak będzie wyglądała Polska za dwadzieścia lat? O edukacji? O demografii? O produktywności? O zadłużeniu? O ochronie zdrowia? Nie. Rozmawiamy o tym, kto jest większym zagrożeniem. Bo strach sprzedaje się lepiej niż liczby. Gniew sprzedaje się lepiej niż analizy. Nienawiść sprzedaje się najlepiej ze wszystkiego.
Media bardzo szybko zrozumiały zasady tej gry. Lubimy powtarzać, że media są czwartą władzą. Że patrzą politykom na ręce. Że pilnują demokracji. To piękna teoria. Praktyka wygląda inaczej. Media nie stoją z boku tej wojny. Są jej handlarzami. Każde oburzenie to pieniądze. Każdy skandal to pieniądze. Każda awantura to pieniądze.
Pokój nie klika. Rzetelność klika przeciętnie. Konflikt klika znakomicie. Dlatego codziennie dostajesz kolejną dawkę emocji. Nie informacji. Emocji. Bo emocjonalny odbiorca nie zamyka strony. Wraca. Komentuje. Udostępnia. Kłóci się. A każda sekunda jego uwagi ma swoją cenę.
Potem pojawiły się media społecznościowe. I wtedy skończyły się hamulce. Algorytm nie interesuje się prawdą. Nie interesuje go demokracja. Nie interesuje go Polska. Nie interesuje go człowiek. Interesuje go wyłącznie to, czy zostaniesz jeszcze pięć sekund.
Jeżeli zatrzyma Cię kot...Pokaże kota.
Jeżeli zatrzyma Cię polityczna awantura...Pokaże kolejną.
Jeżeli zatrzyma Cię nienawiść...Dostaniesz jej tyle, ile tylko zdołasz unieść.
Bo algorytm nie ma sumienia. Ma statystyki. I statystyki mówią jasno. Nic nie uzależnia uwagi skuteczniej niż poczucie, że jesteś moralnie lepszy od innych. Dlatego każdego dnia internet szepcze Ci do ucha: Masz rację. To oni są problemem. Ty jesteś rozsądny. Oni są głupi.
I słyszysz to codziennie. Przez miesiące. Przez lata. Aż w końcu przestajesz zadawać pytania. Nie dlatego, że jesteś głupi. Dlatego, że jesteś człowiekiem. I właśnie na tym polega największa tragedia tej wojny.
Nie zmanipulowano idiotów. Zmanipulowano zwykłych ludzi. Nie ma dziś większego zwycięstwa tej wojny niż to, że przestaliśmy widzieć w sobie ludzi. Kiedyś najpierw był człowiek. Potem poglądy. Dzisiaj jest odwrotnie. Najpierw pytamy, na kogo głosował. Dopiero później zastanawiamy się, kim jest. A czasem już nawet nie. Wystarczy jedno słowo. PiS. PO. Konfederacja. Lewica. I wszystko wiadomo. Nie trzeba słuchać. Nie trzeba rozumieć. Nie trzeba myśleć. Wystarczy przykleić etykietę. Reszta zrobi się sama.
Najbardziej przerażające jest to, że ta wojna nie kończy się na telewizji. Ona wraca z nami do domu. Siada z nami przy świątecznym stole. Jedzie z nami samochodem. Leży z nami w łóżku. Przechodzi do rozmów z dziećmi. Do rozmów z rodzicami. Do rozmów z przyjaciółmi. Powoli zatruwa wszystko. Coraz łatwiej pokłócić się z bratem. Coraz łatwiej zerwać kontakt z ojcem. Coraz łatwiej wyrzucić wieloletniego znajomego z życia. Nie dlatego, że nas okradł. Nie dlatego, że nas skrzywdził. Nie dlatego, że zrobił coś złego. Dlatego, że postawił krzyżyk w innym miejscu niż my. Jeszcze dwadzieścia lat temu brzmiałoby to absurdalnie. Dzisiaj jest codziennością.
Najsmutniejsze jest jednak coś innego. My naprawdę uwierzyliśmy, że walczymy ze złem. Każda strona uważa się za tę dobrą. Każda wierzy, że broni Polski. Każda jest przekonana, że gdyby nie ona, kraj już dawno by upadł. I właśnie dlatego tak trudno zatrzymać tę spiralę. Bo człowiek, który wierzy, że ratuje świat, usprawiedliwi niemal wszystko. Pogardę. Kłamstwo. Manipulację. Agresję. Odebranie drugiemu człowieczeństwa. Przecież robi to „w słusznej sprawie”. Historia zna ten mechanizm aż za dobrze. Najgorsze rzeczy bardzo rzadko robili ludzie przekonani, że czynią zło. Znacznie częściej robili je ci, którzy byli święcie przekonani, że walczą o dobro.
