From the muddy fields of Normandy to the pages of history, Dick Winters didn’t just lead Easy Company — he distilled a lifetime of command into 10 timeless principles.
🧵 Dick Winters’ 10 Principles of leadership
The number of foreign workers in Poland rose 7.2% last year to reach 1.14 million.
Immigrants now make up almost 7% of all workers. While Ukrainians remain by far the largest group, the fastest-growing nationalities last year were Colombians and Indians https://t.co/E0LNJXyyTx
🧶Dostałam pytanie o etiopatologię stwardnienia rozsianego (SM), czyli o to, skąd ta choroba się bierze. Przez dziesięciolecia SM było opisywane jako choroba „o nieznanej przyczynie". Dziś już tak nie jest. Wiemy znacznie więcej, choć obraz, który się wyłania, jest złożony.
He was an outstanding athlete, as evidenced by his 24 Polish championship titles in various skiing disciplines. During World War II, Czech served as an underground courier, fighting for Poland's freedom.
Read more: https://t.co/E2V7gCKFrY
Poznań’s famous 3D masterpiece.
Located right on the corner of Śródka and Rynek Śródecki, this optical illusion brings a 1920s Polish town to life.
#SrodkaMural#VisitPoland
Korona przeznaczona dla Bolesława Chrobrego… trafiła na głowę Świętego Stefana.
Papież miał sen, poselstwo węgierskie przybyło pierwsze – i tak Polska straciła koronę, a Węgry zyskały swoją największą relikwię. #EchoHistorii
Ta opowieść, choć legendarna, do dziś budzi emocje i dobrze oddaje aurę tajemnicy, jaka otacza Świętą Koronę Węgier. Nie była to bowiem zwykła korona królewska, lecz jeden z najbardziej zagadkowych symboli Europy.
Insygnium jest złożone z dwóch różnych koron: greckiej (emalie przedstawiająe władców i świętych powstałe w kręgu Bizancjum), łacińskiej (krzyżujące się złote pasy) oraz elementów późniejszych modyfikacji. Z czasem urosło do rangi niemal świętego fundamentu Węgier. Według tradycji korona miała należeć do św. Stefana I, pierwszego chrześcijańskiego władcy Węgier, jednak badania wskazują, że powstała z kilku elementów prawdopodobnie w XI–XII wieku, łącząc wpływy bizantyjskie i zachodnie. Jednym z jej najbardziej rozpoznawalnych elementów jest przekrzywiony krzyż na szczycie – uszkodzony w nieznanych okolicznościach prawdopodobnie w XVII wieku, być może podczas transportu, ukrywania lub w wyniku przypadkowego zniszczenia, choć nie brakuje też bardziej sensacyjnych hipotez.
Z czasem narodziła się wokół niej niezwykła idea – tzw. „doktryna Świętej Korony” – zgodnie z którą to nie król rządzi krajem, lecz sama korona jest jego prawdziwym „władcą”, a monarcha jedynie wykonuje jej wolę. Bez niej żaden władca nie był w pełni legalny, dlatego przez stulecia była ukrywana, kradziona, przenoszona w tajemnicy i odzyskiwana jak najcenniejszy skarb państwa.
Historia korony pełna jest dramatycznych zwrotów: po upadku powstania węgierskiego w 1849 roku została zakopana w błocie przez węgierskich patriotów, aby nie dostała się w ręce Habsburgów. Jej odnalezienie umożliwiło późniejszą koronację Franciszka Józefa I w 1867 roku. W XX wieku jej losy były równie burzliwe – pod koniec II wojny światowej wywieziono ją na Zachód, by nie przejęła jej Armia Czerwona, po czym przez dziesięciolecia przechowywana była w Stanach Zjednoczonych, aż w 1978 roku wróciła na Węgry jako symbol narodowej tożsamości.
Ponad tysiąc lat historii, bizantyjskie emalie, legendy o aniołach i polityczne spory sprawiły, że Święta Korona Węgier pozostaje nie tylko reliktem, ale jednym z najbardziej fascynujących symboli władzy w Europie.
UKRAIŃSCY ŻOŁNIERZE TRZYMAJĄ FRONT. ICH POLITYCY PODPALAJĄ ZAPLECZE
Chcecie mieć swoją historię? Nikt wam tego nie broni. Każdy naród ma prawo do własnej pamięci, własnych ran, własnych grobów i własnych bohaterów. I żeby była jasność, Ukraina w czasie drugiej wojny światowej też miała ludzi, których można było stawiać za wzór. Ludzi walczących z Niemcami, z Sowietami, ludzi ratujących innych, ludzi płacących życiem za opór, godność i niepodległość. Było z czego wybierać. Naprawdę było.
Ale nie. Trzeba było dojebać tak, żeby samemu sobie otworzyć drugi front hybrydowy. Trzeba było sięgnąć po symbolikę i tradycję, która Polakom kojarzy się z Wołyniem, spalonymi wsiami, mordowanymi kobietami i dziećmi, a Europie z SS oraz zbrodniczą ideologią. Trzeba było dać Moskwie prezent zapakowany w kokardę. Kreml powinien temu, kto wpadł na ten genialny pomysł, przypiąć Order Świętego Andrzeja Apostoła Pierwszego Powołania, najwyższe rosyjskie odznaczenie państwowe, bo bez jednego wystrzału, bez jednej dywizji i bez większego wysiłku poróżnił dwa narody jednego dnia. Gratuluję przenikliwości. Gratuluję rozumu. Operacja informacyjna zrobiona własnymi rękami.
I nie udawajcie teraz zdziwionych, że Polacy reagują. U nas nikt nie nadaje współczesnej jednostce wojskowej tradycji oddziału Romualda Rajsa „Burego”, odpowiedzialnego za pacyfikacje białoruskich wsi i mordy na cywilach. Nikt rozsądny nie robi z takich ludzi czystych patronów państwowego mitu. Są brudne karty polskiej historii. Byli polscy zbrodniarze. Były haniebne epizody. Ale właśnie na tym polega różnica, że normalne państwo nie powinno tych kart gloryfikować, tylko opisywać, rozliczać i zostawić historykom, archiwom, prokuratorom oraz sumieniu.
Dlatego nie wciskajcie mi porównań AK do UPA, bo to jest historyczna tandeta zrobiona pod polityczne zamówienie. Armia Krajowa jako struktura nie wydała rozkazu masowego wycinania całych wsi z kobietami i dziećmi dlatego, że byli innej narodowości. UPA na Wołyniu jest kojarzona z antypolską czystką etniczną, z Kłymem Sawurem, z UPA-Północ, z kureniami, sotniami i lokalnymi siatkami, które szły na polskie wsie nie po to, żeby stoczyć bitwę z wojskiem, tylko żeby wyrwać z ziemi całe polskie życie. Wola Ostrowiecka, Ostrówki, Huta Stepańska, dziesiątki spalonych miejscowości, tysiące cywilnych ofiar. To nie jest „trudna tradycja”. To jest krew na rękach.
Najgorsze jest jednak to, że wy nie brudzicie tylko przeszłości. Wy wciągacie własnych współczesnych żołnierzy w cień brudnej historii. Żołnierzy, którzy dzisiaj naprawdę walczą, giną, marzną w okopach, palą rosyjskie czołgi, zatrzymują moskiewską armię i robią robotę, za którą Europa powinna im okazywać szacunek. I co dostają od własnych polityków oraz historycznych akrobatów? Symboliczny worek z kamieniami przywiązany do pleców. No mistrzostwo świata.
A my mamy klaskać, bo wy macie wojnę? Kurwa pięknie. Wojna nie jest immunitetem od głupoty. Wojna nie jest przepustką do wybielania symboli, które dla sąsiadów oznaczają spalone wsie, zarąbane dzieci, wymordowane rodziny i pamięć, której nie da się zamknąć na klucz, bo komuś teraz pasuje nowa narracja. Wojna nie kasuje historii. Wojna tym bardziej wymaga mądrości, bo każdy idiotyczny ruch w czasie wojny kosztuje więcej niż w czasie pokoju.
I właśnie w tym jest cały dramat. Ukraińscy żołnierze prowadzą wojnę. To oni płacą krwią. To oni trzymają front. To oni zasługują na szacunek. A politycy, urzędnicy pamięci i historycy właśnie zaczęli im przeszkadzać. Nie Rosjanie musieli tego dnia robić wielkiej operacji. Wystarczyło poczekać, aż ktoś po waszej stronie sam odpali granat informacyjny we własnym okopie.
Jak wam się tak marzy wzajemne wkurwianie, to właśnie daliście temu powód. I to nie zwykły powód, tylko cały skład amunicji. Ruskie trolle piszące po polsku i ukraińsku będą teraz walić tym w obie strony bez końca. Polakom powiedzą, że Ukraina pluje im w twarz. Ukraińcom powiedzą, że Polacy chcą upokorzyć ich historię. I będą mieli gotowy materiał, bo ktoś uznał, że w czasie wojny najlepszym pomysłem jest odgrzewanie symboli, które robią Moskwie lepszą robotę niż niejeden ruski propagandysta.