A politycy? Oni przyjdą i odejdą. Jedna kadencja. Druga kadencja. Jedno nazwisko zastąpi drugie. Jedna partia zastąpi kolejną. Zmienią się twarze. Zmienią się hasła. Zmienią się kolory billboardów. Ale jeśli nic się nie zmieni między nami...To za cztery lata znów usłyszymy dokładnie tę samą historię. Znów ktoś powie, że Polska jest na skraju katastrofy. Znów ktoś wskaże wroga. Znów ktoś obieca ocalenie. A my... Znów ustawimy się po dwóch stronach barykady.
Największym zwycięzcą tej wojny nie jest żadna partia. Nigdy nie była. Największym zwycięzcą jest sam mechanizm. Mechanizm, który potrafi zamienić ludzką złość w głosy. Mechanizm, który potrafi zamienić strach w oglądalność. Mechanizm, który potrafi zamienić pogardę w zasięgi. Mechanizm, który sprawił, że więcej emocji budzi dziś wpis anonimowego internauty niż informacja o zamkniętym oddziale szpitalnym. To on wygrywa. Za każdym razem.
Kto przegrał? Nie wyborcy PiS. Nie wyborcy Platformy. Nie wyborcy Konfederacji. Nie wyborcy Lewicy. Przegrał każdy, kto przestał widzieć człowieka po drugiej stronie. Każdy, kto nauczył się nienawidzić, zanim nauczył się słuchać. Każdy, kto zaczął traktować politykę jak religię, a przeciwnika jak heretyka. Bo kiedy polityka staje się tożsamością, przestaje być narzędziem naprawy państwa. Staje się powodem do wojny.
I może najbardziej gorzkie jest to, że nie potrzeba było cenzury. Nie potrzeba było pałek. Nie potrzeba było zamykać gazet. Nie potrzeba było zakazywać rozmów. Zrobiliśmy to sami. Sami przestaliśmy słuchać. Sami zaczęliśmy gardzić. Sami pozwoliliśmy, żeby algorytm decydował, co myślimy o świecie. Sami zgodziliśmy się, żeby obcy człowiek z telewizji lub internetu powiedział nam, kogo mamy lubić, a kogo nienawidzić. I nawet tego nie zauważyliśmy.
Może więc najważniejsze pytanie przed kolejnymi wyborami nie brzmi: „Na kogo zagłosujesz?”
Może brzmi zupełnie inaczej. „Czy po tych wyborach nadal będziesz potrafił usiąść przy jednym stole z kimś, kto zagłosował inaczej?”
Bo jeśli odpowiedź brzmi „nie”...to znaczy, że ktoś już wygrał. I nie jesteśmy to my.
autor: @had_a_soul dla @AkademiaPrawdy
Największe złudzenie naszych czasów
Co, jeśli od kilku lat wszyscy prowadzimy niewłaściwą walkę?
Co, jeśli największym błędem naszych czasów nie jest to, że internet zalewają manipulacje, prowokacje i dezinformacja? Co, jeśli największym błędem jest przekonanie, że nadal żyjemy w świecie, w którym wygrywa ten, kto ma lepsze argumenty, więcej faktów i lepiej udokumentowaną rację?
Przez długi czas sama tak myślałam. Wydawało mi się, że odpowiedzią na manipulację jest cierpliwe prostowanie nieprawdy, na kłamstwo przedstawienie dokumentów, a na prowokację spokojna analiza. Nadal uważam, że prawda ma znaczenie. Coraz częściej mam jednak wrażenie, że od kilku lat wszyscy walczymy na polu, które przestało być najważniejsze.
Kilka dni temu wróciłam do tekstu, który napisałam 13 lutego 2024 roku, w dniu startu Kanału Zero. Nie wróciłam do niego po to, żeby powiedzieć: „miałam rację”. Nie wierzę w takie historie. Każdy autor po dwóch latach napisałby swój tekst inaczej. Zatrzymało mnie coś zupełnie innego. Uświadomiłam sobie, że intuicyjnie opisałam zjawisko, którego wtedy nie potrafiłam jeszcze nazwać.
Napisałam wtedy o walce o rząd dusz. Napisałam również zdanie, które dziś brzmi dla mnie mocniej niż cały tamten wpis:
„Zastanówcie się, komu robicie zasięgi i nadajecie znaczenie w przestrzeni publicznej.”
W tamtym czasie nie znałam jeszcze pojęcia ekonomii uwagi. Nie czytałam Shoshany Zuboff, Renée DiResty ani Sama Vaknina. Nie wiedziałam, że ludzie zajmujący się psychologią, komunikacją i mediami od lat opisują proces, który ja jedynie przeczuwałam. Wiedziałam tylko, że nie patrzę na narodziny kolejnego medium. Czułam, że zmieniają się reguły gry.
Dopiero później zaczęłam szukać odpowiedzi. Nie po to, żeby znaleźć autorów potwierdzających moje przekonania, ale żeby zrozumieć własną intuicję. Im więcej czytałam, tym bardziej uderzało mnie, że badacze opisują różne fragmenty tego samego zjawiska. Jedni mówili o ekonomii uwagi, inni o sposobach narzucania tematów debaty publicznej, jeszcze inni o psychologii uwagi i wpływu. Nagle okazało się, że moja intuicja z 2024 roku nie była wyjątkowa. Po prostu wcześniej nie miałam języka, żeby ją opisać.
To właśnie wtedy zaczęłam zadawać sobie zupełnie inne pytania. Nie dlaczego ludzie tak łatwo ulegają emocjom, ale dlaczego współczesny internet nagradza przede wszystkim treści, które te emocje wywołują. Coraz bardziej dochodziłam do wniosku, że przez lata błędnie opisywaliśmy media społecznościowe. Mówiliśmy o nich jak o rynku informacji, podczas gdy w rzeczywistości stały się rynkiem uwagi. Informacja nie jest już celem. Jest narzędziem. Liczy się to, ile czasu poświęcimy danej treści i jak długo pozostaniemy w jej orbicie.
Największą iluzją naszych czasów jest przekonanie, że algorytm promuje prawdę. Algorytm NIE WIE, czym jest PRAWDA. Wie tylko, przy czym zatrzymujemy się najdłużej. I właśnie to nagradza.
To właśnie dlatego coraz mniej interesuje mnie pytanie, kto miał rację w kolejnej internetowej burzy. Znacznie bardziej interesuje mnie to, kto sprawił, że przez kilka dni cała Polska rozmawiała właśnie o tym. Bo jeśli uwaga stała się najcenniejszą walutą współczesnego internetu, to wygrywa nie tylko ten, kto przekonuje. Wygrywa również ten, kto skutecznie decyduje, o czym wszyscy będą rozmawiać.
Dopiero kiedy zaczęłam patrzeć na internet z tej perspektywy, wiele rzeczy, które wcześniej wydawały mi się przypadkowe, zaczęło układać się w spójny obraz. Zrozumiałam, że najpotężniejszym redaktorem współczesnego świata nie jest już człowiek. Jest nim ALGORYTM. Nie dlatego, że ma poglądy, ideologię czy własny plan. Właśnie dlatego, że nie ma żadnego z nich. Nie interesuje go prawda ani fałsz. Nie ocenia jakości argumentów. Nie zastanawia się, kto ma rację. Interesuje go wyłącznie nasze ZACHOWANIE. To, przy czym zatrzymujemy się na dłużej, co komentujemy, co udostępniamy i do czego wracamy kolejnego dnia. (1)⬇️
Paweł Ogarek wzruszył mnie komentując zdjęcie z Wenezueli o którym napisał:
TAK BÓLU...
Po niszczycielskich trzęsieniach ziemi, które wstrząsnęły Wenezuelą, obraz zaczął krążyć po świecie. Pośród gór betonu, kurzu i ciszy ratownicy znaleźli scenę, która poruszyła nawet najsilniejszych.
Pod szczątkami zawalonej struktury pozostał pies półkrwi. Nie szczekał. Nie próbowałem uciekać. Leżał nieruchomo, patrzył w oczy, a ciało stało się tarczą.
Pod nim spoczywało dziecko.
Podczas gdy wszystko wokół niego się zawaliło, ten mały chłopiec nadal żył, chroniony przez kolegę, który zdecydował się stawić czoła niebezpieczeństwu, niż porzucić kogoś, kto najbardziej go potrzebował.
Członkowie zespołu ratowniczego donoszą, że na miejscu zdarzenia zaniemówili. Najpierw udało im się wyciągnąć psa, który opierał się oddaleniu się od dziecka, dopóki nie upewnił się, że też zostanie uratowany. Chwilę później mały został wyciągnięty żywcem pomiędzy oklaskami, łzami i wzruszeniem tych, którzy byli świadkami tej chwili.
Poza tragedią, która wisi dziś Wenezueli, ten obraz przedstawia coś, czego żadne trzęsienie ziemi nie może zniszczyć: nadzieję.
Ponieważ kiedy natura wystawia na próbę siłę ludu, pojawiają się też gesty, które mogą nam przypomnieć, że współczucie, lojalność i miłość mogą pojawić się tam, gdzie najmniej się tego spodziewa.
Ta fotografia okrążyła świat, ponieważ podsumowuje w jednej scenie ból narodu i jednocześnie pewność, że życie zawsze znajduje powód, by się opierać.
I wtedy rodzi się pytanie, na które każdy odpowie z własnej wiary i własnego sumienia:
Czy to był cud... czy najczystszy instynkt zwierzęcia gotowego oddać wszystko, by chronić życie?
Bez względu na odpowiedź, ten obraz przypomina nam, że nawet wśród gruzów może rodzić się nadzieja...