Nie mam pretensji do narodu ukraińskiego. Mam pretensje do polityków i historycznych akrobatów, którzy nie potrafią zrozumieć prostego faktu. Państwo walczące o miejsce w Europie i NATO nie może jedną ręką prosić o broń, sankcje, pieniądze i polityczne wsparcie, a drugą ręką machać symboliką, która dla części Europy jest nie do przyjęcia. Nie dlatego, że Polacy są przewrażliwieni. Dlatego, że SS, ludobójstwo i czystki etniczne nie są materiałem na nowoczesną tradycję wojskową.
Chcecie bohaterów? Macie ich dzisiaj na froncie. Chcecie historycznych bohaterów? Też ich mieliście. Tylko trzeba było mieć odwagę wybrać tych, którzy nie spalą relacji z sąsiadem w jeden dzień. Nie trzeba było grzebać w najbardziej cuchnących piwnicach historii, żeby udowodnić, że Ukraina potrafi walczyć. Ukraina udowadnia to codziennie.
Szacunek dla żołnierzy, tak. Broń dla walczących z Rosją, tak. Pamięć o ofiarach, też tak. Ale klaskania na zawołanie, kiedy ktoś wciąga dzisiejszych bohaterów w cień dawnych zbrodni, nie będzie. Nie ode mnie. Nie kurwa nie.
In the U.S. “ice cream” under U.S. FDA regulations, must meet the required minimums of at least 10% milkfat, 20% total milk solids, and proper weight and density standards. Most U.S. “ice cream” is actually from non-dairy alternatives are labeled as frozen desserts rather than ice cream. In contrast, many ice cream sandwiches sold in America are not legally classified as “ice cream.” The filling in popular mass-market versions often falls short of the 10% milkfat and 20% milk solids thresholds, leading them to be labeled “frozen dairy dessert” and sometimes incorporating vegetable oils instead of full dairy cream. If you leave one out on the table it doesn’t fully melt after even a day.
Polish ice cream, known as lody, is also made primarily with real dairy ingredients like fresh milk and cream. It follows EU compositional rules that distinguish dairy-based versions from those that may include some vegetable fats in industrial products. There is no common use of artificial or synthetic milk in Poland; both traditional artisan scoops and commercial varieties rely on actual dairy sources, and the country’s ice cream is widely regarded for its natural taste and quality. Premium or artisanal ice cream sandwiches can qualify as real ice cream if the filling meets the full standards, but the everyday grocery versions in the U.S. typically do not. This is why Polish ice cream doesn’t fuck my stomach up.
What the EU Did to Poland and the Baltics
I think the most underreported story in global economics is what European integration has done to the countries that were once the Soviet Union’s western margin.
In 2004, Poland joined the European Union. Its unemployment rate was around 20 percent. It was a middle-income country with serious structural problems and a GDP that reflected the grey inheritance of central planning.
Twenty years later, its GDP has passed one trillion dollars, having roughly tripled between accession and 2020 alone.
A new study from the Polish Economic Institute found that Poland’s economy is 42 percent larger than it would have been had it not joined the EU.
https://t.co/aSOsD7rGqm
Mamy najbardziej zdywersyfikowany eksport na świecie, a tu ciągle czytam, że nam globalnej marki brakuje.
To nasze rozdrobnienie jest naszą siłą i przewagą konkurencyjną, bo jak coś tąpnie na świecie w którejś z branż to my mówimy - ok. to teraz na drugą nóżkę i lecimy dalej.
Znacie firmę Slawex - 2,3 mld zł przychodów lub Komagrę - 1,7 mld zł przychodów? Ja też nie, ale to https://t.co/XNN2DtQcLc. takie firmy decydują o naszej sile i odporności na globalne wstrząsy.
W komentarzu przypominam mój tekst o fetyszyzacji globalnej marki w Polsce.
Poland might be the most underrated economy in Europe, and it's for the same reason people call it weak:
There's nothing to point at.
No flagship brand, no name anyone abroad knows, just a few hundred niche firms you've never heard of doing their job in silence.
But that fragmentation everyone treats as a disadvantage is exactly why it holds up.
When an external shock hits one sector, the economy just leans on another leg and keeps going.
Try that when your whole national story rides on one car brand...
@MarekLangalis covers this better than anyone. Follow him for all things on the Polish economy, auto-translate does the job fine if you don't speak Polish 😉